Olbrzymie odległości i skrajnie wysokie temperatury. To mogą być dwa czynniki, które w wielkim stopniu wpłyną na wyniki mundialu w Ameryce Północnej. W Katarze nie było tego problemu. Po pierwsze dzięki temu, że kraj jest niezwykle mały, po drugie turniej odbywał się zimą. W tym roku wszyscy uczestnicy będą musieli się z tym zmierzyć. Jednak nie każda reprezentacja będzie nim dotknięta w tym samym stopniu. Niektórzy będą grać w chłodzie, a kolejne ich mecze odbędą się stosunkowo niedaleko (jak na Amerykę) od siebie.
Reszta nie dość, że będzie musiała przeskakiwać kilka stref czasowych, to jeszcze będzie borykać się z gigantycznymi upałami.
Wpływ odległości i temperatur na poszczególnych uczestników mistrzostw świata 2026
Tegoroczne mistrzostwa świata odbędą się na obszarze tysiąc razy większym niż Katar, który organizował turniej w 2022 roku. W przeciwieństwie do tamtego mundialu, teraz przeprowadzony on będzie w normalnym, letnim terminie. Oznacza to, że istotną kwestią w ocenie szans poszczególnych reprezentacji mogą odegrać kwestie transportowe i pogodowe. Nie wszystkich jednak czekają niezwykle dalekie podróże. Są tacy, którzy wiedzieli, jak się ustawić.
Najmniejsza łączna odległość (w km), jaką dana reprezentacja musi przebyć ze swojej głównej bazy na trzy mecze fazy grupowej:
- Meksyk 1 006
- Paragwaj 1 030
- Wybrzeże Kości Słoniowej 1 226
- Senegal 1 273
- Korea Południowa 1 328
- Panama 1 410
- Francja 1 558
- Ghana 2 198
- Egipt 2 317
- Szwecja 2 704
(źródło: Luke Jeninson na portalu X)
Widać wyraźnie, że najoptymalniej swoje bazy wypadowe ulokowały kraje, które zdecydowanie nie należą do faworytów turnieju, a poza nimi także Meksyk i Francja. Tym pierwszym jest o tyle łatwiej, że dwa spotkania rozegrają w swojej stolicy, a jedno w nie tak odległej Guadalajarze.
Nieco gorszy układ mają Stany Zjednoczone, ale z Los Angeles do Seattle nie jest przesadnie daleko. Oczywiście biorąc pod uwagę amerykańskie standardy. Trasa ta zajmuje bowiem tyle, co lot z Warszawy do Aten, co w Europie nie byłoby uznane za krótką przejażdżkę. ‘
Co zaskakujące, bardzo słabo pod tym względem wypada ostatni z gospodarzy. Kanada wymyśliła sobie, że musi zagrać w obu swoich miastach goszczących mundial. Tylko że Toronto od Vancouver dzielą ponad dwa tysiące mil, czyli tyle, co Polskę od Kazachstanu.
Dlatego dość niespodziewanie jeden z gospodarzy znalazł się wśród dziesięciu ekip, które podróżować będą musiały najwięcej:
Największa łączna odległość (w km), jaką dana reprezentacja musi przebyć ze swojej głównej bazy na trzy mecze fazy grupowej:
- Curaçao 10 115
- Austria 9 617
- Bośnia i Hercegowina 9 514
- Anglia 8 991
- Jordania 8 830
- Czechy 8 335
- Nowa Zelandia 7 969
- Japonia 7 543
- Turcja 7 242
- Urugwaj 7 073
- Katar 7 057
- Kanada 6 737
Zawodnicy Curacao nabiją tyle mil, że będą chyba mogli podróżować liniami lotniczymi za darmo przez cały rok. Pierwszy mecz w Teksasie. Drugi w Kansas City. Trzeci w Filadelfii na wschodnim wybrzeżu. Czy bazę reprezentacja z Karaibów wybrała gdzieś pośrodku? Nie. Zdecydowali się na Florydę!
Curacao i bez tego miałoby poważne problemy z wyjściem z grupy, ale wśród podróżujących najwięcej są też dość mocne: Austria, Czechy, Japonia, Turcja, a przede wszystkim Anglia. Co ciekawe, Japonia dwukrotnie musiała zmieniać swoją bazę treningową w Meksyku. Stan murawy był bowiem tak fatalny, że nie dało się na niej kopać piłki.
Anglicy zagrają w Teksasie, Bostonie i pod Nowym Jorkiem. Dwie ostatnie lokalizacje dzieli niewiele, ale między meczami trzeba będzie wrócić do bazy, która mieści się w stanie Kansas. Na fazę pucharową ta lokalizacja w centrum USA będzie jak znalazł. Tyle że wcześniej jest nieco problematyczna.

Anglia zagra na MetLife Stadium
Im mniej przestawiania zegarków, tym lepiej
Jednak kłopotliwe mogą być nie tylko same odległości. Poważny wpływ na kondycję mają bowiem zmiany stref czasowych. Co innego przedostać się z Los Angeles do Seattle, które leżą na podobnej długości geograficznej, a co innego lecieć na wschód do Dallas. Kalifornię od Teksasu dzieli niewiele większa odległość, ale aż dwukrotnie trzeba w jej trakcie przesuwać godzinę w zegarku.
W dodatku z badań wynika, że jet lag przy podróży na wschód doskwiera znacznie bardziej niż gdy lecimy w przeciwnym kierunku. Krótko mówiąc: nasz wysłannik Jakub Białek o ile przetrwa lot do Stanów, to po powrocie będzie dochodził do siebie znacznie dłużej.
Portal SantiSignals postanowił szczegółowo przebadać tę kwestię. Okazuje się, że najmniej dogodne podróże mają przed sobą Algieria, Czechy i RPA. Spośród faworytów mundialu w dość kiepskiej sytuacji jest też Hiszpania.
Portal ten sprawdził też kolejną niedogodność: które kraje będą musiały grać w najbardziej niesprzyjających warunkach pogodowych. Co ważne: wzięto pod uwagę zamykane dachy oraz klimatyzację dostępne na niektórych obiektach. Chłodzenie będzie dostępne w Houston, Dallas i Atlancie. Bez tego byłoby tam upalnie.
Okazuje się, że najmniej niedogodności pogodowych czeka Nową Zelandię. Nic dziwnego, skoro gra dwa mecze w Vancouver, które organizowało zimowe igrzyska olimpijskie. Oprócz tego Kiwi zagrają w Los Angeles, ale o dość korzystnej porze. Dość przyjemnie wyglądają też warunki, które będą mieli wszyscy trzech gospodarze.
W upałach będzie za to musiała występować Brazylia i Francja. Ta ostatnia jest w tym gronie dość niespodziewanie. Wszystkie trzy mecze gra bowiem na wschodnim wybrzeżu. W Filadelfii, Bostonie i pod Nowym Jorkiem. W czym więc problem? Otóż organizatorzy postanowili, że te spotkania odbędą się o 15:00 lub 17:00 miejscowego czasu. Nie przewidzieli tego, że właśnie nadciąga nad okolice Nowego Jorku wielka fala upałów.
Dlatego temperatury zapowiadają się tam nawet wyższe niż w… Meksyku, gdzie z troski o pogodę większość meczów rozpocznie się dopiero wieczorem.
Urugwaj i Ekwador – daleko i gorąco
Jeżeli połączyć trudności transportowe z uporczywym klimatem, to zdecydowanie najgorsze terminarze mają Urugwaj i Ekwador. Celeste zagrają w Miami i Guadalajarze. W dodatku bazę mają w Playa del Carmen na wysuniętym daleko na południe półwyspie Jukatan. To szerokość geograficzna Wietnamu, Indii i Arabii Saudyjskiej.
Analitycy sporządzili też listę meczów, w których ryzyko upałów będzie największe i jest ona dość zaskakująca. Dziewięć spotkań, w których temperatura powinna przekroczyć wskaźnik ostrzegawczy to:
- Szwecja – Tunezja w Monterrey 14 czerwca
- Arabia Saudyjska – Urugwaj w Miami 15 czerwca
- Urugwaj – Zielony Przylądek w Miami 21 czerwca
- Francja – Irak w Filadelfii 22 czerwca
- Szkocja – Brazylia w Miami 24 czerwca
- RPA – Korea Południowa w Monterrey 24 czerwca
- Curacao – Wybrzeże Kości Słoniowej w Filadelfii 25 czerwca
- Chorwacja – Ghana w Filadelfii 27 czerwca
- Kolumbia – Portugalia w Miami 27 czerwca
Warto zaznaczyć, że FIFA uznała, że nie będzie patrzyć na termometry i obligatoryjnie wprowadziła przerwy na nawodnienie w dwudziestej drugiej minucie każdego spotkania. Niezależnie czy będzie trzydzieści, czy piętnaście stopni. Czy wynika to z wielkiej troski o zdrowie piłkarzy? Nie. Dzięki temu możliwa była sprzedaż reklam w trzyminutowych oknach każdej połowy każdego meczu. Genialny pomysł biznesowy!
FIFA nie chce przerywać meczów
Do określenia wpływu upału na zdrowie sportowca naukowcy używają wskaźnika Wet Bulb Globe Temperature. Nie bierze on pod uwagę jedynie tego, co pokazuje termometr, ale także wilgotność, nasłonecznienie i prędkość wiatru. Gdy wskaźnik ten przekroczy 26 stopniu, warunki zaczynają wpływać na to, jak zawodnicy poruszają się po boisku. Powyżej 28 stopni pojawia się ryzyko udaru nie tylko w odniesieniu do sportowców, ale także tysięcy fanów na trybunach.
Stowarzyszenie piłkarzy zawodowych proponowało, by już w tych warunkach brano pod uwagę konieczność przełożenia spotkań. Tymczasem FIFA wybrała próg aż 32 stopni. Nawet gdy zostanie przekroczony, mecz nie zostanie automatycznie zakończony, a jedynie zostanie przeanalizowane, jak dalej postępować.

Mecz Benfica – Chelsea został przerwany ze względu na pogodę
Co ciekawe, w przypadku burzy procedury są z kolei skrajnie restrykcyjne. Jeżeli piorun uderzy w promieniu ośmiu mil od stadionu, mecz musi zostać przerwany. Wtedy następuje półgodzinne odliczanie, które rusza od nowa, gdy znów pojawi się błyskawica. Z tego powodu podczas klubowych mistrzostw świata spotkanie Chelsea z Benfiką trwało… cztery i pół godziny.
Miesiąc temu The Athletic pisał, że upał może być najistotniejszym czynnikiem wpływającym na przebieg mundialu w 2026 roku. Szkoda tylko, że nasze gwiazdy będą go odczuwały jedynie podczas urlopowego wypoczynku.
O mundialu przeczytasz również w najnowszym wydaniu Magazynu Zero. Znalazło się w nim ponad 100 stron o mistrzostwach świata – Magazyn zamówisz TUTAJ.