Przed reprezentacją Uzbekistanu debiutancki występ na mistrzostwach świata. To dobry moment, by nieco bliżej przyjrzeć się najnowszej historii tego kraju. Jak radził sobie po rozpadzie Związku Radzieckiego? Czy jest dziś areną walki o wpływy, na której ścierają się Rosjanie, Chińczycy, Amerykanie i Francuzi? Jak dużym zmartwieniem dla uzbeckich władz był i jest islamski ekstremizm? Jak to się stało, że z ostatnich igrzysk olimpijskich Uzbecy przywieźli worek złotych medali, a teraz zaprezentują się na mundialu? I wreszcie: jaki prezent dostali reprezentanci Uzbekistanu od prezydenta kraju po awansie na mistrzostwa i czy ma to jakiś kontekst geopolityczny? Odpowiedzi na te i inne pytania pomoże nam odnaleźć Kacper Ochman, ekspert w tematyce Azji Środkowej i Kaukazu Południowego
Kacper Ochman to twórca bloga Kierunek Kaukaz oraz autor rozdziału poświęconego Uzbekistanowi w analizie Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej: „Dyplomacja sportowa i polityzacja sportu w Europie Środkowo-Wschodniej oraz przestrzeni postsowieckiej”.
***
Przenieśmy się na moment do początków lat 90. Rozpada się Związek Radziecki, a Uzbecka Socjalistyczna Republika Radziecka zmienia się w Republikę Uzbekistanu. Jak wielki jest to wstrząs dla kraju, dla całej Azji Środkowej?
Rozpad ZSRR był potężnym wstrząsem dla całego obszaru centralnej Azji, dla tych peryferii imperium. Same ruchy odśrodkowe zaczynały się, wiadomo, w krajach demokracji ludowej, także w republikach bałtyckich czy na Kaukazie Południowym. Tam te ruchy niepodległościowe, suwerennościowe się rozwijały. Natomiast nie miały podobnej siły i natężenia w Azji Centralnej, w tamtejszych republikach. Plus, jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że te środkowoazjatyckie republiki były dość mocno dotowane przez moskiewską centralę, jeśli chodzi o rozwój przemysłu, no to tam w okresie sowieckim dokonał się nieprawdopodobny skok cywilizacyjny. Niekiedy jeszcze półkoczownicze społeczności, jakieś postchanatowskie organy państwowe, zostały przeobrażone w republiki otoczone granicami, ze zwartą administracją, na których terytorium rozwinął się przemysł związany z bawełną, ropą naftową, gazem ziemnym i innymi sektorami.
Cała rozbudowa infrastruktury drogowej, kolejowej, to wszystko przypada na okres ZSRR. Jeszcze w latach 20. XX wieku te tereny były na zupełnie innym poziomie rozwoju nawet w zestawieniu z terenami dzisiejszej Białorusi, Ukrainy czy Rosji. Oczywiście wszystko to odbyło się ogromnym kosztem, kosztem degradacji środowiska. Natomiast dla społeczeństw Azji Centralnej rozpad Związku Radzieckiego był szokiem. Przyzwyczaiły się do życia w sprawdzonym, określonym systemie. Szok przeżyły też elity polityczne, zmuszone do odnalezienia się w nowych realiach. Natychmiast doszło do sporów w Kotlinie Fergańskiej, na styku Uzbekistanu, Tadżykistanu i Kirgistanu. O dostęp do pastwisk, do wody. W Tadżykistanie wybuchła krwawa wojna domowa. A Uzbekistan sąsiaduje również z niestabilnym Afganistanem. To wszystko generowało ogromną niepewność.
Kacper Ochman: Rzeczywistość w Uzbekistanie się zmienia. To zupełnie inne państwo
No tak, trudno się temu dziwić.
Pojawiły się znaki zapytania: co będzie dalej bez wsparcia tego dużego opiekuna, czyli Moskwy? To wychodziło potem po części w referendach, które miały miejsce w latach 90. w państwach Azji Centralnej. Emocja społeczna, zwłaszcza wśród starszego pokolenia w okresie transformacji, to była emocja tęsknoty za czasami sowieckimi.
Czy Uzbekistan w latach 90. się w ogóle zdemokratyzował? Prezydentem został przecież Islom Karimov, który rządził aż do 2016 roku. Wieloletni dygnitarz uzbeckiej SRR, na przełomie lat 80. i 90. sekretarz KC.
Może wyjaśnijmy, że okres transformacji jest trudny z kilku powodów. Po pierwsze: nikt na tym terenie wcześniej nie wychodził z gospodarki centralnie planowanej, dodatkowo z silnym ośrodkiem władzy w Moskwie. Nagle musisz samemu się zorganizować jeśli chodzi o budżet, o priorytety w twojej polityce. Wszystko to w zdestabilizowanym sąsiedztwie, gdzie ogromnym znakiem zapytania jest, czy na przykład talibowie, widząc kłopoty Rosji po rozpadzie ZSRR, nie będą chcieli poszerzyć swojego oddziaływania na Uzbekistan, Tadżykistan czy Turkmenistan. Wydaje mi się, że właśnie ta niestabilność zewnętrzna i wewnętrzna sprawiły, że w Uzbekistanie tak długo przetrwał ustrój z bardzo silną władzą prezydenta, którym był Islom Karimov. A elitom politycznym w Uzbekistanie było również bardzo na rękę, by w twardy sposób administrować państwem.
Karimov stał się krwawym dyktatorem.
Ciężko też tutaj, z polskiej perspektywy, pewne procesy oceniać. Mówimy o państwie i społeczeństwie, które kilkadziesiąt lat wcześniej funkcjonowało w sposób półkoczowniczy. Dopiero uczyło się osiadłego sposobu życia na swoim terytorium. To bardzo skomplikowane zagadnienie. Z częścią problemów rozprawiono się po dojściu do władzy nowego prezydenta Shavkata Mirziyoyeva. Natomiast wyznaczono inne priorytety. Rzeczywistość w samym Uzbekistanie się zmienia. Na pewno jest to zupełnie inne państwo, niż jeszcze na początku tego stulecia.
Jak dużym problemem dla Uzbekistanu był i jest islamski fundamentalizm?
Kwestia nie jest do końca rozstrzygnięta. Zawsze w silnych systemach, zwłaszcza z dominującą władzą w jednym ośrodku (prezydent/premier), z tendencjami do silnego, centralnego administrowania, pojawia się chęć wykreowania jakiegoś wroga wewnętrznego, którego trzeba potem zwalczać, który zagraża bezpieczeństwu.
Jest to odwieczna, sprytna socjotechnika, żeby odciągnąć uwagę społeczeństwa od pewnych niedostatków gospodarczych i rozwojowych. Takim wrogiem dla władz stał się na przykład Islamski Ruch Uzbekistanu, który miał związki z Państwem Islamskim, Al-Kaidą czy Talibanem. Natomiast prawda jest też taka, że mamy sąsiedni Afganistan. To z terytorium sowieckiego Uzbekistanu szło uderzenie na Afganistan. O tym nie zapomniano. Dlatego afgańscy radykałowie mówili wprost, że ich władza musi sięgnąć poza Afganistan. Że musi dotrzeć do braci w wierze z Uzbekistanu, z Tadżykistanu. Szczególnie w chwili, gry wróg – Związek Radziecki – rozpadł się na ich oczach. Koincydencja czasowa jest oczywista. Gdy talibowie osiągają pełnię władzy w Afganistanie, państwa Azji Centralnej są świeżo po ogłoszeniu niepodległości.
Przywódcy Uzbekistanu zdecydowanie chcą urządzać państwo w świecki sposób. Powiedzmy, że na wzór rozwiązań zastosowanych niegdyś w Turcji. Ograniczają próby implementowania modelu znanego na przykład z Iranu. Ale ten Afganistan jest, niestety, bardzo blisko. Zagrożenie jest realne, ale całej prawdy o tym, na ile zostało wyolbrzymione za rządów Karimova, nie znamy. Nie odtajniono jeszcze dokumentów czy archiwów z tego okresu. Prawdy pewnie długo nie poznamy, no ale z pewnością państwa Azji Centralnej instrumentalnie to zagrożenie wykorzystały do cementowania i rozszerzenia zakresu swej władzy.

kibice reprezentacji Uzbekistanu podczas meczu z Katarem
Jak pan dziś ocenia potencjał gospodarczy Uzbekistanu? Demograficznie jest to 39. państwo świata, tuż nad Polską.
Tak, liczbą mieszkańców Uzbekistan już nas wyprzedza i to coraz wyraźniej, bo musimy brać pod uwagę wskaźnik przyrostu naturalnego. U Uzbeków jest on zdecydowanie wyższy niż u nas. Natomiast co do gospodarki… Pamiętajmy, że Azja Centralna była w perspektywie sowieckiej takim rezerwuarem. Rezerwą strategiczną, jeżeli chodzi o bazę surowcową na przyszłość. No ale Związek Radziecki się rozpadł, a baza surowcowa została. I odgrywa znaczącą rolę. Spójrzmy choćby na Kazachstan: kazachska ropa płynie przez terytorium Federacji Rosyjskiej do Europy, przez Morze Kaspijskie do Turcji i też do Europy. Jeśli popatrzymy na gaz, to Turkmenistan dysponuje czwartymi-piątymi największymi zasobami tego błękitnego paliwa na świecie. Właśnie Turkmenistan jest obok Rosji największym eksporterem gazu do Chin, a stara się też o połączenie gazociągowe z Pakistanem i Indiami przez Afganistan.
Uzbekistan posiada natomiast bardzo duże złoża gazu i ropy, aczkolwiek one z biegiem czasu będą wymagały coraz większych inwestycji, żeby podtrzymać rentowność wydobycia i eksportu. Jednak do tego musimy dodać również pokaźne złoża różnych metali rzadkich, a także ogromne złoża uranu. One, moim zdaniem, będą odgrywały wkrótce znaczącą rolę, zwłaszcza jeżeli państwa Azji Środkowej pójdą w energetykę jądrową, a nie kryją się z takimi planami. Chcą w to pójść, ponieważ ich baza ludnościowa wzrasta, a wraz z nią zapotrzebowanie na energię. Tym bardziej że równolegle ich gospodarki stają się też coraz nowocześniejsze. Państwa środkowoazjatyckie inwestują w wysokie technologie, w sztuczną inteligencję, a mają dalej przestarzały system elektroenergetyczny.
Czyli widzi pan duże pole do rozwoju gospodarczego dla Uzbekistanu?
Tutaj w grę wchodzi geopolityka, bo zarówno Rosjanom, jak i Chińczykom zależy na palmie pierwszeństwa w zakresie rozwoju energetyki jądrowej w Kazachstanie i Uzbekistanie.
Jak wyglądają teraz relacje Uzbekistanu z Rosją? Inwazja na Ukrainę jakoś na nie wpłynęła?
Jest status quo – Uzbekistan nie partycypuje w takim stopniu w różnych rosyjskich formatach ekonomiczno-polityczno-wojskowych, jak na przykład Kirgistan czy Kazachstan. Nie jest członkiem wszystkich tych organizacji. Ale pierwszeństwo na budowę elektrowni jądrowej przyznał jednak Rosatomowi, koncernowi rosyjskiemu. Sęk w tym, że od 2018 roku procesy nie posunęły się do przodu i rośnie prawdopodobieństwo, że Rosjanie zostaną na tym polu zastąpieni przez Chiny. Zwłaszcza gdy sytuacja finansowa Rosji nie będzie szła ku lepszemu, tylko ku gorszemu. Ja ekspertem od Rosji nie jestem, ale wydaje się, że to państwo słabnie wewnętrznie, jeśli chodzi o sytuację ekonomiczną, więc z automatu traci siłę przełożenia na swoje sąsiedztwo, żeby dbać o różne partnerstwa, inwestycje i tak dalej. Natomiast Chiny nie ukrywają, że poprzez platformę Nowego Jedwabnego Szlaku chcą zwiększyć swoją obecność między innymi w Uzbekistanie.
