Isack Hadjar nie pojedzie w GP Holandii. Nieoczekiwany powrót stanie się faktem

Marcin Ziółkowski

19 sierpnia 2026, 14:59 • 3 min czytania 0

Reklama
Isack Hadjar nie pojedzie w GP Holandii. Nieoczekiwany powrót stanie się faktem

Sezon 2026 to debiutanckie rozdanie w Red Bullu nie tylko z powodu nowych przepisów. Isack Hadjar zastąpił Yukiego Tsunodę i został nowym kolegą Maxa Verstappena w zespole. Według wielu to najgorszy fotel w F1 z uwagi na to, jak dużą presję ma na swoich barkach rywal czterokrotnego mistrza świata w bezpośrednim porównaniu. Hadjar jednak w pełni na tę szansę zasłużył – w barwach RB stanął na podium w GP Holandii na torze Zandvoort. Wiadomo już, że ta historia się nie powtórzy. Francuz nie weźmie udziału w zbliżającym się wyścigu.

Reklama

Oznacza to jednak nie jedną, a dwie zmiany na gridzie w nadchodzący weekend.

Hadjar kontuzjowany. Rok temu w Zandvoort stanął na podium

Takiej sytuacji nie zapowiadało zupełnie nic. O poranku w środę 19 sierpnia dobrze poinformowany w realiach Red Bulla holenderski dziennikarz Erik van Haren zaskoczył jednak wiadomością, która była jak grom z jasnego nieba. Jak zasugerował, Isack Hadjar doznał kontuzji nadgarstka podczas rutynowego treningu na siłowni. Niestety wyklucza go ona z udziału w GP Holandii, które w tym tygodniu odbędzie się jako weekend ze sprintem.

Oficjalne kanały informacyjne Formuły 1 potwierdziły tę wiadomość. W związku z tym Hadjara na torze zobaczymy najwcześniej podczas weekendu o GP Włoch na torze Monza (dwa treningi w piątek 4 września). Oznacza to, że roszada w 12. wyścigu sezonu wydarzy się nie tylko w zespole Red Bulla, bowiem w jego miejsce wskoczy kierowca RB, Liam Lawson (jechał dla tej stajni w dwóch weekendach sezonu 2025).

Nowozelandczyk właśnie w Zandvoort debiutował w F1 w 2023 roku. Co w całej sytuacji jest najbardziej kuriozalne – z powodu kontuzji… nadgarstka u Daniela Ricciardo. Zastąpił doświadczonego Australijczyka w trybie pilnym.

Reklama

Powrót Lawsona do bolidu Red Bulla oznacza też ponowny start w F1 dla Yukiego Tsunody. Rezerwowy kierowca zarówno dla stajni z Milton Keynes, jak i tej z Faenzy, tym samym znów zasiądzie w aucie królowej sportów motorowych. Ostatni raz w sesji Grand Prix wystąpił na koniec sezonu 2025, jeszcze w barwach… Red Bulla, w GP Abu Zabi.

Wtedy to nieudolnie próbował powstrzymać Lando Norrisa przed zdobyciem tytułu mistrzowskiego i nie udało mu się tym samym pomóc dokonać spektakularnej remontady Maxowi Verstappenowi. Holender był o krok od sensacyjnego powrotu na tron w sezonie, w którym miał już 100 punktów straty do Brytyjczyka.

Reklama

Dla 26-latka będzie to 112. wyścig w karierze. Nigdy nie stanął na podium, w przeciwieństwie do Hadjara, trzeciego właśnie w Holandii przed rokiem.

Co w całej sytuacji interesujące – z racji na okoliczności ponownie to Tsunoda zastępuje w zespole Lawsona. Tak też wydarzyło się w 2025 roku przed GP Japonii, kiedy Nowozelandczyk został zdegradowany do RB za fatalne wyniki w aucie brytyjskiego zespołu, a drobnej budowy Japończyk – awansowany.

Reklama

GP Holandii wraz z końcem sezonu 2026 wygasa umowa. Nie wiadomo, czy domowy wyścig Maxa Verstappena choćby w tej dekadzie miał jeszcze powrócić do kalendarza. F1 cieszy się rekordowym zainteresowaniem, a chętnymi na organizowanie rundy są takie kraje jak Rwanda czy RPA.

Z kronikarskiego obowiązku dodamy – ostatni raz Formuła 1 w Afryce ścigała się w 1993 roku na torze Kyalami w RPA. Wtedy to na torze mogliśmy zobaczyć jednocześnie Ayrtona Sennę, Alaina Prosta i Michaela Schumachera.

Fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Formuła 1

Reklama