Lando Norris wreszcie zwycięski. Pierwszy triumf w roli mistrza świata

Sebastian Warzecha

26 lipca 2026, 17:37 • 3 min czytania 2

Reklama
Lando Norris wreszcie zwycięski. Pierwszy triumf w roli mistrza świata

Grand Prix Węgier od lat sentymentalnie kojarzy się Polakom – w końcu to na Hungaroringu debiutował Robert Kubica. Jednak obecnie to przede wszystkim tor, gdzie trudno się wyprzedza, a niezwykle istotne okazują się starty. Tym razem ta zasada… się nie sprawdziła. Bo ten, który najlepiej wystartował, ostatecznie nie zdobył nawet punktu. Wygrał z kolei kierowca, który na starcie dał się wyprzedzić.

Reklama

Grand Prix Węgier. Lando Norris z pierwszą wygraną w tym sezonie

Kto na starci spisał się najlepiej? Oscar Piastri, który z tego sezonu na razie zadowolonym być nie może – nie ma jeszcze wygranej, a na podium stał tylko dwukrotnie i to już jakiś czas temu. Zdawało się, że może wreszcie doczekać się kolejnego pudła, może nawet wygranej. Na samym początku wyścigu bowiem faktycznie zachował się znakomicie, wyprzedził zespołowego kolegę w osobie Lando Norrisa i objął prowadzenie. W tamtym momencie mógł stosunkowo spokojnie oglądać się za siebie.

A co za nim? Problemy miał na przykład Mercedes. George Russell utknął na starcie, przez włączenie systemu, który włączyć się nie powinien. Efekt był taki, że Brytyjczyk zleciał daleko w klasyfikacji. Nie udało się też ze strategią przewidzianą dla lidera klasyfikacji generalnej, czyli Andrei Kimiego Antonellego, który miał jechać na jeden pit stop. Opony bowiem tych zmagań na Hungaroringu nie wytrzymywały wystarczająco dobrze.

Za plecami prowadzących McLarenów oglądaliśmy z kolei nieco walki w wykonaniu dwóch Ferrari i Maxa Verstappena, ostatecznie przerwanej przez zjazdy do alei serwisowej – jako pierwszy zjawił się tam Lewis Hamilton, potem też pozostali dwaj kierowcy. W pewnym momencie zresztą wydawało się, że McLarenom może zagrozić któryś z nich, bo najpierw problemy miał Piastri, którego przyblokował (doszło nawet do kontaktu) dublowany przez niego Carlos Sainz, a potem w alei serwisowej nie najlepiej działo się u Lando Norrisa.

Jednak to Brytyjczyk wyszedł na prowadzenie, bo zdarzenie na linii Piastri-Sainz odebrało Oscarowi szansę na to, by dalej przewodzić wyścigowi.

Reklama

Australijczyk mógł się denerwować, ale ostatecznie… nie miało to żadnego znaczenia dla losów jego wyścigu. Na 56. okrążeniu zepsuła mu się bowiem skrzynia biegów, a w obrazku telewizyjnym mogliśmy oglądać zaparkowany na poboczu bolid McLarena. Piastri wygrać by raczej nie wygrał, ale na tamtym etapie był w zasadzie pewien drugiego miejsca. Awaria mu to zabrała, a przy okazji wywołała wirtualną neutralizację. W jej trakcie wiele przegrało Ferrari – ściągnęło obu swoich kierowców na zmianę opon, na torze pozostali jednak Max Verstappen i Andrea Kimi Antonelli, którzy tym samym przesunęli się na podium.

Na domiar złego Hamilton dostał jeszcze pięć sekund kary, bo w alei przekroczył dozwoloną prędkość. W Ferrari jednak przede wszystkim mogą być źli na swoją strategię – a to od jakiegoś czasu miało miejsce z rzadka! – przez którą stracili podium. Bo finalnie oba bolidy włoskiej ekipy dojechały za pudłem, a w czołowej trójce już nic się nie zmieniło.

Reklama

Lando Norris wygrał więc pierwsze Grand Prix po tym, jak zdobył mistrzostwo świata. Trochę się, trzeba przyznać, naczekał.

TOP 10 Grand Prix Węgier

  1. Lando Norris (McLaren)
  2. Max Verstappen (Red Bull Racing)
  3. Andrea Kimi Antonelli (Mercedes)
  4. Charles Leclerc (Ferrari)
  5. Lewis Hamilton (Ferrari)
  6. Isack Hadjar (Red Bull Racing)
  7. George Russell (Mercedes)
  8. Liam Lawson (Visa Cash App RB)
  9. Nico Hulkenberg (Audi)
  10. Arvid Lindbal (Visa Cash App RB)
Reklama
Fot. Newspix
2 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ligue 1

Skrzydłowy PSG nie przedłuży kontraktu! Możliwy wielki transfer

Braian Wilma
0
Skrzydłowy PSG nie przedłuży kontraktu! Możliwy wielki transfer

Formuła 1

Reklama