Można było ich chwalić za wyeliminowanie Niemców po karnych w 1/16 finału, choć już w tym meczu niektórzy zawodnicy bazowali na prowokacjach. Ale to, co Paragwaj „pokazał” w meczu 1/8 finału z Francją (0:1), było po prostu obrzydliwe. Zamiast grać w piłkę, zawodnicy tej drużyny coraz brutalniej atakowali Francuzów, korzystając że ślepoty sędziego. Wydawało się, że po meczu chociaż trener drużyny Gustavo Alfaro przeprosi wszystkich za to, co oglądaliśmy. A skąd! On jeszcze broni swoich piłkarzy.
Paragwajczycy od początku spotkania ostro atakowali Francuzów, ale najgorsze zaczęło się, kiedy Kylian Mbappe po długim biciu głową w mur przez jego drużynę zdobył w końcu bramkę dla faworyta, po rzucie karnym, w 70. minucie. Bezradni gracze z Ameryki Południowej zaczęli brutalnie faulować rywali. Widać było, że nie chodzi im o granie w piłkę, a o zrobienie krzywdy. Prym wiódł w tym pomocnik Matias Galarza.
Trener Paragwaju zabrał głos po ohydnej postawie w meczu z Francją. Bronił swoich piłkarzy
Najgorsze było to, że sędzia Ilgiz Tantaszew z Uzbekistanu pozwalał na takie zachowania. Arbiter w całym spotkaniu pokazał trzy żółte kartki, wszystkie… Francuzom. Niepojęte.
Wydawało się, że Gustavo Alfaro, szkoleniowiec Paragwajczyków, przeprosi po meczu za ten pokaz antyfutbolu i brutalności. Ale gdzie tam.
– Po drugiej stronie byli goście, którzy walczą o Złotą Piłkę. Niektórzy moi piłkarze nie znają swoich ojców, przeżyli dramaty. Galarza musiał odejść z River Plate. To zawodnik, który mógłby występować w dowolnym zespole świata. A bramkarz Orlando Gill musiał sprzedawać swoje ubrania, żeby uratować życie własnego dziecka. Mam nadzieję, że na tym turnieju skorzystają zawodnicy, ale i cały Paragwaj – stwierdził argentyński szkoleniowiec.
Patetyczne słowa. Ale i żałosne. Bo za Paragwajem nikt nie płacze. Wszyscy obiektywni kibice cieszą się, że zespół brutali jedzie do domu.
Fot. Newspix.pl