Cannavaro nas nie zbajerował, udało się w Uzbekistanie

Marcin Długosz

17 czerwca 2026, 18:44 • 6 min czytania 0

Reklama
Cannavaro nas nie zbajerował, udało się w Uzbekistanie

Nie udało mu się wystarczająco dobrze nawinąć makaronu na uszy Cezaremu Kuleszy w 2022 roku, ale nie miał problemów, żeby zrobić to niedawno w Uzbekistanie. Dwadzieścia lat po pamiętnym triumfie Włoch, na mundial wraca kapitan tamtego zespołu, Fabio Cannavaro. Jako piłkarz był totalnym kozakiem. A jako trener? Oj, chyba jedzie na picu.

Reklama

Fabio Cannavaro poprowadzi Uzbekistan na mundialu

W eliminacjach, w których Uzbecy wywalczyli pierwszy awans na mundial w swojej historii po rozpadnięciu się ZSRR, prowadziło ich dwóch szkoleniowców – Srecko Katanec oraz Timur Kapadze. Choć wydawało się, że wielki sukces powinien przynosić ciągłość projektu, a nie kolejne zmiany, w federacji postąpiono inaczej.

Być może w Azji Środkowej stwierdzono, że skoro już po raz pierwszy drużyna narodowa wybiera się na mundial i będzie w blasku fleszy, to warto mocniej zadbać o jej ekspozycję medialną. Znane nazwisko – a zwłaszcza zwycięzcy mistrzostw świata i zdobywcy Złotej Piłki, jak w przypadku Cannavaro – to gwarantuje.

Jeśli jednak spojrzymy na dotychczasową karierę trenerską Włocha, rozpoznawalność to największy, żeby nie powiedzieć jedyny jego atut. Odkąd bowiem wrócił z Chin, gdzie w latach 2014-2019 po karierze piłkarskiej próbował szczęścia w GZ Evergrande, TJ Quanjian i tymczasowo – na dwa mecze – w roli selekcjonera tamtejszej kadry, jego przygoda wygląda dość ubogo.

Reklama

Kariera trenerska Fabio Cannavaro. Liczył na dużo więcej

Na przełomie 2022 i 2023 roku Cannavaro udało się wrócić do Włoch, podpisując kontrakt z Benevento. Prowadził w tej drużynie między innymi Kamila Glika, który kończył swoją zagraniczną karierę wypełniając kontrakt na południu Włoch. Ta decyzja mistrza świata okazała się jednak totalną klapą.

Klub, który jeszcze w 2021 roku był w Serie A, staczał się coraz bardziej i były obrońca nie zdołał powstrzymać tego procesu. Wytrwał w siedemnastu meczach wykręcając oszałamiającą średnią 0,94 punktu na mecz. W międzyczasie podał się do dymisji, która została odrzucona, ale w końcu doszło do nieuniknionego – pogoniono go z ekipy zmierzającej na trzeci poziom rozgrywkowy we Włoszech.

Cannavaro, który ostrzył sobie zęby na wkręcenie się na karuzelę, tak jak to uczyniło wielu jego kolegów ze złotej Italii 2006, dostał więc solidnego plaskacza już na samym początku. Stało się jasne, że po takich wyczynach w Benevento o kolejną robotę będzie dużo trudniej i trzeba spoglądać raczej na miejsca niespokojne niż takie, które gwarantują stabilne projekty.

Reklama

Świadomy sytuacji Włoch w kwietniu 2024 roku wskoczył na miesiąc do Udinese, które na finiszu sezonu ratowało się przed spadkiem z Serie A. Ten epizod nie wyszedł najgorzej – z sześciu meczów przegrał tylko jeden, trzy zremisował oraz dwukrotnie wygrał, w tym w delikatnym spotkaniu ostatniej kolejki z Frosinone, gdzie wtopa groziła degradacją.

Trener liczył, że po przejściu tym kruchym lodem dostanie poważniejszą szansę. Chciał spokojnie przygotować drużynę na nowy sezon i spróbować swoich sił w lidze w pełnym wymiarze. Innego zdania były jednak władze Udinese – stwierdziły, że dość z dawaniem szans strażakom i chcą postawić na długi, mocno osadzony projekt.

Czas przyznał im rację. Bardziej niż Cannavaro woleli Kostę Runjaicia, który wytrwał w północno-wschodnich Włoszech już dwa lata. Pod jego wodzą zespół z Friuli ani przez chwilę nie musiał stresować się spadkiem z ligi i zaczął wieść bardzo spokojny żywot.

Tym samym mistrz świata znowu znalazł się na trenerskim aucie, przez co otworzył się na propozycję zagraniczną. Padło na Dinamo Zagrzeb, do którego trafił pod koniec stycznia 2025 roku. Zaczęło się naprawdę obiecująco, bo raptem tydzień później Chorwaci pokonali 2:1 Milan w Lidze Mistrzów i otarli się o awans do fazy pucharowej. Ale potem było tylko gorzej.

Reklama

Spośród dziesięciu meczów ligowych Cannavaro wygrał raptem pięć, dorzucając dwa remisy i trzy porażki. W Dinamie, walczącym jak zawsze o mistrzostwo kraju, ten bilans nie miał prawa przejść. Już na początku kwietnia zatem, po laniu 0:3 od NK Istra, Włocha pogoniono i kolejny raz z zagrzania dłuższego czasu w jednym miejscu wyszły nici.

Cannavaro zbajerował, Uzbecy uwierzyli

Po chorwackim niepowodzeniu telefon długo nie dzwonił, przez co Włoch przypomniał sobie, że były czasy, kiedy mocno doceniali go w Azji i nadszedł moment, aby to sobie przypomnieć. W październiku objął Uzbekistan, pewny już awansu na mistrzostwa świata.

I to nawet nie za zawrotne pieniądze – według doniesień medialnych, były zawodnik Juventusu czy Realu Madryt wynegocjował 2,2 mln euro netto łącznie dla siebie oraz trzech zaufanych asystentów. Do podziału. Nie mieści się zatem nawet w piętnastce najlepiej opłacanych selekcjonerów na tym mundialu.

Reklama

Sam przyznał, że oprócz perspektywy wyjazdu na MŚ, był już po prostu znużony oczekiwaniem na ofertę od jakiegoś klubu z ojczyzny. – Byłem trochę już znudzony tym wszystkim. Zawsze chciałem móc trenować we Włoszech, ale kiedy nic się nie dzieje, to słusznym jest, żeby poszerzyć horyzonty i otworzyć się na nowe doświadczenia – powiedział, cytowany przez Sky.

Jeśli jednak Uzbecy zatrudnili Cannavaro z myślą, że jako mistrz obrony uszczelni nieco ich defensywę w formacie z trójką z tyłu, muszą być rozczarowani. W ośmiu meczach towarzyskich pod wodzą Włocha, zespół zanotował tylko dwa czyste konta – z Kuwejtem i Egiptem, w obu przypadkach zwyciężając po 2:0.

W azjatyckich kwalifikacjach to właśnie ofensywa była mocną bronią Uzbekistanu. Większe uwagi kierowano pod adresem obrony, ale Włoch – przynajmniej jak dotąd – nie zdołał wybitnie uporać się z tym tematem. Pod jego wodzą uzbecki zespół odnosił już szalone wygrane 4:3 z Iranem i 5:4 z Tunezją, a tuż przed mundialem przegrał 0:2 z Kanadą i 1:2 z Holandią.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że Cannavaro – tak bardzo był zdeterminowany do dostania jakiekolwiek roboty w blasku fleszy, a mundial to gwarantuje – po prostu wiedział, gdzie i kiedy się pojawić. Federacji Uzbekistanu po wywalczeniu awansu zaświeciły się oczy, a magia nazwiska kapitana mistrzów świata i zdobywcy Złotej Piłki zrobiła swoje.

Reklama

Tylko czy doprowadzi to do czegokolwiek dobrego w tamtejszej piłce w szerszej perspektywie? Zdecydowanie bardziej realnym scenariuszem jest zaliczenie fazy grupowej, odpadnięcie z turnieju i rozstanie się przez Włocha z Uzbekami, którzy swój projekt będą musieli konstruować na nowo.

A zwłaszcza, że grupa łatwa nie jest – Azjaci zmierzą się kolejno z Kolumbią, Portugalią i Demokratyczną Republiką Konga. Akurat sam fakt wyjazdu Uzbekistanu na mundial żadnym prezentem od FIFA poprzez rozszerzoną formułę nie jest, bo ekipa ta wywalczyła awans rundę wcześniej niż choćby Katar czy Arabia Saudyjska, ale trudno wróżyć im „coś ekstra”.

Jeszcze przed feralnymi dla Włoch barażami, w których drogę na mistrzostwa świata zamknęła im Bośnia i Hercegowina, Gennaro Gattuso żartował, że „on tu walczy w okopach, a Cannavaro psika się perfumami i już jest na mundialu”. Legendarny obrońca nie przyczynił się do awansu, ale przyjdzie mu spijanie turniejowej śmietanki, bo wiedział, gdzie i kiedy się pojawić. Był przy tym na tyle zdeterminowany, że chętnie objął drużynę złożoną z piłkarzy, których – poza nielicznymi wyjątkami – zapewne nawet nie kojarzył.

Kto wie jakby się potoczyły trenerskie losy Włocha, gdyby na początku 2022 roku udało mu się przegadać Cezarego Kuleszę. Pomimo spotkania w Warszawie z Cannavaro, wtedy wybór szefa PZPN padł na Czesława Michniewicza, a mistrza świata skazał na lata tułaczki i braku sukcesów w zawodzie.

Reklama

Jak Uzbekistan pod wodzą znanej osobowości wypadnie na mundialu? To pokażą najbliższe dni, a na razie na pewno wiemy tylko tyle, że Włoch potrafi makaron nie tylko zjadać, ale i skutecznie nawijać go na uszy. Zwłaszcza tych, którzy swoją historię dopiero zaczynają pisać.

Reklama

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Długosz

Serie A, Serie B, Włosi w europejskich pucharach - kocha wszystko, co spod znaku calcio. Za Milanem przemierzył sporo kilometrów, kocha zapach San Siro i będzie płakał przy wyburzeniu (które jest konieczne). Nie zapomina o starej, dobrej Ekstraklasie. Na weszlo.com i w WeszłoTV opowiada głównie o piłce włoskiej i polskiej.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mistrzostwa Świata 2026

Reklama