Ktoś powie, że Argentyna imponuje mu tym, jak gra pod genialnego Leo Messiego. Że wrażenie robi jej walka do końca, zawziętość, rewanżowanie się za faul na koledze. Ale czy ta drużyna nie jest przypadkiem najsłabszym z półfinalistów? Ekipą, której sposób grania może pasować reprezentacji Anglii? W drużynie Lionela Scaloniego zawodzi przede wszystkim biegający wolno i jednostajnie środek pola. Problemy są również w obronie. – Argentyna gra o jedno tempo wolniej niż w Katarze. Boję się, że sędzia nie udźwignie meczu z Anglią, a wtedy możemy mieć na murawie drugie Falklandy czy Malwiny – słyszymy od człowieka, który śledzi od lat tę reprezentację.
– Wydaje mi się, że Anglia pokona Argentynę. Tempo gry naszego zespołu może być dla przeciwnika dużym problemem – powiedział w programie „The Rest Is Football” Gary’ego Linekera były reprezentant Anglii Joe Cole.
– Z czterech zespołów, które awansowały do półfinałów, Argentyna wydaje się mieć piłkarsko najmniej do zaoferowania. Anglii dałbym trzecie miejsce. Jest trochę poniżej Hiszpanii i Francji, ale jednak ponad Leo Messim i spółką – dodał w tym samym programie Ally McCoist, były napastnik kadry Szkocji, pracujący również przy obecnym mundialu.
Eksperci z Wysp Brytyjskich przed półfinałem, który elektryzuje cały piłkarski świat, są raczej optymistami. Jeden z brytyjskich dziennikarzy stwierdził nawet, że John Stones to najlepszy środkowy obrońca ich reprezentacji od Bobby’ego Moore’a, wybitnego mistrza świata z 1966 roku. Tu mamy raczej do czynienia z lekkim zagalopowaniem się, bo wcześniej w XXI wieku w kadrze występowali m.in. Rio Ferdinand i John Terry.
– Ćwierćfinał z Norwegią pokazał, że Elliot Anderson jest bardziej „ósemką” niż „szóstką”. On rozgrywa bardzo dobry turniej, przeciwko Norwegom pokazał sporo podań do przodu, przerzuty. Declan Rice to też jest „ósemka”. Jude Bellingham wiadomo, ofensywny pomocnik, genialny w tych mistrzostwach. Ale w meczu z najlepszymi granie bez „szóstki” może okazać się olbrzymim problemem – analizował Micah Richards, przeczuwając, skąd może w najbliższych spotkaniach nadejść zagrożenie.
W drugiej połowie spotkania z Norwegią, która Anglikom zupełnie nie wyszła, charakterystyczna była sytuacja, w której środkowy pomocnik drużyny Stale Solbakkena ruszył z piłką i chyba sam był zaskoczony, ile ma miejsca. Mógł biec z nią przez kilkadziesiąt metrów, w zasadzie do pola karnego reprezentacji Anglii.
Zespół Tuchela pokazał też tę słabość m.in. w spotkaniu z Ghaną (0:0), niespodziewanie tylko zremisowanym. Ale czy Argentyna, choć sama jej nazwa i fakt, że to obrońca trofeum, muszą robić wrażenie, jest zespołem, który może brutalnie to wykorzystać?
Wydaje się, że niekoniecznie.

Elliot Anderson (w środku)
Pomocnicy reprezentacji Argentyny nie biegają tyle, co inni
Nick Ames w tekście dla „Guardiana” analizuje mocne i słabsze strony zespołu Lionela Scaloniego. Zaczyna od tych drugich i pisze o prawej obronie. Pewnie pamiętacie, jak padł gol dla Szwajcarii na 1:1 w ćwierćfinale: banalne przedostanie się na dobrą pozycję swoim lewym skrzydłem, trochę jakby zespół Murata Yakina mierzył się z Lechią Gdańsk, i Dan Ndoye zrobił to, co powinien – trafił do siatki. Nahuel Molina nie radził sobie najlepiej na prawej obronie, później został zmieniony. Zarówno on, jak i jego zmiennik na tej pozycji, Gonzalo Montiel, leczyli przed mundialem kontuzje. Argentyna gra w zasadzie czterema środkowymi pomocnikami, którzy czasami schodzą do boków, i widać, że Rodrigo De Paul nie do końca wspiera obrońców.
