Polak szefem skautów w klubie MLS. „Mueller nie patrzył na kasę” [WYWIAD]

Przemysław Michalak

07 czerwca 2026, 13:01 • 16 min czytania 2

Reklama
Polak szefem skautów w klubie MLS. „Mueller nie patrzył na kasę” [WYWIAD]

Bartosz Barnaś to w środowisku polskiego skautingu postać, która doszła za granicą najwyżej. Były szef skautów Rakowa Częstochowa od blisko dwóch lat pełni taką samą funkcję w klubie MLS Vancouver Whitecaps, który w poprzednim sezonie został wicemistrzem rozgrywek. Poznajcie smaczki z tamtejszej piłki i selekcji zawodników.

Reklama
  • Jak się sprowadza Thomasa Muellera i dlaczego nie chodziło o pieniądze?
  • Dlaczego duża kasa na pensje nie oznacza, że ktoś ma duży budżet?
  • Czy transfer Roberta Lewandowskiego do Chicago Fire jest możliwy?
  • Dlaczego Osman Bukari i AZ Jackson nie sprawdzili się w Polsce?
  • Czy wszyscy obrońcy w MLS są słabi, co sugerują tego typu ruchy do Ekstraklasy?
  • Kiedy liczby mogą bardziej zamydlić obraz niż pomóc skautowi?
  • Czy pracując na dyrektorskim stanowisku dla klubu z Kanady trzeba tam mieszkać?

Zapraszamy na rozmowę o między innymi tych rzeczach.

Vancouver Whitecaps prowadzi w tabeli konferencji zachodniej MLS. Biorąc pod uwagę zeszły sezon, gdy doszliście do finału w walce o mistrzostwo, chyba nie jesteś szczególnie zaskoczony tym faktem?

Nie jestem. Na pewno jakąś niespodzianką była skala sukcesu w poprzednim sezonie. Tutaj musimy się cofnąć do grudnia 2024. Wtedy pojawiła się informacja, że obecna grupa właścicielska planuje sprzedać klub. Sprawa jest prosta: mówimy o osobach w zaawansowanym wieku, których dzieci nie chcą inwestować w piłkę nożną. Dziś coraz więcej mówi się o tym, że drużyna może zostać przeniesiona do Las Vegas.

Takie wieści powodują niepewność w klubie. Mnie i tak dotknęło to trochę mniej, bo przeważnie działam na odległość. W tym czasie poszukiwaliśmy też nowego trenera, ponieważ odszedł Włoch Vanni Sartini, który poprowadził Vancouver do największych sukcesów w ostatnich latach. Potrzeba było nowego impulsu, żeby drużyna pokazała swój potencjał i wskoczyła na wyższy poziom. W tej atmosferze niepewności przyszedł trener Jesper Sorensen i okazał się trafionym wyborem. Do teraz prowadzi nasz zespół.

Reklama

Jak ten czas wyglądał z mojej perspektywy? Skupiliśmy się w dziale skautingu na swojej robocie i odcinaliśmy się od rzeczy ponad naszymi głowami. Zimą 2025 dokonaliśmy udanych transferów, ale wicemistrzostwo i tak stanowiło pozytywne zaskoczenie. Dla klubu to największe osiągnięcie, odkąd rywalizuje w MLS. Udało się także dotrzeć do finału Concacaf Champions Cup, gdzie niestety wysoko przegraliśmy z Cruz Azul Mateusza Bogusza. Natomiast ścieżka do finału była kapitalna, udało nam się po drodze wyeliminować w dwumeczach m.in. Monterrey i Inter Miami z Leo Messim i Luisem Suarezem w składzie. Mocno nas to napędziło na drugą część sezonu w MLS.

Do tego w międzyczasie pozyskaliśmy Thomasa Muellera. Wielka sprawa, której nie da się zaplanować. Gdyby kilka miesięcy wcześniej ktoś powiedział mi, że Niemiec podpisze z nami kontrakt, po prostu bym nie uwierzył.

Bartosz Barnaś: Transfer Thomasa Muellera? Na początku było sporo żartów

Jaką rolę odegrałeś w jego transferze? Przy takim nazwisku nie trzeba wielkiego skautingu.

Zaczęło się od tego, że dyrektor generalny klubu przyszedł do nas z informacją, że może być temat Thomasa, że jest on otwarty na MLS. Pierwsza reakcja? Podeszliśmy do tego totalnie na luzie, sporo było żartów. Natomiast w miarę upływu czasu, kiedy rozmowy były coraz bardziej konkretne, zostaliśmy poproszeni o opinię na temat Muellera. Trzeba było przeprowadzić normalny proces, przygotować raporty i analizy. Domyślasz się pewnie, że nasza opinia była pozytywna.

Reklama

Parametry fizyczne Thomasa w ostatnich latach spadały, co jest oczywiste u piłkarza w zaawansowanym wieku, ale pozostałe były wciąż na bardzo wysokim poziomie. A jego gra i tak nigdy nie kręciła się wokół wybitnej fizyczności. To piłkarz, którego największą zaletą jest boiskowa inteligencja, umiejętność bycia zawsze we właściwym miejscu i czasie. Uznaliśmy, że może nam wiele dać, zwłaszcza że szukaliśmy nowego lidera dla drużyny. Nasz kapitan Ryan Gauld zmagał się z bardzo poważną kontuzją, po której tak naprawdę do dziś w pełni się nie wygrzebał.

Czym przekonaliście Muellera?

Na pewno nie pieniędzmi, w żadnym momencie rozmów nie mieliśmy poczucia, że to one są dla Thomasa najważniejsze. Kluczową rolę odegrał nasz dyrektor generalny Axel Schuster, przez lata pracujący w Mainz i Schalke. Pamiętam, że kiedy temat transferu Muellera stał się realny, od razu powiedział: „Musimy to zrobić”. Wykazał się dużą determinacją w rozmowach z Thomasem i szczegółowo przedstawił mu, jaką rolę dla niego widzimy.

Wiem, że Mueller miał też poważną ofertę z innego klubu MLS, natomiast tam chyba traktowano go bardziej jako produkt marketingowy. Szalę na naszą korzyść przeważyło to, że widzieliśmy w nim przede wszystkim sportowca, który niemal z marszu jest w stanie wznieść drużynę na wyższy poziom dzięki swojemu doświadczeniu.

Reklama

Thomas Mueller

Czyli Vancouver Whitecaps budżetowo znajduje się co najwyżej w środku ligowej stawki?

Rozmawiając o MLS, kwestię finansów musimy rozbić na dwa czynniki: pensje i kwoty transferowe. Niedawno widziałem zestawienie, ile kluby wydają na wynagrodzenia, w tym te dla designated players czyli najlepiej opłacanych gwiazd, których w składzie możesz mieć maksymalnie trzy. Byliśmy tu na piątym miejscu, ale daleko nam do tego, żeby być finansowymi rekinami. Dlaczego? Trzeba również patrzeć na kwoty transferowe, gdzie zwykle nie wychodzimy ponad 1,5 mln dolarów. Tymczasem LAFC na samego Heung-min Sona było w stanie przeznaczyć 22 mln euro. Cincinnati, które zresztą we wspomnianym wcześniej zestawieniu było za nami, za Kevina Denkeya zapłaciło Cercle Brugge ponad 15 mln euro. To całkowicie zmienia kontekst.

Wieloetapowy poziom rekrutacji do pracy w MLS

Jak trafiłeś do tego klubu? Kto kogo znalazł? 

Reklama

Chyba spotkaliśmy się w pół drogi. Po odejściu z Rakowa Częstochowa zastanawiałem się nad dalszymi krokami. Zależało mi na związaniu się z klubem zagranicznym. MLS zawsze uważałem za ciekawą ligę, która mocno poszła do przodu. Tamtejszego rynku jeszcze tak mocno wtedy nie znałem, natomiast był on dla mnie intrygujący. Finalnie obracałem się wokół czterech klubów: dwóch z MLS, po jednym z Austrii i z Belgii. Wybrałem Vancouver i uważam, że podjąłem bardzo dobrą decyzję – być może najlepszą w dotychczasowej karierze. Trafiłem tu na innowacyjny klub i fajnych ludzi, z którymi szybko znaleźliśmy wspólny język. Na co dzień najbliżej współpracuję z Quinnem Thompsonem, naszym dyrektorem technicznym i specjalistą od finansów. Dba o to, żebyśmy mieścili się w salary cap, a to naprawdę spore wyzwanie. Liczba reguł, których muszą się trzymać kluby MLS jest olbrzymia i na początku przytłaczająca, nie do ogarnięcia dla kogoś wchodzącego z zewnątrz.

Któraś ze stron musiała jednak wykonać pierwszy krok, żeby nastąpił ciąg dalszy.

Dostałem od dobrego znajomego informację, że Vancouver Whitecaps mogą poszukiwać szefa skautingu. Początkowo moja funkcja nazywała się „head of technical scouting”, co ludzie błędnie odbierali jako pracę tylko na danych itp. A tutaj chodziło o coś znacznie więcej. Klub ma rozwinięty dział data science, ale potrzebował kogoś, kto będzie łącznikiem między nim a dyrektorem sportowym, umie ocenić zawodnika podczas obserwacji i ma doświadczenie w kontakcie z rynkiem.

Czytałem, że zaliczyłeś wieloetapowy proces rekrutacyjny.

Reklama

Przeprowadzono to superprofesjonalnie, byłem pod wrażeniem. Zaczęło się od rozmowy z Quinnem Thompsonem, w której się poznaliśmy i pogadaliśmy szerzej o piłce. Opowiedziałem mu o swoim doświadczeniu, co myślę o drużynie i jakich piłkarzy zarekomendowałbym do MLS. Następnie musiałem ocenić wszystkich pomocników grających w klubie, opisać ich mocne i słabe strony. Później dostałem do oceny kilku zawodników mogących być potencjalnymi wzmocnieniami. Miałem wybrać jednego z nich i uzasadnić, dlaczego akurat on. Po wykonaniu zadania odbyłem jeszcze rozmowę z szefem klubowego data science Johannem Windtem. To też bardzo ciekawa, niemalże pomnikowa postać w świecie zajmującym się piłkarskimi liczbami. Na koniec spotkałem się z dyrektorem Axelem Schusterem. Okazało się, że poznaliśmy się już na jakiejś konferencji w Europie. Pozostało dogadać warunki umowy i ruszyliśmy.

Bartosz Barnaś

W jakimś aspekcie mówimy o klubie innowacyjnym? Wyjątkowo mocno siedzicie w danych?

Tak. Greg Kerfoot, większościowy udziałowiec Vancouver Whitecaps, wywodzi się ze środowiska high-tech i dlatego tak mocno postawił na pracę z danymi. Od tego jest w klubie kilkuosobowy dział wspierający wszystkie pozostałe departamenty. Na każdym spotkaniu działu skautingu jest nasz szef data science Bryce Chevalier. Młody człowiek, ale świetny fachowiec, nieprawdopodobnie inteligentny. Potrafi w dość prosty sposób mówić o skomplikowanych rzeczach, bardzo doceniam jego wkład w naszą pracę. Na koniec wspólnie podejmujemy decyzje i rekomendujemy zawodników. Nie ma szans, żebyśmy pozyskali kogoś, kto nie dostaje zielonego światła od skautingu, data science i trenera.

Reklama

Bartosz Barnaś: Mieszkanie na co dzień w Vancouver nie miałoby większego sensu

W jakim trybie pracujesz? Ile czasu spędzasz w Kanadzie?

Na co dzień normalnie mieszkam w Krakowie i pracuję w trybie zdalnym. Fajnie się to poskładało, bo przygotowania do sezonu w styczniu i lutym zawsze mamy w Europie. To kluczowy okres, który spędzam razem z zespołem. W MLS głównym okienkiem jest to zimowe, gdy tworzysz kadrę na cały sezon. Latem najczęściej chodzi już o kosmetykę. Trudno wtedy o zawodnika, który z marszu zrobi ci różnicę.

Do Kanady przeważnie latam cztery razy w roku i staramy się to organizować tak, żeby chodziło o trochę dłuższy pobyt. Nie przylatuję na 2-3 dni, bo w tym czasie pewnie jeszcze nie odkręciłbym się po jet lagu. Większość letniego okna spędzam tam, do tego jestem na play-offach i w innych kluczowych momentach, w których musimy podejmować ważne decyzje. No i raz w roku staramy się organizować „zlot” wszystkich naszych skautów, a to duże przedsięwzięcie, bo mamy ludzi rozsianych na trzech kontynentach. Do Vancouver prawie wszyscy mają daleko, dlatego nie byłoby większego sensu, żeby mieszkać tam cały czas. W pobliżu nie masz innych meczów. Skauting w MLS wygląda inaczej niż w Europie. Mniej jest jeżdżenia i obserwacji z trybun. Prawie zawsze w grę wchodziłyby co najmniej kilkugodzinne loty, co generuje ogromne koszty.

Czym jeszcze różni się skauting w MLS od skautingu w Europie?

Reklama

To szeroki temat, bo nawet w obrębie jednej ligi kluby trochę inaczej skautują w zależności od możliwości finansowych. W MLS podoba mi się to, że cały świat jest dla ciebie otwarty. Ostatnio widziałem zestawienie pokazujące, że to nieprawdopodobnie międzynarodowa liga – chyba druga na świecie pod względem liczby narodowości. Można więc być bardzo kreatywnym przy tworzeniu kadry. Generalnie inna jest tu pula zawodników, z której możesz wybierać. I tak samo inna była w Rakowie, a jeszcze inna w Willem II, gdzie ze względów podatkowych w ogóle nie mogliśmy inwestować w piłkarzy spoza Unii Europejskiej. W MLS otwierają się wszystkie drzwi, szczególnie te w Ameryce Południowej. Obserwowanie tego rynku jest dla mnie wielką frajdą. Regularnie przeprowadzamy transfery z tamtego kierunku i przeważnie są one udane.

Uważnie patrzymy też na Azję. Jest u nas japoński bramkarz Yohei Takaoka. Byliśmy blisko pozyskania 2-3 kolejnych graczy z Japonii czy Korei. Dla nas takie transfery mają dodatkowy wymiar marketingowy, bo w Vancouver żyje duża mniejszość koreańska. Mamy także piłkarza z Australii, aktualnie wypożyczonego do ligi szwedzkiej, plus oczywiście przedstawicieli Afryki. Skaut naprawdę może się wykazać. Świetne jest też to, że większość klubów zza Oceanu bardzo intensywnie działa na danych, skauting stał się bardzo sprofesjonalizowany i przemyślany. Doceniam to, że jest trochę większy spokój, jeśli chodzi o decyzje właścicielskie. Ale nie jest tak, jak wielu ludzi myśli, że w MLS nie ma presji. W tym sezonie pracę straciło już siedmiu trenerów, więc nie zawsze możesz sobie spokojnie pracować bez względu na wszystko.

Bartosz Barnaś i kapitan Vancouver Whitecaps, Ryan Gauld

Bartosz Barnaś i kapitan Vancouver Whitecaps, Ryan Gauld

Reklama

W Polsce zainteresowanie MLS znacznie by się zwiększyło, gdyby Robert Lewandowski trafił do Chicago Fire. Wierzysz w ten scenariusz?

Wierzę, natomiast nie byłbym zdziwiony, gdyby jednak wybrał kierunek arabski. Na pewno jakiś temat w Chicago jest. Robert znajdował się na ich Discovery List, czyli takiej jakby liście rezerwacyjnej dokonywanej przez dany klub, by mieć pierwszeństwo w rozmowach z piłkarzem. Trzymam kciuki, żeby ta historia się wydarzyła. To byłaby super sprawa dla chicagowskiej Polonii. Im więcej takich nazwisk w MLS, tym wyższy poziom i coraz większa renoma rozgrywek. Liczba takich postaci rośnie, że wspomnę Muellera czy Sona z ostatniego lata.

W Vancouver zapewne też jest jakaś Polonia, więc?…

Nie przeszło mi przez myśl, żeby starać się o Roberta. To w żadnej konfiguracji nie jest zawodnik na nasz budżet. Ok, zatrudniliśmy Thomasa Muellera, ale otrzymuje on wynagrodzenie niższe niż w Bayernie. Do tego zgodził się grać przez pierwsze pół roku na normalnym statusie, bo sloty dla designated players mieliśmy pozajmowane. Dopiero od początku tego sezonu wskoczył na poziom DP. To był duży ukłon z jego strony. Nie każdy zawodnik z taką renomą poszedłby na takie ustępstwo. Taka sytuacja też pokazuje ci, co dla zawodnika jest motywacją i czy tylko pieniądze.

Reklama

Bartosz Barnaś: Osman Bukari nie jest tak słabym piłkarzem, jak można sądzić po Widzewie

Kiepską reklamę MLS w ostatnim czasie robią ci, którzy przychodzą z tej ligi do Ekstraklasy. Na pierwszy plan wybija się rzecz jasna Osman Bukari. Czy jesteś zaskoczony, że mu nie wyszło w Widzewie?

Jestem trochę zaskoczony, ale chyba przede wszystkim skalą krytyki jaka na niego spadła. Z drugiej strony w naszej piłce długo wierzono, że jeśli wyda się milion euro na zawodnika, to przychodzi totalny kozak. Tutaj mówimy o kwocie ponad pięć razy wyższej, więc siłą rzeczy oczekiwania kibiców od razu mocno wzrosły. Widziałem też wypowiedź dyrektora Dariusza Adamczuka, że jeśli Bukari nie zostanie gwiazdą ligi, będzie to porażka. To pewnie nałożyło na zawodnika dodatkową presję… No i na razie Ekstraklasy nie podbił. Nasza liga nie jest łatwa dla skrzydłowych o takiej charakterystyce. Okres Bukariego w Austin był dość przeciętny, jako designated player nie dał zbyt wielu liczb. Sam klub miał też trudny ostatni sezon. Gdy przeglądało się jego głębsze liczby, widać było, że nie jest w czołówce na swojej pozycji. Nie jest to jednak tak zły piłkarz, jak mogłoby się wydawać na podstawie tych kilku miesięcy.

Z kolei do was na wypożyczenie po nieudanej rundzie w Jagiellonii Białystok powędrował AZ Jackson. Rozumiem, że wzięliście go raczej ze względu na to, co pokazywał przed transferem do Polski niż w samej Jadze?

Tak. AZ przychodził w newralgicznym momencie dla zespołu. Kilka dni po rozpoczęciu zimowych przygotowań odnowiła się kontuzja naszego kapitana Ryana Gaulda. Stało się jasne, że straci pierwszą fazę sezonu, dlatego potrzebowaliśmy zawodnika, który jest dostępny i zna już tę ligę. Wcześniej sprowadziliśmy już skrzydłowych Cheikha Sabaly’ego z Metz i Bruno Caicedo z ekwadorskiej Barcelony, ale liczyliśmy się z tym, że będą potrzebowali czasu na adaptację. AZ jawił się jako ciekawa opcja, bo występował już w MLS, może obstawić kilka ofensywnych pozycji, z marszu jest w stanie wejść do gry i pasuje do naszego stylu opartego na posiadaniu piłki. Myślę, że generalnie lepiej pasuje do MLS niż do Ekstraklasy. Tutaj nie ma aż tylu pojedynków fizycznych i gra jest bardziej otwarta. Piłkarze kreatywni mają trochę łatwiej.

Reklama

Thomas Mueller i AZ Jackson

Thomas Mueller odbiera gratulacje od AZ Jacksona 

Nie mam zaufania do obrońców, którzy z MLS trafiają do Ekstraklasy. Twumasi, Smet, Godinho i inni okazywali się bardzo, bardzo przeciętni. To chyba potwierdzenie tezy, że w USA im bardziej defensywna pozycja, tym niższy poziom. 

Generalnie to dość powszechny trend, choć nie reguła. Ostatnio widziałem zestawienie w „The Athletic” pod tym kątem i nasz klub wyglądał jako mocno zbalansowany, jeśli chodzi o wynagrodzenia dla piłkarzy w poszczególnych formacjach. Ale faktycznie są kluby, które idą na całość i stawiają na kozaków z przodu, przymykając oko na to, kto gra w tyłach. Nie szedłbym jednak w narrację, że wszyscy obrońcy w MLS są słabi. Mamy w Vancouver Tristana Blackmona – kapitalny stoper, został wybrany najlepszym obrońcą ligi w poprzednim sezonie. Ma i warunki fizyczne, i szybkość, i wyprowadzenie piłki, do tego świetnie czyta grę. Ociera się o reprezentację USA, był powoływany przez Mauricio Pochettino.

Reklama

Trener Sorensen stwierdził, że gdyby Blackmon był kilka lat młodszy, idealnie pasowałby do drużyny pokroju Ajaksu. Rzecz w tym, że najlepiej opłacani amerykańscy zawodnicy mają w MLS tak dobrze, że nie opłaca im się odchodzić. Tristan znajdował się na celowników klubów europejskich, ale wolał zostać w Vancouver, bo tutaj ma status jednej z gwiazd. Idąc gdzie indziej, musiałby walczyć o swoją pozycję od początku za niekoniecznie dużo atrakcyjniejsze stawki. Jeśli więc jakiś obrońca idzie do Polski, to na pewno nie był czołową postacią MLS. Ci najlepsi, jeśli już, celują w znacznie atrakcyjniejsze rynki. Moise Bombito, który jest jednym z najszybszych stoperów na świecie, po przejściu z Colorado Rapids do OGC Nice grał regularnie, wyhamowały go dopiero problemy zdrowotne. Teraz bardzo gorącym nazwiskiem na transferowej giełdzie jest Manu Duah z San Diego. Niemal na pewno najpóźniej po sezonie odejdzie do dużego klubu w Europie.

Polskie kluby chyba mają tu o tyle trudno, że na czołowe postaci MLS ich nie stać, a średniacy często niewiele wnoszą. Trudno znaleźć złoty środek.

To trudna liga do zrozumienia dla kogoś z zewnątrz. Nie tworzę zarzutów dla kolegów z Polski, tylko mówię również na swoim przykładzie. Gdy w Rakowie dostawaliśmy propozycje transferów z MLS, ciężko było się połapać w tych wszystkich mechanizmach, kto na jakich zasadach ma kontrakt i tak dalej. Na przykład niby ktoś miał umowę z opcją przedłużenia +4, a tak naprawdę była ona co roku odnawiana na kolejny sezon. Takich detali formalnych jest tu mnóstwo, co trochę utrudnia działanie.

Uważam jednak, że można stąd wyłowić prawdziwe perełki za nieduże pieniądze. Zimą oddaliśmy reprezentanta Kanady Ali Ahmeda do Norwich i świetnie sobie radzi w Championship. Ciekawa przyszłość przed nim. To zawodnik, który miał bardzo niski kontrakt, w granicach 150 tys. dolarów brutto rocznie. Był do kupienia za 1,8-2 mln dolarów. To nie są drobne, ale nie mówimy o kwocie nierealnej dla polskich klubów – vide Bukari. Kwestia tego, czy taki Ahmed chciałby iść do Polski. Dla piłkarzy z MLS transfer do Anglii jest często naturalniejszym krokiem, tą drogą poszli w ostatnich latach choćby Aidan Morris czy Patrick Agyemang.

Reklama

Bartosz Barnaś: Liczby mogą mylić, gdy patrzysz na rezerwowych

Jesteś obecny w skautingu od kilkunastu lat, to już w zasadzie dwie różne ery. Jak ta profesja zmieniła się w ciągu ostatniej dekady?

Jakiś czas temu miałem okazję robić prezentację dla uczestników Kursu Dyrektora Sportowego PZPN, gdzie dużo o tym rozmawialiśmy. Miałem szczęście trafić na czas przełomu, gdy z tego oldschoolowego skautingu, jeżdżenia na mecze z notesem i brania piłkarzy trochę „na nos”, przeszliśmy do pracy z olbrzymią ilością danych. Ich rozumienie na przynajmniej podstawowym poziomie każdy skaut powinien mieć opanowane. Z drugiej strony, kluby idące już dobrych kilka lat temu w zaawansowaną pracę z danymi – chociażby Liverpool – rozumieją, że nie dadzą ci one wszystkich odpowiedzi. Jasne, dane mogą w wydatny sposób pomóc podjąć decyzję, ale nie mogą być jedynym elementem. Zawsze w ocenie musi być obecny czynnik ludzki. Czasami niektóre liczby mogą być po prostu mylące. I dlatego nie martwię się, że w przyszłości zabraknie pracy dla „konwencjonalnych” skautów.

