Zeszło z nocki #17. Bezbarwny Ronaldo, Messi z kolejnym golem

Marcin Ziółkowski

28 czerwca 2026, 07:25 • 19 min czytania 1

Reklama
Zeszło z nocki #17. Bezbarwny Ronaldo, Messi z kolejnym golem

Portugalia zdominowana przez Kolumbię, kolejny gol Leo Messiego, absolutnie popieprzona końcówka meczu Algieria – Austria… Działo się, oj działo na finiszu fazy grupowej mistrzostw świata! Łapcie kolejne podsumowanie mundialowej nocy.

Reklama

Mistrzostwa świata 2026. Panama – Anglia 0:2

  • 0:1 – Jude Bellingham (asysta Bukayo Saka)
  • 0:2 – Harry Kane (asysta Jude Bellingham)

Paradoksalnie możemy dziękować Harry’emu Kane’owi za jego pudło w końcówce starcia z Ghaną. Przez nie spotkanie z żegnającą się z mundialem Panamą dostarczyło nam jeszcze trochę emocji. Gdyby nie posłał piłki w kosmos, Anglia już przed tym meczem byłaby pewna pierwszego miejsca. A 45 minut przed końcem fazy grupowej nagle znalazła się za plecami Chorwacji. I bynajmniej nie przez brak szczęścia.

Tak naprawdę pierwszą połowę w wykonaniu ekipy Tuchela można streścić do Marcus Rashford i długo, długo nic. Aktywnie było także na drugim skrzydle, ale to niechciany przez Manchester United wychowanek dawał więcej konkretów od Bukayo Saki. Choć to kapitan Arsenalu dołożył w tym meczu liczbę. To po jego wrzutce z rożnego Jude Bellingham wreszcie przełamał nieźle spisujących się z tyłu Panamczyków.

Reklama

Kozak i badziewiak meczu Panama – Anglia

Jak już jesteśmy przy Bellinghamie, to nie sposób nie wybrać go kozakiem tego meczu. Gwiazdor Realu do gola kilka minut później dołożył asystę przy bramce Kane’a. Już chwilę wcześniej powinien mieć asystę przy trafieniu kapitana Anglików, ale temu widocznie spodobało się marnowanie stuprocentowych okazji. Teraz nie wykorzystał sytuacji sam na sam, a normalnie pewnie wykańcza je z zamkniętymi oczami. Drugi raz z rzędu Bellingham dostał od FIFA statuetkę dla MVP meczu. Tym razem chyba nie będzie już mówił, że to rywal na nią zasłużył.

Reklama

Trener Panamczyków w przerwie zmienił Rodrigueza, ale nie tego, co trzeba. Już po pierwszej połowie do bazy zjechał Tomas, a powinien Jose. Skrzydłowy meksykańskiego Juarez przede wszystkim zaminusował objeżdżaniem się. Minąć dał się trzykrotnie, co było najgorszym wynikiem w meczu. Miał też choćby najgorszy w zespole współczynnik wygranych pojedynków – zaliczył ich piętnaście, a wygrał tylko 33%. Łagodnie na widok jego słabego występu musiał uśmiechać się Cecilio Waterman, z którym dzień przed meczem poszarpał się na treningu.

Reklama

Co się działo w meczu Panama – Anglia?

Gdyby Anglicy zostali na drugim miejscu, oznaczałoby to ciężary od razu po wyjściu z grupy. W 1/16 zagraliby z Kolumbią lub Portugalią, a w 1/8 prawdopodobnie z Hiszpanią. Pierwsze miejsce daje im za to DR Konga na start fazy pucharowej, a w następnej rundzie prawdopodobnie Meksyk. No chyba że w meczu ze współgospodarzem zszokuje Ekwador. Gdyby DR Konga nie wygrała z Uzbekistanem, byłaby powtórka z Kataru i Senegal na początek fazy pucharowej.

Przez wejście do tej teoretycznie lepszej części drabinki jest większa szansa, że David Beckham będzie mógł jeszcze trochę na tym turnieju pokibicować. Okazji do picia winka na meczach Szkotów już nie będzie, bo Tartan Army wraca z domu. Na meczu z Panamą było troszkę poważniej, bo kieliszka wina w dłoni już nie było, a i stylówka była znacznie bardziej galowa niż podczas starcia Szkocji z Canarinhos.

Reklama

Realizator zwrócił też uwagę na obecność na trybunach Juana Maty. Były gwiazdor Chelsea oraz Manchesteru United akurat ucinał sobie pogawędkę z dyrektorem ds. piłki nożnej angielskiej federacji, Danem Ashworthem. W kadrze załapał się jeszcze Tyrone Mings z Aston Villi.

Reklama

Ciekawa statystyka z meczu Panama – Anglia

Harry Kane pobił 36-letni rekord Gary’ego Linekera i został najlepszym strzelcem reprezentacji Anglii na mistrzostwach świata. W meczu z Panamą kapitan Synów Albionu zdobył jedenastką bramkę na tym turnieju. Lineker potrzebował jednak nieco mniejszej liczby meczów do strzelenia dziesięciu goli na mundialu. Zrobił to w jedenastu meczach, Kane natomiast w dwunastu. Przeciwko Panamie snajper Bayernu zaliczył czternasty występ na mistrzostwach świata. Aż cztery z tych goli Kane zapakował Panamie – poprzednie trzy na mundialu w Rosji.

Reklama

Kane odpowiada za połowę goli Anglików na tegorocznym mundialu. Pozostałe trzy też strzelili piłkarze, którzy nie grają obecnie w swoim kraju – dwie Bellingham i jedną Rashford. Przed meczem Opta zauważyła, że pierwszy raz w historii Anglia wystawiła na mecz mistrzostw świata czterech zawodników występujących za granicą. Do wyżej wymienionej trójki dochodził jeszcze Jarell Quansah z Bayeru Leverkusen.

Mistrzostwa świata 2026. Chorwacja – Ghana 2:1

  • 1:0 – Petar Sucić – 31′
  • 1:1 – Derrick Luckassen – 73′
  • 2:1 – Nikola Vlasić – 83′

Chorwacja potrzebowała zwycięstwa, aby myśleć o pozostaniu w mundialu. Mecz z Ghaną wyszedł jej całkiem sprawnie, a zwycięska bramka Vatrenich padła w sposób, jaki spodziewalibyśmy się raczej po podopiecznych Carlosa Queiroza – z piłki stojącej, po rzucie rożnym. Ghana po przerwie przycisnęła i Chorwacja długo nie oddała nawet strzału na bramkę w tej części meczu.

Reklama

Piłkarze z Bałkanów wrzucili kij w afrykańskie szprychy w kilka minut po golu wyrównującym Luckassena. Krótko po świetnej interwencji Asare, Luka Modrić doskonale wrzucił w pole karne i wykorzystał to Vlasić. Ghana dzięki bramce Sucicia w końcu skapitulowała na tym turnieju. Mecz w Filadelfii zakończył się happy endem, ponieważ obydwie drużyny awansowały do fazy pucharowej.

Kozak i badziewiak meczu Chorwacja – Ghana

Lider zespołu znów był wtedy, gdy drużyna go potrzebowała.  Pomocnik Milanu i jeden z najlepszych piłkarzy na swojej pozycji w historii futbolu, stworzył cztery okazje swoim kolegom. Dobrze wychodziły mu zarówno działania w defensywie, jak i długie podania, dośrodkowania. Jedno z nich zwieńczyło bardzo dobre spotkania Maestro. Asystą w dużym stopniu dał trzy punkty Vatrenim.

Reklama

Piłkarza wyróżniającego się in minus podczas meczu w Filadelfii trudno było wybrać. Jeśli już jednak decydować się na jednego z piłkarzy to zdecydowanie Dominika Livakovicia. Gdy spotkanie wymagało od niego bycia czujnym i skoncentrowanym, zawiódł. Ghana trafiła do siatki dzięki jedynej celnej próbie. Uderzenie Luckassena mocne nie było, ani też z gatunku „nie do obrony”. Livaković mógł zwyczajnie zachować się lepiej.

Co się działo w meczu Chorwacja – Ghana

Chorwacja w pierwszej części spotkania korzystała z broni bandy Queiroza. Kilka kontr przerodziło się choćby w słupek Vlasicia. Antoine Semenyo, poza jedną sytuacją, w ofensywie praktycznie nie istniał. Ghana z kolei bardzo dobrze spisywała się po przerwie. Abdul Fatawu ożywił grę i doprowadził Chorwatów do nerwów.

Z presją nie radził sobie (co nie powinno dziwić fanów Serie A) Marin Pongracić. Najpierw wybijając piłkę trafił w Modricia, a kilka minut później sfaulował rywala, co dało rzut wolny i finalnie bramkę Luckassena. Sędzia Drew Fischer początkowo gola nie uznał, choć powtórki poddały w wątpliwość jego wybór. Na szczęście jest coś takiego jak VAR.

Bardzo przyzwoicie zagrała chorwacka druga linia. Petar Sucić swojego premierowego mundialowego gola (duża klasa pomocnika, warto podkreślić) okrasił ogłoszeniem światu, że zostanie ojcem.

Reklama

Ciekawa statystyka z meczu Chorwacja – Ghana

Podczas spotkania w Filadelfii doszło do wydarzenia epokowego w skali mistrzostw świata. Mowa dokładnie o bramce Derricka Luckassena, który zapewniał remis jeszcze kwadrans przed końcem meczu. Stoper Pafos i reprezentacji Ghany zrobił dokładnie to, co jego brat – Brian Brobbey. Wspomnieni piłkarze zostali pierwszymi braćmi w historii, którzy trafili do siatki rywala na jednym mundialu, ale dla dwóch reprezentacji narodowych. Ta sztuka nie udała się ich poprzednikom, a więc braciom Boateng. Mama aktualnych uczestników MŚ musi być z tego faktu niezmiernie dumna.

Reklama

Luka Modrić jest z kolei jak wino. Choć w Milanie końcówka sezonu była nieudana, to w meczu z Ghaną było widać starego dobrego Lukitę. Chorwat asystą z rzutu rożnego wpisał się do historii futbolu jako najstarszy asystent na mundialach, odkąd Opta zbiera dane. Tak więc tyczy się to statystyk zbieranych od 60 lat.

Reklama

Mistrzostwa świata 2026. DR Konga – Uzbekistan 3:1

  • 0:1 – Eldor Szomurodow 10′ (Abbosbek Fajzullajew)
  • 1:1 – Yoane Wissa 68′ (rzut karny)
  • 2:1 – Fiston Mayele 78′
  • 3:1 – Yoane Wissa 90’+1 (Mechak Elia)

Od samego początku Kongijczycy byli w tym meczu w konkretnych tarapatach. Źle weszli w spotkanie, zderzyli się z drużyną, która podrażniona dotkliwą porażką z Portugalią miała coś do udowodnienia i początkowo wyglądała świetnie. Szybko zapakowała pięknego gola i potem nie miała zamiaru ustępować pola.

Ostatecznie paliwa zabrakło jej jednak na cały mecz. Niezmordowani i nieustępliwi Kongijczycy w końcu do ilości dorzucili również jakość i z wielu okazji bramkowych wyczarowali trzy trafienia, które ostatecznie w zupełności wystarczyły do wygranej i tym samym awansu do dalszej fazy rozgrywek.

Kozak i badziewiak meczu DR Konga – Uzbekistan

Zacznijmy od badziewiaka, bo żal było patrzeć na jego dzisiejsze popisy. Cedric Bakambu generalnie nie jest złym piłkarzem, ale w starciu z Uzbekami wyglądał jak kłoda. Piłka odbijała mu się od sęków, ruszał się tak, jakby nie ruszał się wcale. Boisko spokojnie mógł opuścić już w przerwie, ale trener dał mu jeszcze pięć minut po zmianie stron i wtedy uznał, że wystarczy. My do Bakambu stracilibyśmy cierpliwość o wiele wcześniej, bo nie dawał zespołowi kompletnie nic. Żadnego strzału, ledwie dwa celne podania. Sześć strat, dwa spalone. Już nie będziemy się nad nim znęcać.

Tym bardziej, że mecz zrobił jego zmiennik, Fiston Mayele, który dziś był prawdziwym żywym srebrem. Gdy tylko wszedł na boisko – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – coś drgnęło. Kongijczycy na stałe zagościli w okolicach pola karnego rywali, z każdą minutą dociskali coraz mocniej, aż w końcu przełamali impas. Sam Mayele dał swojemu zespołowi trafienie najważniejsze, czyli to dające prowadzenie i względny spokój. Gola na 2:1 32-latek strzelił wykazując się nie lada sprytem, za co też wypada go docenić. Lis pola karnego, ot co!

Reklama

Co się działo w meczu DR Konga – Uzbekistan?

Mocny i chyba zaskakujący początek meczu w wykonaniu Uzbeków sprawił, że to spotkanie ma swoją historię. Piłkarze z DR Konga pod wielką presją zdołali wrócić do rywalizacji, choć nie bez drobnej pomocy. Koło ratunkowe rzucił im bowiem Abdukodir Chusanow, który faulując w polu karnym Yoane’a Wissę zafundował reprezentantom Afryki jedenastkę i w efekcie wyrównanie.

Nie zmienia to jednak faktu, że piłkarze Sebastiena Desabre’a musieli swoje wybiegać i tak wypracowane zwycięstwo smakuje im pewnie podwójnie. By było trudno, nawet bardzo trudno, ale zdołali sobie jakoś poradzić i wychodzą z grupy K z trzeciego miejsca.

Teraz zagrają z faworyzowaną Anglią, znów będzie trudno. Na razie jednak powodów do zmartwień nie ma. Wręcz przeciwnie…

Reklama

Ciekawa statystyka z meczu DR Konga – Uzbekistan

Opta Analyst pokazuje jasno, że Kongijczycy musieli wrzucić po zmianie stron naprawdę wysoki bieg, by zrobić robotę. – 2,14 oczekiwanego gola (xG) DR Konga z drugiej połowy to trzeci najwyższy wynik na turnieju – czytamy. Test oka zdradzał to samo – trener Desabre musiał w przerwie solidnie przesuszyć głowy swoich podopiecznych, ale ewidentnie podziałało. 

No i łatwiej też się grało bez symulującego grę Bakambu.

Reklama

Mistrzostwa świata 2026. Kolumbia – Portugalia 0:0

Kolumbijczycy wyglądali od początku na zespół lepszy i w sumie tak właśnie było przez całe spotkanie – sęk w tym, że tej przewagi nie potrafili udokumentować. Ostatecznie jednak im nie zrobiło to różnicy: grupę i tak wygrali. Nie zmienia to jednak faktu, że ich nieskuteczność była spora i to element, który muszą poprawić, jeśli chcą skutecznie powalczyć w fazie pucharowej. Poza tym? To był naprawdę dobry mecz z ich strony. Solidny w tyłach, świetny w pressingu, dobry w rozegraniu i kreowaniu sytuacji.

Czyli zupełnie inny niż ten Portugalii, która owszem, kilka okazji miała, ale rzadko wynikały one z dobrej, składnej akcji zespołu. Częściej były to przebłyski konkretnych piłkarzy, ale nie Cristiano Ronaldo, który znów był w tej drużynie ciałem obcym. Zupełnie inaczej niż Diogo Costa, bohater tego spotkania, który uratował Portugalii remis i przedłużył ich nadzieje na walkę o zwycięstwo. Tyle że jego koledzy do poziomu swojego bramkarza po prostu nie dobili, a mało brakowało (dosłownie kilka centymetrów), by i wysiłek golkipera poszedł na marne – w końcówce tylko spalony gracza Kolumbii uratował go przed stratą gola.

Kozak i badziewiak meczu Kolumbia – Portugalia

Kozak? Już napisaliśmy – Diogo Costa grał znakomite zawody. Sześć skutecznych interwencji (i to bez wliczania sytuacji, w których uprzedził rywali), ze dwie-trzy spektakularne. Zasłużenie odebrał po meczu statuetkę dla najlepszego zawodnika tego spotkania.

Reklama

Badziewiakiem z kolei trzeba uznać jego… zespołowego kolegę, tego po drugiej stronie boiska. Cristiano Ronaldo – jako się rzekło – nie pokazał w tym meczu nic, co kazałoby wierzyć, że poradzi sobie w meczach z rywalami mocniejszymi niż Uzbekistan. Jasne, nie miał przy tym serwisu, ale na ogół był wyłączony z gry. Właściwie zapisał się tylko zablokowaną (z drobną kontrowersją dotyczącą ręki, jaką próbowano po tym strzale wzbudzić) przewrotką. Poza tym długimi fragmentami można było zapomnieć, że w ogóle jest na murawie.

A pewnie wielu fanów Portugalii wolałoby, żeby nie był.

Co się działo w meczu Kolumbia – Portugalia?

Przede wszystkim – wspomniany już spalony Kolumbii, który z miejsca rozniecił dyskusje dotyczącą przepisów i użycia VAR-u przy ofsajdach (bezsensowną, bo gdzieś granicę trzeba przecież wytyczyć). Minimalny, ale jednak był.

Reklama

Na trybunach siedział za to Matt Damon. A oprócz niego wiele sław światowej piłki, jednak to właśnie Damona realizator upodobał sobie najbardziej. Cóż, przynajmniej nie ma wątpliwości, że to mundial w USA.

Reklama

Ciekawa statystyka z meczu Kolumbia – Portugalia

Czy raczej: po meczu. Portugalia trafi bowiem w 1/16 finału na Chorwację. I to spotkanie o tyle interesujące, że w meczach o stawkę – a było ich sześć – Portugalczycy zawsze z Chorwatami wygrywali. Dwukrotnie na Euro, czterokrotnie w Lidze Narodów. Chorwacja była w stanie odgryźć się raz, ale w meczu towarzyskim.

Dotychczasowe mecze Portugalii z Chorwacją. Fot. Transfermarkt

A jeśli o samo spotkanie Kolumbia – Portugalia chodzi, to Kolumbia oddała najwięcej strzałów w pojedynczym spotkaniu w czasie swoich występów na mistrzostwach świata (od 1966 roku, bo tak daleko sięgają dane), ale równocześnie i paradoksalnie – po raz pierwszy bezbramkowo zremisowała. Wcześniej rozegrała 24 spotkania i zawsze padał w nich przynajmniej jeden gol.

Reklama

Mistrzostwa świata 2026. Jordania – Argentyna 1:3

  • 0:1 – Giovanni Lo Celso 19′
  • 0:2 – Lautaro Martinez 31′ (rzut karny, faulowany Marcos Senesi)
  • 1:2 – Musa Al Tamari 55′ (as. Ehsan Haddad)
  • 1:3 – Lionel Messi 80′

Rezerwowy skład Argentyny Jordańczyków nie rozwalcował, natomiast jakość się obroniła – gdy tylko któryś z obrońców się spóźnił, zagapił, kończyło się to faulem, który mistrzowie świata zamieniali na gola. Dwie sztuki z rzutów wolnych plus dokładka z karnego. W piłkarskich starciach Dawida z Goliatem to kopciuszek zwykle liczy na to, że stały fragment gry pomoże im sprawić niespodziankę. Tu było odwrotnie: stojąca piłka była atutem Argentyny.

Kozak i badziewiak meczu Jordania – Argentyna

Co do badziewiaka wątpliwości nie ma żadnych. Wspaniały był to występ Yazeeda Abu Laily, który najpierw w ciemno poszedł w zasłonięty róg, żeby potem znów zrobić krok w przeciwną stronę i nie zdążyć z interwencją. Słabsza drużyna na mundialu musi liczyć na dzień konia bramkarza. W tym przypadku Abu Laila jeśli był koniem, to chyba trojańskim.

Kozakiem trzeba natomiast wybrać Giovanniego Lo Celso. Miła to historia, że chłopak, którego zwycięski mundial ominął z powodu kontuzji, wrócił i strzelił gola tak pięknego, że można było tylko bić brawo.

Natomiast nie chodzi o samego gola. Lo Celso świetnie dograł na głowę Otamendiego, skutecznie przerwał jeden z dwóch groźnych ataków Jordanii przed przerwą. Zaliczył tylko trzy niecelne podania, praktycznie nie tracił piłek. Można było wręcz być zdziwionym, gdy Lionel Scaloni dość wcześnie ściągnął go z boiska.

Co się działo w meczu Jordania – Argentyna?

Dwa gole z rzutów wolnych mówią same za siebie, ale ustaliliśmy, że z takim bramkarzem z wolnego załadowałby nawet Cristiano Ronaldo Ariel Borysiuk. Na pewno jednak mówimy o dwóch historycznych momentach dla argentyńskich piłkarzy:

  • Lautaro Martinez strzelił PIERWSZEGO w karierze gola na mundialu – z karnego, który został podyktowany także dlatego, że chwilę wcześniej Lautaro spartolił prostą sytuację (na pierwsze trafienie czekał 9 meczów i 17 strzałów);
  • Lionel Messi trafił do siatki w SIÓDMYM KOLEJNYM meczu mistrzostw świata – to historyczny rekord i kolejne podwyższenie poprzeczki w rankingu wszech czasów.

W niezłym stylu z mistrzostwami świata żegna się za to Jordania, która może nie zdobyła punktu, ale w każdym z trzech meczów trafił do siatki. Jak zauważa Opta – to pierwszy zespół, który zaliczył trzy mecze z golem w debiucie na mistrzostwach od czasu Wybrzeża Kości Słoniowej w Niemczech. I po prostu nie wyglądała źle, jeśli chodzi o grę w piłkę – nawet na tle Argentyny, mistrza świata, stać było Jordanię na ciekawe ataki, rzucenie wyzwania.

Ciekawa statystyka z meczu Jordania – Argentyna

14 – tyle goli Lionel Messi strzelił na mistrzostwach świata po 30. urodzinach. Nawet gdyby liczyć mu tylko te trafienia, byłby już na podium najlepszych strzelców w historii mundiali, z dwoma golami straty do Kyliana Mbappe i Miroslava Klose. Argentyńczykowi brakuje jeszcze jednego trafienia do wyrównania wyniku z poprzednich mistrzostw, na których był najskuteczniejszy w karierze. Jest też liderem klasyfikacji strzelców obecnego turnieju.

Dopiero drugi raz Messi strzelił bramkę na mundialu jako zmiennik – gdy stało się to po raz pierwszy, rywalem Argentyny był kraj, który już nie istnieje: Serbia i Czarnogóra w 2006 roku.

Mistrzostwa świata 2026. Algieria – Austria 3:3

  • 0:1 – M. Arnautović 28′ (as. Alaba)
  • 1:1 – R. Belghali 45′
  • 1:2 – M. Sabitzer 55′ (as. Laimer)
  • 2:2 – R. Mahrez 60′ (as. Aouar)
  • 3:2 – R. Mahrez 90+3′ (as. Aouar)
  • 3:3 – S. Kalajdzic 90+6′ (as. Gregoritsch)

Co tu dużo gadać – jedna z najbardziej szalonych końcówek w historii mistrzostw świata.

Mecz od początku mógł się zresztą podobać. Austriacy zaczęli lepiej, zasłużenie prowadzili, ale nie byli w stanie lub nie chcieli utrzymywać maksymalnej intensywności na dystansie całej pierwszej połowy, dlatego jeszcze przed przerwą do głosu doszła Algieria, co zaowocowało wyrównującym trafieniem. A po zmianie stron: kolejna wymiana ciosów. Podopieczni Ralfa Rangnicka raz jeszcze ukąsili, ale także i tym razem nie zdołali utrzymać przewagi. Algieria nie dała się zdominować.

Tak naprawdę dopiero w ostatnich 15-20 minutach zawodnicy obu ekip zaczęli ewidentnie kalkulować. Jak gdyby przypomnieli sobie, że remis jednym i drugim gwarantuje awans do kolejnej rundy turnieju. Algieria klepała zatem bezproduktywnie w ataku pozycyjnym, a Austria nawet nie próbowała odzyskać futbolówki. No i wyglądało na to, że właśnie tak zakończy się to spotkanie. Że jedni będą sobie pykać, drudzy się przyglądać. Aż do ostatniego gwizdka arbitra.

Aż tu nagle: szok w Kansas City.

W czwartej minucie doliczonego czasu gry Algierczycy nieoczekiwanie przyspieszyli i – jak się zdawało – znokautowali Austriaków golem na 3:2. Sędzia pozwolił jednak na jeszcze chwilę rywalizacji i – wciąż nie mamy pojęcia, jakim właściwie cudem – podopieczni Ralfa Rangnicka zdążyli wcisnąć wyrównujące trafienie, które uratowało ich awans do fazy pucharowej mistrzostw. No po prostu nieprawdopodobny finisz. Absolutne kino. Klasyk w dniu premiery.

Kozak i badziewiak meczu Jordania – Argentyna

Tytuł kozaka meczu otrzymuje od nas Houssem Aouar – autor dwóch asyst przy trafieniach Riyada Mahreza. Niby wypadałoby docenić raczej strzela, ale w przekroju całego spotkania Aouar podobał nam się jednak troszkę bardziej. Na komplementy zapracował zresztą również trzeci z Algierczyków: Ibrahim Maza, który naprawdę kapitalnie wypadał w dryblingach na tle austriackich defensorów. No ale zabrakło na jego koncie konkretów, stąd odrobinę niższa nota.

A badziewiak? Cóż, to musi być Phillipp Mwene, który przy bramce na 1:1 dał się ograć… chorągiewce bocznej.

Co się działo w meczu Algieria – Austria?

Absolutną huśtawkę nastrojów przeżywali nie tylko kibice Algierii i Austrii, ale również… Iranu. Porażka dowolnego uczestnika starcia w Kansas City oznaczała bowiem awans Irańczyków do fazy pucharowej turnieju z trzeciego miejsca w grupie. Było bardzo blisko, lecz skończyło się gorzkim rozczarowaniem.

Algierscy kibice pragnęli zemsty za „hańbę z Gijon”. I prawie ją otrzymali, ale – patrząc z perspektywy Austriaków – skończyło się na strachu.

Bohaterem Austrii został Sasa Kalajdzić, wprowadzony przez trenera na boisko w akcie desperacji już po golu na 2:3.

Ciekawa statystyka z meczu Algieria – Austria

Sasa Kalajdzić po wejściu na boisko w piątej minucie doliczonego czasu gry zdążył zaliczyć dwa kontakty z piłką. Jednym z nich było dokładne podanie, a drugim – strzał, który wylądował w bramce Algierczyków i uratował awans Austrii do fazy pucharowej mistrzostw świata.

To się nazywa wejście!

fot. NewsPix.pl

1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama