Polska – Rosja 0:2. Linette i Fręch poza Wimbledonem

Sebastian Warzecha

29 czerwca 2026, 21:58 • 4 min czytania 6

Reklama
Polska – Rosja 0:2. Linette i Fręch poza Wimbledonem

Nie miały szczęścia w losowaniu Magda Linette i Magdalena Fręch. Obie już w pierwszej rundzie trafiły na renomowane przeciwniczki. Ta bardziej doświadczona – na Mirrę Andriejewą, która dopiero co wygrała Roland Garros. Fręch z kolei rywalizować musiała z Anną Kalinską, aktualnie 20. zawodniczką rankingu WTA. Obie powalczyły, ale obie też zgodnie przegrały swoje mecze.

Reklama

Magda Linette i Magdalena Fręch odpadły z Wimbledonu

Po losowaniu pierwszej rundy Wimbledonu można było zakładać, że do drugiej awansuje czterech Polaków. Po pierwszym dniu już wiemy, że ta prognoza się nie sprawdzi. Co prawda Hubert Hurkacz – zgodnie z przewidywaniami – łatwo pokonał Caspera Ruuda, ale niespodziewanie swój mecz przegrała Maja Chwalińska, którą pokonała rywalka, ale głównie – uraz i skurcze.

Tak naprawdę już pod koniec drugiego seta zaczęły łapać mnie skurcze. Uważam, że to nie było czysto fizyczne, tylko złożyło się na to dużo rzeczy. Poza stresem i intensywnym czasem, także to, że nie odbyliśmy perfekcyjnego przygotowania do Wimbledonu – mówiła potem Maja na konferencji prasowej.

W każdym razie: żeby zachować te przewidywania sprzed turnieju, potrzebowaliśmy choć jednej niespodzianki ze strony albo Magdy Linette, albo Magdaleny Fręch. Większe szanse na papierze miała ta druga. Anna Kalinska, jej rywalka, jest bowiem w światowej czołówce, ale miewa mecze stosunkowo słabe, w której można ją pokonać i zawodniczki nierzadko z tego korzystają. Dziś, niestety, na tyle słaba, by Magda wygrała, nie była. A jednak trzeba było nieco pomocy ze strony Rosjanki, bo Fręch nie gra ostatnio na swoim najwyższym poziomie, ma wiele problemów.

Jej dzisiejszy występ był w sumie całkiem dobry, ale o wszystkim zdecydował w zasadzie pierwszy set. Dwukrotnie Magda przełamywała w nim rywalkę, w tym raz na 5:4, więc serwowała na seta. I w obu przypadkach przewagę breaka właściwie z miejsca traciła. Doszło do tie-breaka, a w nim Polka po kiepskim początku zaatakowała i prowadziła 3:2 oraz 4:3. Potem straciła jednak trzy punkty z rzędu i choć obroniła jedną piłkę setową, to drugiej już nie była w stanie – partię przegrała.

Reklama

W kolejnej też walczyła, ale Kalinskiej łatwiej było już jednak odskoczyć. Zrobiła to zresztą na samym początku – już przy pierwszej okazji przełamała Polkę, a potem po prostu tę przewagę utrzymała.

Magdalena Fręch – Anna Kalinska 7:6 (5), 6:4

Magdalena Linette wyszła tymczasem na mecz ze świeżo upieczoną mistrzynią Roland Garros. I w tym tkwiła, paradoksalnie, nasza nadzieja – bo często trudno pogodzić ze sobą triumfy na mączce i na trawie. Bywało, że wielcy w Paryżu, w Londynie się gubili, przegrywali szybko. I Andriejewa faktycznie nie była w najlepszej dyspozycji. W kluczowych momentach jednak grała na poziomie, który pozwolił jej z Linette triumfować, nawet jeśli musiała się na tę wygraną napracować.

Reklama

W pierwszym secie wszystko szło równo do 5:5. To znaczy: po drodze Linette straciła podanie, ale stratę była w stanie odrobić. Grała dobrze, odważnie, potrafiła zaatakować, stanowiła faktycznie zagrożenie dla Rosjanki. Naprawdę, to był dobry mecz Magdy, z rywalką o mniejszych możliwościach, pewnie by wygrała. Ale tu po drugiej stronie stała Andriejewa, więc docisnęła przy serwisie Linette, doprowadziła do break pointa… i wtedy Magda pękła, oddając gema podwójnym gemem serwisowym. Jasne, wiedziała, że musi ryzykować podaniem, żeby nie nadziać się na solidny return, ale w takim momencie lepiej byłoby dać sobie jednak jakąkolwiek szansę na wygranie punktu.

A dlaczego?

To pokazał kolejny gem, w którym, owszem, znowu trwała walka, ale Andriejewa znakomicie rozegrała kilka ostatnich punktów i zamknęła właśnie gema oraz całego seta.

Druga partia miała w zasadzie identyczny przebieg. Znów Rosjanka przełamała pierwsza, ale Polka jeszcze raz była w stanie stratę odrobić. Jedyna różnica? Po 4:4 nie zrobiło się 5:5, bo tym razem Mirra zaatakowała o dwa gemy szybciej. Przy 4:4 właśnie obie rozegrały długiego gema, składającego się z 16 punktów. Linette miała okazje, żeby go skończyć, nie udało się. Andriejewa ostatecznie to zrobiła, przełamała Polkę i była o jednego własnego gema serwisowego od triumfu.

Reklama

Wystarczyły jej cztery punkty, by do tej wygranej doprowadzić. W ostatniej małej partii nie oddała bowiem Magdzie nawet jednej wymiany. Wygrała gema, seta i całe spotkanie, a my w jednym dniu pożegnaliśmy, niestety, trzy nasze zawodniczki.

Magdalena Linette – Mirra Andriejewa 5:7, 4:6

Reklama

Fot. Newspix

6 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Włoski piłkarz w centrum skandalu. Niecodzienny „fetysz”

Braian Wilma
0
Włoski piłkarz w centrum skandalu. Niecodzienny „fetysz”

Inne sporty

Reklama