Bruno Caicedo

Bruno Caicedo

Reklama

Możesz podać sytuację, w której dane nie tylko nie pomagają, ale wręcz mogą zamydlić obraz jakiegoś zawodnika?

Patrząc przez pryzmat klubu z MLS, bez problemu jesteśmy w stanie wyfiltrować gracza na tu i teraz. Potrzebujesz zastąpić Muellera w określonym budżecie? Ok, tu jest lista graczy, którzy dadzą ci mniej więcej to samo. Znacznie trudniej jest, kiedy mówimy o ocenie potencjału i to tu przede wszystkim jest miejsce na kreatywny skauting. Dobry przykład to nasz Bruno Caicedo, który stał się jednym z objawień tego sezonu MLS. Nieprawdopodobny dynamit w nogach, drybling i odwaga w grze. W suchej analizie na liczbach wcale tak dobrze nie wyglądał, nie był w oparciu o nie czołowym skrzydłowym ligi ekwadorskiej. W trakcie obserwacji zainteresowały nas jednak pewne wskaźniki – fizyczne i piłkarskie. Wgłębiliśmy się w temat, oglądaliśmy go przez ponad pół roku, aż nabraliśmy pełnego przekonania i postanowiliśmy go kupić za stosunkowo nieduże pieniądze. Jestem pewny na sto procent, że w perspektywie kilku lat trafi do dużego klubu europejskiego.

Jeśli mówimy bardziej ogólnie, niejednokrotnie suche liczby są pułapką w przypadku zawodników regularnie wchodzących na boisko z ławki. Wyjdzie im wtedy parę zagrań, później widzisz ich dane zaokrąglone do 90 minut i nagle masz wrażenie, że chodzi o topowego gościa. Ostatnio przeglądałem sobie zawodników z ligi portugalskiej czy hiszpańskiej. Było kilku takich, którzy ewidentnie najczęściej grają po 20-30 minut w drugich połowach i robią w nich fajne rzeczy, natomiast gdy oglądało się ich pełny mecz, to czar pryskał.

Czujesz się niejako przedstawicielem polskiej piłki na międzynarodowych rynkach? W twoim fachu nikogo wyżej umocowanego za granicą chyba nie znajdziemy.

Reklama

To dla mnie niesamowita sprawa i na pewno jakiś powód do satysfakcji. Nie jest łatwo przebić się na ten poziom z Polski. Nie jest przypadkiem, że większość szefów skautingu w MLS to Amerykanie, Niemcy lub Holendrzy. Ja jestem jedynym Polakiem. Nasi rodacy, trenerzy, dyrektorzy sportowi czy skauci nie mają jeszcze mocnej reputacji w świecie futbolu, dlatego mam nadzieję, że uda mi się swoją pracą choć trochę to zmienić. Nie czuję presji z tego tytułu, ale jakieś drobne poczucie odpowiedzialności już tak.

Gdzie sięgasz marzeniami?

Od lat powtarzam, że moim ulubionym klubem od dzieciństwa pozostaje Ajax. Praca tam byłaby spełnieniem marzeń, ale nie wybiegam zbyt daleko w przyszłość. Dla mnie najlepsza jest metoda małych kroków. Cieszę się z tego, gdzie jestem i skupiam na tym, żeby wykonać dobrą robotę.

rozmawiał PRZEMYSŁAW MICHALAK

Reklama

Fot. Newspix/archiwum własne Bartosza Barnasia

2 komentarze
Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
MMA

Iwo Baraniewski to kozak. Kolejny rywal na deskach

Patryk Idasiak
5
Iwo Baraniewski to kozak. Kolejny rywal na deskach

Inne ligi zagraniczne

Reklama