Gdyby Anglicy mierzyli się w 1/8 finału z Meksykiem na dowolnym amerykańskim stadionie, mieliby – tak się wydaje – jakieś 70 procent szans na awans, a ich rywale 30. Do meczu dojdzie jednak na Estadio Azteca w Mexico City, położonego na wysokości Świnicy czy Koziego Wierchu. I te proporcje szans wydają się odwrotne. Walka z 11 rywalami nie będzie głównym problemem, gdy dojdą do tego: rozrzedzone powietrze, problemy z łapaniem oddechu, dziwnie zachowująca się piłka oraz tłum widzów, którzy cię nienawidzą. W angielskich mediach panuje strach i narracja w stylu: „Tego będzie za wiele. Możemy nie dać rady”. Co może spotkać Anglików? I co mogą zrobić, jak grać, by choć trochę zwiększyć swoje szanse?
– Nigdy nie przegrałem z Meksykiem u siebie w eliminacjach do mistrzostw świata, ale jednocześnie nigdy nie wygrałem też na ich terenie. Na Stadionie Azteków olbrzymim problemem była wysokość i fakt, że przez 90 minut w zasadzie nie mogłeś złapać oddechu – mówił London Donovan, były reprezentant USA, w rozmowie z ESPN w 2017 roku.
A w wywiadzie dla „Los Angeles Times” dodawał: – W Mexico City wystarczy pospacerować przez kilka minut i już jesteś zmęczony. Według mnie to najtrudniejsze miejsce na świecie, żeby osiągnąć dobry wynik. Do wysokości dochodzi jeszcze zanieczyszczenie powietrza, do tego często upał i tłum fanatycznych kibiców, którzy są przeciwko tobie.
Charlie Davies, który w amerykańskiej kadrze występował w latach 2007-2009, zdziwił się, kiedy przed spotkaniem na Estadio Azteca zobaczył w szatni, przy każdej z szafek, butle z tlenem. Co to, do cholery – piłka nożna czy wyprawa himalajska? Po meczu był już w pełni świadomy, dlaczego tam były. – Nie miałem pojęcia, że wysokość może tak bardzo wpływać na organizm piłkarza – mówił.
Bruce Arena, który dwukrotnie prowadził reprezentację USA (1998-2006 i 2016-2017), ujął to dość krótko: – To miejsce, gdzie nie grasz na równych warunkach. Pamiętam spotkanie z Meksykiem, w którym było po nas już w okolicach 30. minuty.
Teraz na mistrzostwach świata przed tym wielkim wyzwaniem stają Anglicy. Zagrają z Meksykiem na Estadio Azteca w 1/8 finału w nocy z niedzieli na poniedziałek (o 2.00 rano) polskiego czasu. W zasadzie już przed turniejem, gdy spoglądano na drabinkę, na Wyspach obawiano się, że może dojść do takiego meczu. Gdyby Anglicy mierzyli się z ekipą Javiera Aguirre, dajmy na to – w Los Angeles – mówilibyśmy pewnie, że szanse na ćwierćfinał to mniej więcej 70 do 30 dla nich. A kiedy mecz rozgrywany jest w Mexico City, te liczby się odwracają. 70 do 30 dla Meksyku.

Na Estadio Azteca rywalom gra się bardzo ciężko w piłkę
– Oni mają nad nami na starcie dużą przewagę. Nie da się zaadoptować fizycznie w cztery dni do warunków na tym stadionie. To po prostu niemożliwe – mówi selekcjoner Anglików Thomas Tuchel.
Szuka ewentualnej wymówki na wypadek porażki? Przesadza? Niekoniecznie.
Dziennikarz „Guardiana” wspomina mecz na wysokości. Przegrali ze staruszkami
Estadio Azteca znajduje się na wysokości ok. 2240 m. n.p.m. Ciśnienie atmosferyczne na tym obiekcie to ok. 770-780 hPa. Powietrze jest rozrzedzone, do płuc dociera mniej tlenu, co utrudnia oddychanie i zwiększa tętno. Ktoś powie, że prawie 2300 m n.p.m. to jeszcze nie tak wysoko. Że to tak, jakby być w Tatrach pod szczytem Świnicy, a przecież człowiek zdobywa siedmiotysięczniki czy ośmiotysięczniki. Zgadza się, ale w tym przypadku mówimy o olbrzymim wysiłku. O bieganiu na dużej intensywności przez 90 minut.
A to bardzo wiele zmienia.
