Katar – najgorszy zespół w historii mundiali. Oby nigdy więcej!

Szymon Janczyk

25 czerwca 2026, 15:41 • 5 min czytania 22

Reklama
Katar – najgorszy zespół w historii mundiali. Oby nigdy więcej!

Chociaż ostatni mecz Kataru na mistrzostwach świata wyglądał minimalnie lepiej niż wcześniejsze, to zdania w kwestii Kataru nie zmieniam. To najgorszy zespół, jaki oglądaliśmy na mundialu. Zespół, którego nie powinno tam nawet być. I nie mówię tylko o poziomie sportowym.

Reklama

***

Mundiary to nasz pamiętniczek, cykl codziennych tekstów komentujących to, co wydarzyło się na Mistrzostwach Świata 2026.

***

Reklama

Jak słusznie zauważyliście pod jednym z tekstów – Azja wysłała na mistrzostwa niezłych ogórów. Japonia czy Australia (grają w azjatyckich eliminacjach) się bronią, ale reszta albo wygląda beznadziejnie, albo jest po prostu niezdolna do nawiązania rywalizacji i może liczyć góra na pojedyncze podrygi. Katar w sumie też takie miał: gol i remis ze Szwajcarią to sensacja, Bośnię też na chwilę przestraszył. Obraz tej drużyny, jaki z nami zostanie, mam jednak zupełnie inny.

Katar był:

  • zdezorganizowany i chaotyczny,
  • wybrakowany piłkarsko,
  • wręcz niebezpieczny dla siebie i otoczenia.

W pierwszym meczu komicznie wyglądało to, że Katarczycy potrafili wpaść na siebie w trakcie akcji. Albo na rywala. Tak po prostu, zderzyć się, jakby w ogóle nie koordynowali swoich ruchów, ścieżek biegu. W drugim meczu ten chaos skończył się dwoma czerwonymi kartkami i fatalną kontuzją przeciwnika. Trzecie spotkanie było w wykonaniu Kataru normalne – przynajmniej nie potykali się o własne nogi – ale daleko mi do opinii tamtejszych mediów, w których wyczytałem, że to zmiana ustawienia i podejścia wydobyły piłkarski potencjał z drużyny.

Szczerze: potencjału to tam zbyt wiele nie widzę. I totalnie wątpię w to, że Katar zagrałby na tym turnieju, gdyby nie został na niego ordynarnie wepchnięty.

Reklama

Mistrzostwa Świata 2026. Katar nie zasłużył na awans, pomogła federacja

Bo – nie wiem, czy wiecie – Katar dostał się na mistrzostwa świata w sposób bezczelnie ukartowany. Nawet azjatyccy rywale byli oburzeni i głośno komentowali to, co wymyślili włodarze tamtejszej federacji. Mianowicie: czwarta runda eliminacji na tym kontynencie miała być formatem miniturniejów. Dwie grupy po trzy drużyny, neutralny grunt i szybkie szacher-macher, żeby wyłonić kolejnych uczestników.

Tyle że tak nie było, bo trzeba było ratować tyłek Arabii Saudyjskiej oraz Kataru.

Jedni i drudzy byli w kwalifikacjach wprost żenujący. Dopóki Katar rywalizował z Indiami, Pakistanem i Kuwejtem, był mocny. Arabia Saudyjska nawet pierwszą część pucharowej drogi skończyła na drugim miejscu w grupie, będąc słabszą od Jordanii. W każdym razie w rundzie trzeciej było jeszcze gorzej:

  • Katar załapał się na ostatnie miejsce premiowane udziałem w kolejnej fazie eliminacji: bezpośrednio awansowały Iran i Uzbekistan, ich wyprzedziły jeszcze Zjednoczone Emiraty Arabskie. Katar był lepszy tylko od Kirgistanu oraz Korei Północnej;
  • Arabia Saudyjska załapała się na miejsce premiowane udziałem w kolejnej fazie, wyprzedzając o punkt Indonezję, o cztery punkty Chiny. Dalej był jeszcze Bahrajn.

Istniało realne zagrożenie, że tak dysponowane zespoły tym razem polegną definitywnie. Dlatego wbrew regulaminowi AFC wyznaczyła gospodarzy turnieju: Arabia Saudyjska miała rozegrać grupę w Arabii Saudyjskiej, Katar w Katarze. Rozumiecie? Zero skrępowania, zero udawania, żeby przynajmniej przemieszać oba zestawy, żeby Saudyjczycy grali w Katarze i na odwrót. Wprost wyznaczono po zespole, który miał mieć atut przewagi własnego boiska.

