F1: Grand Prix Bahrajnu odbędzie się. W… Malezji

Marcin Ziółkowski

26 lipca 2026, 22:38 • 4 min czytania 0

Reklama
F1: Grand Prix Bahrajnu odbędzie się. W… Malezji

F1 niejednokrotnie nas zaskakiwała. Z uwagi na pandemię, potrafiliśmy mieć dwa wyścigi na jednym torze w jednym sezonie. Była też rywalizacja w dwóch różnych konfiguracjach – tak działo się w 2020 roku w Bahrajnie, gdy tydzień po tygodniu ściganie miało miejsce na nitce zewnętrznej oraz pętli głównej. To, czym uraczył nas Stefano Domenicali i jego ekipa to Grand Prix Bahrajnu, które odbędzie się w linii prostej… 6 tysięcy kilometrów dalej.

Reklama

Tym oto sposobem do kalendarza wraca uwielbiany przez kibiców malezyjski tor Sepang.

Malezja ponownie w F1. Tym razem jako gospodarz rundy w Bahrajnie

Jednorazowy powrót toru w Malezji to swego rodzaju dzieło przypadku. Wszystko z powodu konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie, który wiosną pokrzyżował wiele planów. Pierwotnie GP Bahrajnu oraz GP Arabii Saudyjskiej miało odbyć się w kwietniu 2026 roku. Rywalizację przełożono na inny termin, który miał być wyznaczony na końcowe etapy sezonu.

Jeszcze niedawno wydawało się, że F1 wróci do Bahrajnu na sam koniec kalendarza, ale doszło do ponownej eskalacji konfliktu. W dniach 2-4 października zespoły wrócą więc do malezyjskiego padoku po 9 latach przerwy. Wszystko to w dość niecodziennych okolicznościach.

Reklama

Doskonale pamiętamy, że po wybuchu pandemii koronawirusa mieliśmy na znanych sobie torach choćby GP Siedemdziesięciolecia, GP Styrii czy GP Eifel. F1 wpadła na ciekawy plan. GP Bahrajnu pozostawi swoją nazwę, pomimo rozegrania rywalizacji… w Malezji. W oficjalnym ogłoszeniu możemy przeczytać, że ściganie 4 października odbędzie się pod nazwą „Grand Prix of Bahrain in Malaysia”.

Kuriozalne, ale kto śledzi F1 pod wezwaniem Stefano Domenicalego w cyrku się nie śmieje. To co prawda drobiazg, rzecz drugo czy trzeciorzędna, ale pewien niesmak w związku z tym pozostaje.

Decyzja o GP Bahrajnu w Malezji oznacza, że kierowcy będą mieli na koncie azjatycki triple-header, bowiem Azerbejdżan, ściganie na Sepang i tydzień później w Singapurze oznacza wyścigi w trzech tygodniach z rzędu. W tym czasie też odbędzie się 6 wyścigów w 7 tygodni. To ogromne wyzwanie dla tych, którzy odpowiadają za działanie operacyjne zespołów z perspektywy toru.

Reklama

Nowoczesna F1 na klasycznym obiekcie

Na Sepang baterie kierowców będą prosić o litość, o super-clippingu będzie mówiło się bardzo dużo, z racji na charakterystykę toru. Niewykluczone, że zrazi to kierownictwo Liberty Media pod kątem dalszej organizacji wyścigów w Malezji w niedalekiej przyszłości, ale duże grono kibiców naprawdę ucieszyła wiadomość o powrocie rywalizacji do tego dalekiego kraju. Na pewno tych, którzy tęsknią za (w miarę) klasyczną F1.

Sepang trafił do kalendarza królowej sportów motorowych w 1999 roku, to jeden z najlepszych „Tilkedromów” zdaniem wielu kibiców. Zawodnicy co roku mierzyli się z bardzo specyficznymi warunkami klimatycznymi i torem, którym gwarantował nie tylko długie proste, ale i techniczne sekcje.

Duża wilgotność i wysokie temperatury wielokrotnie były wyzwaniem. W 2008 roku Robert Kubica stanął tu na drugim stopniu podium.

Reklama

Monsun, jaki przeszedł nad Sepang w 2009 roku, po raz piąty w historii spowodował podział punktów po wyścigu. Jenson Button zwyciężył jeżdżąc w barwach Brawn GP, w którym to na koniec sezonu sięgnął po tytuł mistrzowski.

Po Malezji z tamtego sezonu, taką sytuację mieliśmy jedynie w Belgii w 2021 roku.

W ostatniej edycji GP Malezji – triumfował Max Verstappen. Był to jego pierwszy triumf od debiutanckiego (rekordowego) zwycięstwa; czekał więc blisko półtora roku na powtórkę wspaniałych wydarzeń z Circuit de Barcelona-Catalunya.

Reklama

Jeśli wziąć pod uwagę obecną stawkę kierowców, w F1 ścigało się podczas niedzielnej rywalizacji na Sepang jedynie 10 z 22 zawodników. W tym gronie nie ma choćby Charlesa Leclerca (trening w Sauberze w 2017), George’a Russella czy Andrei Kimi Antonellego. Pierre Gasly właśnie na Sepang w ostatniej edycji GP Malezji debiutował w F1.

Blisko 45-letni Fernando Alonso nie pominął zbyt wiele odsłon ścigania na najwyższym poziomie w Malezji, bowiem tylko w 1999, 2000 oraz 2002 roku. Czternaście lat temu właśnie tam odniósł w loteryjnych warunkach jedno ze swoich najwspanialszych zwycięstw w F1.

 

Reklama

 

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Wielki transfer Realu. Królewscy zapłacą ponad 100 mln euro za 19-latka!

Braian Wilma
5
Wielki transfer Realu. Królewscy zapłacą ponad 100 mln euro za 19-latka!

Formuła 1

Reklama