Guenther Steiner i jego pożegnanie z F1. „Wybierałem szynkę i dostałem telefon”

Marcin Ziółkowski

18 sierpnia 2026, 20:04 • 7 min czytania 0

Reklama
Guenther Steiner i jego pożegnanie z F1. „Wybierałem szynkę i dostałem telefon”

Choć jego zespół nie walczył zbyt często w czubie stawki to sam stał się jedną z najbardziej znanych person w padoku F1. Guenther Steiner w ostatniej rozmowie dla podcastu High Performance zdradził bardzo wiele na temat jego rozstania z zespołem Haas F1 Team. Włoch przyznał, że do utraty pracy doszło w jego przypadku w dość osobliwych okolicznościach. Mimo to, nie żałuje obranej drogi, choć zasugerował, że możliwe, że pożegnał się z zespołem za późno.

Reklama

Steiner opowiedział też o tym, jak wygląda jego rzeczywistość po życiu w padoku królowej sportów motorowych.

Steiner o końcu pracy w Haasie i życiu po F1

Urodzony w północnych Włoszech były szef zespołu Haas F1 Team stał się wręcz formułowym celebrytą, a wszystko to z powodu jego obecności w netfliksowskim seriale Drive To Survive. Tam, Steiner dał się poznać jako człowiek, który nie gryzie się w język, co spodobało się fali nowych kibiców, którzy dzięki pandemii koronawirusa mogli sobie lepiej zgłębić F1.

Steiner opuścił zespół Haasa na początku 2024 roku, zdecydowano o braku przedłużenia z nim umowy. Zastąpiono go Japończykiem Ayao Komatsu, który pełni rolę szefa zespołu do dziś. Choć sezon 2024 roku był w wykonaniu zespołu z Kannapolis bardzo przyzwoity to zasługi przypisywano głównie byłemu inżynierowi zespołu Lotus Renault, który współpracował z Romainem Grosjeanem i wszedł w nowe obowiązki przed samym startem sezonu, gdy (na tamten czas) tegoroczny pakiet był już gotowy.

Włoch nie żałuje i nie ubolewa nad tym, że nie ma go w zespole, z prostej przyczyny. Chciał walczyć o jak największe zdobycze punktowe.

Reklama

To nie ja podjąłem decyzję, ale cieszyłem się z tego. Nie zgadzałem się z tym, w jaką stronę szedł zespół. Okej, właściciel może robić co chce. Ma pełne prawo. Jestem człowiekiem wielkiej wiary i bardzo wierzę w to, że jeśli jakieś drzwi się zamykają, to inne otwierają. I otworzyło się ich nawet zbyt wiele, bo znów jestem bardzo zajęty (śmiech)

Telefon [podczas którego go zwolniono – MZ] otrzymałem w supermarkecie. Wiedzieliśmy, że poprzedni sezon (2023, MZ) nie był dla nas dobry, ale jak widzieliście samochód w 2024 roku, był jednym z lepszych jakie Haas zrobił w swojej historii. To nie był efekt zmian, które później nastąpiły. Był tam Simone Resta, dyrektor techniczny, teraz jest w Mercedesie i radzą sobie całkiem dobrze. Byłem tam wystarczająco długo, nie lubię się do czegoś zbytnio przywiązywać. Chcę mieć możliwość, aby coś osiągnąć, a wtedy nie było to możliwe.

Reklama

– Wybierałem jakąś szynkę czy coś, żona była ze mną. Było to zabawne, bo nagle mówię, że już nie pracuje dla Haasa. I było takie „w jakim sensie?”. Miałem telefon. „Okej”. Świetnie spałem następnego dnia, a jak już wstałem to byłem jeszcze bardziej zadowolony. Wiesz, świat się dla mnie otworzył na nowo.

Włoch przyznał, że zwolnienie nie było dla niego zaskoczeniem, bowiem od pewnego momentu zwyczajnie coś się popsuło w jego relacji z właścicielem zespołu Gene’em Haasem. Zdradził, że po wybuchu pandemii koronawirusa, coś się zmieniło i to na gorsze, choć nie uznawał tego początkowo za jakiś zły objaw.

Reklama

Nie było to zaskoczeniem [dla Steinera, że został zwolniony – MZ]. Relacja nie była zbyt dobra od pewnego momentu. To nie było to, co na początku. Nie zgadzałem się z wizją tego zespołu. Gdy się nie zgadzam na coś, nie potrafię za bardzo współpracować, próbuję coś naprawić, ale nie było zbytnio chęci, aby coś naprawiać, mieć pomysły. Było to na zasadzie „twoje pomysły nie działają, musimy robić to”.

– Nie byłem tego fanem, z nadchodzącymi limitami budżetowymi, sport się zmienił. Musieliśmy adaptować się do zmian. Mogliśmy robić rzeczy inaczej, ale musieliśmy być dobrzy na produkcji. A jak chcesz to robić, jeśli nie produkujesz rzeczy? Inaczej to nie ma zbytniego sensu, bo własna produkcja to kolejne inwestycje, wydatki. Z tym wszystkim, miałem plan – on nie chciał tego robić. To jego prawo, był właścicielem zespołu, to jego decyzja.

