Hussein Ali, piłkarz Pogoni Szczecin powołany na mundial bardzo chciałby, żeby inaczej postrzegano Irak. Bez trudnej historii o wojnach i przeszłości. W młodzieżowych kategoriach grał dla Szwecji, ale w seniorach od 2023 roku reprezentuje Irak. Powinien w mistrzostwach świata grać w pierwszym składzie. W rozmowie z Weszło Ali tłumaczy, dlaczego zmienił kadrę, opowiada o swoich rodzicach, kulisach awansu i o tym, ile znaczy futbol dla Irakijczyków. Wspomina też dzieciństwo i zabawną sytuację, w której zrozumieli z Samem Greenwoodem, kolegą z Pogoni, jak świat potrafi być mały.
Jakub Radomski: Twoją pierwszą sporą międzynarodową imprezą były mistrzostwa Europy do lat 17. 2019 rok, reprezentowałeś jeszcze Szwecję.
Hussein Ali, piłkarz Pogoni Szczecin i reprezentacji Iraku: Opowiem ci jedną historię. Siedzimy sobie któregoś dnia z Samem Greenwoodem, rozmawiamy o piłce. Mówię mu: „Wiesz, że grałem dla Szwecji na EURO U-17?”. A on: „Poważnie? A ja grałem dla Anglii U-17”. Ogarnęliśmy, że jesteśmy rówieśnikami. Sięgnął po telefon, zaczął czegoś szukać w galerii, znalazł pierwsze zdjęcie z tamtego turnieju. Otwiera, pokazuje mi, a na nim on i… ja. Wybuchnęliśmy śmiechem. Świat bywa niesamowicie mały.
Miałem o to pytać, bo Greenwood strzelił wam wtedy nawet gola.
Nie kojarzę tej bramki, ale pamiętam, że to było wyrównane spotkanie. My mieliśmy kilka okazji, oni też, tyle że byli bardziej skuteczni i wygrali 3:1. Trafiliśmy na tamtym turnieju do bardzo mocnej grupy, bo obok Anglików mieliśmy w niej jeszcze Francuzów i Holendrów. Przegraliśmy wszystkie mecze. Ale nie jesteśmy jedynymi zawodnikami Pogoni, którzy grali na tamtym EURO U-17.

Hussein Ali przed meczem Pogoni z Cracovią.
Kto jeszcze? Polski wtedy nie było.
Rajmund Molnar. Grał w tamtych mistrzostwach dla Węgier.
Piłkarz Pogoni Szczecin grał z Anthonym Elangą. „Mijał rywali jak chciał. Rozpoczął niesamowity taniec”
Anthony Elanga to najlepszy zawodnik, obok którego grałeś w młodzieżowych reprezentacjach Szwecji?
Jeden z najlepszych na pewno. Pamiętam jedno spotkanie, przeciwko Bośni i Hercegowinie w eliminacjach mistrzostw Europy. Elanga cofnął się, dostał piłkę od obrońców i rozpoczął niesamowity taniec. Mijał rywali jak chciał, przeciwnicy byli bezradni. Wygraliśmy tamten mecz 4:0, a ja miałem asystę (przy golu… Patrika Walemarka, piłkarza Lecha Poznań – przyp. red.).
Tego typu zagrania pokazywały, że Elanga to gość, który może zrobić naprawdę dużą karierę. Miał na boisku niezwykłe wyczucie, dzięki któremu strzelał gole. Był też, jak na swój wiek, bardzo silny fizycznie. Potrafił przetrzymać piłkę, dobrze radził sobie w walce wręcz z obrońcami. W tamtej drużynie do lat 21 grałem jako 19-latek, byłem młodszy od większości chłopaków. Cieszyłem się, że w tak młodym wieku mogę być w zespole, z którego wyżej idzie się już tylko do dorosłej reprezentacji.
Grałeś też pewnie na poziomie międzynarodowym przeciwko ciekawym zawodnikom.
Od razu przychodzi mi do głowy mecz z Koreą Południową, już dla Iraku. Mogłem z bliska zobaczyć, jak wiele potrafi Son Heung-min. Albo spotkanie z Japonią – niesamowici byli Takefusa Kubo i Takumi Minamino. W ogóle uważam, że Japonia to drużyna, która bardzo idzie do przodu. Mają naprawdę ciekawy skład i mogą sporo osiągnąć w nadchodzącym mundialu. Ale moja reprezentacja Iraku też ma swoje atuty.
Dlaczego zdecydowałeś się zmienić reprezentację i grać dla Iraku? To bardziej wynikało z poczucia, że dorosła kadra Szwecji to mogą być za wysokie progi, czy z kwestii, nazwijmy to, patriotycznych i wpływu twojego taty?
Jesus Casas to trener, który przez cztery lata był asystentem w reprezentacji Hiszpanii, a w 2022 roku objął Irak, który prowadził do ubiegłego roku. Odbyłem z nim długą rozmowę. Casas miał konkretny plan na iracką reprezentację. Chciał zmienić pewne rzeczy, rozwinąć zespół. Pomyślałem: „Może to dobry pomysł i moment na zmianę reprezentacji? Trener wie, czego chce, miałbym tu szansę na regularną grę i występy w dużych turniejach”. Do tego miałem w głowie, że mój tata jest Irakijczykiem, który kocha ten kraj i uwielbia piłkę nożną. Ale gdy rozmawiałem z ojcem przed podjęciem decyzji, nie wywierał na mnie presji. Powiedział tylko: „To musi być twoja autonomiczna decyzja”.
Nie miałem myśli w stylu: „W Szwecji nie mam szans na grę i dlatego muszę coś zmienić”. Nie kierowałem się czymś takim. To było bardziej na zasadzie: „W kadrze Iraku buduje się coś ciekawego, a ja mogę być tego częścią”. Udało nam się awansować na mistrzostwa świata, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że wybrałem dobrze.
Hussein Ali o reprezentacji Iraku i jej awansie na mundial: Nasi kibice mogliby umrzeć za futbol
Który mecz w drodze na mundial był dla waszego zespołu kluczowy?
Nie będę oryginalny: rozgrywany w kwietniu tego roku w Monterrey baraż interkontynentalny przeciwko Boliwii. Pamiętam, jak w dniu meczu siedzę z kolegą z kadry w pokoju hotelowym. Mówiliśmy sobie: „Wyobraź sobie, co będzie się działo na boisku, ale też w naszym kraju, jak zwyciężymy. Irak nie grał w mistrzostwach świata od 1986 roku. 40 lat! Musimy to zrobić”. Byliśmy optymistami, chcieliśmy zostać drugą w historii reprezentacją Iraku, która dostanie się na mundial. I udało się, wygraliśmy 2:1. Trochę żałowałem, że nie mogłem brać udziału w świętowaniu z kibicami w kraju. Miałem lot do Polski, wracałem od razu do Pogoni, ale widziałem wielką euforię w Iraku i wielu kibiców, którzy przywitali moich kolegów jak bohaterów.

Ali w meczu Irak – Boliwia. Rozegrał tam 90 minut.
Jak wiele znaczy piłka nożna dla Irakijczyków?
To niesamowita pasja. Irakijczycy kochają futbol, mogliby za niego umrzeć. Szczerze? Zanim zacząłem grać dla Iraku, nie wiedziałem, z jaką to wiąże się presją, oczekiwaniami, ale też uwielbieniem ludzi po wygranych meczach. Wielu Irakijczyków chce wiedzieć wszystko, co się da o swojej drużynie narodowej. Wokół nas roiło się od mediów, dziennikarzy. I ci kibice, niezwykli. Kiedy rozgrywaliśmy mecze w Basrze, na trybunach było ok. 60 tysięcy ludzi i oni nie przychodzili tuż przed meczem. Oni tam siedzieli już od dwóch godzin. To nie do uwierzenia.
Myślisz, że piłka jest dla ludzi w Iraku ucieczką przed myślami o wojnie, ale też przed obecną rzeczywistością, która wciąż nie jest łatwa?
Myślę, że futbol daje Irakijczykom ulgę i szczęście. Poza tym, teraz, gdy awansowaliśmy na mundial, być może zmieni się też postrzeganie Iraku. Chciałbym, żeby ludzie spojrzeli szerzej na cały Irak, a nie tylko na jego drużynę narodową: żeby zobaczyli, co oferuje ten kraj, jakie są w nim piękne miejsca i może zdecydowali się go odwiedzić. Dla nas, piłkarzy, to świetna sprawa, że możemy dać tym ludziom radość, ale ja naprawdę również bardzo bym chciał, żeby na Irak patrzono inaczej. Żeby nie skupiano się na przeszłości, wojnach, strasznych rzeczach.
Jak Irak był postrzegany w Szwecji czy Holandii, kiedy tam grałeś?
Ludzie kojarzyli go przede wszystkim z wojną, ofiarami. Czasami ich przekonywałem: „Tak, to się działo w przeszłości, ale teraz ten kraj się rozwija, idzie do przodu, jest coraz lepsza infrastruktura. Budowane są wieżowce, jest bardziej nowocześnie. Wszystko naprawdę zmierza w dobrym kierunku”. Zresztą podobnie jest z naszą reprezentacją, w której pojawiła się generacja utalentowanych zawodników. Jadąc na mistrzostwa świata, jest ta świadomość, że sami mamy pewien wpływ na to, jak ludzie na całym świecie będą patrzeć na nasz kraj.
Reprezentowałem Irak w Pucharze Azji, wystąpiłem też na turnieju olimpijskim w Paryżu, na którym pokonaliśmy Ukrainę i przegraliśmy z Argentyną oraz Marokiem. Teraz przed nami mistrzostwa świata, które są marzeniem wielu młodych zawodników grających w piłkę. To naprawdę coś wspaniałego.

Radość Irakijczyków po awansie na mundial.
W losowaniu nie sprzyjało wam szczęście. Jesteście w grupie I z Francją, Norwegią i Senegalem.
Lecimy tam z myślą, że to inni czują presję i muszą, a my jedynie możemy zrobić coś pięknego. Sprawić niespodziankę. Francja będzie chciała wygrać turniej i ma na to argumenty. A my? Pragniemy udowodnić ludziom, że w Iraku są piłkarskie talenty i pokazać całemu światu inną stronę naszego kraju. Że jesteśmy tu i teraz, na mundialu, i możemy dziś i w przyszłości rywalizować z najmocniejszymi reprezentacjami. Będziemy też chcieli zaprezentować nasz futbol i zobaczymy, co nam to da.
Jakim trenerem jest Australijczyk Graham Arnold, który obecnie prowadzi kadrę?
Lubi organizację na boisku. Dwa razy był już na mistrzostwach świata z reprezentacją Australii i sporo czerpie z tych doświadczeń. Wie, jak powinno się grać przeciwko najlepszym drużynom. W pewnym stopniu przeniósł swoje myślenie o piłce na nas. Jesteśmy świetnie zorganizowani, mocni w defensywie i zjednoczeni jako grupa. Poza boiskiem tworzymy jedną wielką rodzinę. Arnold jest też wymagający: jeżeli buduje konkretny plan na mecz, to zawodnicy mają go ściśle przestrzegać.
Masz jakieś prywatne marzenie związane z mistrzostwami świata?
Na pewno marzę o tym, żeby awansować do fazy pucharowej, mimo trudnych rywali w grupie. Chcę pokazać swoje umiejętności, walcząc z wielkimi piłkarzami. Jadę tam też po prostu spełniać marzenia młodego chłopca, który bardzo chciał zostać zawodowym piłkarzem.
Piłkarz Pogoni Szczecin o początkach: Oddawałem wiele strzałów. Kochałem zdobywać bramki
Jak w ogóle zaczęła się twoja przygoda z piłką?
Mój tata jest Irakijczykiem. Pod koniec lat 80. najpierw wyjechał do Syrii. Tam poznał moją mamę. Później razem przenieśli się do Szwecji. Rodzice na początku zamieszkali na północy Szwecji, ale tam było bardzo, bardzo zimno i zimą cały czas ciemno. Uznali, że nie wytrzymają tam i przenieśli się do Malmo. Urodziłem się właśnie w tym mieście.
Mój ojciec nigdy nie grał zawodowo w piłkę. W Iraku należał do szkolnej drużyny i uwielbiał to, ale to nie było żadne poważne granie. Uznał, że skupi się na nauce i studiach. Miał ścisły umysł, dziś zajmuje się transferami pieniężnymi, wymianą walut. Kiedy byłem mały, często powtarzał mi, jak ważne są dobre stopnie w szkole i wykształcenie. To było mi wpajane przez oboje rodziców, zresztą mama na co dzień pracuje w różnych szkołach. Ale tata jednocześnie kochał piłkę, oglądał wiele spotkań. W pewnym momencie rodzice zobaczyli, że ewidentnie mam talent do futbolu.
Zacząłeś grać w piłkę w bardzo młodym wieku.
Tak, miałem pięć lat i byłem w akademii Malmo aż do 17. roku życia. Wtedy postanowiłem zmienić klub i przeniosłem się do Orebro, które również występowało w Allsvenskan, czyli najwyższej szwedzkiej lidze. Niedługo później – wciąż w wieku 17 lat – zadebiutowałem w tych rozgrywkach. Wyszedłem od pierwszej minuty i zagrałem cały mecz. Podkreślano mój młody wiek, pisano, że w lidze gra chłopak urodzony w XXI wieku. Wszystko działo się szybko. Mając 18 i 19 lat, czułem, że mocno się rozwijam. A kiedy miałem 20 lat, przeniosłem się do Heerenveen.
Próbowałeś w dzieciństwie innych sportów?
Nie, liczyła się tylko piłka. Mieszkaliśmy w bloku, ale tuż obok było boisko. Inne boisko sami zrobiliśmy z kolegami. Kiedy wracałem do domu z treningu, rzucałem torbę i od razu szedłem pograć jeszcze z kumplami. Mecz za meczem, często pięciu na pięciu. Uwielbiałem to. Jako dziecko kochałem strzelać gole. Oddawałem wiele strzałów z daleka. Starałem się, by piłka leciała wysoko, pod poprzeczkę. Byliśmy wtedy mali i często bramkarz po prostu nie był w stanie złapać piłki. Pamiętam, że zdobyłem w ten sposób, w klubie i na podwórku, bardzo wiele bramek. Kiedy zaczęliśmy grać po jedenastu, to stało się trudniejsze, bo boisko było większe, a mnie na stałe ustawiano najpierw na środku obrony, a później, gdy trenerzy zauważyli moje inklinacje ofensywne, na prawej stronie. Miałem 14 albo 15 lat, gdy zostałem prawym obrońcą.
Miałeś pierwszych idoli?
Oczywiście. Kiedy jeszcze byłem środkowym obrońcą, najbardziej podziwiałem Thiago Silvę. A gdy ustawiono mnie na prawej stronie, bardziej zacząłem się przyglądać najlepszym zawodnikom świata na tej pozycji. Imponowali mi przede wszystkim Dani Alves i Achraf Hakimi. Ten ostatni jest tylko cztery lata starszy niż ja, ale bardzo duże wrażenie robi na mnie jego styl gry.
Hussein Ali o Pogoni Szczecin i Ekstraklasie: Polska liga jeszcze bardziej awansuje w rankingach
Dlaczego odszedłeś z Malmo do Orebro? Nie widziałeś w tym pierwszym klubie większych szans na grę?
Gdy w znanej w swoim kraju drużynie najpierw spisujesz się dobrze w zespole U-17, później trafiasz do U-19 i wciąż masz wrażenie, że idzie ci dobrze, czujesz się gotowy do grania na poziomie Allsvenskan. Ja tak właśnie się czułem. W Malmo nie było to jednak pewne, a w Orebro wiedziałem, że trafię na stałe do pierwszej drużyny i mam szansę na granie. Byłem przekonany, że mogę się tam bardzo szybko rozwinąć, bo poznam dorosłą piłkę, która jest trudniejsza i dużo szybsza. I właśnie tak się stało. W Orebro dostałem naprawdę wielką szansę.
A czym różni się granie w Szwecji od tego w Holandii?
Eredivisie stoi oczywiście na wyższym poziomie. W Szwecji młody gracz może się ukształtować, ale w Holandii masz lepszych zawodników, większe nazwiska. Jest wiele przykładów, pokazujących, że z tej ligi możesz wyjechać do topowego zespołu na świecie. Szybko zauważyłem, że w Holandii skrzydłowi, ale też boczni obrońcy, jak ja, mają być nastawieni bardziej ofensywnie, a gra jest bezpośrednia.
We wrześniu ubiegłego roku zostałeś zawodnikiem Pogoni. Wcześniej przez kilka miesięcy nie miałeś klubu. Jak w ogóle doszło do przenosin do Polski?
W Heerenveen nie grałem tyle, na ile liczyłem. Zostałem wolnym zawodnikiem, pojawiło się kilka opcji, ale nie czułem ich do końca. Kiedy zgłosiła się Pogoń, miałem świadomość, że to naprawdę duży klub, w którym mogę wykonać kolejny krok w karierze. Znałem kilku szwedzkich piłkarzy, którzy grali w Pogoni. Porozmawiałem też z Linusem Wahlqvistem. Spodobał mi się sposób, w jaki Pogoń chce grać w piłkę i podejście sztabu szkoleniowego. Dlatego zdecydowałem się na transfer.

Hussein Ali cieszy się z gola dla Pogoni Szczecin.
Można powiedzieć, że drużyna ze Szczecina utrzymała się w lidze w pewnej mierze dzięki twoim golom. Najpierw zdobyłeś ostatnią bramkę w wygranym 3:0 spotkaniu u siebie z Wisłą Płock, a w przedostatniej kolejce to po twoim golu Pogoń wygrała 1:0 w Lubinie z Zagłębiem, co zapewniło pozostanie w Ekstraklasie.
Bardzo się cieszę z tych dwóch goli, ale najważniejsze jest, że oba te spotkania wygraliśmy. One były bardzo ważne i wyniki świetnie wpłynęły na naszą psychikę. Te zwycięstwa mocno nas zbudowały.
Ekstraklasa czymś się zaskoczyła?
Nie spodziewałem się takiej fizyczności. W Polsce gra się trochę inaczej niż w Holandii. Tam było więcej zawodników bardziej technicznych, często dochodziło do pojedynków jeden na jeden, gracze byli wyizolowani. W Polsce natomiast jest więcej sprintów, biegania, ale jednocześnie to liga na naprawdę wysokim poziomie, która ciągle idzie do przodu. Jestem przekonany, że w kolejnych latach Ekstraklasa jeszcze bardziej awansuje w rankingach.
W czwartek 4 marca Irak rozegrał spotkanie towarzyskie z Hiszpanią. Zespół Aliego niespodziewanie zremisował z mistrzami Europy 1:1, a piłkarz Pogoni Szczecin wyszedł w pierwszym składzie. Był na boisku do 62. minuty.
ROZMAWIAŁ: JAKUB RADOMSKI
Fot. Newspix.pl