10 sekund Sochana w finałach NBA. Wszystko na oczach Trumpa

Tomasz Kordylewski

Opracowanie:Tomasz Kordylewski

09 czerwca 2026, 11:55 • 3 min czytania 8

Reklama
10 sekund Sochana w finałach NBA. Wszystko na oczach Trumpa

Jeremy Sochan jako drugi Polak w historii – po Marcinie Gortacie – wybiegł na parkiet w trakcie finałów NBA. Skrzydłowy New York Knicks rozegrał tylko 10 sekund pod koniec pierwszej połowy, ale i tak zapisał się tym samym w historii. Przejść do historii chcą też San Antonio Spurs, którzy w poniedziałek wygrali 115:111 i zrobili pierwszy krok, by odrobić straty po dwóch porażkach u siebie. 

Reklama

New York Knicks jednak potrafią przegrywać. San Antonio Spurs dalej w grze o mistrzostwo

Jeszcze nikt w historii NBA nie wygrał finałów, które rozpoczął od dwóch przegranych meczów na własnym parkiecie. San Antonio Spurs próbują więc dokonać czegoś niebywałego. W poniedziałek znaleźli się pod ścianą. Przy stanie 0-2 w serii musieli wygrać w legendarnej hali Madison Square Garden, by nadal mieć jakiekolwiek szanse na sukces. Ewentualna porażka stawiałaby ich w zasadzie w sytuacji bez wyjścia. W dziejach fazy play-off żaden zespół nie wygrał serii, którą zaczął od trzech porażek.

Spurs wiedzieli więc, jakie wyzwanie ich czeka. Knicks wygrali 13 meczów z rzędu. Wydawało się, że zapomnieli już, jak to jest przegrać. Od siedmiu tygodni tylko wygrywali. W poniedziałek nie dali jednak rady. Tak jak w dwóch poprzednich meczach potrafili odrobić wysokie straty z pierwszej kwarty, ale tym razem w końcówce zabrakło im lepszej skuteczności.

San Antonio Spurs zagrali swój najbardziej kompletny mecz w tych finałach. Teksańska drużyna wreszcie była jak monolit. Łącznie sześciu graczy SAS zdobyło 11 lub więcej punktów. Najlepszym strzelcem z dorobkiem 32 punktów (11-18 z gry) był Victor Wembanyama, który tym razem zupełnie przyćmił Karla-Anthony’ego Townsa. Spurs jako zespół mieli też 28 asyst przy 39 trafieniach z gry, osiągając tym samym zdecydowanie najlepszy jak dotychczas wynik w tegorocznej serii finałowej.

Reklama

Jeremy Sochan na boisku, a Donald Trump na trybunach

Swój debiut w finałach NBA zaliczył Jeremy Sochan. Spędził na parkiecie tylko 10 sekund, ale i tak przeszedł do historii jako drugi Polak w finałach. Wszedł na boisko na koniec pierwszej połowy, by pomóc New York Knicks wybronić ostatnią akcję drugiej kwarty. Po zmianie stron na parkiet już nie wrócił. Był to jego pierwszy występ od 10 maja. I choć potrwał zaledwie kilka sekund, to i tak dobrze wiedzieć, że Sochan nie został kompletnie zapomniany przez trenera Mike’a Browna.

Polak nie odgrywa w finałach żadnej roli, ale nie da się ukryć, że jest w ciekawej sytuacji. Wszak rywalizuje ze swoim byłym klubem, którego barw bronił jeszcze kilka miesięcy temu. Nawet w razie porażki Knicks w finałach może mieć więc on nadzieję na mistrzowską biżuterię.

Mecz na żywo z trybun obejrzał Donald Trump. Po raz pierwszy w historii urzędujący prezydent USA pojawił się na spotkaniu finałów NBA. Nowojorscy kibice przywitali go raczej niezbyt miło – gdy Trump na chwilę pojawił się na telebimie, to rozległo się głośne buczenie. Czwarte starcie finałów między Knicks a Spurs w nocy ze środy na czwartek.

Reklama

fot. New York Knicks

 

8 komentarzy
Tomasz Kordylewski

Zakochany w koszykówce, odkąd w 2008 roku jako 13-latek zobaczył w akcji Rajona Rondo. Dumny fan Boston Celtics. Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. O NBA pisał dla newonce, Rzeczpospolitej i Kanału Sportowego. Od 2022 roku co roku na start sezonu wydaje "Przewodnik NBA". Za największy życiowy sukces uznaje jednak wygraną z rakiem jądra. I teraz niemal każdego faceta potrafi zapytać, czy badał sobie ostatnio jaja.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama
Inne sporty

Bartosz Zmarzlik znowu trzeci. Polak stracił fotel lidera

Jan Broda
6
Bartosz Zmarzlik znowu trzeci. Polak stracił fotel lidera