Prince Adu był na testach w Jadze, teraz gra na mundialu. Jak to się stało?

Szymon Janczyk

03 lipca 2026, 17:06 • 6 min czytania 3

Reklama
Prince Adu był na testach w Jadze, teraz gra na mundialu. Jak to się stało?

Zgubić się na Podlasiu? Żaden wstyd, najlepszym się zdarza. Zwłaszcza gdy w grę wchodzi testowanie lokalnych wyrobów. Problem pojawia się wtedy, gdy w tym urokliwym zakątku Polski drogę myli dzieciak z Ghany, który przyleciał na testy do Jagiellonii Białystok. Prince Kwabena Adu ostatecznie trafił na miejsce, lecz w Jadze nie zagrał. Pojawił się za to na boisku podczas… mistrzostw świata. Jaka historia się za tym kryje?

Reklama

***

Mundiary to nasz pamiętniczek, cykl codziennych tekstów komentujących to, co wydarzyło się na Mistrzostwach Świata 2026.

***

Był rok 2020, gdy brytyjski „The Guardian” umieścił Prince’a Kwabenę Adu na liście sześćdziesięciu najlepszych prospektów międzynarodowego futbolu. To coroczne zestawienie talentów, które stara się przewidzieć, którzy nastolatkowie mogą zrobić w przyszłości karierę. Predykcje sprawdzają się różnie. Na liście, na której był Prince Adu, znajdziemy też na przykład:

Reklama
  • Jhona Durana,
  • Rayana Cherkiego,
  • Floriana Wirtza,
  • Benjamina Seskę.

Są też i ci, których przygoda z piłką potoczyła się kompletnie odwrotnie. Emre Celtik, który kiedyś zahaczył o Podbeskidzie, czy nasz rodzynek, Aleksander Buksa. Prince Kwabena Adu w pewnym momencie wydawał się zmierzać w kierunku Celtika czy Buksy, zamiast choćby Anthony’ego Valencii, którego też oglądaliśmy na mundialu.

Uratował się, bo… na Białorusi poskładali mu nogę. To właśnie dlatego ostatecznie nie trafił na Podlasie.

Jagiellonia Białystok mogła ściągnąć uczestnika mundialu. Prince Kwabena Adu zgubił się na Podlasiu

Gdy jednak pojawiła się szansa na transfer Prince’a Adu do Jagiellonii Białystok, nikt nie myślał o haczykach czy pułapkach. Wydawało się, że klub z Podlasia chwyci pana Boga za nogi, bo osiemnastoletni Kwabena był na fali wznoszącej. Dopiero co strzelił osiem bramek w czternastu spotkaniach ghańskiej ekstraklasy, w której reprezentował barwy Bechem United. Na lokalnym rynku rozbłysnął nagle, wręcz sensacyjnie. Bechem to klub, który słynie z tego, że gdy dostrzeże talent, to da mu szansę. Przykład Kwabeny idealnie to obrazuje:

Reklama
  • Prince Adu nie grał w ŻADNYM klubie, skauci Bechem znaleźli go na lokalnej gierce;
  • chłop wszedł do drużyny i do ligi z drzwiami: bramki, asysty, cztery gole w pierwszych dziesięciu meczach;
  • dobra postawa zaowocowała licznymi ofertami, telefonami i zapytaniami z Europy;
  • Ghana wysłała mu nawet powołanie, ale przez uraz nie pojawił się na kadrze.

Prince Kwabena Adu przykuł uwagę mediów, którym opowiadał, że chciałby być jak Luis Suarez i Sadio Mane. Tylko dlaczego, skoro wszystko układało się tak sielankowo, skoro był to taki talent, podsunięto go Jagiellonii Białystok, nie jakiemuś europejskiemu gigantowi? Jaga dostała to nazwisko od agenta. Konkretniej: dostała je Agnieszka Syczewska.

Wygląda na to, że obok napastnika (bądź też skrzydłowego, grał na obydwu pozycjach) kręciło się sporo agentów, doradców. Po raz pierwszy Jagiellonia dostała cynk o tym chłopaku, gdy miał przylecieć na zimowy obóz do Turcji. Informowały o tym WP Sportowe Fakty oraz Kamil Rogólski. Chwilę wcześniej w Ghanie pisano jednak, że Adu leci nad Bosfor, żeby… trafić do jednego z tamtejszych klubów.

Historie o tym, że transfer upada przez wyciek do mediów, rzadko są prawdziwe, ale tym razem tak było. Gdy Bechem United odkryło, że sprawa ujrzała światło dzienne, prezes klubu zatrzymał Ghańczyka tuż przed wylotem i wycofał się z ustaleń z Jagiellonią. Zaczęto żądać od niej znacznie większych pieniędzy i transfer upadł. Przynajmniej na chwilę…

Reklama

Jak Prince Kwabena Adu niemal trafił do Jagiellonii Białystok?

W październiku bowiem Prince Kwabena Adu pojawił się w Polsce, w Białymstoku. Przyleciał na testy do klubu i dopiero wtedy wyszło, dlaczego po zdolnego napastnika nie ustawiła się kolejka chętnych. Grając dla Bechem United doznał kontuzji kolana. Operacja, którą przeprowadzono w Afryce, została wykonana tak, że gdy fizjoterapeuci Jagiellonii zobaczyli, w jakim jest ono stanie, łapali się za głowę, że Ghańczyk w ogóle może biegać i trenować.

Chciałem rzucić futbol, gdy moje kolano nie mogło się zagoić. Nie wiedziałem, czy będę mógł wrócić do gry. Próbowałem odpocząć w rodzinnym mieście, byłem kontuzjowany tak długo, że kwestionowałem wszystko – wspominał Adu w rozmowie z Flashscore. Okazało się, że kompletnie rozwalił łąkotkę.

Występy w Ghanie, które udało się odkopać, sugerowały jednak, że Prince Adu ma potencjał. Był silny, umięśniony i jak na swój wiek wyróżniał się fizycznie, chociaż unikał gry w kontakcie. Był dynamiczny, ale mało zaangażowany w grę w defensywie. Zdecydowanie wolał poczekać na moment, w którym może włączyć się do ataku i wtedy pokazać swoją szybkość, technikę. Wyróżniał się wytrzymałością, świetnie wypadał w szybkich atakach, gdy trzeba było szukać przestrzeni za plecami obrońców.

Opinie skautów Jagiellonii były pozytywne. Oceniono, że Prince Kwabena Adu dobrze zachowuje się w polu karnym, ma dobre wykończenie, chociaż na pewno musi popracować nad grą w obronie i wykorzystaniem atutów fizycznych. Chwalono siłę oraz precyzję jego strzałów, także tych z dystansu.

Reklama

Arkadiusz Szczęsny, kierownik Jagiellonii, opisał, jak ściągał Prince’a Adu do ośrodka treningowego gdy Ghańczyk pomylił adresy i zamówił Bolta do Grajewa. I, mimo tego niefortunnego wstępu, mimo problemów z kolanem, napastnik pokazał część swoich zalet w trakcie testów.

W Białymstoku mówią nam, że był nieco spięty i zestresowany, ale starał się pokazać z dobrej strony. Celował po widłach, pokazywał ponadprzeciętne przyspieszenie, radził sobie w małych grach. Dało się zauważyć, że jest bardzo surowy taktycznie, ale też obunożny, dobry technicznie. Opinia była taka, że warto byłoby na niego postawić, gdyby istniała pewność, że dostanie czas na to, żeby popracować na deficytami.

Tylko to nieszczęsne kolano…

Reklama

Prince Kwabena Adu – Białoruś, Viktoria Pilzno, mundial

W Białymstoku diagnozę postawili bardzo szybko. Kolano trzeba zoperować, wyleczyć i za pół roku Prince Kwabena Adu będzie gotowy do gry. Jagiellonia stwierdziła, że to zbyt duże ryzyko, podziękowała. Piłkarz trafił więc na Białoruś, do Isłocza Mińsk. Wschodni sąsiedzi zaopiekowali się nim, naprawili mu kolano i oglądali jak strzela gola za golem w kiepskiej, podupadłej lidze. To jednak wystarczyło, żeby Ghańczyk zapracował na transfer do Krywbasa Krzywy Róg. I wreszcie, po kilkuset minutach: do Viktorii Pilzno.

Czesi słyną z tego, że afrykańskie talenty zbierają z całej Europy, nie tylko z Czarnego Lądu. Gdy zorientowali się, że na Ukrainie gra młody chłopak, w którego można zainwestować, szybko sfinalizowali transakcję. W żadnym z dwóch sezonów rozegranych dla Viktorii Prince Adu nie grał od deski do deski. Miał problemy z drobnymi urazami, stracił kilka spotkań przez problemy z dokumentami. Ostatecznie jednak sprawdził się – czy to na dziewiątce, czy na skrzydle.

Blisko 50 spotkań w lidze, 12 goli i pięć asyst. Cztery trafienia w Lidze Europy, gdzie Viktoria wyglądała bardzo dobrze. Według danych Hudl WyScout jest czołowym zawodnikiem ligi czeskiej pod względem rajdów z piłką, świetnie wypada w kontekście kluczowych podań, kontaktów z piłką w polu karnym czy… pracy w defensywie. Czyli się poprawił.

W reprezentacji Ghany Prince Adu odgrywa drugoplanową rolę, ale na mundial jednak pojechał. I cały świat dyskutował o tym, że Ghana powinna dostać rzut karny za to, że Ezri Konsa nie poradził sobie z Kwabeną, spóźnił się przy próbie odbioru i trafił wślizgiem w jego nogi, nie w piłkę.

Reklama

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

3 komentarze
Szymon Janczyk

Liczby, transfery i reportaże. Dobrych historii szukam na całym świecie - od koła podbiegunowego po Rijad. Na Weszło od lat staram się przekazać, że polska piłka też jest ciekawa.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama