Znacie takie momenty, gdy idziecie na wykład, który zapowiada się niezwykle ciekawie, ale prowadzący okazuje się nudziarzem i nie umie was porwać swoimi słowa? Albo nawet lepiej: jak odpalacie film, w którym niby wszystkie elementy się zgadzają, ale ostatecznie coś tam nie gra, brakuje kleju, który by wszystko spiął w dobrą, angażującą całość? No to tak właśnie wyglądało spotkanie Kolumbii z Portugalią. Były gwiazdy, była jakość, były okazje – a jednak w gruncie rzeczy długimi momentami był to dość nudny mecz, zakończony równie nudnym 0:0.
Portugalska bezjajeczność
Jeśli już ktoś chciał w tym spotkaniu wygrać – albo po prostu grał tak, jakby chciał – to Kolumbijczycy. I to mogło zdziwić, bo akurat im do triumfu w grupie wystarczał remis. To Portugalczycy potrzebowali wygranej, wcześniej stracili bowiem punkty w rywalizacji z Demokratyczną Republiką K0nga. Ba, na papierze – choć szanse były małe – byli nawet zagrożeni tym, że mogą spaść na trzecie miejsce, gdyby DRK wysoko wygrała z Uzbekistanem, a oni sami oberwali od Kolumbii.
Do tego nie doszło. Ale Portugalczycy nie wyglądali, jak ekipa, która chce zająć pierwsze miejsce.
Na pewno nie ma tu mowy o kombinowaniu – Portugalia trafi teraz na Chorwację, Kolumbia, która grupę wygrała, dostanie Ghanę i dość łatwo ocenić, że raczej każdy wolałby ekipę z Afryki, niż Modricia i spółkę, co potrafią walczyć do upadłego i na ostatnich dwóch mundialach zaskakiwali wielkich. Dziś ekipa Roberto Martineza była po prostu taka jak w meczu z DRK – bezjajeczna. Owszem, wykreowali sobie nieco sytuacji, mogli nawet strzelić gola czy dwa.
W gruncie rzeczy jednak nie było widać schematów. Nie było widać energii. Cristiano Ronaldo znów był samotnikiem, który przez 90 procent czasu wyglądał na boisku jak obcy element (i na pewno wrócą dyskusje o tym, czy z ekipą mocniejszą niż Uzbekistan może coś reprezentacji jeszcze konkretnego dać). W gruncie rzeczy gdyby zamiast Portugalczyków podstawić Polskę z 2016 roku, to pewnie wyglądałoby to podobnie. Dlaczego 2016? Bo wtedy, owszem, byliśmy często nieco gorsi od rywali, ale w miarę dobra defensywa i znakomity bramkarz dawały nam co najmniej remisy.
A dziś to właśnie golkiper był największym atutem Portugalii. Diogo Costa zagrał znakomite zawody, kilkukrotnie ratując swoją reprezentację w sytuacjach może jeszcze nie beznadziejnych, ale na pewno w takich, w których fani obserwując lecącą piłkę mogli już załamywać ręce. Wtedy jednak pojawiały się, no właśnie, ręce Costy i rzeczoną piłkę odbijały. Świetny był golkiper Porto, serio. Co prawda w samej końcówce uratował go minimalny spalony, ale gdyby gol został uznany, to w żadnym razie nie byłby jego winą.
Diogo Costa foi eleito Man of The Match 👏#DAZNFIFAWC pic.twitter.com/mbpufvsUaA
— DAZN Portugal (@DAZNPortugal) June 28, 2026
Chwalić więc wypada w Portugalii jego… i może dwóch środkowych obrońców. A cała reszta zasłużyła na krytykę.
Napisać, że Portugalczycy w tym turnieju nie przekonują, to jak nic nie napisać. Po prostu są słabi.
Kolumbijska nieskuteczność
24 strzały. Sporo wykreowanych okazji, które uderzeniem się nie zakończyły (a powinny). Świetne skoki pressingowe, znakomita praca w destrukcji. Wszystko się w grze Kolumbii zgadzało, to była ekipa dobrze poukładana, która wiedziała czego chce i jak pragnie grać. Nie wiedziała tylko jednego – którędy do bramki.
Owszem, ustaliliśmy już, że to w dużej mierze zasługa Diogo Costy, tak. Ale i bez jego pomocy Kolumbijczycy potrafili marnować sytuacje. Mieli swoje okazje Luis Diaz, Luis Suarez, Jhon Cordoba czy James Rodriguez i żaden z nich z nich nie skorzystał. Tego ostatniego można rozgrzeszyć – znakomicie bowiem pracował na rzecz zespołu, można było żałować, że nie zagrał pełnych 90 minut, bo sporo było w tej grze boiskowej inteligencji, doświadczenia. Może nie czarował, jak w 2014 roku, nie był tak przebojowy, ale zarządzał tym, co na boisku. Niemal wszystko, co dobre, w ekipie Kolumbii przechodziło właśnie przez niego.
A dobrego było sporo. Serio, to była drużyna, którą chciało się długimi fragmentami oglądać. I właściwie nie można mieć – wracając do tej filmowej analogii z początku – zastrzeżeń do tego aktora.
Nie zgadzały się jednak i fabuła (brak bramek), i gra drugiej z postaci pierwszoplanowych. A efekt jest taki, że mimo starań naszej głównej postaci, film wypadł blado. Kolumbijczycy Oscara za ten występ więc nie dostaną, ale też nie można na nich narzekać – to nie granie byle jak, byle dostać zapłatę. Sporo było tu ambicji, chęci udowodnienia swojego. Możliwe, że odbije się to na nich w fazie pucharowej (bo w Miami ewidentnie dziś grzało, widać było po zawodnikach, że stracili sporo sił i potu), ale fajnie, że nie zamknęli się, czekając na to, co zrobi Portugalia.
INSANE FINAL SECONDS FOR COLOMBIA. 🇨🇴😱
La Selección thought they had won it, but VAR steps in and rules it out for the tightest of offsides.#WorldCup pic.twitter.com/Mc7tU5RA4Q
— DAZN Football (@DAZNFootball) June 28, 2026
Zresztą – jak widać – ta strategia zadziałała. Bo nawet jeśli okazało się, że to taktyka na „z tyłu na zero, a z przodu nic nie wpadnie”, to Kolumbii to wystarczyło.
Hit w 1/16
O tym, na kogo trafią obie ekipy, już napisaliśmy. Kolumbia – jeśli zagra tak jak dziś – z Ghaną powinna sobie poradzić, choć tamtejsza defensywa może okazać się dla tak nieskutecznych graczy z Ameryki Południowej całkiem groźna. Natomiast hitem będzie na pewno starcie Chorwatów z Portugalczykami. Tym bardziej, że Portugalczycy jeszcze w oficjalnym meczu z Chorwatami nie przegrali.
A grali sześciokrotnie, dwa razy na Euro, czterokrotnie w Lidze Narodów.
Na mistrzostwach świata nie mieli jeszcze okazji się zmierzyć i będzie to o tyle ciekawe starcie, że Chorwacja w poprzednich latach była dokładnie tym… czym powinna być właśnie Portugalia. Ekipą dochodzącą do najlepszej czwórki, zgarniającej medale, pokazującej, że się da, nawet będąc ze stosunkowo niewielkiego kraju. A przecież to Portugalczycy mają większe tradycje, lepszą ligę i znacznie więcej talentu. Na papierze – to oni powinni odnosić sukcesy. Tymczasem na ostatnich dwóch mundialach zrobili to właśnie Chorwaci, a Portugalii udało się tylko dekadę temu, na Euro (gdzie zresztą właśnie Chorwację pokonali).
Przekonamy się, kto okaże się górą w bezpośrednim starciu tych dwóch ekip. I czy Chorwacja tym razem na mundialu polegnie szybko, czy też Cristiano Ronaldo po raz wtóry nie zdobędzie medalu.
Zmiany:
Legenda
Ocena meczu: 3/6
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix