Reklama

Hinokio: Zaskoczyło mnie, jak szybko przebiłem się w Polsce. W Japonii byłem niechciany

Szymon Janczyk

Autor:Szymon Janczyk

12 stycznia 2023, 10:23 • 9 min czytania 55 komentarzy

Koki Hinokio jednego dnia uczył się w japońskim liceum, grając w szkolnej drużynie, by chwilę później zostać profesjonalnym piłkarzem w Olsztynie. Jego droga do Ekstraklasy jest nietypowa i wyłamuje się z utartych schematów. W pierwszym większym wywiadzie po przyjeździe do Polski opowiada o japońskiej kulturze i kuchni oraz o tym, jak się czuje w Europie i dlaczego tak bardzo chciał do niej wyjechać.

Hinokio: Zaskoczyło mnie, jak szybko przebiłem się w Polsce. W Japonii byłem niechciany

Jak było na wakacjach w Japonii?

Cieszyłem się czasem spędzonym w domu. Byłem tam praktycznie przez miesiąc, spotykałem się z rodziną, przyjaciółmi. Zwykle wracam do Japonii co pół roku, wyjątkiem był moment, w którym nie mogłem tego robić z powodu koronawirusa.

Czyli żadnych wczasów w ciepłych krajach — jak wakacje to zawsze Japonia?

Tak to u mnie wygląda.

Reklama

Czujesz się w Polsce samotny?

Jasne. Gdy wracam do Japonii, zawsze czuję się komfortowo, jak w domu, dlatego tak często tam jeżdżę.

Jak spędzasz ten czas?

Nie odpuszczam treningów, wiadomo. Poza czasem spędzonym ze znajomymi i rodziną najważniejsze jest jedzenie! Uwielbiam japońską kuchnię, na miejscu smakuje ona najlepiej.

W sieci nie ma wielu informacji na twój temat. Widziałem, że uczyłeś się w Kioto, to stamtąd pochodzisz?

Nie, urodziłem się w Osace, to miasto po sąsiedzku z Kioto. Tam po prostu chodziłem do liceum. Mam przyjaciół w obydwu miastach, często bywałem i tu, i tu. Osaka to drugie co do wielkości miasto w kraju po Tokio. Żeby w pełni oddać skalę tego, o czym mówię – dla mnie nawet Warszawa nie jest tak duża, jak Osaka. To, powiedzmy, dziesięć razy większe miasto niż stolica Polski. Byłbyś zachwycony, gdybyś je zobaczył.

Reklama

Co można tam robić, poza tym, że można się zgubić?

Zwykle omijałem centrum miasta, mieszkałem na obrzeżach. Mniej więcej dziesięć kilometrów od centrum. Mimo to czułem się, jakbym tam był, nawet na przedmieściach są duże galerie handlowe, do tego piękne widoki. To mi wystarczało. Większość czasu spędzałem na grze w piłkę, na tym skupiałem się od wczesnej młodości. Teraz, gdy jestem już profesjonalistą i żyję z daleka od kraju, czas spędzony w rodzinnych stronach staram się wykorzystać na odpoczynek od piłki. Relaksuję się, wyłączam.

Jak wyglądała twoja kariera, jak się zaczęła?

Początkowo grałem w piłkę w szkole, nic specjalnego. Później, gdy przeniosłem się do liceum, także byłem zawodnikiem szkolnego zespołu. To coś trochę innego niż profesjonalne akademie i kluby.

To dość zaskakujące, bo wyglądasz jak zawodnik wychowany przez dobrą szkółkę, dobrze wyszkolony.

Sam byłem zaskoczony, gdy pojechałem na testy do Polski i od razu dostałem się do zawodowego klubu. Naprawdę mnie to zaskoczyło, to był pierwszy taki przypadek w historii. Mój menedżer mówił mi, że Japończycy grają w waszym kraju, jednak zawsze wywodzą się z klubów, akademii. Miałem 17 lat, gdy przyjechałem do Polski i, szczerze mówiąc, nie miałem pojęcia, co to za kraj. Nigdy o nim nie słyszałem, musiałem poszukać jakichś informacji — gdzie to jest, w jakim mówicie języku, jak wygląda ten kraj. Zawsze myślałem o tym, że wyjadę np. do Hiszpanii czy innego większego kraju. Przyjazd do was to była szybka decyzja: agent powiedział mi, że za trzy dni mogę jechać na testy do Polski. Nie zastanawiałem się, powiedziałem: zgoda. Potem zacząłem się dowiadywać, gdzie mogę trafić.

Ale zawsze chciałeś grać w Europie.

Tak, bo zawsze patrzyłem na to, jak na szansę profesjonalnej gry w piłkę. W Japonii miałem oferty, ale tylko z ligi uniwersyteckiej. Nadal byłbym zawodnikiem szkolnej drużyny, a studia trwają cztery lata. Miałbym 22 lata, gdybym ukończył szkołę i mógł zostać profesjonalistą — to nie jest dobry wiek, żeby zacząć karierę. Zawodowe kluby w Japonii, akademie, mnie nie chciały. Byłem na testach w Cerezo Osaka, ale uznano, że jestem za słaby.

W Polsce trafiałeś do małych miast, więc musiałeś czuć ogromną różnicę.

O tak. W Japonii po prostu wychodziłem do galerii i kupowałem to, co chciałem. Teraz większość rzeczy muszę zamawiać w internecie! Nie mogę czegoś zobaczyć przed zakupem. W Olsztynie spotkałem bodajże dwóch Japończyków, którzy bardzo mi pomogli. Bez nich nie udałoby się tutaj przebić. Pod tym względem nie czułem różnicy, bo funkcjonowałem z rodakami, ale jedzenie, miasto czy nawet język, bo nie mówiłem po angielsku — to było wyzwanie. Olsztyn wspominam jednak wyjątkowo, to było coś nowego. Pożyteczne doświadczenie.

Wspomniałeś, że nie umiałeś mówić po angielsku. Próbując porozmawiać z japońskimi piłkarzami w Polsce, odkryłem, że początkowo wielu z was nie radzi sobie dobrze z tym językiem. Dlaczego, nie uczycie się go?

Mamy język angielski w szkole, ale nie w formie mówionej. Uczymy się pisać po angielsku, rozwiązujemy mnóstwo testów, ale rzadko praktykujemy rozmowy, dlatego jest nam ciężko. Nie wiem, jak działa polska szkoła, ale w tej naszej panuje duża dyscyplina, wszyscy traktują ją bardzo poważnie. Masz coś zrobisz, to robisz. Aż się nauczysz.

To chyba pochodna japońskiej kultury. Takie podejście pomogło ci w karierze?

W Polsce zaskoczyło mnie to, że zawodnicy nie czyścili butów po treningu. U nas to było normalne. Kończysz grać, siadasz, myjesz buty. Nic wielkiego, po prostu je przecierasz, żeby były czyste, w końcu jutro musisz ich użyć ponownie. Większość piłkarzy w Polsce się tym nie przejmowała i nie mogłem tego zrozumieć. W Japonii to normalne, mamy po prostu duży szacunek do rzeczy, przedmiotów.

Grając szkolnych drużynach miałeś już jakieś nawyki? W stylu diety, podejścia?

Jakieś tak, ale dopiero w Polsce zacząłem myśleć o tym poważniej i robić więcej rzeczy, Może niekoniecznie w kwestii diety, bo stosowałem ją już wcześniej, ale treningi indywidualne czy siłownia jak najbardziej. W Japonii prawie wcale nie ćwiczyłem w siłowni. W Polsce początkowo kazano mi bardzo dużo ćwiczyć, aż zrobiłem się tak ciężki, że wszystko robiłem w slow motion. Straciłem szybkość i zwinność, moje atuty. Poszedłem do trenera i poprosiłem, żeby trochę to zmienić, bo to nie było dobre. Rozumiałem jednak, że muszę być silniejszy, zwłaszcza że grałem w drugiej lidze, która jest bardzo fizyczna. Gdy przyjechałem do Polski, byłem szczypiorkiem ważącym 56 kilogramów. Teraz ważę 63 i jestem dużo silniejszy.

A propos diety. Czytałem o czymś, co nazywa się shushoku, o co chodzi?

Jakby to wyjaśnić… W Japonii jest mnóstwo rodzajów jedzenia. Mam na myśli NAPRAWDĘ mnóstwo. Na sam obiad może się składać dziesięć różnych rzeczy. Weźmy śniadanie: w Polsce to przeważnie chleb, ser, szynka, jajka — coś w tym rodzaju. W Japonii też są jajka, ale poza tym także ryż, zupa czy ryby. Najlepiej będzie, gdy pokażę ci zdjęcie.

Okej, jest tego dużo! Co najbardziej lubisz jeść?

Słyszałeś o yakiniku? To japońska odmiana grilla. W Polsce niestety nie znalazłem restauracji, w której można coś takiego zjeść, ale dobre yakiniku serwują w Berlinie. Za tym tęsknię najbardziej, jeśli chodzi o kulinaria. Lubię też ramen, ale to niezbyt zdrowe, więc nie jem go zbyt często. W zasadzie nie jadłem ramenu od trzech lat. Gdy wracam do Japonii, to kusi, żeby go sobie zamówić, ale muszę trzymać się diety.

To będzie pierwsza rzecz, którą zjesz po zakończeniu kariery?

Tak!

W Polsce najbardziej popularne jest sushi, ale zakładam, że to inne sushi niż w Japonii.

Zdecydowanie. Wszystko jest inne! Nawet ryż, no i oczywiście ryby, bo jako kraj wyspiarski mamy mnóstwo świeżych ryb.

Wróćmy do piłki nożnej. Jak nauczyłeś się dryblingu, umiejętności technicznych, skoro nie grałeś w profesjonalnej akademii?

Gdy miałem sześć lat, dołączyłem do drużyny, w której graliśmy głównie podaniami, moimi trenerami byli Toru Nishino i Naoki Kase. Po pięciu latach przeniosłem się do zespołu, w którym podawaliśmy znacznie mniej. Trener mówił nam, że mamy dryblować i strzelać, dryblować i strzelać. Grałem tam przez sześć lat, zawsze kazano mi myśleć o sobie, grać tak, jak mi się podoba i jak najbardziej lubię, więc to robiłem. Ciekawe było to, że trener praktycznie się nie odzywał, komunikował się z nami spojrzeniem. Wiedziałem, jak patrzy, gdy zagrałem dobrze, a jak, gdy zrobiłem coś nie tak. Po prostu patrzył i wiedziałem, o co chodzi. Nazywał się Satoru Matsumoto, to specjalna osoba, której wiele zawdzięczam. Nauczył mnie nie tylko tego, jak grać, ale też jakim być człowiekiem. Zmienił mnie i bez niego nie pomyślałbym, że mogę zagrać w Europie. Grywałem też z tatą, który sporo potrafił. Nie grał w piłkę zawodowo, ale miał duże umiejętności.

Większość japońskich piłkarzy, których oglądamy w Polsce, jest dobrze wyszkolona technicznie. Jaki jest poziom waszej piłki, ligi?

Nie jest tak wysoki, dlatego wielu z nas chce wyjechać do Europy i spróbować swoich sił w lepszych rozgrywkach. Słyszałem, że teraz do Japonii wyjechał polski trener — Maciej Skorża. Oczywiście chciałbym też zagrać w Japonii, ale raczej pod koniec kariery. Europejska piłka jest po prostu inna. Zawsze wolałem śledzić piłkę na Starym Kontynencie, mimo że w moim domu wszyscy kibicowali klubowi Gamba Osaka. Do stadionu miałem rzut beretem, piętnaście minut, jednak na meczu byłem tylko raz.

Wielu rodaków pisze do ciebie, żeby znaleźć klub w Polsce?

Sporo osób się odzywa, oczywiście służę radą, ale najlepsze, co mogę im powiedzieć, to żeby sami zobaczyli, jak to wygląda. Jeśli chcesz wyjechać, to zrób to i zdobądź własne doświadczenia. Zobaczysz, czy odpowiada ci to jedzenie, kultura. Oczywiście znam się też z kilkoma Japończykami grającymi w Polsce, czasami rozmawiamy.

Który moment w Polsce wspominasz najlepiej?

Pobyt w Stali Mielec, bo to Ekstraklasa i dostałem w niej sporo szans. Był tam trener Adam Majewski, z którym dobrze się dogaduję. Co prawda nie możemy rozmawiać po angielsku, ale chodzi bardziej o zrozumienie tego, czego oczekuje, o dopasowanie do jego filozofii.

Najgorszy to pewnie dość kuriozalna kontuzja, której się nabawiłeś? Rzadko zdarza się, że bramkarz fauluje rywala w środku boiska.

To była moja pierwsza poważna kontuzja. Widziałem, że bramkarz biegnie i pewnie we mnie wpadnie. Próbowałem się obrócić, zrobić jakiś unik, ale nie zdążyłem nic zrobić i złamałem obojczyk. Upadłem, podniosłem się i zorientowałem się, że zdobyliśmy bramkę. Nie wiedziałem, co się dzieje! Próbowałem grać dalej, jednak nie mogłem wiele zrobić.

Twoim zdaniem japońska kultura jest w naszym kraju popularna?

Raczej nie, wiele rzeczy jest tutaj innych. Styl życia nie przypomina mi Japonii. Tak jak mówiłem, jesteśmy bardzo „poważni”, przykładni i staranni, zwłaszcza w pracy. Praca zajmuje ważne miejsce w japońskiej kulturze.

Dla nas Japonia to przeważnie po prostu manga i sushi.

Średnio lubię mangę i chyba nie znam wielu osób, które ją lubią, ale anime oglądałem!

Twoje ulubione to…?

Naruto i One Piece. Polecam oba!

WIĘCEJ O ZGRUPOWANIU W TURCJI:

fot. Newspix

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

Siatkówka

Dalej niepokonane. Polskie siatkarki z kolejną wygraną w LN

redakcja
0
Dalej niepokonane. Polskie siatkarki z kolejną wygraną w LN

Ekstraklasa

Komentarze

55 komentarzy

Loading...