Na przykład bardzo mocno starają się rozwijać eksport samochodów swojej produkcji, to już widać na ulicach Uzbekistanu czy Kirgistanu. Bazy surowcowej Chińczycy jeszcze nie dotykają, czyli tych przedsiębiorstw związanych z ropą i gazem, ale bardzo mocno rozważają uczestnictwo w energetyce jądrowej, mówią o odnawialnych źródłach energii. Generalnie Rosja w Uzbekistanie jeszcze nie traci, jeśli chodzi o relacje, ale o progresie też nie ma mowy. Zresztą trzeba pamiętać, że Uzbekistan nie uznał tych dwóch samozwańczych republik na wschodzie Ukrainy. Władze uzbeckie podkreślają, że Rosja nie jest już tak aktywna na terenie Uzbekistanu. Uzbecy nie próżnują, starają się dywersyfikować swoje kontakty gospodarcze. Ostatnio takim aktywnym partnerem stała się Francja.
Kacper Ochman: Rosja nie jest już tak aktywna w Uzbekistanie
To ciekawe.
Tak, Francuzi starają się mocno inwestować w Uzbekistanie chociażby w branży samochodowej czy lotniczej. Ale złożami uranu również się bardzo mocno interesują. Dostarczają swoje produkty: samoloty, tramwaje, różnego rodzaju pojazdy. Zawierają kolejne kontrakty. No i trzeba też wspomnieć o Amerykanach, którzy mają w ostatnim czasie bardzo dużą dynamikę kontaktów i umów z Uzbekistanem. Prezydent Shavkat Mirziyoyev zdaje się mieć dobre, bezpośrednie relacje z Donaldem Trumpem, pojawiał się na rozmaitych szczytach zwoływanych pod auspicjami Trumpa.
Brzmi to całkiem rozsądnie.
Uzbecy nie zadrażniają relacji z Rosją bardziej, niż wymaga tego ich własny interes, ale nie są naiwni. Takim punktem zapalnym bywa kwestia diaspory uzbeckiej w Rosji, która od czasu do czasu pada ofiarą szykan, to bywa powodem napięć. Ale z moich obserwacji wynika, że nie wykracza to poza pewien określony, pragmatyczny poziom. Uzbecy są bardzo oczytanym, inteligentnym narodem, nieźle się poruszają na tej dyplomatycznej szachownicy. I mają sprytnych przywódców. Nie chcą przesadnie nadszarpnąć relacji z Rosją, bo w najbliższej perspektywie nie przyniosłoby im to pozytywnych rezultatów.

mapa Azji Środkowej fot. WikiMedia
Inicjatywa Pasa i Szlaku to jest ta pokusa, którą Chiny chcą odciągać Uzbekistan od Rosji?
Zdecydowanie tak. To widać już obecnie bardzo wyraźnie. Chiny na jej bazie starają się być obecne w całym regionie, to nie jest tylko kwestia Uzbekistanu. Ale tam mamy już na przykład tę wspomnianą motoryzację, Chińczycy bardzo mocno liczą na chłonny rynek uzbecki, bo to jest około 40 milionów ludzi. Na dodatek ulokowanych w bardzo ważnym miejscu na mapie, niemalże w centrum Azji Środkowej. W jego bliskim sąsiedztwie przecinają się ważne szlaki handlowe. Chińska motoryzacja liczy tutaj na swoją ekspansję. Dość powiedzieć, że kiedy prezydent Mirziyoyev nagradzał reprezentantów Uzbekistanu za awans na mundial, to poza premią finansową wręczył każdemu z nich kluczyki do chińskiego BYD. Było to zrobione z otwartą przyłbicą i pełną fetą.