Reklama

Indonezja, Irak, Oman i Zjednoczone Emiraty Arabskie otwarcie protestowały, ale co mogą uczestnicy eliminacji, gdy nawet federację wspierają sponsorzy z krajów, które „nieoczekiwanie” zyskały taki atut? Jakby tego było mało: terminarz też ułożono tak, żeby obaj gospodarze mieli dłuższy czas odpoczynku między kolejnymi spotkaniami, każąc dwóm pozostałym rywalom grać co trzy dni (gospodarze grali co sześć).

Obaj gospodarze wciąż bardzo, ale to bardzo starali się wypieprzyć, ale udało im się wczołgać na mundial po zwycięstwie i remisie.

Nie da się lubić Kataru. Transfery jak w piłce klubowej

Rozumiecie już, dlaczego Katar na mistrzostwach wzbudza moją niechęć? Zresztą – pozasportowych powodów, które sprawiają, że naprawdę nie da się trzymać kciuków za ten zespół, jest nawet więcej. Pierwsze dwa gole w historii mundiali strzelili dla Kataru zawodnicy, których po prostu przechwycono. Doskonale wiem, że globalizacja i migracje sprawiły, że w składach drużyn narodowych pojawili się urodzeni czy wychowani w innym kraju. Natomiast Katar…

Katar sprowadzał do siebie gotowy produkt, dawał paszport i budował reprezentację kraju jak drużynę klubową. Boualem Khouki, który zapewnił Katarowi historyczny punkt na mundialu, urodził się w Algierii i trafił do Kataru jako dwudziestolatek. Edmilson Junior gra w katarskiej lidze parę lat, przyszedł na świat w Belgii, ma korzenie brazylijskie. Pedro Miguel miał 21 lat, gdy przeniósł się do Kataru. I tak dalej…

Reklama

Nie da się patrzeć na to jak na romantyczną historię. Można mówić, że w Curacao gra jeden chłopak urodzony na Curacao, ale przynajmniej mówimy o jakichś związkach z krajem, który reprezentują.

Katar i kuriozalna statystyka: jedno celne podanie zawodnika w godzinę!

I wreszcie: piłka nożna. Katar gra w nią beznadziejnie. Nawet zebranie piłkarzy z Sudanu, Francji, Belgii, Portugalii, Algierii i wszelkich innych zakątków świata nie sprawiło, że tę drużynę ogląda się z przyjemnością. Szwajcarzy rozjechali ich taktycznie, nie zasłużyli na stratę punktów. Kanada ich zgnębiła, obijała, aż puchło. Bośnia też całkowicie dominowała. Katar jechał na mundial jako druga najgorsza w historii drużyna według rankingu Elo i spełnił swoją rolę. Miał:

  • najniższe posiadanie piłki z zespołów, które rozegrały trzy spotkania;
  • na razie najgorszy współczynnik xG straconych goli (8,5) i pewnie za bardzo do przodu się nie przesunie; może wyprzedzi Curacao
  • jeden z najniżej ustawionych bloków defensywnych;
  • jeden z najgorszych wyników w pressingu.

I tak dalej… Zapamiętam go z kuriozalnej statystyki Jassema Gabera, który w pierwszym meczu mundialu przebywał na boisku godzinę i zaliczył w tym czasie jedno (!) celne podanie. Można wyróżnić Akrama Akifa i pojedyncze postaci, dla których piłka nie była największym wrogiem, ale generalnie ciężko brać Katar za poważny zespół.

Jakim cudem wygrali dwa Puchary Azji z rzędu? Nie wiem i nie wiem też, czy chcę wiedzieć. Wiem co innego: że wolałbym już Kataru na mundialach nie oglądać.

Reklama

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

22 komentarzy
Szymon Janczyk

Liczby, transfery i reportaże. Dobrych historii szukam na całym świecie - od koła podbiegunowego po Rijad. Na Weszło od lat staram się przekazać, że polska piłka też jest ciekawa.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Mundial 2026

Zagrali tak źle, że dziennikarz zapytał, czy… nie było zatrucia pokarmowego

Maciej Piętak
1
Zagrali tak źle, że dziennikarz zapytał, czy… nie było zatrucia pokarmowego
Mundial 2026

Trzy doby będą czekali na wieści czy zostają, a sześć dni na swój mecz

AbsurDB
3
Trzy doby będą czekali na wieści czy zostają, a sześć dni na swój mecz

Mundial 2026

Reklama
Mundial 2026

Zagrali tak źle, że dziennikarz zapytał, czy… nie było zatrucia pokarmowego

Maciej Piętak
1
Zagrali tak źle, że dziennikarz zapytał, czy… nie było zatrucia pokarmowego
Mundial 2026

Trzy doby będą czekali na wieści czy zostają, a sześć dni na swój mecz

AbsurDB
3
Trzy doby będą czekali na wieści czy zostają, a sześć dni na swój mecz