Czy to koniec kariery LeBrona Jamesa w NBA? Takie opcje ma „Król”

Tomasz Kordylewski

14 maja 2026, 19:10 • 12 min czytania 8

Reklama
Czy to koniec kariery LeBrona Jamesa w NBA? Takie opcje ma „Król”

Nikt w historii NBA nie rozegrał aż tylu sezonów. LeBron James właśnie zakończył rozgrywki numer 23 w karierze. Los Angeles Lakers w poniedziałek pożegnali się z rywalizacją w fazie play-off. Przegrali 110:115 z Oklahoma City Thunder w czwartym meczu i w drugiej rundzie polegli z obrońcami tytułu 0-4. Czy był to ostatni występ „Króla” na parkietach NBA? On sam tego nie wyklucza.

Reklama

Co zrobi LeBron James? Zbliża się koniec ery

To był rozczarowujący koniec dla Los Angeles Lakers – przegrana do zera w drugiej rundzie play-off – ale LeBron James wcale nie traktuje zakończonych właśnie rozgrywek jako porażki.

Nie spełniliśmy celu, ale nie patrzę na ten rok jak na rozczarowanie, to na pewno – stwierdził 41-letni skrzydłowy, cytowany przez ESPN. Trudno mu się dziwić takiej postawy. Za nim kolejny sezon, w którym prawie brakowało mu już rekordów do pobicia. Rok, w którym udowodnił, że nadal może być jednym z najlepszych w lidze. Bezprecedensowy czas, bo w NBA nie było wcześniej 41-latka, który notowałby tak świetne liczby.

Średnio prawie 21 punktów i ponad siedem asyst oraz sześć zbiórek w 60 meczach fazy zasadniczej. Po drodze rekordowa, 22. nominacja do All-Star Game. A potem średnio ponad 23 punkty, osiem asyst i siedem zbiórek w wygranej serii pierwszej rundy przeciwko Houston Rockets. LeBron poprowadził Lakers do awansu, choć całą fazę play-off opuścił kontuzjowany Luka Doncić, czyli lider i najlepszy strzelec kalifornijskiej drużyny.

Reklama

Po raz pierwszy w historii NBA zdarzyło się zresztą, by drużyna awansowała do kolejnej rundy mimo absencji swojego najlepszego strzelca z rundy zasadniczej. I to w dużej mierze jest zasługa właśnie LeBrona Jamesa.

Tak, nie jest już najlepszy. Nie jest już elitą, choć nadal w gronie 20-30 topowych graczy ligi. Nie był w stanie uchronić Lakers przed porażką w rundzie numer dwa. Ale to nie zmienia faktu, że 41-letni skrzydłowy ma jeszcze mnóstwo paliwa w baku. Dość powiedzieć, że w ostatnim spotkaniu serii z OKC rozegrał 40 minut. Na konto zapisał 24 punkty i 12 zbiórek. – Zostawiłem na parkiecie wszystko, co mogłem – mówił po meczu.

LeBron James: Nie wiem, co przyniesie moja przyszłość

Teraz musi zdecydować, czy chce zostawić więcej. Jest najstarszym zawodnikiem w NBA. Za sobą ma najwięcej rozegranych meczów w dziejach ligi. Kilka miesięcy temu pobił rekord Roberta Parisha. Przez długie lata wydawało się, że 1611 występów w fazie zasadniczej to wynik nie do poprawienia. James ten rekord pobił. Od dawna ma też najwięcej występów w historii fazy play-off (302). Nikt w NBA nie grał w lidze tak długo. To już 23 sezony. Czy będą jeszcze rozgrywki numer 24?

Reklama

Szczerze nie wiem, jak wygląda moja przyszłość. Nie wiem. Muszę porozmawiać z moją rodziną, spędzić z nią trochę czasu – zapowiedział najlepszy strzelec w historii ligi. – Myślę, że w tej chwili najważniejszy dla mnie jest sam proces i to, czy nadal mogę kochać to wszystko. Czy nadal mogę w pełni się zaangażować, pojawiać się na hali na pięć i pół godziny przed meczem, dawać z siebie wszystko, rzucać się po bezpańskie piłki i robić wszystko to, co trzeba robić, by móc grać. Pojawiać się wcześnie na treningach, pracować na całego. Zawsze byłem w tym zakochany. Myślę więc, że to dla mnie istotna sprawa, czy nadal może tak być – dodał skrzydłowy, który w NBA gra od 2003 roku.

W związku z tym nachodzi chyba najbardziej nieprzewidywalne lato w karierze Jamesa. Takie, które zacznie jako wolny gracz. Po raz pierwszy, odkąd osiem lat temu – latem 2018 roku – przeniósł się do Los Angeles z Cleveland. Oto, jakie ma opcje:

Los Angeles Lakers – to ma sens, jeśli LeBron James klubowi na rękę

Na ten moment pozostanie w L.A. wydaje się bardzo prawdopodobne, choć jeszcze kilka miesięcy takie nie było. Jednak udana druga część sezonu pokazała, że ta współpraca nadal może mieć sens dla obu stron. Przed sezonem obawiano się, jak LeBron odnajdzie się w zmniejszonej roli. Wszak latem ubiegłego roku, gdy Luka Doncić podpisał 3-letnie przedłużenie kontraktu z Lakers, jasne stało się, że teraz jest to drużyna Słoweńca. Z biegiem sezonu James – najlepiej zarabiający gracz LAL z płacą na poziomie 52,6 miliona dolarów – został więc zdegradowany nawet do trzeciej opcji w zespole. I co? I wypadł w tej roli bardzo dobrze.

Sam po zakończeniu rozgrywek zwracał uwagę na to, że nigdy wcześniej trzecią opcją nie był.

Reklama

Okazało się jednak, że dobrze odnalazł się u boku Doncicia i Austina Reavesa. W marcu, kiedy ten duet szalał, a James zajął miejsce nieco z tyłu, Lakers wygrali 15 z 17 meczów. A gdy i Doncicia, i Reavesa zabrakło w pierwszej rundzie play-off (ten drugi wrócił na starcie numer pięć), to 41-latek ponownie grał pierwsze skrzypce.

LeBron James, Luka Doncić, Austin Reaves

Luka Doncić, Austin Reaves i LeBron James podczas meczu Los Angeles Lakers

Nie dziwi więc, że Rob Pelinka – menedżer kalifornijskiej drużyny – cały czas podtrzymuje, że Lakers z wielką chęcią przyjęliby skrzydłowego z powrotem w zespole na kolejny sezon. Od dawna słychać zresztą, że w Los Angeles chcieliby, żeby LBJ zakończył w koszulce Lakers karierę. Na razie po ośmiu sezonach można już oficjalnie powiedzieć, że nigdy wcześniej nie grał nieprzerwanie tak długo dla jednego klubu. I choć w mediach pojawiają się doniesienia, że James nie ze wszystkiego jest w L.A. zadowolony i czasem czuje, że nie jest tam odpowiednio doceniany, to według niektórych źródeł ma być też nadal otwarty na pozostanie w klubie.

Reklama

Jednocześnie nikt w Los Angeles już nie owija w bawełnę, że wszystko będzie wciąż ustawiane pod „Króla”. Nie – teraz liderem jest Luka Doncić. Wyraźnie zaznaczył to też Pelinka, który zapowiedział, że skład będzie budowany przede wszystkim wokół Słoweńca. Żeby to on miał wszystko, czego potrzebuje. Dla Lakers zatrzymanie Jamesa w składzie nie jest więc wcale priorytetem. Zamiast tego klub musi związać się nowym kontraktem z Reavsem. Poszukać wzmocnień w strefie podkoszowej i na skrzydle. Znaleźć zadaniowców, którzy tak jak Dallas Mavericks w 2024 roku, odpowiednio otoczą Doncicia i pozwolą mu prowadzić Lakers do sukcesów.

W tym wszystkim jest miejsce dla Jamesa, ale dużo zależy od tego, jakich rozmiarów kontraktu będzie oczekiwał. Oczywiście przy założeniu, że nie zdecyduje się na emeryturę.

Do tej pory w każdym kolejnym sezonie LeBron James zarabiał więcej. Ta seria się jednak najprawdopodobniej zakończy. Lakers musieliby złożyć mu kolejną ofertę maksymalnej umowy, a to się nie wydarzy. Kalifornijska ekipa może zresztą sporo zyskać na odejściu skrzydłowego. Lakers mogą mieć nawet prawie 50 milionów dolarów wolnych środków do wydania na rynku, ale musieliby zrzec się praw do Jamesa. Istnieje też scenariusz, w którym LeBron idzie Lakers na rękę, czyli podpisuje dużo mniejszy kontrakt. W swojej karierze zrobił to jednak do tej pory tylko raz – w 2010 roku, gdy zostawił na stole kilka milionów, aby w Miami stworzyć „Wielką Trójkę” u boku Dwyane’a Wade’a i Chrisa Bosha.

Trudno więc dziś jednoznacznie stwierdzić, czy znów może dać swojej drużynie taką „zniżkę”. Według niektórych doniesień jest gotów grać nawet za minimum. I to może być prawda, bo w tej chwili pieniądze nie są dla niego najważniejsze. James na parkietach NBA przez ponad dwie dekady z samych kontraktów zainkasował ponad pół miliarda dolarów (minus podatki). Drugie tyle zarobił poza boiskiem. Kasy ma jak lodu. Jeśli więc zdecyduje się grać dalej – czy to w Lakers, czy w jakimkolwiek innym klubie – to raczej nie dla pieniędzy.

Reklama

Zrobiłem już wszystko. Widziałem wszystko. Myślę, że teraz największą dla mnie motywacją jest możliwość walki o mistrzostwa – przyznał.

James na koncie ma cztery tytuły mistrzowskie. Po raz ostatnie triumfował w 2020 roku. Od tego czasu nie był nawet w finałach. A choć cztery mistrzostwa to dużo (wielu zawodników dałoby się pokroić za choćby jedno), to np. do Michaela Jordana, który ma sześć tytułów, jednak brakuje. Może się więc okazać, że James swój nowy klub wybierze z myślą tylko i wyłącznie o mistrzostwie. W takim wypadku pójście na rękę Lakers ma jeszcze więcej sensu, bo to pomogłoby im zbudować lepszy skład, który w październiku mógłby stanąć w pierwszym, no, może drugim rzędzie faworytów następnego sezonu.

I dalej James grałby w jednej drużynie ze swoim synem Bronnym, który ma na przyszłe rozgrywki gwarantowany kontrakt w Lakers. Ale nie jest to jedyna opcja dla LeBrona. Zainteresowanych jest więcej.

Cleveland Cavaliers – czyli powrót do domu

To byłby powrót tam, gdzie wszystko się zaczęło.

Reklama

LeBron James ma już za sobą dwa okresy gry dla Cleveland Cavaliers. To tam zaczynał karierę w NBA w 2003 roku. Ledwie kilkadziesiąt minut drogi od Akron, gdzie przyszedł na świat. Z zespołu odszedł jednak w 2010 roku w niesławie – by stworzyć Big Three w Miami. Tam zdobył pierwsze dwa mistrzowskie tytuły w karierze, a potem wrócił do Ohio. I w 2016 roku zrobił „to” dla Cleveland.

Poprowadził Cavaliers do historycznego mistrzostwa NBA, odwracając losy finałów przeciwko Golden State Warriors ze stanu 1-3 na 4-3. A przecież Wojownicy wygrali wtedy w fazie zasadniczej rekordowe w historii 73 mecze! Dla klubu to był pierwszy tytuł w dziejach. Dla miasta – pierwsze mistrzostwo po pół wieku oczekiwania. James odkupił wtedy winy. Ponownie został bohaterem Cavs.

Teraz mógłby wrócić i pożegnać się z NBA, grając niedaleko rodzinnej miejscowości. W barwach klubu, w którym zaczęła się jego wielka przygoda. A przy okazji może pomóc wejść Cavaliers ponownie do finałów.

Reklama

Po jego odejściu ekipa z Cleveland nie potrafiła jak do tej pory realnie włączyć się do walki o mistrzostwo. Ostatnio regularnie żegna się z rywalizacją na etapie drugiej rundy play-off. James mógłby faktycznie wzmocnić w Cleveland skrzydło – o ile Cavs nie zechcą zrobić latem większych porządków. W trwającym sezonie mieli jeden z najwyższych budżetów płacowych w lidze. Ewentualne kolejne niepowodzenie w fazie play-off może skutkować dużymi zmianami. Na razie drużyna trenera Kenny’ego Atkinsona prowadzi 3-2 w półfinałach konferencji z Detroit Pistons.

Golden State Warriors – gwiazdorski dom spokojnej starości

Paryskie igrzyska pokazały, że potrafi zadziać się coś magicznego, gdy Steph Curry i LeBron James są w jednym zespole.

James i Curry poprowadzili Stany Zjednoczone do kolejnego olimpijskiego złota, a Golden State Warriros od tego czasu bardzo poważnie myślą nad tym, jak ściągnąć do siebie LeBrona. Już w poprzednich okienkach transferowych pojawiały się informacje, że dzwonili do Lakers w sprawie wymiany, ale finalnie nic z tego nie wyszło. Może uda się teraz, jeśli James stanie się wolnym zawodnikiem? Tym bardziej że San Francisco nie jest wcale daleko od Los Angeles, gdzie James zdążył już zbudować sobie całe zaplecze – rodzinne i biznesowe.

LeBron James, Stephen Curry

Reklama

LeBron James i Steph Curry na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu 2024

Warriors od czasu mistrzostwa w 2022 roku nie są w stanie wrócić do ligowej czołówki. Są coraz starsi, przez co coraz trudniej nawigować im przez trudny, długi i wyczerpujący sezon zasadniczy. Mimo to, w klubie dalej są Stephen Curry i Steve Kerr. Ten drugi właśnie przedłużył kontrakt. Rosną też szanse, że w składzie zostanie Draymond Green. A to trójka, którą LeBron James bardzo szanuje. I choć jasne jest, że 41-letni LBJ nie zrobi już sportowo aż takiej różnicy dla Warriors, to ten projekt wzbudziłby chyba największą ekscytację. Nawet jeśli Golden State to dziś bardziej dom spokojnej starości niż poważny kandydat do mistrzostwa.

New York Knicks – jasne światła Mekki na zakończenie

New York Knicks to kultowy zespół. Legendarna hala Madison Square Garden, w której panuje magiczna atmosfera. To przyciąga. Swego czasu prawie przyciągnęło też Jamesa, który w 2010 roku miał mieć Knicks na szczycie swojej listy, gdy po raz pierwszy w karierze był wolnym zawodnikiem. Nowojorska ekipa była mocno zainteresowana. LeBron mógł zmienić w Nowym Jorku wszystko. Klub przeżywał wtedy jeden ze swoich najgorszych okresów od początku istnienia.

I choć James był zainteresowany, to Knicks – główni faworyci tamtego wyścigu – pokpili wtedy sprawę.

Reklama

Od wszystkich, z którymi rozmawiałem, usłyszałem, że to Knicks byli jego pierwszym wyborem. Ale Knicks nie mieli nic przygotowanego. Spotkanie nie mogło pójść gorzej. To była katastrofa – opowiadał Bill Simmons w 2020 roku.

Od tamtego czasu temat LeBrona Jamesa w koszulce Knicks wraca dość regularnie. Teraz nie jest inaczej. Tym bardziej że James już kiedyś stwierdził wprost, że jego ulubionym miejscem do gry na wyjazdach jest właśnie „Mekka”, czyli hala Madison Square Garden. Klub z Wielkiego Jabłka tymczasem od kilku lat jest z powrotem w ligowej czołówce.

W tym roku znów walczy o mistrzostwo – pierwsze od ponad pół wieku. I to pomimo Jamesa Dolana, czyli właściciela, którego wielu określa jako jednego z najgorszych w całej lidze. On zresztą może być tak naprawdę najpoważniejszą przeszkodą dla przenosin LeBrona do Nowego Jorku. Jak bowiem w swojej książce zdradził Charles Oakley – były zawodnik Knicks, który po zakończeniu kariery miał z Dolanem nie po drodze – James miał mu powiedzieć wprost, że Dolan to powód, dla którego „nigdy nie zagra dla Nowego Jorku”. Z drugiej strony, innego razu James miał stwierdzić, że karierę zakończy… albo w Los Angeles, albo w Nowym Jorku.

Takich deklaracji – w jedną, czy w drugą stronę – nie należy więc brać jak prawdy objawionej. Punkt widzenia zawsze zmienia się względem punktu siedzenia.

Reklama

LeBron James na emeryturze – to byłby koniec ery w NBA

LeBron nie wykluczył też tego, że mecz numer cztery przeciwko Thunder był jego ostatnim w karierze. To byłaby jednak duża niespodzianka. Tak – nie ma już nic do udowodnienia. Tak – po 23 latach grania ma prawo być już zmęczonym. Tak – zasłużył na to, by odejść na swoich warunkach. Może więc tak po prostu zdecydować, że to koniec. Ale jeśli przez te dwie dekady zdążyliśmy go poznać, to raczej mało kto spodziewa się takiego cichego odejścia. Dużo bardziej prawdopodobne jest to, że James ze swojego ostatniego sezonu zrobi show. Trochę tak jak Kobe Bryant, który w rozgrywkach 2015-16 miał swego rodzaju tournee po halach kolejnych przeciwników, gdzie żegnał się z kibicami.

Nie ma co ukrywać – na taki scenariusz na pewno liczy też NBA. Że ten ostatni sezon Jamesa będzie zapowiedziany, dzięki czemu wzrośnie zainteresowanie, ceny biletów i słupki oglądalności.

Jednak na chwilę obecną jeszcze nie wiadomo, co zrobi James. Może zresztą poczekać. Jeśli zakończy się jego przygoda z Los Angeles, to na wybór swojego następnego zespołu będzie miał sporo czasu. Tym bardziej że w kolejnych tygodniach może dojść w lidze do kolejnych wstrząsów sejsmicznych. Chodzi tu przede wszystkim o przyszłość Giannisa Antetokounmpo. Były MVP i jeden z najlepszych zawodników ligi jest na wylocie z Milwaukee Bucks. Jego ewentualny transfer to pierwsza kostka domino, która może ruszyć kolejne i może mieć wpływ także na przyszłość LeBrona Jamesa.

Reklama

To raczej nie jest więc koniec LeBrona Jamesa w NBA. Jesteśmy tego końca coraz bliżej, to fakt (nawet jeśli po jego grze tego nie widać), ale 41-latek chyba jeszcze na emeryturę się nie wybiera. Ma jeszcze kilka rekordów do pobicia. Może nawet pokusi się o walkę o kolejne – piąte – mistrzostwo. A jeśli rzeczywiście odejdzie, to nie ma dziś absolutnie wątpliwości, że jako jeden z największych koszykarzy w historii. Dla wielu jako ten największy.

Czytaj więcej o koszykówce na Weszło:

fot. Newspix/Wikimedia Commons

8 komentarzy
Tomasz Kordylewski

Zakochany w koszykówce, odkąd w 2008 roku jako 13-latek zobaczył w akcji Rajona Rondo. Dumny fan Boston Celtics. Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. O NBA pisał dla newonce, Rzeczpospolitej i Kanału Sportowego. Od 2022 roku co roku na start sezonu wydaje "Przewodnik NBA". Za największy życiowy sukces uznaje jednak wygraną z rakiem jądra. I teraz niemal każdego faceta potrafi zapytać, czy badał sobie ostatnio jaja.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Koszykówka

Reklama