Wiosła, wikingowie, tradycja. Norwescy kibice wygrali ten mundial

Szymon Janczyk

30 czerwca 2026, 10:50 • 10 min czytania 5

Reklama
Wiosła, wikingowie, tradycja. Norwescy kibice wygrali ten mundial

Z norweskimi kibicami wiosłuje dosłownie cały kraj, wiosłują ich piłkarze, wiosłuje cały świat. Ich nietypowy pomysł na wspieranie kadry stał się jednym z najlepszych obrazków mistrzostw świata. W dniu, w którym na mundialu grają i Szwedzi, i Norwegowie, trzeba jednak zauważyć także drugą stronę – pretensje sąsiadów o to, kto powinien chwalić się wioślarską tradycją. Komu wiosła leżą, komu wadzą?

Reklama

***

Mundiary to nasz pamiętniczek, cykl codziennych tekstów komentujących to, co wydarzyło się na Mistrzostwach Świata 2026.

***

Ro!, czyli wiosłowanie na trybunach, to wiral tego mundialu. Wiosłujących fanów oglądaliśmy już nawet na nowojorskim Times Square oraz w… norweskim parlamencie. W taki sposób coś, co było zwykłym, ciekawym pomysłem na urozmaicenie dopingu na meczach drużyny narodowej stało się symbolem całego kraju.

Reklama

Mistrzostwa Świata 2026. Wiosłowanie podbija mundial! Norwegia wymyśliła hit

Nie, nie przesadzam. Viking Row ma swoją stronę na angielskiej Wikipedii. Organizacja promująca norweską turystykę – Visit Norway – przygotowała całą kampanię wokół tego hasła. Spontaniczna akcja, trend, wiral, okazała się kolejnym pomysłem na budowanie identyfikacji narodowej na fali popularności wikingów. Norwegia nigdy nie wyrzekła się swoich korzeni, ale od momentu sukcesu serialu kanału History, moda na wikingów nabrała nowego wymiaru, wybuchła na szerszą skalę.

Ro! to kolejny pomysł na to, co można zrobić wokół wikingów i Norwegii. Przed samym mundialem członkowie klubu kibica Oljeberget Supporterklubb wpadli na pomysł wiosłowania, któremu towarzyszył okrzyk o właśnie takim, dosłownym znaczeniu w lokalnym języku. Ole Froystad, który wyszedł z inicjatywą, gościł już nawet w popularnym programie stacji CBS Sports, gdzie tłumaczył cały pomysł.

Wiosłowanie to wieloletnia tradycja w Norwegii. Wiąże się z wikingami, ich morskimi eskapadami. Robili to przed samą bitwą. Płyniemy na wojnę, do wioseł i bierzemy się do roboty – opowiadał człowiek nazwany już Mr. Row Row.

Reklama

Visit Norway stworzyło znacznie bardziej barwną opowieść o tym banalnym w sumie zajęciu. Róg, bęben, odpowiednia poza, okrzyk i machanie rękami. Dosłownie tyle wystarczy do wspólnej zabawy, ale „sprzedanie” Viking Row jako symbolu narodowego potrzebowało wytłumaczenia rodem z wikińskiej sagi.

„Norweska pieśń stadionowa to rytuał kibiców inspirowany norweskimi tradycjami: wioślarstwa, fiordów, jezior, morskiego życia. Tłum w czerwieni, bieli i błękicie siada jeden za drugim. Ramiona wyciągnięte do przodu, ciała odchylają się do tyłu. Wznosi się pieśń, grupa zaczyna wiosłować. Wszędzie: na trybunach, na ulicach, w szkołach, zakładach pracy, nawet w parlamencie”.

Reklama

Organizacja turystyczna przybliża przy okazji fakty dotyczące codziennego życia Norwegów sprzed lat, uwarunkowań kulturowych, geograficznych i ekonomicznych. Słowem: wykorzystano temat do sprytnego przemycenia opowieści o tym fascynującym kraju z czasów, które, jak słusznie napisano, „historycznie rzecz biorąc działy się trzy minuty temu”.

W załączonej do opisu rolce Norwegowie tłumaczą, że wiosłują od tysięcy lat i dziesiątek pokoleń. Po to, żeby „minąć majestatyczne fiordy i góry, zapewnić wyżywienie rodzinie, handlować, odkrywać świat, budować życie wokół łodzi. Ćwiczyliśmy to od wieków, więc wszystko przyszło naturalnie!”.

Na wzmiankę o tym, że Norwegom wiosłować zdarzało się najczęściej po to, żeby palić, gwałcić, rabować i podbijać, zabrakło miejsca, ale… Takie były czasy – napadałeś lub byłeś napady, więc nie będziemy silić się na złośliwości.

Reklama

Wiosłowanie, wikingowie, tradycje i budowanie tożsamości narodowej – tak to robi Norwegia

Moment na nakręcenie mody na wiosłowanie nie mógł być lepszy. Nie chodzi tylko o to, że w Norwegii wybuchła prawdziwa piłkarska gorączka związana z pierwszym wyjazdem na mundial w XXI wieku. Chodzi też o to, gdzie te mistrzostwa świata się rozgrywają. Łatwo połączyć Ro! z tematem faktycznych odkrywców Ameryki: załogi Leifa Erikssona. 

Visit Norway dumnie podkreśla, że to wikingowie byli pierwszymi Europejczykami, którzy postawili nogę na amerykańskiej ziemi – konkretnie w Kanadzie – określając to mianem „zadziwiającego osiągnięcia w dziedzinie nawigacji, budowy łodzi, odwagi i wioślarstwa”, podkreślając, że przy tej okazji wiosłowania było co nie miara. Właśnie dlatego norwescy kibice wiosłujący na amerykańskiej ziemi mają symboliczne, wyjątkowe znaczenie i przesłanie, łącząc historię ze współczesnością.

Norwegowie tłumaczą też, że wiosłowanie ma dla nich szczególny wymiar. Pozwala im poczuć jedność i siłę, zupełnie jak przodkowie na łodziach. I nie chodzi tylko o wikingów ruszających na grabieżcze wyprawy, ale nawet o ojców, dziadków, pradziadów, którzy korzystali z najbogatszych wód Europy, wyruszając na połowy. 

Przez ponad tysiąc lat rybacy wiosłowali w kierunku Lofotów, żeby łowić migrujące dorsze skrei. Podróże były wymagające i niebezpieczne, ale może zapewniało jedzenie i zarobek. Mówi się, że skrei to ryba, która zbudowała Norwegię, pozwoliła założyć wspaniałe handlowe miasta jak Trondheim oraz Bergen – tłumaczą eksperci z Visit Norway.

Reklama

Koordynacja, nieustępliwość, zaciekłość – to ma cechować i drużynę narodową, i wiosłujących za chlebem (no, rybą, ale wiecie, o co chodzi) rybaków. W Norwegii przez wieki morska droga stanowiła najłatwiejsze międzymiastowe połączenie, więc Ro! kojarzy się z próbą dotarcia do celu, zobaczeniu najbliższych po długiej rozłące.

O słuszności tej idei mają świadczyć także liczne norweskie powiedzenia i przysłowia ludowe skupione wokół wioseł i łodzi. Od „płynięcia w tej samej łajbie” po „musisz za to/po to wiosłować”. Niektórzy stwierdzili nawet, że wystawienie zmienników na Francję było tylko potwierdzeniem tego, że po sukces „wiosłują wszyscy”, że to właśnie jedność, którą kiedyś spotykano na morzach, w łodziach.

Reklama

Można uznać, że to już za dużo, że to zbyt wielkie dopowiedzenie do – jakby nie patrzeć – zabawy kibiców towarzyszącej kopaniu piłki. Trzeba jednak oddać Norwegom, że sprytnie i ładnie to sobie wymyślili, maksymalizując potencjał tej historii.

Jak Norwegia promuje się poprzez wikingów?

To przecież nie przypadek, że wiosłował nawet norweski parlament. Co prawda król, pod którego pałacem pojawiły się tysiące krajan, namawiając go do wspólnej zabawy, nie dał się ponieść emocjom i odpuścił takie harce, ale władze Norwegii sprawnie rozgrywają marketingowo takie tematy. Trzeba zauważyć, że od samego początku mundialowej gorączki drużynie towarzyszą narodowe, tradycyjne i wikińskie motywy.

Król Harald V może i nie wiosłował, ale wziął udział w nagraniu z ogłoszeniem powołań na mistrzowski turniej. Zaskakujące, że nikt nie wpadł na to, że można odczytać listę z kartki podczas turnieju golfowego, ale pomysł z podbiciem narodowego bębenka wzniosłymi hasłami o „rolnikach i robotnikach, którzy ukształtowali zespół i kraj” okazały się równie ciekawym rozwiązaniem.

Reklama

W wideo oglądamy obrazki z miejsc związanych tematycznie z reprezentantami kraju – prace rolne w koszulce Erlinga Brauta Haalanda uderzają inaczej, gdy wiesz, że on sam pochodzi z jednego z istotniejszych regionów kraju w zakresie rolnictwa; że sam chętnie wychodził w pole, żeby pomagać w gospodarstwie wuja. Oficjalną prezentację zespołu przeprowadzono na stadionie pierwszego klubu selekcjonera Stale Solbakkena, czyli Grue IL z siódmej ligi.

Plaże, stocznie, platformy, lasy i łodzie to jednak było zbyt mało, żeby oddać pełnię norweskiego ducha. Ujęcie na morze i hasło „Norway is coming” stanowiło idealne przejście do drugiego etapu prezentacji – sesji zdjęciowej w tradycyjnym, wikińskim rynsztunku. Do współpracy przy tej okazji zaproszono wybitnego fotografa Davida Yarrowa – autora chociażby kultowego zdjęcia Pelego na Estadio Azteka – którego polecał sam Haaland.

Za ideą uwiecznienia drużyny w ten sposób stał NFF, norweski związek piłkarski, który chciał „czegoś innego, wyjątkowego”. Wyszło genialnie.

Reklama

Wiedziałem, że mogę spotkać się z krytyką, ale chciałem zagrać poczuciem podróży, które w przypadku wikingów sięgały nawet Ameryki. Chciałem zrobić to dobrze, dlatego poszliśmy na całość. Zbudowano nam łódź, ubraliśmy wszystkich w autentyczne stroje z epoki.

Sesja odbyła się na plaży w Oslo, w charakteryzacji wykorzystano rekwizyty użyte w serialu Vikings. Prezes NFF tłumaczył w „New York Times”, że to „kontynuacja opowieści o drużynie narodowej, pokazania, że reprezentuje cały kraj” i była starannie zaplanowanym elementem narracji o Norwegach.

Szybko zdaliśmy sobie sprawę, że narracja o wikingach będzie z nami niezależnie od tego, co sami zrobimy. Dlatego wzięliśmy odpowiedzialność na siebie i pokazaliśmy to, co naprawdę nas definiuje, wartości wspólnoty, ducha zespołu, jedności – mówił.

Reklama

Federacja kontaktowała się nawet z Muzeum Wikingów, żeby wybrać najlepszy sposób przekazu.

Fascynacji wikingami nie kryje też lider zespołu – Erling Braut Haaland. Nie tak dawno ufundował lokalnej bibliotece w Bryne najstarszą sagę opowiadającą historię regionu Jaeren.

Kto ma problem z norweskim wiosłowaniem? Szwedzi i aktywiści!

Nie wszyscy jednak patrzą na norweskie wiosłowanie z zachwytem. Wiele osób zarzuca Oljeberget Supporterklubb zbytnie naśladownictwo islandzkiego Viking Clap. Przyśpiewki równie banalnej – Islandczycy wznosili ręce nad głowę, klaskali i krzyczeli gardłowym głosem Huh!, imitując okrzyki zagrzewające wikingów do walki.

Ciekawostka – sami Islandczycy twierdzą, że wymyślając to, sugerowali się dopingiem na polskich stadionach.

Reklama

Mr. Row Row odpierał zarzuty w lokalnej prasie, tłumacząc, że jeśli kimś się inspirował, to przyśpiewką Ro-Sen-Borg autorstwa kibiców – niespodzianka – Rosenborga.

Nie „pożyczyliśmy” tego od Islandczyków. Kochamy ich, są wikingami, my też jesteśmy wikingami, więc skoro mamy mieć wikińskie przyśpiewki, to będą podobieństwa. Oni przecież wydają zupełnie inny dźwięk. Stoją i klaszczą, my siedzimy i wiosłujemy. Jedyne, co jest podobne, to uderzenia w bęben, typowe dla kibiców na całym świecie.

Reklama

Najciekawsze głosy protestu płyną jednak ze… Szwecji. Anders Bjorkman na łamach „Svenska Dagbladet” zwrócił uwagę na sprzeciwiającego się wiosłowaniu norweskiego fana. Emil Anners Lappen to zwykły facet, fan historii, który twierdzi, że wikingowie z Norwegii nie mieli wiele wspólnego z wiosłowaniem, dlatego „nie uczestniczy w tym absurdalnym wymyśle”. Bjorkman to potwierdza.

Ma trochę racji. Norwescy wikingowie przemierzali otwarte morza, a na takich wodach kluczową rolę odgrywają żagle. Wikingowie ze Szwecji podróżowali rzekami do Kijowa czy Stambułu. To oni musieli szybko wspierać się wiosłami. W dziele historyka Matsa G. Larssona „Królestwo Rusi” znalazłem informację, że tych, którzy podróżowali na wschód, nazywano ponoć wioślarzami. Krótko mówiąc: wikingów z Norwegii nazywano żeglarzami, podczas gdy wikingowie ze Szwecji chwytali za wiosła – objaśnia autor.

Artykuł sugeruje wręcz, że szwedzcy kibice powinni „odbić” wiosłowanie Norwegom i samemu zacząć się tym chwalić. Odbiorcy podeszli do tego sceptycznie, słusznie stwierdzając, że nawet jeśli historycznie coś w tym jest, to temat został po prostu przespany. Ciekawe, że o chęć podłapania trendu na wiosłowanie pytano nawet reprezentantów Szwecji i… między wierszami, ale byli oni dość krytyczni. 

Nigdy tego nie zrobię. Wzdycham za każdym razem, gdy to widzę, głównie przez operatorów, którzy za każdym razem robią zbliżenia na trybuny. To podobne do islandzkiego klaskania, ale cokolwiek pomaga… – mówił Gustaf Lagerbielke.

Reklama
Norwegia wiosłuje

Elliot Stroud dodał, że Norwegowie „wydają się tego trochę nadużywać”. Skoro tak, to oburzyć się przecież musieli ci, co zawsze. Odklejeni aktywiści. Janne Stigen Drangshold zaczęła utyskiwać na rzekome promowanie kultury przemocy.

Brutalność nie jest tym, co kojarzę z Norwegią. Angażujemy się w akcje pokojowe. Posunęli się za daleko, to toksyczna postawa – mówiła w podkaście, który cytuje norweski portal tłumaczący wiadomości z kraju na język angielski.

Jej podobni obruszali się nawet bardziej, zarzucając Norwegom, że poszli w narrację, którą zawłaszczyła… skrajna prawica. To jednak pretensje tak absurdalne, że wyśmiali to nawet przedstawiciele norweskiej skrajnej lewicy. Lewicowcy stanęli w obronie pomysłu, twierdząc, że w świeży sposób kultywuje istotne narodowe tradycje i wartości.

Reklama

Próby szukania dziury w całym rozbawiły także trenera Stale Solbakkena, który odmówił odpowiedzi na pytania w temacie, szczerze stwierdzając, że nawet nie chce mu się tracić czasu na takie dysputy. Jedyne rozsądne zarzuty wysunęła chyba historyczka, która podważała autentyczność strojów użytych w sesji zdjęciowej, sugerując, że popkultura mocno zniekształciła faktyczny wygląd wikingów.

I obyśmy mieli tylko takie problemy, bo w gruncie rzeczy wielkie norweskie wiosłowanie jest po prostu fajne.

SZYMON JANCZYK

Reklama

fot. Newspix

5 komentarzy
Szymon Janczyk

Liczby, transfery i reportaże. Dobrych historii szukam na całym świecie - od koła podbiegunowego po Rijad. Na Weszło od lat staram się przekazać, że polska piłka też jest ciekawa.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Wieczysta pręży muskuły. „Beniaminek nie zamierza się ograniczać”

Mikołaj Duda
0
Wieczysta pręży muskuły. „Beniaminek nie zamierza się ograniczać”

Mundial 2026

Reklama