Reklama

Dzień z życia Ekstraklasy na zgrupowaniu. Jak Widzew Łódź trenuje w Turcji?

Szymon Janczyk

Autor:Szymon Janczyk

17 stycznia 2023, 10:37 • 11 min czytania 22 komentarzy

Chcecie poczuć klimat drużyny? To chodźcie! – woła nas jeden z członków sztabu szkoleniowego Widzewa Łódź. Grzecznie dziękujemy, wystarczy, że w deszczu cierpią ci, którzy muszą, zwłaszcza że spod wiaty te cierpienia widać doskonale. Drużyna Janusza Niedźwiedzia kończy pierwszy trening na zgrupowaniu w Turcji grą na dużej przestrzeni, w strugach coraz mocniej lejącego deszczu. Nikt jednak nie narzeka: tego dnia nie wszystkim było dane zrealizować cel w postaci wyjścia na boisko.

Dzień z życia Ekstraklasy na zgrupowaniu. Jak Widzew Łódź trenuje w Turcji?

O godzinie 8.30 Widzewiacy stawili się na siłowni i usłyszeli, że treningu piłkarskiego najpewniej dziś nie będzie. W Łodzi przewidywano taką sytuację jeszcze przed przylotem do Antalyi, śledząc prognozę pogody dla tureckiej riwiery. Zespół miał szczęście, że przyleciał na zgrupowanie bez większych problemów — trzeba było chwilę kołować nad lotniskiem, wszystko się trochę opóźniło, ale ostatecznie samolot z ekstraklasowiczami na pokładzie był jednym z trzech, które tego dnia wylądowały na pobliskim lotnisku.

Szybko okazało się, że z riwiery zrobiła się river, bo na ulicach miasta stała woda. Ulewa martwiła sztab Widzewa, ale i inne drużyny, bo Turcy zaczęli odwoływać treningi i kręcić nosem na zaplanowane wcześniej spotkania sparingowe. Każde wyjście na boisko poprzedzały godziny negocjacji i przeciągania liny. Jedni chcieli pracować, bo po to przyjechali. Drudzy chcieli oszczędzać boiska, bo sezon na obozy jest jeszcze długi.

Kierownik beniaminka Ekstraklasy opowiada o dyskusji jego kolegów po fachu. Ci nie trenują, tamci próbują. Stal Mielec już się „rozkładała”, gdy panowie z hotelu przyszli i powiedzieli: hola, mamy tu kilka innych drużyn. Jak wpuścimy was, to i inni będą chcieli wejść. Widzew miał szczęście, boisko treningowe nie tylko było dostępne, ale też nie doświadczyło zbyt mocno ulewnych deszczów. Jest położone na górce, dlatego, nawet gdy pada, woda spływa niżej.

Trzeba mieć dobrego organizatora — mówi z uśmiechem pracownik łódzkiego klubu, puszczając oczko do obserwującego trening Marcina Hakmana, który odpowiada za wyjazd łodzian do Turcji.

Reklama

Zgrupowanie w Turcji – dzień z życia Widzewa Łódź

Widzew, podobnie jak i inne kluby, mógł wybrać bezpieczną opcję. Rok temu zimował w Alanyi, bliżej Cypru. Tam klimat jest nieco lepszy, ale coś za coś. Sama podróż z lotniska do Alanyi to kwestia minimum dwóch i pół godziny, część czasu „zjadałby” także dojazd na boiska treningowe. Łodzianie stwierdzili, że zatrzymanie się w pobliżu Antalyi będzie wygodniejsze z logistycznego punktu widzenia i pozwoli zaoszczędzić mnóstwo czasu. Janusz Niedźwiedź szybką matematyką wyjaśnia, że koniec końców to jeden, dwa dni, podczas których można pracować nad formą piłkarską, a nie siedzieć w autokarze.

Jeśli chodzi o organizację zgrupowania, to w tym roku chcieliśmy żeby po przylocie do Turcji między lotniskiem a hotelem była możliwie jak najkrótsza odległość, maksymalnie 30 minut podróży autokarem. Drugi aspekt był taki, żeby lot powrotny był do Warszawy a nie jak zeszłym roku do Berlina. Wszystko po to, aby maksymalnie skrócić drogę do domu — wyjaśnia nam trener Widzewa.

A w Belek przecież wiecznie lać nie będzie. Po kilku burzowych dniach prognozy pogody zwiastują poprawę i powrót do normy, więc nic nie zwiastuje wywrócenia do góry nogami planu treningowego. Ten będzie intensywny, bo już pierwszego dnia Widzewiacy trenowali trzykrotnie: dwa razy na siłowni i raz na boisku. Zajęcia na świeżym powietrzu początkowo miały być lekkie, ale sztab szkoleniowy stwierdził, że przy obecnych warunkach przestawienie wajchy na grę na wysokiej intensywności nikomu nie zaszkodzi. Chwilę później łódzki zespół jeździł już na tyłkach — najpierw w grze na małej przestrzeni, potem na większej części boiska. Trener Niedźwiedź żył każdym zagraniem podczas treningowej gierki.

Hovakimyan: Polska to mój drugi dom. Gdyby Noah Group kupiła tu klub, byłbym szczęśliwy

Reklama

Próbujcie dryblingu, gry na jeden kontakt, pojedynków. Nawet kosztem straty, nieważne, trzeba ryzykować — instruował zawodników przed użyciem gwizdka zwiastującego początek ćwiczeń. Potem biegał między jedną grupą a drugą, podpowiadając piłkarzom. Najbardziej wkurzył się, gdy jeden z nich kopnął piłkę poza pole gry. – Hej, co robisz?! Szukaj wyjścia z sytuacji, w meczu nie możesz po prostu wykopać na rzut rożny! – pokrzykiwał stojąc z boku.

Gdy wieczorem spotkaliśmy się ze szkoleniowcem łódzkiego klubu, zapytaliśmy go o tamtą sytuację i idealny trening.

Jestem zadowolony z treningu, kiedy zawodnicy są maksymalnie skoncentrowani i pracują na sto procent. Błędy się pojawiają, to część procesu treningowego. Od tego jesteśmy żeby ze sztabem pracować nad nimi. Ważne jest poświęcenie, koncentracja czy zrozumienie czemu służy dane ćwiczenie. Gdy widzę, że trening przynosi efekt w postaci lepszego funkcjonowania to jestem zadowolony — tłumaczył Janusz Niedźwiedź.

Indywidualne wskazówki trenera Widzewa Łódź po treningu

Janusz Niedźwiedź odsłania kulisy pracy trenera podczas obozu przygotowawczego

Trenera Widzewa złapaliśmy w idealnym momencie, wciskając się do jego grafiku. Drugi trening na świeżym powietrzu odwołano, ale łodzianie zamiast tego ćwiczyli na hali. Później była odprawa, a następnie szereg aktywności medialnych czy zaplanowanych wcześniej spotkań. Janusz Niedźwiedź odłożył notes z kilkoma zapisanymi stronami, na których wypisał sobie hasła-przypominajki na wspomnianą już odprawę dla drużyny i zaczął szczegółowo przedstawiać nam schemat pracy na zgrupowaniu, także tej, w której liczy się wypicie czaju z każdym, kto chciałby pomówić o zespole.

Podczas zgrupowania różnorakich spotkań jest więcej, choć nie odbiega to mocno od tego jak funkcjonujemy na codzień. Dziś miałem jeden wywiad, teraz mam drugi, oba zaplanowane, odprawę z zawodnikami, dwa spotkania ze sztabem czy dłuższe spotkanie z dyrektorem odnośnie budowy kadry. W poniedziałek przylatuje do nas prezes i też mamy zaplanowane spotkania. Chcemy usprawnić nasze działania i spotkania też temu służą.

Rozmowę kończyliśmy po 21, ale trener Niedźwiedź miał jeszcze z kim przedyskutować parę spraw. W tym czasie jego podopieczni mogli w końcu odpocząć, bo przylot na zgrupowanie to moment, w którym ciężko znaleźć wolną chwilę. Widzewiacy najpierw udali się z Łodzi do Berlina, co wiązało się z pobudką około czwartej-piątej nad ranem. Do hotelu dotarli dopiero wieczorem, a już o 7.30 trzeba było usiąść przy stole i zjeść śniadanie. Z pozoru nic szczególnego, ale trzeba pamiętać o różnicy czasu między Polską a Turcją. Gdy piłkarze łódzkiego klubu wsuwali jajecznicę, nad Wisłą zegarki miały piątkę z przodu, więc nawyki zawodników zostały lekko zaburzone. Przed snem można było też przemyśleć to, co szkoleniowiec chciał przekazać drużynie. A wychodzi na to, że było się nad czym zastanawiać.

Odprawa dotyczyła przypomnienia o naszych wartościach oraz tego jak chcemy, żeby zespół funkcjonował. Mamy swoje cele, nie tylko jeśli chodzi o wynik sportowy, ale też o poprawę naszej gry czy rozwój indywidualny każdego piłkarza. Oczekiwania w Widzewie są bardzo wysokie i my też wiele od siebie oczekujemy. Nie chcemy zawieść siebie, ale też naszych kibiców— zdradza nam Janusz Niedźwiedź.

Jak pracować na zgrupowaniu? Kulisy treningów Widzewa Łódź w Turcji

Luźniejsze chwile i zgrupowanie to jednak dwie kwestie, które nie idą ze sobą w parze. Treningi trzeba rozpisać, zaplanować i opracować plan B. Pomaga w tym m.in. specjalna aplikacja pozwalająca monitorować formę i samopoczucie zawodników. Poza GPS-em i okresowymi testami oraz badaniami łodzianie korzystają z prostego sposobu kontrolowania drużyny. Przed i po każdym treningu piłkarze wypełniają ankiety, w których odpowiadają na pytania o:

  • jakość snu
  • zmęczenie
  • bóle mięśni

Informacje przesłane przez zespół spływają do trenera przygotowania motorycznego, który zarządza danymi i przekazuje swoje uwagi pierwszemu szkoleniowcowi. Dzięki temu sztab wie, kogo na następnych zajęciach można „przycisnąć”, a komu lepiej odpuścić. Janusz Niedźwiedź podkreśla, że praca na obozie nie różni się zbytnio od tej, którą razem ze sztabem rozpisuje w trakcie rozgrywek ligowych.

Nasze treningi w okresie przygotowawczym nie różnią się jakoś diametralnie od tego jak trenujemy w okresie startowym. Oczywiście jednostek treningowych jest więcej i możemy więcej niż ma to miejsce w okresie startowym poświęcić czasu na doskonalenie zachowań boiskowych, zasad modelu gry, a także mocniej kształtować zdolności motoryczne. Ale nie ma tu mowy o całkowitym odejściu od metod, które stosujemy, gdy jesteśmy w trakcie gry o ligowe punkty.

Niemal do końca zgrupowania w Turcji zawodnicy mają trenować dwa razy dziennie, a czasami nawet trzykrotnie (wówczas jednak mówimy o krótszych i lżejszych sesjach np. na siłowni). Podglądając zajęcia Widzewa Łódź słyszymy, jakie są ramowe założenia na najbliższy okres. Beniaminek nie zamierza wywracać do góry nogami metod pracy, jakie stosował do tej pory, ale względem każdej rundy rośnie intensywność, kluczowa sprawa w dzisiejszej piłce. Jesienią tylko dwie drużyny biegały średnio więcej kilometrów niż zespół z Łodzi, jednak w zestawieniu sprintów drużyna Janusza Niedźwiedzia była na dziesiątym miejscu w ligowej klasyfikacji (zarówno pod względem kilometrów, jak i liczby sprintów). Sztab dostrzega tu pole do rozwoju i chciałby już wiosną podciągnąć się w tej kwestii — biegać równie dużo, co do tej pory, ale lepiej, mądrzej.

– Po rundzie jesiennej, przygotowaliśmy ze sztabem podsumowanie ostatniego półrocza i pokazaliśmy je drużynie i całemu pionowi sportowemu. Zawarliśmy w nim to, nad czym chcemy mocniej skupić się i co udoskonalić jeśli chodzi o organizację naszej gry czy inne aspekty ważne dla nas. Nie mamy jednej konkretnej rzeczy, która totalnie by nam nie funkcjonowała jesienią, ale widzimy kilka mniejszych, ale dla nas ważnych, które chcemy poprawić. Podczas prezentacji zawodnicy dostali informacje, nad czym będziemy pracować i było to również podparte analizą video, statystykami czy naszymi wnioskami — opowiada nam trener Widzewa.

Łodzianie mają w Turcji wszelkie możliwe narzędzie do pracy. W klubie zdradzono nam, że na obóz zabrano łącznie 300 kilogramów bagażu z najróżniejszym sprzętem, który przyda się w Larze. Co prawda nie było to argentyńskie mięso, razem z zestawami do asado, jak w przypadku wyprawy na mundial, ale rozmiar ładunku i tak robi wrażenie.

Serial o Widzewie Łódź – „Canal+” kręci także w Turcji

Razem z beniaminkiem Ekstraklasy do Antalyi polecieli także operatorzy „Canal+”, którzy w dalszym ciągu pracują nad polską wersją serialu wzorowanego na „All or nothing”. Po zakończeniu serialu „Sędziowie” uwaga telewizji transmitującej mecze Ekstraklasy jeszcze mocniej skupiła się na tym, co dzieje się w Widzewie i wykroczyła poza gabinety w „Sercu Łodzi”. Deszcz czy nie, operator z mikrofonem na wysięgniku kręcił się pomiędzy ćwiczącymi na boisku grupkami, próbując podsłuchać, o czym rozmawiają piłkarze. Nagrywać trzeba wszystko, bo nigdy nie wiadomo, gdy wydarzy się coś, co warto będzie umieścić w dokumencie. W zespole każdy przyzwyczaił się już do obecności kamer.

Zanim została zakomunikowana decyzja odnośnie udziału, prezes zapytał mnie o zdanie i zgodę. Porozmawialiśmy o tym jakie są plusy, ale też jaki to może mieć wpływ na zespół i jego funkcjonowanie. Przed podjęciem ostatecznej decyzji chciałem porozmawiać z piłkarzami i sztabem. Poznać zdanie ludzi, z którymi współpracuję i omówić nie tylko oczywiste korzyści dla każdego, ale też zagrożenia. Decyzja zapadła szybko i wszyscy zaakceptowaliśmy udział w serialu. To nowe doświadczenie, które rozwija i coś, co nas wzbogaci oraz pokaże drogę, którą idziemy — mówi nam trener Niedźwiedź, którego pytamy o to, jak funkcjonować będąc na ciągłym podglądzie i podsłuchu.

Po kilku miesiącach wspólnej pracy nikt nie zwraca już większej uwagi na obecność kamer innych niż te, które należą do telewizji klubowej. Ekipa „Canal+” traktowana jest w zasadzie właśnie tak, jak WidzewTV i cały medialny team łódzkiej drużyny.

– W pierwszych 2-3 tygodniach mocniej niż w dalszym etapie współpracy zauważałem obecność kamer czy osób z Canal +, które są w szatni. To był czas, w którym się poznawaliśmy i docieraliśmy. Przed sezonem miałem rozmowę z zespołem odnośnie serialu, jakie będą plusy, a jakie minusy. Więcej osób w szatni, nagrywanie rozmów czy spotkań, a także kamery na każdym kroku. Jest to pierwszy tak duży projekt w Polsce, a my jesteśmy świadomi, jakim echem odbiły się seriale tego typu zagranicą. Ważne było ustalenie zasad funkcjonowania już na samym początku. Współpraca układa się nam bardzo dobrze, a teraz z racji upływu czasu i lepszego poznania się z osobami odpowiedzialnymi za projekt, przyzwyczaiłem się do kamer czy mikrofonów i stało się to dla mnie codziennością — dodaje szkoleniowiec Widzewa.

Wygląda jednak na to, że przed powrotem do Polski drużyna będzie miała chwilę na osobności. Obozowej tradycji musi stać się zadość.

Team spirit jest ważny, podobnie jak filozofia, intensywność treningu, rozwój czy strategia na dany mecz. Żeby dobrze funkcjonować potrzeba czegoś więcej niż tylko samo boisko. Po ostatnim meczu kontrolnym mamy zaplanowany chrzest nowych zawodników. Jest czas na ciężką pracę, czy na regenerację, ale też na budowanie atmosfery — słyszymy od Janusza Niedźwiedzia.

Trzecia siła ligi będzie jedną z ostatnich drużyn, które wrócą do kraju z tureckiego zgrupowania. Jeśli nastroje w zespole i plan przygotowany przez sztab szkoleniowy pozostaną na takim poziomie jak w dniu naszych odwiedzin, to beniaminek Ekstraklasy pójdzie w ślady pogody w Larze i szybko zmieni się na lepsze.

WIĘCEJ O ZGRUPOWANIU W TURCJI:

fot. Newspix

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Trela: Opóźniony rachunek za cały sezon. Dlaczego Warta Poznań spadła?

Michał Trela
4
Trela: Opóźniony rachunek za cały sezon. Dlaczego Warta Poznań spadła?

Komentarze

22 komentarzy

Loading...