Ale to tylko jedna kwestia. Chiny chcą być obecne w różnego rodzaju ważnych przedsiębiorstwach w Uzbekistanie, posiadać tam swoje udziały. A przede wszystkim chcą uczestniczyć na różnych etapach wydobycia i obróbki metali ziem rzadkich. W ciągu ostatnich kilku lat cały świat obudził się w poczuciu, że brakuje nam dostępu do niektórych z tych metali w związku z sankcjami, z zerwaniem niektórych łańcuchów dostaw. No a w Azji Centralnej złoża są znaczne, na przykład litu. Uzbecy czy Kazachowie nie dysponują wystarczającą technologią, więc Chińczycy wychodzą tu ze swoim know how. Pomagają w przeróbce, w transporcie.
No i wiadomo: mamy też współpracę wokół eksportu chińskich towarów. Centralni Azjaci na tej rozszerzającej się siatce połączeń kolejowych korzystają. A są próby tworzenia kolejnych połączeń. Linia kolejowa Chiny-Kirgistan-Uzbekistan wychodzi w tym kontekście na pierwszy plan. Astronomiczny projekt: sama kolej będzie budowana, gdyby wziąć średnią, to pewnie gdzieś na wysokości 1500-2000 metrów. Do tego ileśdziesiąt tuneli. Architektoniczny kosmos, subsydiowany przez Chiny ogromnymi kredytami. I to jest kolejny aspekt, o którym chciałem wspomnieć. Wszelkiego rodzaju inwestycje w Uzbekistanie, Tadżykistanie, Kirgistanie – na przykład w energetykę wodną, słoneczną – są subsydiowane przez chińskie podmioty finansowe. Tadżykistan i Kirgistan są już teraz ogromnie zadłużone w chińskich instytucjach. I to nam spina klamrą tę chińską obecność, która się rozrasta.
Jak reaguje Rosja?
Jej pole manewru się kurczy. Podam przykład: teraz pojawiło się prawdopodobnie kolejne odroczenie przy kazachskiej elektrowni jądrowej. Pierwszej, którą miał budować Rosatom. No bo są problemy z finansowaniem. Kazachowie sami nie są w stanie sfinansować inwestycji za kilka miliardów dolarów, miało być to kredytowane przez Rosjan, ale Rosatom nie ma takich środków, jakie mógłby wyłożyć nawet na przestrzeni iluś tam lat. Więc cały projekt zapewne czeka kolejne opóźnienie. Wiadomo, chińska gospodarka także zmaga się ze swoimi problemami, ale takie problemy przy finansowaniu różnych inwestycji się nie zdarzają. Osobną kwestią jest oczywiście wyzyskiwanie profitów ze swojej zwiększonej obecności, czego Uzbekistan także doświadcza.

fanki reprezentacji Uzbekistanu
Pojawił się w naszej rozmowie Donald Trump. Czy Amerykanów niepokoją chińskie zakusy w Azji Środkowej?
Kierunkowo: widać chęć do zwiększenia amerykańskiej obecności w Azji Centralnej. O ograniczaniu Chińczyków nie ma na razie mowy, to są dekady zaniedbań po stronie USA, traktowania obszaru Azji Środkowej po macoszemu, tylko w kontekście wojny w Afganistanie. Teraz Amerykanie starają się to zmienić. Tutaj próby administracji Trumpa nie ulegają wątpliwości. Szczyty w formacie C5+1, pierwszy od niepamiętnych czasów wizyty prezydentów niektórych państw w Waszyngtonie, rozmowy z prezydentem Trumpem. To się wszystko dzieje. Ale układanka jest bardziej skomplikowana. Amerykanie wiedzą na przykład, że nie mogą w przykładowym Kirgistanie za mocno od strony technologicznej zaistnieć, bo działają tam różne instytucje i firmy, które zaraz zostaną wykorzystane do eksportu różnych amerykańskich technologii podwójnego zastosowania do Rosji. Jak wiadomo Kirgistan jest członkiem Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, podobnie jak Białoruś czy Kazachstan. Amerykanie zdają sobie sprawę, że ten kraj jest wykorzystywany do omijania sankcji nałożonych na Rosję.
Wszystko to oczywiście nie studzi amerykańskiego zapału na przykład w tym, by rzucić Chinom i Rosji wyzwanie w kwestii uzbeckich złóż uranu. Amerykański koncern lotniczy Boeing będzie dostarczycielem samolotów pasażerskich dla Tadżykistanu. Tę umowę zawarto właśnie w trakcie waszyngtońskiego szczytu C5+1. W USA mają też spore doświadczenie i know how co do odnawialnych źródeł energii, na tym polu na pewno mogliby porywalizować z Chińczykami.
Kacper Ochman: Wodne gardło staje się coraz węższe w Azji Środkowej
Spotkałem się z opinią, że problemem dla państw Azji Środkowej może się stać brak dostępu do wody.
Incydentalne ograniczenia już się pojawiają, chociażby w Kazachstanie czy Uzbekistanie. Te państwa, które są w górnych biegach rzek – Kirgistan, Tadżykistan – są w lepszej pozycji, one sobie tę wodę częściowo zostawiają na użytek elektrowni. Prowadzone są wspólne przedsięwzięcia – na przykład Kambarata-1, duży projekt hydroelektrowni, wspólnie realizowany przez Kazachstan, Uzbekistan i Kirgistan. Ale takich współprac potrzeba znacznie, znacznie więcej. Wprawdzie bawełna jest uzbeckim złotem, ale wymaga kolosalnych nakładów wodnych, żeby móc dalej ten segment rozwijać, żeby Uzbekistan pozostał czołowym producentem bawełny na świecie. Widać wyraźnie, że to wodne gardło staje się coraz węższe przy szybko rozrastających się społeczeństwach. Jeżeli zmiany klimatyczne będą postępowały w takim kierunku, w jakim postępują, rolnictwo w Azji Centralnej może się znaleźć w opłakanym stanie. A to doprowadzi do migracji ludzi.
A co się dzieje ze słynnym Jeziorem Aralskim?
Pojawia się iskierka nadziei, że tutaj problemy z dostępem do wody zaczną maleć. Północna część, ta kazachska, zaczyna powoli wracać do życia. Jest to zasługa rozsądnego podejścia elit politycznych tego kraju, ale i międzypaństwowej współpracy przy międzynarodowym wsparciu, żeby ten zbiornik wodny przywrócić do życia. Myślę, że udało się na razie osiągnąć 1/4, może 1/3 sukcesu, by Jezioro Aralskie na trwałe powróciło do geograficznego ekosystemu i krajobrazu tego regionu. Ale wyzwaniem jest też Morze Kaspijskie, które było – co tu dużo mówić – gospodarczo plądrowane przez dwa państwa. Mam tu na myśli Rosję i Iran. Te kraje blokowały również wszelkie subregionalne inicjatywy, by o to Morze Kaspijskie zadbać i zatrzymać jego postępującą degradację.
Kluczem we wszystkich tych inicjatywach jest właśnie współpraca w regionie. Nie tylko w zakresie inwestycji, ale i całego systemu procedur. Zaopatrywania się w najnowsze technologie. O tę kooperację nie jest jednak łatwo: na przykład afgański kanał Kusz-Tepa, czyli wielki irygacyjny projekt talibów, może znacząco zmniejszyć ilość wody, jaką do Uzbekistanu i Tadżykistanu dostarcza rzeka Amu-daria. Napięcia na linii Kirgistan-Tadżykistan, właśnie z kwestią wody w tle, liczone są w setki. Choć tutaj osiągnięto już pewne porozumienia.
Uzbekistan kapitalnie wypadł na igrzyskach olimpijskich w Paryżu, awansował na mundial. Zakładam, że ten sportowy wzlot nie jest przypadkowy?
Zdecydowanie nie jest. Jest tu kilka obszarów, których warto dotknąć. Jeśli chodzi o igrzyska, no to mówimy o kwestii bardzo konsekwentnego wspierania kilku wybranych dyscyplin sportowych, gdzie jest największy potencjał sukcesów. Rozbudowane bazy treningowe, zaplecze trenerskie, cały ten system. Mówimy tu o boksie, o sztukach walki, o podnoszeniu ciężarów. Te dyscypliny są bardzo pokaźnie dofinansowane przez państwo. I podobnie sprawy mają się z futbolem. Zainwestowano środki w bazę treningową, postawiono na rozwój młodych zawodników. Równolegle władze kraju starają się ściągać do Uzbekistanu różnego rodzaju imprezy mistrzowskie. Oczywiście na poziomie juniorskim czy młodzieżowym, ale to jest też traktowane jako dodatkowy bodziec do rozwoju.

kibic reprezentacji Uzbekistanu podczas meczu z Katarem
Widziałem, że prezydent Shavkat Mirziyoyev chętnie ogrzewa się w blasku sportowców.
Nie ma co ukrywać, to władze centralne nadały dynamikę całemu temu procesowi. I teraz zbierają tego owoce. Zresztą reprezentacja Uzbekistanu od dawna była blisko awansu na piłkarskie mistrzostwa świata. Często brakowało jej naprawdę niewiele. Tym razem się w końcu udało, w czym pomogło także poszukanie dobrych wzorców na Zachodzie, jeśli chodzi o obsadę stanowiska trenera pierwszej reprezentacji. Do tego też dochodzą kariery indywidualne poszczególnych zawodników. Najważniejsze z perspektywy władz jest natomiast to, że wykreowano w Uzbekistanie modę na sport. Państwo działa też oddolnie, pojawiają się różne inicjatywy związane z poprawą kondycji obywateli. Czyli: rozwijamy bazę ludnościową, ale inwestujemy też w jej rozwój psychofizyczny. Jest duża dostępność sportu wśród młodzieży szkolnej.
Wydaje mi się, że jak tak dalej pójdzie, to wkrótce na igrzyskach Uzbecy wyjdą poza tę swoją medalową bańkę związaną ze wspomnianymi wcześniej dyscyplinami. Że pojawią się tam również gwiazdy sportu w szermierce czy w tenisie. A dodatkowo uzbeckie związki sportowe chętnie przyjmują naturalizowanych sportowców. Nie na masową skalę, ale jeśli wcześniejsi reprezentanci Rosji czy Białorusi chcą, to na ogół otrzymują możliwość reprezentowania Uzbekistanu.
O mundialu przeczytasz również w najnowszym wydaniu Magazynu Zero. Znalazło się w nim ponad 100 stron o mistrzostwach świata – Magazyn zamówisz TUTAJ.
Jak nastroje w Uzbekistanie przed mundialem?
Uzbecy jako naród pragmatyczny na pewno nie powiedzą, że jadą po medal. Czy nawet po ćwierćfinał. Raczej zależy im na tym, żeby się pokazać. Jakoś zaistnieć na arenie międzynarodowej. Obecnie celem uzbeckiej federacji jest przede wszystkim ugruntowanie swojej pozycji w Azji. Regularne zdobywanie wysokich miejsc na kontynentalnych turniejach i awanse na kolejne mistrzostwa świata. I z całego serca życzę im, żeby się to udało.
ROZMAWIAŁ: MICHAŁ KOŁKOWSKI
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix.pl