Reklama

– Ja byłem zadowolony z tego, że każdy idzie w inną stronę. Nie było podczas rozmowy telefonicznej żadnej kłótni (…) Musisz zapytać Gene’a co on chciał wtedy zrobić, bo wciąż tego nie wiem. Gdy gdzieś jestem to chcę być zwycięzcą, a nie tylko być uczestnikiem. To samo w życiu. Chcę mieć trochę frajdy.

– To nie jest łatwe, jak widać z Cadillakiem. Nie da się zawsze mieć dobrych sezonów. Nie wiem, może chciał zrobić coś inaczej, może stracił radość z tego sportu. Cieszę się z tego, co zrobiłem, że znajdywałem fundusze na zespół F1, że zbudowałem go od zera. Jestem wdzięczny Gene’owi, że na niego trafiłem, wykładał pieniądze.

– Na początku zgadzaliśmy się praktycznie we wszystkim. Po covidzie coś się popsuło, zaczęliśmy mniej rozmawiać, ale nie widziałem w tym nic złego. Mieliśmy niezgodności, ale jednocześnie także sposób na to jak to wszystko rozwiązywać.

Po fakcie i sporej dawce refleksji, Steiner jest zdania, że prawdopodobnie był w zespole o dwa lata za długo. Cieszy się jednak z tego, w jaki sposób pracował, bo dzięki temu zyskał sympatię wielu osób. Byli pracownicy chcieliby z nim pracować ponownie.

Reklama

– Tak, myślę, że byłem tam dwa lata za długo (…) Powinienem przekonać właściciela, aby sprzedać mu moją wizję. Powinienem to zrobić, przekazać, że coś nie działa. Nie żałuję jednak, to normalne, że po czasie przychodzą różne myśli (…) Albo nie byłem zrozumiany, albo nie robiłem do końca dobrej pracy ich zdaniem.

– Haas był jak misja dla wielu ludzi. Nie było nas więcej jak 200 osób. Ja nic nie osiągnąłem, to ci ludzie. Oczywiście, byłem liderem tego zespołu, ale 90-95 procent ludzi, do dziś ma ze mną dobrą relację. Pytają mnie, co będę teraz robił, bo chcą być tego częścią (…) Byłem bardzo bezpośredni, to działało, mieliśmy frajdę. Mieliśmy wiele trudnych chwil, ale też satysfakcję. Wiedzieli, że robią dobrą robotę. Uwielbiali być częścią pewnej misji.

Reklama

Steiner po nieco ponad roku od rozbratu z padokiem F1, zdecydował się poświęcić więcej czasu wyścigom motocyklowym z najwyższej półki. Jak sam przyznaje – nie umie usiedzieć w miejscu i z tego powodu „dostało mu się” od żony. Tym oto sposobem stał się częścią konsorcjum, które zakupiło zespół Tech3 Racing, które przez wiele lat było satelickim zespołem Yamahy, a od 2019 ściśle współpracuje z austriackim producentem KTM.

– Chciałem trochę nacieszyć się życiem, uspokoić się. Dwa dni później, zacząłem otrzymywać telefony. Nie szukałem tego, chciałem trochę popracować mniej. Nie mówiłem tym ludziom nie, ale potrzebowałem czasu. Nie byłem gotowy, aby od razu coś robić. Po tygodniu pomyślałem, że warto w sumie popracować w telewizji, minęło pięć dni i miałem umowę z RTL-em. Tak to się zaczęło.

– Potem zakupiłem zespół w MotoGP. Nie miałem nigdy czasu, by to oglądać. Pomyślałem, że warto zakupić zespół, bo to miejsce się rozwija. Musiałem zakupić istniejący zespół, poszukać inwestorów. (…) Ja nie umiem siedzieć w miejscu i nic nie robić. To trudne dla mnie, aby nic nie robić.

– Nie muszę tego robić, ale chcę. Nie muszę być w tym podcaście, ale to przyjemność. Ktoś chce znać Twoją historię, jak robiłeś pewne rzeczy, to fajne. Mógłbym pewnie siedzieć teraz gdzieś w hotelu w Londynie i nic nie robić (…) Żona stwierdziła, że jestem idiotą, ale przyjąłem to do wiadomości i dalej robiłem swoje (śmiech).

Reklama

Haas F1 Team rozpoczął ściganie w Formule 1 w 2016 roku. Do dziś ani razu nie stanął na podium. W erze samochodów z efektem przypowierzchniowym, a więc 2022-2025, Amerykanie byli jedyną stajnią bez podium w tym czasie. Jedyne pole position w historii zespołu to zasługa Kevina Magnussena, który dokonał tego w zmiennych warunkach atmosferycznych na torze Interlagos w 2022 roku.

 

Fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Bundesliga

Jamal Musiala zasłabł już drugi raz w ciągu kilku dni. Nie brzmi to dobrze…

Wojciech Piela
7
Jamal Musiala zasłabł już drugi raz w ciągu kilku dni. Nie brzmi to dobrze…

Formuła 1

Reklama