I tu dochodzimy do argentyńskiej drugiej linii. Zespół Scaloniego ma w tej strefie dobrych piłkarzy, ale jednocześnie bardziej niż na mundialu w Katarze ograniczonych fizycznie. Żaden z nich nie znajduje się w czołówce klasyfikacji sprintów na tegorocznej imprezie. Oni po prostu nie biegają tyle, co inni.
Fragment tekstu Amesa: „Nie trzeba mieć dużej wyobraźni, żeby wyobrazić sobie w tej strefie Jude’a Bellinghama, który to wykorzystuje. Declan Rice, jeżeli będzie w formie, też może robić szkodę swoimi atakami. Enzo Fernandez i Alexis Mac Allister to zawodnicy, których łatwo było ominąć bez posiadania piłki. Widać to było w meczu z Egiptem. Scaloni może też być zaniepokojony faktem, że Leandro Paredes, który miał osłaniać obronę po prawie katastrofie z Republiką Zielonego Przylądka, nie wytrzymał do końca spotkania ze Szwajcarią. Argentyna to drużyna, która, kiedy traci kontrolę w środku pola, ma kłopot z jej odzyskaniem”.
De Paul występuje w Interze Miami, a Paredes w Boca Juniors. Nie grają już w Europie i to odbija się na ich dyspozycji. Możesz ukryć słabości jednego piłkarza z MLS, który na boisku ma dużo swobody, ale dwóch? W dodatku, gdy ten drugi jest zawodnikiem środka pola?

Rodrigo De Paul (z lewej)
– Druga linia jest mocno na minus. W Katarze Enzo Fernandez odpowiadał raczej za destrukcję, a teraz musi grać bardziej z przodu. W Chelsea też poszedł trochę wyżej i przez to stracił dużo z zaciętej gry w bronieniu, a to go wyróżniało w Benfice czy River Plate oraz na początku po transferze do Anglii. Argentyna gra jakby o jedno tempo wolniej niż w Katarze. Te jej kontry to takie jednostajne wyprowadzanie piłki. Zespół Scaloniego ma też problem z szarpnięciami przeciwnika. Z momentami, gry rywal działa wolno, ale nagle wykonuje szybciej trzy, cztery podania – ocenia w rozmowie z Weszło Michał Borowy, specjalista od piłki latynoamerykańskiej.
Właśnie dlatego brak klasycznej „szóstki” w reprezentacji Tuchela wcale nie musi być w tym meczu problemem. To raczej Anglicy mogą generować w środku pola kłopoty, których rywal nie rozwiąże. Z argentyńskiego obozu dochodzą głosy, że Scaloni rozważa poważną zmianę w składzie. De Paul miałby usiąść na ławce, a w jego miejsce wejść Giuliano Simeone. To na pewno miałoby sens pod Anglików. Pytanie tylko, czy skala takiej zmiany jednocześnie nie zburzyłaby za bardzo wypracowanych już automatyzmów.
Pablo Cormick z ESPN już kilka miesięcy temu napisał tekst: „Argentyna jest lepsza czy słabsza niż na mundialu w Katarze?”. Skupia się w nim m.in. na nieobecnym obecnie Angelu di Marii. I pisze tak: „Di Maria był idealnym partnerem dla Messiego. Był piłkarzem o niezwykłej zdolności do destabilizowania defensywy, na obu skrzydłach, co okazało się niezastąpione w 2022 roku. Argentyna utrzymywała się przy piłce dzięki zmianie tempa gry tego zawodnika, a teraz miejsce, które pozostawił, zajęli piłkarze o innych cechach albo nie mający takiego wpływu na grę”.
Trudno nie przyznać mu racji.
Kwestia fizyczności dotyczy zresztą nie tylko pomocników, którzy mieli problemy m.in. ze Szwajcarią. Problem może mieć argentyńska obrona, która wydaje się słabsza niż ta sprzed czterech lat. Cristian Romero zdobył ważną bramkę na 1:2 w spotkaniu z Egiptem, ale w pojedynkach w defensywie wygląda różnie. Właśnie w meczu z zespołem z Afryki porażające było to, jak łatwo rywal wyprowadzał szybkie akcje i jak Argentyna nie umiała ich przerwać. Lisandro Martinez strzelił gola Republice Zielonego Przylądka, ale czy w obronie jest pewnym punktem, monolitem? Różnie z tym bywa.
W półfinale argentyńskich obrońców czekają pojedynki z Harrym Kane’em i wchodzącym w linię ataku Bellinghamem. Pojedynki, które na pewno będą bardzo trudne. Alternatywą na środku defensywy jest Nicolas Otamendi, który ma już jednak 38 lat.
Cormick w swoim tekście zwraca uwagę na fakt, że Otamendi od pewnego czasu nie jest w dobrej dyspozycji, Molinie wiodło się różnie w Atletico, a Montiel wrócił z Europy i gra teraz w River Plate.
Borowy: – Według mnie duet Romero – Martinez ma mimo wszystko dobry mundial, choć działa to trochę naprzemiennie i obaj mają wachnięcia. Lisandro Martinez dużo lepiej wyprowadza piłkę, czuje się nieźle w grze po ziemi. Romero to „przecinak”, jest sporo wyższy i pojedynki powietrzne z Kane’em to będzie bardziej jego rola. Zauważyłem, że problem pojawia się, gdy obaj trochę wychodzą i muszą wracać. Patrzą wtedy w biegu na bramkę, a nie na przeciwnika, co wykorzystał np. Egipt, strzelając gola na 2:0.
Argentyna to drużyna momentów. „Zawsze mamy rozwiązanie”
Oczywiście, Argentyna ma też atuty. I to całkiem sporo. Po Katarze potrafi rozgrywać spotkania o najwyższą stawkę, pod gigantyczną presją. Umie cierpieć, wytrzymać i zadać cios. Oczywiście nie ma przypadku w tym, że trafiła na wyjątkowo łatwą drabinkę do półfinału, a i tak męczyła się niemiłosiernie: najpierw dopiero po dogrywce eliminując Republikę Zielonego Przylądka, później pokonując 3:2 Egipt, choć wydawało się, że wygra zespół z Afryki, a następnie, znowu po dogrywce, eliminując Szwajcarię.
W tym ostatnim meczu dopisało jej szczęście. Najpierw jeszcze wcześniej, gdy kontuzji doznał Johan Manzambi (z nim w składzie Szwajcaria byłaby faworytem meczu z Argentyną), a później, gdy tuż po golu rywali na 1:1 pokaz totalnego kretynizmu dał Breel Embolo i zasłużenie wyleciał z boiska.
Argentyna pokazała słabości, ale mimo to potrafiła wygrać, a to też cechuje tych największych. Można nazwać ją drużyną momentów. Scaloni definiuje to nieco inaczej. – Jesteśmy ekipą, która zawsze znajduje rozwiązanie – powiedział kilka dni temu.

Lionel Scaloni przed meczem z Anglią
– Ja bym jednak zaznaczył, że Argentyna w fazie pucharowej pojedynkowała się z drużynami, które pierwsze spotkania w turnieju przegrały dopiero z nią. Myślę, że ludzie to trochę bagatelizują. Choć, przyznaję, widać też, że w każdym kolejnym spotkaniu po wyjściu z grupy temu zespołowi zaczyna brakować sił witalnych. Ale Argentyna wyszarpuje wygrane, a to na pewno buduje morale – tłumaczy Borowy.
Zespół Scaloniego ma świetnie dopracowane wykorzystanie atutów Leo Messiego, jednocześnie ukrywając słabości lidera i chroniąc go na boisku. Choć Szwajcarom w ćwierćfinale udało się do pewnego stopnia temu przeciwstawić. Fragment tekstu Amesa: „Szwajcarzy bardzo zagęścili środek pola, co sprawiło, że Messiemu było dużo ciężej. Nie mogł wykonywać charakterystycznych dla siebie szybkich podań, po których, gdy znów dostaje piłkę, ma więcej miejsca. Argentyna tworzy ustawienia, w których Messi może znajdować się w optymalnych pozycjach do siania spustoszenia. Ale w tym meczu nie miał takich za wiele. Być może Anglia dostała wskazówkę”.
Zespół Lionela Scaloniego umie w prowokacje i rewanżowanie się
Argentyna jest też od kilku lat zespołem zjednoczonym i charakternym. Trochę taką drużyną boiskowych chuliganów, którzy, jeżeli koledze dzieje się krzywda, odpowiadają tym samym. Chodzi o prowokacje i faule. Dobrze obrazuje to seria „Kapitanowie mundiali”, dostępna na Netfliksie, a zwłaszcza jej przedostatni odcinek, opowiadający o ćwierćfinale na mundialu w Katarze, meczu Argentyna – Holandia.
Louis van Gaal przed spotkaniem lekko ironicznie wypowiadał się o Messim, ewidentnie prowokując, co piłkarz mu zapamiętał. W tle była sprawa Juana Romana Riquelme, jednego z idoli Leo, którego holenderski szkoleniowiec ewidentnie nie cenił, prowadząc Barcelonę. Messi podczas meczu nie wytrzymał i odpowiedział, podbiegając do holenderskiej ławki. Kolejne minuty, dogrywka i karne, to granie w piłkę, ale też ciąg prowokacji i fauli, opartych na rewanżowaniu się.
Zespół Scaloniego radzi sobie w takiej brudnej grze. W tamtym spotkaniu był wściekły, bo stracił prowadzenie po dwóch golach Holendrów, i doszło do karnych, ale Argentyńczycy, choć mogło się wydawać, że stracili głowy, wyszli z nich zwycięsko dzięki świetnej postawie Emiliano Martineza, który jak mało który bramkarz na świecie opanował sztukę bronienia jedenastek, ale też – a może przede wszystkim – wyprowadzania przeciwnika z równowagi. A to coś krzyknie, a to – popisowy numer – odrzuci rywalowi piłkę, tak, żeby ten musiał się po nią udać. W ten sposób „załatwiony” został podczas katarskiego finału Aurelien Tchouameni, który w serii karnych w ogóle nie trafił w bramkę.

Awantura podczas meczu Argentyna – Holandia
Karne to nie jest loteria. Jeśli dojdzie do nich w półfinale z Anglią, obiektywnie trochę większe szanse będą mieć Argentyńczycy, mimo że Jordan Pickford potrafi je bronić na dużych imprezach (ale ogólną statystykę ma dość przeciętną).
Na obecnym mundialu charakterność Argentyny było widać m.in. w grupowym spotkaniu z Austrią. 38. minuta? Gol Leo Messiego na 1:0, po pięknej akcji. Dwie minuty później Stefan Posch ostro zaatakował rywala i obejrzał żółtą kartkę. Argentyńczycy podbiegli do Austriaka, zapachniało lekką konfrontacją. A po uspokojeniu sytuacji oddawali – Lautaro Martinez kopnął przeciwnika, ale został oszczędzony. Były też dwa inne podobne zagrania. Stawianie tezy, że Argentyna jest przez sędziów na siłę przepychana do kolejnych faz jest nieobiektywne i wręcz pozbawione większej logiki, ale akurat w tym przypadku widać było, że jeden zespół jest nieco bardziej oszczędzany.
Ale może to jest trochę podświadome, że tym największym pozwalasz na ciut więcej? Może to zjawisko jest tak naprawdę obecne w każdej dyscyplinie?
Do półfinałów obecnego turnieju awansowały cztery najwyżej rozstawione zespoły. Ale czy najlepsze piłkarsko? W przypadku Argentyny można mieć lekkie wątpliwości i słowa McCoista, że to prawdopodobnie najsłabsza z tych czterech drużyn, nie powinny specjalnie dziwić.
– Szanse obiektywnie oceniam na 60 do 40 dla Anglii. Drużyna Tuchela nie jest jakaś bardzo silna, bazuje na momentach i mocnym środku pola. Argentyna na pewno ma więcej problemów. To będzie mecz pod dużą presją i mam pewne obawy, czy sędzia z USA, Ismail Elfath, sobie z nim poradzi. Czy będzie miał autorytet. Bo jeśli nie, na boisku mogą się zrobić drugie Falklandy czy Malwiny, a taki brudny futbol to raczej „w to mi graj” dla Argentyny – kończy Borowy.
JAKUB RADOMSKI
Fot. Newspix.pl