Max Rushden swój felieton w „Guardianie” przed meczem Meksyk – Anglia rozpoczyna od opisania prywatnego doświadczenia. W czerwcu 2009 roku był w Boliwii, w wiosce nad jeziorem Titicaca i ze znajomymi postanowili rozegrać mecz piłkarski z lokalsami. Fragment tekstu: „Miałem 30 lat i byłem drugim najstarszym zawodnikiem w naszej drużynie. Trzej koledzy po dwuedziestce. Wszyscy potrafią grać w piłkę. Każdy z rywali ma w nogach o dwie dekady więcej niż my. Kilku z nich zbliża się już do siedemdziesiątki. My mamy na sobie stroje sportowe, oni – dżinsy. My – buty sportowe, a oni ciężkie, robocze obuwie. A jednak po godzinie gry jesteśmy kompletnie rozbici”.
Spotkanie odbywało się na wysokości niemal 4000 m n. p.m. Rushden i jego koledzy byli tylko tłem dla staruszków. „Gromada rolników bawiła się z nami. Łapałem zadyszkę po zaledwie kilku metrach sprintu. To było miejsce wyjątkowo niesprzyjające gościom” – dodaje Rushden.
Stolica Boliwii, La Paz, leży na wysokości ok. 3600 m n.p.m. Reprezentacja narodowa tego kraju oczywiście dużo lepiej radzi sobie w domowych spotkaniach o punkty, niż w meczach na wyjeździe. Gdy reprezentacja Argentyny po raz pierwszy w historii nie przeszła kwalifikacji do mundialu (w 1970 roku), a duże znaczenie miała porażka 1:3 z Boliwią właśnie w La Paz, w kraju uznano, że trzeba coś z tym zrobić. Że przed kolejnym mundialem to się nie może powtórzyć. Stworzono specjalną drużynę, złożoną z młodych ligowców, którą na długi czas wysłano w góry i praktycznie o niej zapomniano. Kadra – widmo, jak ją nazwano (byli w niej m. in. przyszły król strzelców MŚ, Mario Kempes czy Juan Ramon Rocha, były trener Ruchu Chorzów) grała sparingi i żyła w prowizorycznych warunkach. Jej losy opisywałem w tym tekście. Ostatecznie doszło do jej połączenia z pierwszą kadrą i udało się wygrać 1:0 w kolejnym meczu eliminacyjnym w La Paz.

Mecz Boliwia – Argentyna w La Paz, 2017 rok
Meksyk to może nie tak skrajny, ale jednak podobny przykład. Ostatni raz na Estadio Azteca przegrali we wrześniu 2013 roku. Rozegrali tam w historii już 89 spotkań i ulegli rywalowi… ledwie dwa razy. Na mistrzostwach świata Meksykanie rywalizowali na tym stadionie 10 razy (na trzech różnych mundialach: w 1970, w 1986 roku i teraz). Ani razu nie przegrali: w 1970 roku i teraz, jak dotąd, nie dali sobie nawet strzelić gola. Obecny mundial to cztery spotkania i same zwycięstwa: piłkarze Aguirre odprawiali kolejno: RPA (2:0), Koreę Południową (1:0), Czechów (3:0) i silny wydawało się Ekwador (2:0).
Anglicy mają problem. To mundial, nowoczesne czasy. Nie było możliwe stworzenie brytyjskiej kadry – widmo i wysłanie jej na miesiąc w Andy czy Kordyliery. Trzeba wyjść i grać. Pytanie tylko – jak? Bo to nie będzie normalny mecz.
Jak gra się w piłkę na dużej wysokości? „Zmniejszone wtłaczanie tlenu. Olbrzymie wyzwanie”
Tekst „Altitude: how does it affect players and how big is England’s disadvantage?”, opublikowany w „Guardianie”, to artykuł z pogranicza sportu i nauki. Dr Neil Maxwell z Uniwersytetu w Brighton przekonuje w nim, że na wysokości 2240 m n.p.m. zdecydowanie będzie widać efekt fizjologiczny.
„W takich warunkach wtłaczenie tlenu do czerwonych krwinek jest zmniejszone, co stanowi olbrzymie wyzwanie. Serce zawodników musi bić szybciej, bo muszą szybciej oddychać, żeby spróbować to zrekompensować. A oczywiście istnieją granice tego, w jak dużym stopniu mogą to zrobić. To, co reprezentanci Anglii normalnie odczuwają pod koniec spotkania, tutaj będą odczuwać już w pierwszej połowie” – opisuje naukowiec. Tłumaczy też, że piłkarze Tuchela dużo wolniej niż na nizinach będą dochodzić do siebie po kolejnych sprintach.
Jak może wyglądać to spotkanie? Badania, które przeprowadzono na sportowcach niezaaklimatyzowanych do sporej wysokości, sugerują, że w przypadku Anglików możemy mieć do czynienia z mniejszym o od 3 do 9% łącznym przebiegniętym dystansem, a także ze spadkiem nawet o 21% dystansu pokonanego na dużej intensywności. Naukowcy sądzą, że problem dotknie przede wszystkim pomocników.
Gary Lineker, były świetny angielski napastnik, a obecnie ceniony ekspert, prowadzi program „The Rest is Football”, który można oglądać na Netfliksie. W jednym z odcinków zdradził, że przed mundialem rozmawiał prywatnie z Tuchelem i jeden z tematów dotyczył właśnie hipotetycznego spotkania z Meksykiem na Estadio Azteca. Lineker powiedział, że niemieckiemu szkoleniowcowi ciekawa wydała się koncepcja, by na takiej wysokości pojawić się tuż przed spotkaniem i niedługo po nim ją opuścić. Organizmy w ten sposób miałyby nie ulec „uszkodzeniu”, bo co prawda nie byłoby żadnej aklimatyzacji, ale jednocześnie czas przebywania w trudnych warunkach zostałby ograniczony do minimum.

Zatroskany Thomas Tuchel, trener Anglików
Ostatecznie Anglia normalnie przygotowuje się do meczu, zresztą koncepcja Tuchela nie znajduje jednoznacznej aprobaty w środowiskach naukowych. To mit, że wysokość działa negatywnie na ciało dopiero po dobie. W istocie organizm odczuwa nagłe przebywanie na sporej wysokości już po sześciu godzinach.
Dr Rebecca Neal z Uniwerytetu w Bournemouth w tekście „Guardiana” przekonuje: „Właściwe przygotowanie do takich warunków powinno obejmować regularnie powtarzane sprinty w warunkach hipoksji (imitujących daną wysokość) nawet przez cztery tygodnie poprzedzające mecz. To mogłoby zadziałać”.
Oczywiście, taki trening w przypadku Anglików był nierealny.
Ciekawe są badania, które wykazały, że drużyny, które na co dzień trenują i grają na dużej wysokości, zdobywają tam więcej bramek i tracą mniej goli, niż ekipy z nizin, a wygląda to mniej więcej tak, że każde 1000 m różnicy wysokości daje gospodarzowi pół gola przewagi. Różnicę w grze najczęściej bardziej widać w drugiej połowie.
Trzeba będzie też brać pod uwagę, że piłka na stadionie w Mexico City lata nieco szybciej, na co wpływ ma mniejszy opór aerodynamiczny.
Naukowcy doradzają reprezentacji Anglii: grajcie ostrożnie i oszczędnie
Eksperci ze świata nauki mają kilka rad dla drużyny Tuchela. Pierwsza – żeby w dniach poprzedzających mecz trochę odpuścić zawodnikom z treningiem. Zadbać o ich relaks, regenerację. Radzą również, aby grać ostrożnie i oszczędnie, nieco mniej pressować rywala. Nie chodzi o to, żeby w ogóle tego nie stosować, ale raczej trochę ograniczyć i ruszać na przeciwnika, mocno, wtedy, gdy realne będzie wykreowanie za chwilę dobrej okazji. Dodają, że kluczowe w tym meczu mogą być zmiany.
Anglicy mają czterech skrzydłowych, ale żaden z nich nie rozgrywa na razie wyjątkowego turnieju. Nie wiadomo również, kto jest „jedynką” na lewej stronie: Marcus Rashford, czy Anthony Gordon. Podobnie na prawej stronie – tam wybiegnie Bukayo Saka albo Noni Madueke. Tym chętniej proponuje się, żeby Tuchel postawił na większą intensywność na bokach, ale też np. już w przerwie wymienił obu zawodników na skrzydłach.
Brzmi to niegłupio.
„Skoro nikt nie będzie w stanie oddychać tak, jak zazwyczaj, taktyka Tuchela będzie czymś fascynującym. Meksyk rozpocznie szybko, oczywiście bronienie się głęboko to pewne ryzyko, ale w tym akurat przypadku to może mieć sens, bo pomoże zebrać trochę energii i atakować ich nagle, z kontrataku. To mecz, w którym może się przydać Harry Kane, cofający się po piłkę do środka pola i rozgrywający ją z kolegami, szukający ofensywnych pomocników – element, którego trochę brakowało do tej pory na mundialu. Bardzo istotne będzie też zarządzanie z ławki skrzydłowymi” – pisze w swoim tekście Rushden, niejako zgadzając się z sugestiami osób ze środowisk naukowych.

Harry Kane po golu w 1/16 finału z Kongiem
Brad Friedel, były bramkarz reprezentacji USA, powiedział kilka dni temu w programie Linekera, że Meksyk to bardzo przeciętny zespół, dużo słabszy piłkarsko niż Anglia, a jego imponujące wyniki w tym turnieju to przede wszystkim kwestia warunków, w jakich rozgrywa swoje mecze. Dodał, że drużyna Tuchela musi zrobić wszystko, żeby maksymalnie wykorzystać fakt, że ma po prostu sporo lepiej wyszkolonych piłkarzy.
Być może trochę przesadził, bo Meksyk też ma swoje piłkarskie atuty, ale jednocześnie zauważył ważną rzecz. Wyobraźcie sobie przez chwilę, że jesteście Stale Solbakkenem, trenerem Norwegów. Pokonaliście Brazylię w 1/8 finału, wracacie do hotelu i włączacie mecz na Azteca. Jest oczywiste, że ten, kto wygra mecz Brazylia – Norwegia, będzie mocno ściskał kciuki za Meksyk. Z prostej przyczyny – ćwierćfinał nie odbędzie się w Mexico City, tylko w Miami. Dużo niżej, w normalnych warunkach.
W dowolnym amerykańskim mieście, w którym rozgrywany jest obecny mundial, na pewno lepiej mierzyć się z Meksykiem niż z Anglikami.
W angielskich mediach przed spotkaniem dominuje niepokój, by nie powiedzieć, że strach. Ukazują się artykuły o graniu na wysokości, ale dużo osób zastanawia się też, czy piłkarze w nocy w ogóle będą w stanie zasnąć. Ekwadorczycy, którzy ulegli Meksykowi w 1/16 finału, mieli z tym olbrzymi problem, bo pod ich hotelem zgromadzili się kibice współgospodarzy turnieju, którzy świadomie generowali permanentny hałas. To metoda stara jak świat, często stosowana w takich sytuacjach.
Problemy reprezentacji Anglii. Kluczowa może okazać się prawa strona obrony
Anglia ma też problemy czysto piłkarskie. Poprzednie spotkania pokazały, że struktura linii pomocy i obrony, ich współpraca, kiedy przeciwnik ma piłkę i próbuje coś zrobić, nie wygląda najlepiej. W spotkaniu z Demokratyczną Republiką Konga źle wypadł Djed Spence z Tottenhamu, który trochę z konieczności (kontuzje) grał na prawej obronie. – Ta strefa będzie bardzo ważna, bo największą gwiazdą Meksyku jest w tym turnieju Julian Quinonez, który odważnie atakuje z lewego skrzydła. Jeżeli udałoby się go zatrzymać, zastopujemy jakieś 25% całej ofensywy Meksyku, a może nawet więcej. Być może lepiej wystawić na prawej stronie bardziej defensywnego gracza – analizuje Joe Cole, były reprezentant Anglii.

Quinones (z prawej) cieszy się z gola dla Meksyku
Niektórzy sugerują, że Tuchel powinien wpuścić na środek obrony Johna Stonesa (obok niego grałby Marc Guehi), a na prawą stronę posłać Ezriego Konsę, który radzi sobie i na tej pozycji. Środek pola prawdopodobnie stworzą: Declan Rice (choć nie jest w najlepszej formie fizycznej), a także Elliot Anderson i Jude Bellingham. Dwaj ostatni rozgrywają bardzo dobry turniej. Ale i tu są lekkie kontrowersje, bo sporo osób nie rozumie, dlaczego szansy w turnieju w ogóle jak dotąd nie dostał Kobbie Mainoo z Manchesteru United.
Choć Meksyk to też m.in. robiący furorę Quinones, czy piekielnie utalentowany 17-letni Gilberto Mora, który mimo młodego wieku i olbrzymiej stawki dostaje miejsce w pierwszym składzie (radzi sobie świetnie), uwaga opinii publicznej w Anglii (ale nie tylko) skupia się na okolicznościach spotkania. To ma być coś więcej niż sam mecz, niż 22 gości biegających po murawie. Anglia kontra wysokość, fizjologia, gorsze oddychanie, szybciej latająca piłka i jeszcze na dodatek dziki tłum rozentuzjazmowanych kibiców.
Ten mecz intryguje wiele osób, które umiarkowanie interesują się samym sportem.
Niepokój panuje, ale w Anglii jest też wiara, że ta walka na wysokości z przeciwnościami zakończy się wygraną, o której będzie można opowiadać latami.
JAKUB RADOMSKI
Fot. Newspix.pl
ZOBACZ RÓWNIEŻ