Kolumbia chciała wygrać z Portugalią, ale się wstydziła

Sebastian Warzecha

28 czerwca 2026, 03:56 • 5 min czytania 0

Reklama
Kolumbia chciała wygrać z Portugalią, ale się wstydziła

Znacie takie momenty, gdy idziecie na wykład, który zapowiada się niezwykle ciekawie, ale prowadzący okazuje się nudziarzem i nie umie was porwać swoimi słowa? Albo nawet lepiej: jak odpalacie film, w którym niby wszystkie elementy się zgadzają, ale ostatecznie coś tam nie gra, brakuje kleju, który by wszystko spiął w dobrą, angażującą całość? No to tak właśnie wyglądało spotkanie Kolumbii z Portugalią. Były gwiazdy, była jakość, były okazje – a jednak w gruncie rzeczy długimi momentami był to dość nudny mecz, zakończony równie nudnym 0:0. 

Reklama

Portugalska bezjajeczność

Jeśli już ktoś chciał w tym spotkaniu wygrać – albo po prostu grał tak, jakby chciał – to Kolumbijczycy. I to mogło zdziwić, bo akurat im do triumfu w grupie wystarczał remis. To Portugalczycy potrzebowali wygranej, wcześniej stracili bowiem punkty w rywalizacji z Demokratyczną Republiką K0nga. Ba, na papierze – choć szanse były małe – byli nawet zagrożeni tym, że mogą spaść na trzecie miejsce, gdyby DRK wysoko wygrała z Uzbekistanem, a oni sami oberwali od Kolumbii.

Do tego nie doszło. Ale Portugalczycy nie wyglądali, jak ekipa, która chce zająć pierwsze miejsce.

Na pewno nie ma tu mowy o kombinowaniu – Portugalia trafi teraz na Chorwację, Kolumbia, która grupę wygrała, dostanie Ghanę i dość łatwo ocenić, że raczej każdy wolałby ekipę z Afryki, niż Modricia i spółkę, co potrafią walczyć do upadłego i na ostatnich dwóch mundialach zaskakiwali wielkich. Dziś ekipa Roberto Martineza była po prostu taka jak w meczu z DRK – bezjajeczna. Owszem, wykreowali sobie nieco sytuacji, mogli nawet strzelić gola czy dwa.

W gruncie rzeczy jednak nie było widać schematów. Nie było widać energii. Cristiano Ronaldo znów był samotnikiem, który przez 90 procent czasu wyglądał na boisku jak obcy element (i na pewno wrócą dyskusje o tym, czy z ekipą mocniejszą niż Uzbekistan może coś reprezentacji jeszcze konkretnego dać). W gruncie rzeczy gdyby zamiast Portugalczyków podstawić Polskę z 2016 roku, to pewnie wyglądałoby to podobnie. Dlaczego 2016? Bo wtedy, owszem, byliśmy często nieco gorsi od rywali, ale w miarę dobra defensywa i znakomity bramkarz dawały nam co najmniej remisy.

Reklama

A dziś to właśnie golkiper był największym atutem Portugalii. Diogo Costa zagrał znakomite zawody, kilkukrotnie ratując swoją reprezentację w sytuacjach może jeszcze nie beznadziejnych, ale na pewno w takich, w których fani obserwując lecącą piłkę mogli już załamywać ręce. Wtedy jednak pojawiały się, no właśnie, ręce Costy i rzeczoną piłkę odbijały. Świetny był golkiper Porto, serio. Co prawda w samej końcówce uratował go minimalny spalony, ale gdyby gol został uznany, to w żadnym razie nie byłby jego winą.

Chwalić więc wypada w Portugalii jego… i może dwóch środkowych obrońców. A cała reszta zasłużyła na krytykę.

Reklama

Napisać, że Portugalczycy w tym turnieju nie przekonują, to jak nic nie napisać. Po prostu są słabi.

Kolumbijska nieskuteczność

24 strzały. Sporo wykreowanych okazji, które uderzeniem się nie zakończyły (a powinny). Świetne skoki pressingowe, znakomita praca w destrukcji. Wszystko się w grze Kolumbii zgadzało, to była ekipa dobrze poukładana, która wiedziała czego chce i jak pragnie grać. Nie wiedziała tylko jednego – którędy do bramki.

Owszem, ustaliliśmy już, że to w dużej mierze zasługa Diogo Costy, tak. Ale i bez jego pomocy Kolumbijczycy potrafili marnować sytuacje. Mieli swoje okazje Luis Diaz, Luis Suarez, Jhon Cordoba czy James Rodriguez i żaden z nich z nich nie skorzystał. Tego ostatniego można rozgrzeszyć – znakomicie bowiem pracował na rzecz zespołu, można było żałować, że nie zagrał pełnych 90 minut, bo sporo było w tej grze boiskowej inteligencji, doświadczenia. Może nie czarował, jak w 2014 roku, nie był tak przebojowy, ale zarządzał tym, co na boisku. Niemal wszystko, co dobre, w ekipie Kolumbii przechodziło właśnie przez niego.

A dobrego było sporo. Serio, to była drużyna, którą chciało się długimi fragmentami oglądać. I właściwie nie można mieć – wracając do tej filmowej analogii z początku – zastrzeżeń do tego aktora.

Reklama

Nie zgadzały się jednak i fabuła (brak bramek), i gra drugiej z postaci pierwszoplanowych. A efekt jest taki, że mimo starań naszej głównej postaci, film wypadł blado. Kolumbijczycy Oscara za ten występ więc nie dostaną, ale też nie można na nich narzekać – to nie granie byle jak, byle dostać zapłatę. Sporo było tu ambicji, chęci udowodnienia swojego. Możliwe, że odbije się to na nich w fazie pucharowej (bo w Miami ewidentnie dziś grzało, widać było po zawodnikach, że stracili sporo sił i potu), ale fajnie, że nie zamknęli się, czekając na to, co zrobi Portugalia.

Zresztą – jak widać – ta strategia zadziałała. Bo nawet jeśli okazało się, że to taktyka na „z tyłu na zero, a z przodu nic nie wpadnie”, to Kolumbii to wystarczyło.

Reklama

Hit w 1/16

O tym, na kogo trafią obie ekipy, już napisaliśmy. Kolumbia – jeśli zagra tak jak dziś – z Ghaną powinna sobie poradzić, choć tamtejsza defensywa może okazać się dla tak nieskutecznych graczy z Ameryki Południowej całkiem groźna. Natomiast hitem będzie na pewno starcie Chorwatów z Portugalczykami. Tym bardziej, że Portugalczycy jeszcze w oficjalnym meczu z Chorwatami nie przegrali.

A grali sześciokrotnie, dwa razy na Euro, czterokrotnie w Lidze Narodów.

Na mistrzostwach świata nie mieli jeszcze okazji się zmierzyć i będzie to o tyle ciekawe starcie, że Chorwacja w poprzednich latach była dokładnie tym… czym powinna być właśnie Portugalia. Ekipą dochodzącą do najlepszej czwórki, zgarniającej medale, pokazującej, że się da, nawet będąc ze stosunkowo niewielkiego kraju. A przecież to Portugalczycy mają większe tradycje, lepszą ligę i znacznie więcej talentu. Na papierze – to oni powinni odnosić sukcesy. Tymczasem na ostatnich dwóch mundialach zrobili to właśnie Chorwaci, a Portugalii udało się tylko dekadę temu, na Euro (gdzie zresztą właśnie Chorwację pokonali).

Przekonamy się, kto okaże się górą w bezpośrednim starciu tych dwóch ekip. I czy Chorwacja tym razem na mundialu polegnie szybko, czy też Cristiano Ronaldo po raz wtóry nie zdobędzie medalu.

Reklama
5
Vargas
5
Machado
5
Lucumi
6
Sanchez
6
Arias
4
Puerta
4
Lerma
6
Arias
4
Diaz
3
Cordoba
7
Rodriguez
Alireza Faghani 4

Zmiany:

icon-swap
Luis Suarez
4
Jhon Cordoba
icon-swap
Richard Rios
4
Jefferson Lerma
icon-swap
Kevin Castano
Jhon Arias
icon-swap
Juan Quintero
James Rodriguez
icon-swap
Daniel Munoz
Santiago Arias

Legenda

yellow-card
Żółta kartka
red-card
Czerwona kartka
yellow-card red-card
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
5.0
Ocena meczowa
+
Plus meczu
-
Minus meczu
swap
Zawodnik zmieniony

Ocena meczu: 3/6

Fot. Newspix

0 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Informacja o meczu

Data:
niedziela, 28 czerwca 2026 01:30
Sędzia:
Alireza Faghani

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama