Najlepszy sportowo, najgorszy poza boiskiem. Taki był mundial 2026

Szymon Janczyk

20 lipca 2026, 14:41 • 7 min czytania 47

Reklama
Najlepszy sportowo, najgorszy poza boiskiem. Taki był mundial 2026

Mistrzostwa Świata w Kanadzie, Meksyku i USA były jednocześnie doświadczeniem genialnym, gdy mówimy o samym sporcie i odrażającym, kiedy myślimy, o wszystkim, co wokół boiska. Mundial można podsumować nawiązaniem do żartu o żonie pytającej męża, czy wymyśliła smaczny obiad: dobre, ale nie rób więcej.

Reklama

***

Mundiary to nasz pamiętniczek, cykl codziennych tekstów komentujących to, co wydarzyło się na Mistrzostwach Świata 2026.

***

Nowy format tej imprezy najzwyczajniej w świecie się obronił. Wpuszczenie na turniej większej liczby drużyn nie skończyło się kompletnym blamażem, ani drastycznym spadkiem poziomu sportowego. Wręcz przeciwnie: mieliśmy rekordową liczbę sensacyjnych wyników, bo nawet maluczcy potrafili namieszać w kociołku, postawić się wyraźnie lepszym od siebie. Towarzyszyły temu wszystkiemu piękne, sportowe historie. Ktoś zdobył pierwszy punkt w historii, ktoś skazywany na pożarcie awansował.

Reklama

Ostatecznie było właśnie tak, jak miało być – nowe twarze, większa liczba drużyn były milutkim dodatkiem, który do pewnego momentu przygrywał nam w tle, pozwalał poznać coś innego. Również zgodnie z oczekiwaniami największa scena pozostała zarezerwowana dla największych: połowa ćwierćfinalistów z Kataru znów dotarła do najlepszej ósemki, przy czym piąty fizycznie nie mógł tego zrobić, bo wówczas w 1/8 finału spotkało się dwóch tegorocznych ćwierćfinalistów.

Centrum piłkarskiego świata wciąż jest więc tam, gdzie było i skąd, mimo ociekających złotem projektów, nigdy się nie ruszy. Różnorodność, barwność tego, co dookoła, sprawiła jednak, że turniej udało się całkiem zręcznie odświeżyć.

Mistrzostwa Świata 2026. Nowy format się sprawdził, to był dobry, piłkarski turniej

Bo co jakiś czas format odświeżać trzeba, mimo że początkowo budzi to oczywistą niechęć, jak każda zmiana, każda nowość. Pamiętajmy jednak, że w dotychczasowej historii mundiali mieliśmy siedem powojennych edycji z 16 drużynami w stawce, cztery w 24-zespołowym składzie i siedem z 32 uczestnikami. Podobnie wygląda to w przypadku Euro: pięć turniejów z czterema finalistami, cztery z ośmioma, pięć z 16, trzy (i dwa zaplanowane) z 24.

Reklama

Nowy format co kilka dekad to norma dla turniejów tej rangi. Dostrzegam oczywiste minusy obecnego – klasyfikacja trzecich miejsc i fakt, że ostatnie grupy doskonale wiedzą, jakie wyniki kogo urządzają, to problem – natomiast nie był to wielki koszmarek. Wpadki w grupach lekko namieszały, ostateczna drabinka nie wyglądała tak, jakby była zaplanowana z miesięcznym wyprzedzeniem, chociaż pomysł „ochrony” najlepszych drużyn rankingu FIFA wypalił i sprawił, że na sam koniec serwowano hit za hitem.

Mogliśmy narzekać na brak wielkich meczów w fazie grupowej, bo żaden gigant tak naprawdę nie był zagrożony haniebną wpadką. Niemniej jeśli w nowopowstałej, dodatkowej rundzie, wyeliminowani zostali:

  • Niemcy,
  • Holendrzy,
  • Chorwaci,
  • Japończycy,
  • Senegal (mistrz Afryki)…

To na dobrą sprawę wynagrodziło nam to brak sensacji w końcowych rozstrzygnięciach w grupie (wiadomo, z wyjątkiem Urugwaju). Ot, po prostu zostały one przesunięte o rundę, która wcześniej nie istniała. Wszystko zostało w naturze.

Reklama

Mimo wszystko wciąż trzeba było się natrudzić, żeby zbliżyć się do chwały. Argentyna miała spacerkiem przejść się do półfinału, tymczasem musiała rozegrać dwie dogrywki, w tym jedną z Republiką Zielonego Przylądka, i odrobić dwubramkową stratę z Egiptem. I nie można tego zgonić na ich formę, skoro podobne męki spotkały Anglików, skoro nawet zwycięzcy — Hiszpanie — dwa razy o awansie przesądzili rzutem na taśmę.

Mundial 2026. Wirale na boisku, pamiętne historie i liczne niespodzianki

Wspaniałe było to, jak wiele wiralowych momentów dostarczyły nam mistrzostwa świata. Hitem okazali się norwescy kibice, ale też Erling Haaland w kowbojskim kapeluszu, z szopem pod pachą. Vozinha i ściągnięcie na turniej jego matki. Południowoafrykańscy piłkarze, którzy próbowali zrozumieć, co mówi do nich sędzia. Czerwone kartki za zakrywanie ust. Wreszcie też finał niczym z przerysowanego filmu: dwóch mistrzów kontynentu, historia z wanną i szokujące zakończenie – Messi schodzi ze sceny z drugim przegranym finałem, rozpaczliwie donosząc na rywala, który przysłonił usta. Argentyna nie oddała strzału w podstawowym czasie gry.

Takich narracji było tak wiele, że nie sposób wszystkich wymienić. Przecież na tym tylko mundialu doczekaliśmy się nowego najlepszego strzelca w historii oraz pobicia rekordu asyst Pelego. Sportowo był to po prostu dobry mundial. Mundial, na którym nie warto było ryzykować odprężenia nawet na moment, bo szybko przychodziła kara. Mieliśmy więc i wielkich rozczarowanych i małe-wielkie sukcesy. Najbardziej rozczarowały europejskie drużyny, które wpadły na turniej po barażach. Nawet gdy wyszły z grupy (Bośnia i Hercegowina, Szwecja), to bardziej słabością zestawu rywali, niż własną jakością.

Reklama

Utter woke nonsense

Chłopców do bicia raczej nie stwierdzono, wyjątkiem beznadziejny piłkarsko Katar. Niemcy stłukli co prawda Curacao, ale to samo Curacao urwało punkt Ekwadorowi, dzięki czemu obejrzeliśmy genialny, jeden z lepszych meczów mundialu – Ekwador kontra Niemcy, heroiczną walkę o awans drużyny z Ameryki Południowej.

Spodziewano się pewnie, że lanie sprawione Curacao powtórzy się w przypadku meczów z Haiti czy Republiką Zielonego Przylądka (tak, zwycięzcą grupy eliminacyjnej, jednak ekipą bardzo egzotyczną), tymczasem było odwrotnie. Haitańczycy może i skończyli bez punktu, ale jakościowo wypadli nieźle, zagrali stykowy mecz ze Szkotami, dali też przyjemną naparzankę z Marokańczykami. Kabowerdeńczycy okazali się jedynym zespołem, który zatrzymał mistrzów z Hiszpanii. W dodatku w fazie pucharowej napędzili strachu Argentynie.

Najbardziej obijani na tych mistrzostwach byli jednak Azjaci. Uzbekistan, Jordania, Irak – każdy z tych zespołów może pochwalić się co najwyżej golem i dosłownie momencikiem chwały, po którym następowało brutalne wyjaśnienie przez rzeczywistość. Tylko Tunezja była przez rywali obijana tak równo, jak wymienieni. Jeśli ktoś szuka argumentów przeciwko rozszerzaniu mundialu, spojrzy właśnie w tym kierunku. Nawet nie próbuję tego bronić: dorzućmy Koreę Południową, Katar, Arabię Saudyjską i mamy obraz kompletnej katastrofy.

Reklama

FIFA w roli uniżonego sługi Trumpa. Infantino zniszczył instytucję mistrzostw świata

I tak jednak nie była ona tak wielka jak katastrofa wizerunkowo-organizacyjna FIFA oraz Stanów Zjednoczonych. Potrafię docenić komercyjny sukces wydarzenia. Rozumiem, że to jeden z celów federacji, że w świecie konsumpcjonizmu opakowanie tej imprezy po amerykańsku miało przynieść konkretne zyski finansowe. Wiele ze środków, których użyto, zaczynając od skandalicznie wysokich cen biletów, osobiście mi się nie podoba, ale to nie w tym widzę największy problem.

Zdecydowanie gorszy było przecież to, że nawet gdy kogoś stać było na bilet, mógł nie dostać się na miejsce z powodu pochodzenia. Przez wydumany, sztuczny powód. Niektórzy nie mogli wjechać do USA nawet z wejściówką na mecz w kieszeni. To nie był turniej dla kibiców, to nie był turniej dla zwykłych ludzi i to dlatego Stany Zjednoczone były fatalnym organizatorem imprezy.

Zresztą, sam fakt, że mistrzostwa organizowano w trzech państwach, tymczasem jedno z nich tak zdominowało narrację (także przez kontrowersje), że mówimy w zasadzie tylko o nim, świadczy, że coś poszło nie tak.

Nie potrafię przejść do porządku dziennego nad długą, szokującą listą pogwałconych czy nagiętych praw, zasad oraz tradycji, które zhańbił Gianni Infantino w pogoni za monetą:

Reklama
  • podział meczu na kwarty w porozumieniu z nadawcami TV, bez żadnych konsultacji z organami sportowymi;
  • wydłużona do 27 minut przerwa w meczu finałowym przez występy artystyczne (co wpłynęło na jakość gry);
  • anulowanie czerwonej kartki piłkarza gospodarzy po interwencji rządu tegoż państwa;
  • skazanie na wygnanie i sponiewieranie kadry Iranu, która miała problem z wjazdem i pobytem w USA;
  • niewpuszczenie na mistrzostwa wyznaczonego do ich sędziowania arbitra, którego oskarżono o współpracę z terrorystami.
Gianni Infantino i Donald Trump podczas fety Hiszpanów

Bilety za milion dolarów na finał, przy samej murawie, można przeboleć. To i tak nie dotyczy większości społeczeństwa. Pokrowiec na trofeum z Louis Vitton można ocenić jako kiczowaty, ale na końcu też nie wpływa na nic konkretnego niż estetyczny odbiór wydarzenia.

Decyzje, które Infantino podejmował w zasadzie jednoosobowo, co najwyżej przy udziale zaufanych zauszników, uderzały natomiast w samo serce i sedno sportu. Zniszczyły pewne fundamenty, które dla większości z nas są nienaruszalne. UEFA to organizacja, która nie wzbudza sympatii, ale trudno sobie wyobrazić, co musiałoby się stać, żeby na jej turnieju mistrzowskim rząd chwalił się skuteczną interwencją w sprawie kartki czołowego piłkarza swojego zespołu.

Infantino na zmianę tylko milczał lub przytakiwał Donaldowi Trumpowi. FIFA, organizator mistrzostw świata, została sprowadzona do roli wykonawcy poleceń amerykańskiej administracji. Ostateczną kompromitacją były ostatnie dni imprezy: USA „zezwoliła” Argentynie na polityczne manifestacje, więc piłkarze nie zostali ukarani za coś, za co z reguły groziło zawieszenie. Wreszcie prezydent FIFA nieskutecznie próbujący ściągnąć Trumpa z podium, na którym Hiszpanie świętowali mundial — znak poddaństwa wobec sił politycznych.

Reklama

Od tej strony mundial zmienił się na zawsze, na gorsze. Dyktatura Gianniego Infantino nie pozwala nawet łudzić się, że dojdzie do opamiętania. Tak jak bronię zmiany formatu, tak nie wyobrażam sobie, żeby następne rozszerzenie nastąpiło już teraz, zaraz. Europejski kibic jest tym wszystkim zmęczony, zszokowany, zażenowany. Słusznie, bo przekroczono tyle granic, że nawet najlepsze piłkarskie doznania nie przykryją wstydu, który zaserwowała nam FIFA.

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

Reklama
47 komentarzy
Szymon Janczyk

Liczby, transfery i reportaże. Dobrych historii szukam na całym świecie - od koła podbiegunowego po Rijad. Na Weszło od lat staram się przekazać, że polska piłka też jest ciekawa.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama
Mundial 2026

Prezydent UEFA zbojkotował finał mundialu. Coraz gorsze stosunki z FIFA

Braian Wilma
2
Prezydent UEFA zbojkotował finał mundialu. Coraz gorsze stosunki z FIFA