Dobry początek Igi Świątek. Wygrała na otwarcie US Open

Sebastian Warzecha

01 września 2026, 03:15 • 4 min czytania 0

Reklama
Dobry początek Igi Świątek. Wygrała na otwarcie US Open

Xiyu Wang uderzyć mocno piłkę potrafi. Często jednak brakuje jej dokładności, a gdy zmusić Chinkę do biegania i odgrywania wielu piłek – ta po prostu zaczyna się gubić. Iga Świątek to wszystko wiedziała i ten plan wprowadzała w życie. Skutecznie. Polka spokojnie pokonała rywalkę i zameldowała się w II rundzie US Open.

Reklama

Iga Świątek gra dalej. Pewna wygrana na start US Open

Rozbudziła i nadzieje, i oczekiwania Iga Świątek swoimi występami w turniejach WTA 1000 poprzedzających US Open. W Toronto wygrała, w dodatku grając naprawdę dobry tenis, a w Cincinnati doszła do półfinału i dopiero tam lepsza okazała się Jessica Pegula, choć to i tak był wyrównany mecz. Po kiepskim sezonie widać było w grze Igi w tych dwóch imprezach mnóstwo pozytywów – począwszy od pracy na nogach, przez spokój i opanowanie w budowie punktów, po spokój, ale ten mentalny.

A że na US Open brakuje zdecydowanej faworytki, to wiadomo – od razu stwierdzono, że może być taką właśnie Iga. No, przynajmniej jedną z kilku.

Jednak turniej wielkoszlemowy to zawsze nieco inna sprawa, a nowojorskie korty Idze na ogół sprzyjały średnio – nawet w 2022 roku, gdy wygrywała, miała na nich mniejsze lub większe momenty słabości. Tak więc można było być ciekawym starcia z Xiyu Wang. Chinka swoje potrafi, rankingowo może tego w pełni nie widać, ale to przez to, że regularnie łapie urazy i musi pauzować. Natomiast w pojedynczych spotkaniach może być groźna. Idze co prawda w ich poprzednich meczach jeszcze nie zagroziła – a grały ze sobą dwukrotnie – ale spotykały się na mączce, a to przeciwko Polce zupełnie inna gra.

Tymczasem na kortach twardych mocne, dość płaskie piłki, grane nierzadko pod naprawdę zadziwiającymi kątami, to wyzwanie dla każdej tenisistki. Wang gra takie doskonale. Pomagają jej warunki fizyczne (ponad 180 centymetrów wzrostu), a ciekawym atutem jest też leworęczność. Generalnie: zdaje się, że ma Chinka potencjał na znacznie więcej i jeśli kiedyś zdrowie dopisze jej na dłuższym dystansie, to może sporo osiągnąć. Choć na pewno musi też nauczyć się nieco cierpliwości – jej największym problemem jest to, że po prostu łatwo zmusić ją do popełniania błędów.

Reklama

I Iga w zasadzie na tym oparła dziś swój plan. Grała spokojnie, cierpliwie, wyczekiwała okazji. Nie szła na wymianę ciosów, nie szukała nokautu, a zamęczenia Chinki kumulacją „mniejszych” uderzeń. Wang w końcu bowiem traci w takich przypadkach rezon. Nawet jeśli wyjdzie jej kilka zagrań, to potem równie dobrze może się kilka razy pomylić. I tak było w pierwszym secie. Co prawda zaczęła Chinka nieźle, wywierała presję, potrafiła wygrać nawet dłuższe wymiany z Igą.

Ale co z tego, skoro już w drugim gemie serwisowym popełniła też kilka błędów, a w efekcie – straciła serwis? I co z tego, że kilka gemów później wybroniła się od stanu 0:40 i utrzymała podanie, skoro na finiszu seta prowadziła z kolei 40:0 przy swoim serwisie, a gema i tak przegrała? Jest Wang po prostu tenisistką nierówną, szczególnie, gdy jej życie utrudnić. A Iga w obecnej formie – czyli tej dobrej, właściwej dla niej – potrafi to robić wybitnie.

Reklama

W drugiej partii Polka musiała się napracować nieco więcej. Ale w końcu za tę pracę dostała nagrodę i to akurat na koniec seta – przy stanie 4:3 zmusiła rywalkę do kilku błędów, wyczekała okazji i wykorzystała drugi break point. Potem pozostało zamknąć to wszystko swoim podaniem. A to dziś Iga robiła na pewniaka – w całym meczu nie musiała bronić ani jednego break pointa. Serwis jej nie zawodził, nie zawodziła gra w wymianach.

Świetny to był mecz, bardzo dobre otwarcie i idealne spotkanie na to, by po krótkiej przerwie, jaką miała po Cincinnati wejść na powrót w rytm. Teraz Igę czeka starcie z Nadią Podoroską, z którą ma związane miłe wspomnienia – zagrała z Argentynką raz, w półfinale Roland Garros 2020. To po wygranej z nią weszła do pierwszego wielkoszlemowego finału, a potem zdobyła tytuł. I oby to, że zmierzą się po raz drugi, było dobrą wróżba na to US Open.

Reklama

Iga Świątek – Xiyu Wang 6:2, 6:3

Fot. Newspix

0 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Umarł król, niech żyją królowie. Raphinha i Yamal rozjechali Rayo

Jan Broda
0
Umarł król, niech żyją królowie. Raphinha i Yamal rozjechali Rayo

Inne sporty

Reklama