Dużo było takich głosów, że bilety na mundial są tym razem zdecydowanie za drogie. Nietypową metodą okazały się dynamicznie zmieniające się ceny – w zależności od tego, jaki popyt był na dany mecz. Ale FIFA tam jest zadowolona. Policzyła pieniądze i… mocno się zdziwi, bo zarobi dużo więcej niż zakładała.
Kiedy Jakub Białek z Weszło był w Meksyku na meczu otwarcia (kiedy to minęło?), to pytał: „Dla kogo ten mundial?”, bo jeszcze nigdy w historii mistrzostw świata wejściówki nie kosztowały tak dużo. FIFA chwaliła się, że mecz otwarcia można obejrzeć za 370 dolarów. Tylko, że…
Ta kwota dotyczyła czwartej kategorii, stanowiącej zaledwie 1,5% pojemności stadionu. Została utworzona wyłącznie w celach wizerunkowych, by podać to ładnie w mediach. W praktyce ceny i tak zaczynały się od około 750–1000 dolarów za bilety z trzeciej kategorii (wartość zakupu była zależna od momentu, w którym był on dokonywany). Najlepsze miejsca w kategorii pierwszej kosztowały nawet ponad dwa tysiące.
Jeszcze dzień przed finałem można było znaleźć te arcydrogie oferty pakietów VIP i hospitality na finał pomiędzy Hiszpanią a Argentyną, który odbędzie się w New Jersey.
FIFA zarobi więcej niż przypuszczała
Generalnie Gianni Infantino mocno stracił na wizerunku po tym mundialu. Na czoło wysuwa się sprawa z zawieszeniem czerwonej kartki Baloguna, ale to nie jedyna bulwersująca sprawa. Kiedy FIFA ogłaszała strategię na rzecz zrównoważonego rozwoju i praw człowieka na mistrzostwa świata 2026, szef FIFA mówił: – Niezależnie, czy mówimy o klimacie (…) jesteśmy zobowiązani do odegrania swojej roli.
A potem wsiadał w specjalny odrzutowiec, żeby pojawiać się nawet na dwóch meczach jednego dnia. Były i takie, że odbywał i po trzy loty. Już pod koniec czerwca wyliczono, że zrobił w ten sposób ponad 5000 kilometrów. Gdy pokazywano go na ekranie, tłum go wygwizdywał. Infantino może jednak obwieścić finansowy i komercyjny sukces, a to dla niego ważniejsze.
Jak donosi Guardian, FIFA ogłosi, że przychody z tegorocznego mundialu osiągną rekordową wysokość 15 miliardów dolarów (11,2 mld funtów), co znacznie przekroczy cele ustalone przed turniejem. Pierwotnie organ piłkarski prognozował zysk na poziomie 11 mld dolarów i… pozytywnie się pomylił. Źródła wskazują, że znaczna część wzrostu to sektory hotelarski i biletowy, zwłaszcza ten na rynku wtórnym. FIFA pobiera bowiem 15% od kupującego i kolejne 15% od sprzedającego na rynku wtórnym.
Gianni Infantino wcale nie wykluczał… poszerzenia liczby uczestników. Jest zadowolony z poziomu 48 ekip, bo było na turnieju wiele niespodzianek, świetnie zaprezentowała się choćby Republika Zielonego Przylądka. W rozmowie z portalem Bluewin Szwajcar zapowiedział, że liczba uczestniczących reprezentacji może niedługo ulec zmianie i… jego zdaniem miałoby to sens.
– To z pewnością kwestia, którą zbadamy i omówimy w odpowiednim gronie po trwających mistrzostwach świata. Organizując mundial, ważne jest, aby zorganizować go dla całego świata, a nie tylko dla Europy i Ameryki Południowej. Każdy naród powinien mieć prawo marzyć o udziale w mistrzostwach świata. Widać, że jakość drużyn jest niezwykle wysoka i stale rośnie na całym świecie. Jeśli nie da się szansy mniejszym krajom na udział w mundialu, zabraknie im motywacji do ciągłego rozwoju – powiedział Infantino.
Zakładając, że faktycznie dojdzie do rozszerzenia mundialu do 64 ekip, a format rozgrywek zakładałby 16 czterozespołowych grup, z których awansują po dwie drużyny, to wówczas obejrzelibyśmy aż 160 spotkań. Teraz mamy 104.
Fot. Newspix