Marabut. Tajemnicza postać z pogranicza magii, religii i polityki

Antoni Figlewicz

16 czerwca 2026, 15:55 • 8 min czytania 10

Reklama
Marabut. Tajemnicza postać z pogranicza magii, religii i polityki

Tego dnia wydarzyło się na boisku coś, co dalece wykraczało poza futbol – przekonywał nie bez odrobiny przerażenia w głosie Emmanuel Petit, gdy wspominał spotkanie Francji z Senegalem z mistrzostw świata w Korei i Japonii. Lwią część tamtego niepowodzenia Trójkolorowych, którzy sensacyjnie przegrali z afrykańską reprezentacją 0:1, Francuz zrzucił na działania lekarzy-czarowników, którzy zwani są marabutami. Do dziś Petit jest pewnie przekonany, że zagrał pod wpływem rzuconego nań uroku i… może ma rację?

Reklama

To mundialowy cykl „Kilka minut w…”, w ramach którego na parę chwil zabieramy was do krajów-uczestników tegorocznych mistrzostw świata. Opowieści, ciekawostki, wspomnienia – jedna historia na jedną reprezentację marzącą o podbiciu największej futbolowej sceny.

Rok przed mistrzostwami świata w 2002 roku byłem na plaży we Francji i spotkałem jakiegoś Senegalczyka. Podszedł do mnie i powiedział: „Słuchaj, mundial, który zostanie rozegrany za 12 miesięcy. Francja spotka się z Senegalem. Senegal wygra 1:0, ponieważ nasi lekarze-czarownicy są bardzo silni. Zobaczysz”. Nie byłem niczego pewien, dopóki to się naprawdę nie stało rok później – wspomina Emmanuel Petit na antenie radia RMC Sport.

Nawet jeśli wówczas był to tylko jakiś głupi żart, który w rzeczywistość przeistoczył się całkowicie przypadkowo, to trudno Petitowi wytłumaczyć, co sprawiło, że faktycznie Francuzi przegrali wówczas z Senegalczykami. Nie trzeba dodawać, że to Les Bleus byli absolutnymi faworytami tamtego meczu, różnica klas między oboma zespołami nie pozostawiała zbyt wiele pola do dyskusji nad wynikiem. Trójkolorowi mieli wygrać i już.

Ale pod wpływem magii…

Reklama

Emmanuel Petit (na zdjęciu w tle) był w szoku, gdy Trójkolorowi stracili gola. Tej porażki nie spodziewał się chyba nikt

Marabut. Przez Petita nazywany „lekarzem-czarownikiem”

Dla skołowanego francuskiego piłkarza marabut był i jest tylko jakimś odległym koszmarem. Dziwny facet, który w niewytłumaczalny sposób potrafi wpływać na wydarzenia dzięki swoim nadprzyrodzonym umiejętnościom – nic tylko bać się kogoś takiego i umieszczać go w jednym rzędzie z krasnoludkami, elfami i innymi skrzatami. Senegalski lekarz-czarownik – w głowie Petita najłatwiej było nadać mu taką przedziwną rangę – to dla zachodniego świata nikt więcej niż tajemniczy szarlatan.

Podczas gdy w Senegalu ma status doprawdy wyjątkowy, zajmując ważne miejsce w kulturze, wierze i nawet polityce. Marabuci swój ślad w Afryce zaczęli zostawiać już w VIII wieku, czyli naprawdę dawno temu. Dziś silnie łączy się ich z religią muzułmańską, ale wówczas po prostu uznawano ich za kogoś na kształt mędrców. Szybko znaleźli sobie swoje miejsce w strukturach afrykańskich społeczeństw, dzięki nabytej na wschodzie rozległej wiedzy stając się nauczycielami, uzdrowicielami czy lokalnymi wróżbitami. Wystarczyło, że marabuci potrafili pisać i czytać, a samo to sprawiało, że sprawowali w afrykańskich wioskach najważniejsze role, nierzadko ustępując w „ważności” jedynie wodzom.

Reklama

To też nie zawsze, bo przecież status tych, którzy wykazywali się w swoich małych społecznościach największą wiedzą musiał z czasem stawać się coraz poważniejszy.

Zachodnioafrykańscy marabuci z czasem zyskali spore wpływy. Wielu twierdziło, że utrzymanie władzy bez ich poparcia było wręcz niemożliwe

Istotną rolę dla lokalnych społeczności marabuci odgrywali w szczególności w okresie kolonizacji, kiedy ich wschodnie korzenie stały się już głównie dawną historią. W Senegalu francuski okupant miał spory problem z zapanowaniem nad rdzenną ludnością głównie przez działalność tych lekarzy-czarowników, którzy byli dla ludzi największymi autorytetami i zarazem wymykali się wszelkim naciskom. Odrzucali władzę jako taką, nie potrzebowali apanaży, od zawsze żyli w ascezie – trudno było ich w jakikolwiek sposób przekupić, przez co nie dało się ich kontrolować.

Reklama

Francuzi musieli więc uznać marabutów za pewną nieformalną władzę na afrykańskich terenach i zamiast ich tępić – taki plan skazany byłby zresztą na porażkę wobec szerokiego społecznego poparcia, jakim marabuci się cieszyli – postanowili się z nimi jakoś dogadać. W zamian za drobne, doraźne przysługi kolonizatorzy nie oponowali, gdy marabuci na terenach zachodniej Afryki budowali coraz silniejsze zarzewie kultury i religii islamskiej. Teraz nie przez przypadek tamten rejon globu nazywa się często najbardziej religijnym na świecie.

Rządy z tylnego siedzenia

Współcześnie Senegal szczyci się też swoim demokratycznym ustrojem, ale w praktyce nadal wiele spraw zależnych jest od nieformalnej władzy marabutów. – Ważne decyzje są ostatecznie podejmowane przez marabutów, którzy służą jako pośrednicy między ludźmi a Allahem. Nauczyciele religijni w szkołach Koranu są czczeni w tym społeczeństwie, które aż w 95% składa się z muzułmanów. Niektórzy marabuci są w stanie wspiąć się w hierarchii do uznania ogólnonarodowego i budować relacje wzajemnego poparcia z przywódcami politycznymi. Nic dziwnego, że w kraju występuje korupcja – pisze Samantha MacFarlane, która w zachodniej Afryce spędziła kilka lat i współpracuje z Georgetown University.

Wspomniana przez nią korupcja jest jednak z założenia jednostronna – to marabuci przekupują polityków, wiedząc, jakie ci mają słabości. Będąc w teorii jedynie sufickimi duchownymi o rozległej wiedzy dawno stali się kimś więcej i owe założenia w niektórych przypadkach odeszły do lamusa. Znane są przypadki wielkich marabutów, którzy zwyczajowe skromne życie porzucili na rzecz bogactwa i luksusów. Przy czym ich wpływy pozostały niezachwiane.

Reklama

Każdy marabut ma w Senegalu niezachwiany status od lat. Śmiało można powiedzieć, że w wielu miejscach kraju to osoba o największym wpływie na społeczeństwo

I takimi pozostaną, bo o ich uznanie i uwagę zabiegają w Senegalu właściwie wszyscy. Marabuci stali się dla niektórych swego rodzaju ziemskimi bogami, ale ich mit podtrzymują kolejne wielkie dzieła, których dokonują. O tym mówił Petit, o tym mówi wielu zwyczajnie wierzących w magię, którą duchowi przywódcy senegalscy mieli ujarzmić. Ten wyjątkowy miks islamu i dawnych senegalskich tradycji i wierzeń powoduje, że to jednostki naprawdę wyjątkowe, ale… czary?

Magia marabuta. „Ma urok dopasowany do każdej okazji”

W Senegalu są setki marabutów. Tak jak Amerykanin może skonsultować się z psychoterapeutą, tak dla każdego szanującego się Senegalczyka podobnie oczywistym wyborem są ci muzułmańscy światli mężczyźni. Specjalizują się w duchowym przewodnictwie, rozwiązaniach zdrowotnych, szczęściu, magii i wróżbach. Niezależnie od problemu, niezależnie od tego, czy chodzi o pieniądze, o trudności małżeńskie, fałszywych przyjaciół, problemy z pracą czy niepłodność – twój marabut ma urok dopasowany do każdej okazji – przekonuje Jane Labous w BBC. Jej mąż, urodzony w Dakarze rodowity Senegalczyk, zwykł prosić marabutów o pomoc i duchowe wsparcie wielokrotnie.

Jej teściowa, kobieta głęboko wierząca, również. W swojej relacji Jane wspomina, jak kobieta przerażona zostawionym przez kogoś przed drzwiami jej domu jajkiem – to wyjątkowo zły omen – popędziła do marabuta, aż się za nią kurzyło. – Potrzebny był jej kontr-czar – stwierdza Labous. Tak, jakby to było kompletnie oczywiste. Tak jak noszenie gris-gris, czyli amuletów rozdawanych przez marabutów jako zwiastun szczęścia czy powodzenia. Albo zwolnienie nielubianej szefowej, o które marabut miał zadbać.

Reklama

Cherif, marabut mojego męża, modlił się o nasz sukces w pracy i moje wyzwolenie od nieżyczliwej szefowej. Kiedy szefowa, o której mowa, złożyła rezygnację, było to, co najmniej, niepokojące. I od tego czasu przezwyciężyłem trochę mojego sceptycyzmu – przekonuje w swojej relacji Jane.

Współcześnie marabut może wyglądać na tle innych mieszkańców Afryki jak zwykły facet. Senegalczycy wierzą jednak, że ma on niezwykłe moce

Silny jest też związek sportowców z marabutami. Dość powiedzieć, że często głównym winnym ewentualnego niepowodzenia w zawodach nie są ci, którzy brali w nich udział. Nie, gdzie tam. Wówczas pierwszym winnym jest marabut, który nie był w stanie odpowiednio zadbać o sukces. Ciężka praca jest ważna, ale magiczne obrzędy odgrywają jeszcze większą rolę. Zapaśnicy noszą na zawodach gris-gris, oczywistość. Czary poszczególnych marabutów ścierają się na arenach z taką samą intensywnością jak ciała zawodników, to nie ulega najmniejszej wątpliwości. Marabuci toczą tym samym korespondencyjne bitwy i niektórzy mogą być po prostu lepsi od innych. Nawet jeśli wszyscy cieszą się niezachwianym i gigantycznym szacunkiem, a wiara w ich moce nawet w przypadku porażek nie ustępuje.

Reklama

Koszmar Petita. Francuz pewnie wzdryga się na samo wspomnienie

Marabut prawdopodobnie przyczynił się do naszej porażki – twierdzi Emmanuel Petit. Piłkarz jest przekonany, że grał z Senegalem pod wpływem uroku i został przeklęty już podczas spotkania z tym tajemniczym facetem na plaży w Saint-Tropez. A może nawet wcześniej. – Tak, mogli użyć wobec nas czarów – mówi Francuz.

Jego silne przeświadczenie dotyczące wydarzeń z 2002 roku podtrzymuje fakt, że sam był zamieszany w stratę gola, który ustalił wynik meczu. Większą przytomnością wykazał się strzelający ostatecznie bramkę Papa Bouba Diop, a Petit nie był w stanie nic zrobić. Po latach powie, że czuł tego dnia jakiś ciężar.

Jedna z ważniejszych bramek reprezentacji Senegalu w historii jej udziałów w mistrzostwach świata

Reklama

Przyzna też jednak w kilku wywiadach, że od zawsze był przesądny – do tego stopnia, że zdarzało mu się co jakiś czas rozsypywać sól w progu drzwi swojego domu, na szczęście. W jego towarzystwie nie można też pod żadnym pozorem otworzyć w domu parasola, bo to oczywiście przynosi pecha. Kto wie, może Petit ma już nawet jakiś swój gris-gris, wierząc, że o niektóre sprawy muszą zadbać siły znajdujące się całkowicie poza granicami zrozumienia?

Jedno jest pewne – marabuci są postaciami na tyle wyjątkowymi, że mogą budzić niepokój osób nawet mniej bojaźliwych niż były reprezentant Francji. Już sama mieszanka religii, czarów i politycznych wpływów wystarczy, by zadziałać na wyobraźnię nawet tych, którzy z natury są wobec takich cudów sceptyczni. No bo jak to tak? Nielubiana szefowa odeszła z pracy? To muszą być jakieś czary!

10 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Gasparik po meczu z Wisłą: „Nie wiem, komu kibicował mój syn”

Kacper Korpak
1
Gasparik po meczu z Wisłą: „Nie wiem, komu kibicował mój syn”
Betclic 1. Liga

Szoka zabrał głos ws. Piaseckiego. „Potrzebujemy ludzi, którzy chcą tutaj grać”

Braian Wilma
7
Szoka zabrał głos ws. Piaseckiego. „Potrzebujemy ludzi, którzy chcą tutaj grać”

Mundial 2026

Reklama
Mundial 2026

Marciniak miał poprowadzić jeszcze jeden mecz MŚ. „Wszyscy byli pewni”

Braian Wilma
15
Marciniak miał poprowadzić jeszcze jeden mecz MŚ. „Wszyscy byli pewni”