Vozinha i jego transferowe perypetie. Jednak nie Colo Colo?

Marcin Ziółkowski

02 sierpnia 2026, 12:22 • 3 min czytania 0

Reklama
Vozinha i jego transferowe perypetie. Jednak nie Colo Colo?

Vozinha był jednym z największych bohaterów ostatnich mistrzostw świata. Po zatrzymaniu Hiszpanii w pierwszym w historii mundiali meczu Republiki Zielonego Przylądka, w fazie pucharowej znacząco pomógł swojej kadrze przeciągnąć spotkanie z Argentyną do 120 minut. Kabowerdeńczyk zyskał na popularności i chciał to w pewien sposób wykorzystać w poszukiwaniu nowego pracodawcy.

Reklama

40-letni golkiper został już co prawda ogłoszony przez chilijskie Colo Colo, ale nie ma pewności że w ogóle tam zagra.

Vozinha może wrócić do Afryki

Turnieje piłkarskie mają to do siebie, że potrafią odmienić życie wielu osób. Tak było też z Vozinhą. Świetny występ przeciwko mistrzom Europy, Hiszpanii, spowodował, że bramkarz Kabowerdeńczyków znacząco wybił się na Instagramie.

Z poziomu 50 tysięcy obserwujących doszedł do blisko 30 milionów, co zapewne jest jednym z największych wzrostów w historii całej platformy. Medialna popularność Vozinhi po starciu z Hiszpanami była jednym z najgłośniejszych tematów fazy grupowej MŚ. Gdy Kabowerdeńczycy wyszli z grupy, Vozinha po raz kolejny pokazał wielkie umiejętności, regularnie stając Argentyńczykom na drodze bramki.

Po odpadnięciu kadry z Afryki mówiło się o zainteresowaniu bramkarzem ze strony Interu Miami. Wszystko to z uwagi na to, że David Beckham miał się zauroczyć tym, co pokazał Vozinha na jego oczach. Sam Lionel Messi po meczu pogratulował golkiperowi świetnego występu i był zdziwiony, że ma on już na karku 40 lat. Finalnie nic nie wyszło z kontynuowania jego American Dream, ale nie ma tego złego.

Reklama

25 lipca Vozinha został ogłoszony nowy zawodnikiem Colo Colo. Wpis trafił do 4 milionów odbiorców na portalu X, co wielokrotnie przewyższa widoczność regularnych wpisów klubu. Jak już wspominaliśmy w jednym z artykułów, miał tam zarabiać 45 tysięcy euro miesięcznie.

Miało być Colo Colo, ale podpisów nadal nie ma

Miał. Jak informują media w Ameryce Południowej, Vozinha trzykrotnie odroczył już przybycie do chilijskiego klubu. Mówiło się o problemach osobistych i to miał być powód przesunięcia formalności w czasie (choćby sprawy wizowe, bo jest spoza strefy Mercosur – przyp. MZ).

Reklama

Wygląda jednak na to, że… z powodu oferty z Afryki. Mówi się, że bramkarz miałby dołączyć do niedawnego selekcjonera, Bubisty. Ten ma objąć RS Berkane, a więc półfinalistę ostatniej edycji afrykańskiej Ligi Mistrzów.

Dziennikarz Raphael Bozeo z Globo Esporte powiedział, że Bubista jest w zaawansowanych negocjacjach z marokańskim klubem, ma zostać ogłoszony 2 sierpnia w niedzielę. Po podpisaniu umowy ma też dojść do zwerbowania niedawnego bramkarza CD Chaves. Zawodnik chciałby współpracować z trenerem także na niwie klubowej.

Reklama

Według dziennikarza warto jednak zerknąć na całą perspektywę. Otóż Vozinha niczego nie podpisał, ani niczego nie ogłaszał, a całe zamieszanie wynika z tego, że Chilijczycy zapowiedzieli już transfer [jako coś pewnego – MZ]. I to mimo braku stosownych dokumentów. Trudno jest mieć więc pretensje do piłkarza, skoro to klub zdecydował się wyjść przed szereg.

28 lipca Vozinha miał zjawić się w Chile na badaniach medycznych i podpisaniu kontraktu. Od tego czasu nadal nie przybył do nowego pracodawcy. Jak widać, możliwe, że nigdy do Ameryki Południowej nie zawita.

Fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne ligi zagraniczne

Reklama