Polscy trenerzy nie muszą się niczego wstydzić. Coraz częściej krążą po Europie, stanowią wartość dodaną do sztabów szkoleniowych drużyn z różnych lig. Na mundialu Ekstraklasę reprezentuje jednak… trener z Finlandii. Rasmus Jansson, który pomagał Mateuszowi Stolarskiemu w Motorze Lublin, awansował na mistrzostwa świata w roli analityka.
***
Mundiary to nasz pamiętniczek, cykl codziennych tekstów komentujących to, co wydarzyło się na Mistrzostwach Świata 2026.
***
– To unikat, żyje swoim życiem! – śmieją się w Motorze Lublin, gdy pytam o to, jakim trenerem jest Rasmus Jansson. Człowiek widywany najczęściej z komputerem, zanurzony w danych i obliczeniach, wywalczył sobie drogę na piłkarski Olimp. Tak trzeba nazwać wyprawę na mistrzostwa świata, bo dla Fina to szczególne osiągnięcie. Gdy okazało się, że Bośnia i Hercegowina zakwalifikowała się na mundial, analityk dołączył do wąziutkiego grona rodaków, którzy zasmakowali największej piłkarskiej imprezy globu.
Piłkarzom nie było dane dostąpić tego zaszczytu – nawet sabotaż Michała Probierza nie sprawił, że Finlandia zbliżyła się do wywalczenia kwalifikacji na turniej. Fińskimi uczestnikami mundialu na przestrzeni lat byli więc tylko przeróżni członkowie delegacji. Kim byli jego poprzednicy?
- Timo Liekoski – asystent Bory Milutinovicia w reprezentacji USA (1994)
- Mikko Kujala – trener przygotowania fizycznego reprezentacji Iranu (2014 i 2018).
Jansson w sztabie Sergeja Barbareza odpowiada za analizy. Był jednym z tych, którzy rozpracowali strzelców oraz bramkarzy kadr Włoch i Walii, co pozwoliło Bośni i Hercegowinie przebrnąć przez baraże.
Spis treści
Rasmus Jansson – trener z Ekstraklasy pojechał na mistrzostwa świata!
Gdy Sergej Barbarez w końcu został selekcjonerem kadry Bośni i Hercegowiny – przez lata blokowali to działacze, którym legenda bośniackiego futbolu wytykała korupcję i kolesiostwo – zebrał swój wymarzony sztab. Przy jego boku pracować miało od teraz jedenastu fachowców. Jednym z nich był Rasmus Jansson, którego na Lubelszczyźnie określają mianem trenerskiego i piłkarskiego wędrownika, miłośnika nowych wyzwań.
Jansson ma zaledwie 29 lat, tymczasem w różnych rolach pracował już w Finlandii, na Cyprze, w Chorwacji oraz Polsce. Wyliczankę do niedawna zamykała drużyna narodowa prosto z Bałkanów, ale od lipca dołączą do niej Węgry. Rasmus odszedł bowiem z Motoru Lublin, żeby wspólnie z wieloletnim znajomym, kolegą po fachu, Gertem Remmelem, dołączyć do VSC Debreczyn. Ekstraklasę opuścił z dwóch powodów:
- niewiadomą była przyszłość projektu Motor i plany właściciela klubu,
- w żadnym miejscu nie był tak długo i szukał nowych wyzwań.
Rzeczywiście: jedyną stałą w życiu Rasmusa Janssona jest zmiana. Pracę w Polsce zaczął od epizodu w Miedzi Legnica, lecz po kilku miesiącach był już w Stali Rzeszów. I potem znowu: przeniósł się do Lublina. Mateusz Stolarski usłyszał o nim od Michała Wlaźlika, dowiedział się, że w Miedzi pracuje ciekawy człowiek, który podpiera się liczbami i analityką, do tego wyznaje ofensywny futbol – czyli myśli i działa podobnie do Stolarskiego. Zaproszono go więc na rozmowy.
Jak Rasmus Jansson trafił do Polski i Motoru Lublin?
Spotkanie z Finem okazało się fascynującym doświadczeniem. To introwertyk, ale też osoba, która odważnie i krytycznie myśli o futbolu. Trenerowi Stolarskiemu zaimponował tym, że bardzo konkretnie wypunktował problemy oraz zagrożenia, które widział w sposobie gry Motoru Lublin. Wskazał to, co trzeba rozwinąć i to, co trzeba uciąć. Wyróżnił się wyraźnie na tle innych kandydatów.
Zamiłowanie do pracy na danych sprawiło, że trenerzy bardzo szybko znaleźli wspólny język. Rasmus Jansson wszystko podpierał liczbami, ale bardzo dobrze radził sobie także z analizą wideo. Nie kalkuluje, nie układa się, tylko działa. Bardzo dużo oczekuje, bo uważa, że zawodnicy powinni spełniać konkretne wymagania, jeśli mają stanowić wartość dla zespołu. Takie osoby powinny być mocno obudowane w sztabie – wiadomo, że bardziej bazują na liczbach i faktach, niż na relacjach. W Motorze tak właśnie było.

Rasmus Jansson i Gert Remmel.
Jansson zajmował się ofensywą Motoru. Poznał idee Mateusza Stolarskiego i wprowadzał to w życie w procesie treningowym. Zespół z Lubelszczyzny miał grać piłkarskiego rock’n’rolla, ale też decydować o przebiegu meczu poprzez posiadanie piłki. Fin dobierał elementy gry tak, żeby jak najlepiej pasowały do tego pomysłu.
Czy wyszło? Ostatnio dobrze podsumował to Karol Czubak, który podczas rozmowy ze Stevem Kapuadim w trakcie meczu, rzucił, że Motor ma (miał) najlepszy sztab.
Trener z Ekstraklasy w sztabie reprezentacji. Bośnia i Hercegowina awansowała na mundial także dzięki niemu
Praca w reprezentacji Bośni i Hercegowiny nie przeszkadzała asystentowi Mateusza Stolarskiego w codziennych obowiązkach. Znikał na przerwy na kadrę, ale zawsze dopinał, co trzeba. Do sztabu Sergeja Barbareza dołączył zresztą już wtedy, gdy był na etacie w ekstraklasowym klubie. W reprezentacji kraju Rasmus Jansson analizuje przeciwników pod kątem drużynowym oraz indywidualnym. Przygotowuje pigułki wiedzy o rywalu dla każdego piłkarza, co jest zadaniem wymagającym. Wystarczy zerknąć, gdzie grają jego podopieczni, żeby wywnioskować, jakiego poziomu merytoryki oczekują:
- Edin Dżeko, Nikola Vasilj, Nikola Katić, Haris Tabaković, Ermedin Demirović – Bundesliga;
- Tarik Muharemović, Saed Kolasinac – Serie A;
- Amir Hadziahmetović – Premier League,
- Amar Dedić – SL Benfica,
- Arjan Malić – Sturm Graz,
- Benjamin Tahirović – Brondby IF,
- Esmir Bajraktarević – PSV,
- Kerim Alajbegović – RB Salzburg,
I tak dalej, i tak dalej… W klubach każdy z nich spotyka się z topowym serwisem. Na kadrze zapewnia go właśnie Rasmus Jansson. Mateusz Stolarski bardzo chwali sobie kwalifikacje Fina oraz współpracę z nim. Liczy na to, że ich drogi kiedyś jeszcze się przetną, że Jansson trafi do jego sztabu. Rasmus raczej nie będzie parł do roli pierwszego trenera, zadowala go praca z liczbami i wpływ na funkcjonowanie drużyny w obecnej roli.
Trzeba jednak podkreślić, że droga Janssona do miejsca, w którym się znalazł, była naprawdę imponująca. W Finlandii stał się wręcz wzorem trenera, który bez przeszłości piłkarskiej i znajomości potrafił osiągnąć naprawdę wiele.
Wyśmiewany kucharz, który został trenerem. Kim jest Rasmus Jansson?
Rasmus Jansson skończył liceum kulinarne i mógł zostać kucharzem. Zamiast tego woli gotować na ławce trenerskiej. Choć właściwie to na ławce go nie ma – podczas meczów Bośniaków siedzi na trybunie prasowej, dbając o materiał do analizy. Spory przeskok dla gościa, który niegdyś pracował w seniorskim zespole w czwartej lidze. Bardzo ciekawie o jego drodze pisały lokalne, fińskie media. To szczęśliwcy, z którymi Jansson zgodził się porozmawiać.
„Gdy Bośnia poprzednio grała na mundialu, Rasmus Jansson trenował dzieci w Helsinkach i uczył się na kucharza w szkole gastronomicznej. W świat trenerki wkroczył jako szesnastolatek. Uczestniczył w szkoleniach niemal co tydzień, odwiedzał staże, próbował dostać się do fińskiej ekstraklasy”.

Z Gertem Remmelem, który w końcu dołączył do niego w Motorze Lublin, współpracował we włoskim Giorgione Calcio. W lokalnej lidze przygotowywał dla trenera oceny treningów. Estończyk zabrał go potem na Cypr, do Pafos FC. W rozmowie z portalem Aitio Jansson żartował, że przez lata pracował za frytki lub miesiącami czekał na kasę. Niestety: także w Polsce.
– W Pafos pracowałem praktycznie za darmo. Pojechaliśmy do Chorwacji, gdzie wypłaty nie przychodziły na czas. W Polsce trzeci raz z rzędu pracowałem bez wynagrodzenia. Adaptacja jest najważniejsza, każde środowisko jest inne. Nauczyłem się, że zawsze można przejrzeć kłamstwa i pozory. Lepiej być sobą niż udawać kogoś innego. W Bośni od wiedzy ważniejsza jest uczciwość, dotrzymywanie słowa – tłumaczył.
Bardzo szybko wtopił się w bośniacki futbol. Czasami chaotyczny, zdezorganizowany, ale też bardzo rodzinny, swojski. Opowiadał, że zgrupowaniem zawsze towarzyszyły zjazdy rodzinne, wielkie kolacje z najbliższymi. Atmosferę jedności poznał, gdy przed meczem z Włochami każdy, kto miał styczność z nimi na poziomie klubowym, pospieszył do niego, żeby przekazać mu najważniejsze informacje, uzupełnić analizę.
W Finlandii Jansson często był wyśmiewany. Laptopowy trener, który zadaje zbyt dużo pytań, kwestionuje zbyt wiele rzeczy. W dodatku ma dziwne, niespotykane u nikogo w środowisku pomysły. Zwykł wtedy powtarzać „wiem, że to możliwe”, gdy całe środowisko twierdziło, że niekoniecznie. W końcu jednak poddał się, wyjechał, trafił do środowiska, które sprzyjało rozwojowi.
Zdaniem Rasmusa sukcesy przychodzą wtedy, gdy „wykonujesz pracę rzetelnie, w terminie i nie myślisz egoistycznie”. W jego przypadku zadziałało to w stu procentach.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
SZYMON JANCZYK
fot. Newspix, FotoPyK