Modelowy przykład historii wielkiego sukcesu jest potrzebny piłce nożnej w każdym kraju. Jedni zadowalają się drobiazgami, bo i tak nie stać ich na więcej, a inni mają swoją wielką ikonę, która pokazuje, że nawet dla krajów dalekich od dominacji na światowej arenie sufit wcale nie musi być zawieszony nisko. Edin Džeko to wzór i inspiracja dla tysięcy bośniackich chłopców, którzy kiedyś chcieliby pójść w jego ślady. Dowód na to, że i w Sarajewie może się spełnić sen o wielkiej piłce.
To artykuł z mundialowego cyklu „Kilka minut w…”, w ramach którego na parę chwil zabieramy was do krajów-uczestników tegorocznych mistrzostw świata. Opowieści, ciekawostki, wspomnienia – jedna historia na jedną reprezentację marzącą o podbiciu największej futbolowej sceny.
Tacy Kerim Alajbegović i Esmir Bajraktarević w sumie mają mniej lat niż sam jeden Edin Džeko, a na tegorocznym mundialu dzielą z nim szatnię. Obaj szaleją blisko bramki rywali, obaj podglądają z najbliższej odległości najlepszego snajpera w dziejach bośniackiej piłki. Obaj mogą marzyć, by osiągnąć kiedyś to, co on, ale mają trochę łatwiej. Nie zaczynali w Sarajewie, a odpowiednio w Niemczech i Stanach Zjednoczonych, gdzie przychodzili na świat. Džeko przeszedł grę w trybie trudnym.
W ciemno nikt by raczej nie założył, że jakiś chłopak zawędruje od Zeljeznicara, przez czeskie Teplice, aż do najlepszych lig w Europie. A wraz z tym także do pięknej historii w Wolfsburgu, transferu do Manchesteru City, czy lat spędzonych w najlepszych zespołach Serie A. Opowieść o Edinie Džeko to opowieść o marzeniu, które – jak w gruncie rzeczy niewiele marzeń – postanowiło się spełnić.
Edin Džeko wzorem do naśladowania. Jest do kogo równać
Na początek kariera w liczbach, bo i one robią ogromne wrażenie. Co najmniej sto meczów na poziomie zarówno Bundesligi, Premier League, jak i Serie A. W sumie 520 występów i 223 gole, na dokładkę jeszcze 90 asyst. Występy w Lidze Mistrzów, Lidze Europy, na mundialu. A bo właśnie, jeszcze kadra, z którą Džeko zawędrował na mistrzostwa świata już w 2014 roku, a po dwunastu latach postanowił ten wyczyn powtórzyć. 149 występów w narodowych barwach, 73 gole. Kapitańska opaska.
Wystarczy tej wyliczanki. Niedawno pisaliśmy na Weszło o popisach Bośniaka w barwach Schalke, z którym 40-latek postanowił zabrać się na poważnie za awans do Bundesligi i, cóż, wyszło.
40-letni Edin Džeko wciąż strzela gole w staromodny sposób [CZYTAJ WIĘCEJ]
Trudno zresztą znaleźć miejsce na świecie, które Džeko by odwiedził i w którym poniósłby klęskę. Historia sukcesu jest w tym wypadku kompletna i sięga kilku europejskich krajów, mogąc stanowić inspirację. Szczególnie jednak pobudza wyobraźnię innych dzieciaków, które chciałyby wypłynąć z Sarajewa i okolic na głębokie wody. Wiele z nich po prostu idzie podobną drogą, bo ktoś im ją już przetarł.

Edin Džeko wyznaczył trendy. Teraz wielu piłkarzy z Bośni podąża jego śladem
– U mnie w kraju wszyscy wiedzą, że Edin Džeko, szukając kolejnego kroku, przeszedł z Bośni do Czech, a potem z Czech do Niemiec, do Bundesligi – mówił mi jakiś czas temu Imad Rondić, który miał co prawda przystanek w Polsce, ale koniec końców zawędrował za naszą zachodnią granicę, wcześniej grając i w Czechach, i w bośniackiej stolicy.
– Z Džeko mam akurat wiele podobieństw. Chodziliśmy do tej samej szkoły, obaj pochodzimy z Sarajewa. On grał w Zeljeznicarze, ja grałem w Zeljeznicarze. I można powiedzieć, że nawet dorastaliśmy w tej samej okolicy. Chciałbym mieć karierę jak Džeko, ale chcę też być sobą. Podziwiam go, ale będę zawsze Imadem Rondiciem – zaznaczał napastnik, bo i od porównań z tak wielkim napastnikiem trudno się opędzić. Takich „nowych Džeko” biega po boiskach całe multum.
Do podążania drogą aktualnego kapitana reprezentacji Bośni przyznał się też w rozmowie z Weszło Muris Mesanović.
– Tak! Była taka myśl, ale przecież wszyscy z Bośni chcieliby być jak Džeko, podczas gdy Edin jest tylko jeden – potwierdził tezę były piłkarz Bruk-Betu Termaliki Nieciecza czy Puszczy Niepołomice. On zatrzymał się w drodze do marzenia o Bundeslidze już na przystanku czeskim, ale zagrał za to w tureckiej Super Lig czy naszej Ekstraklasie.

Muris Mesanović też z Bośni wyjechał do Czech. Dalej już jednak nie poszedł tropem Edina Džeko
Długowieczność. Tajna broń najlepszych
Z czasem pewnie będzie takich przypadków coraz więcej, ale na dziś czterdziestolatkowie zdolni do gry na co najmniej dobrym poziomie są pewną nowością. Często równocześnie dowodem na to, że jakość pozwala utrzymywać organizm w dobrej formie przez naprawdę długi czas i najlepszych nie ma sensu skreślać przed ich definitywnym końcem. Jest w tej grupie, choć w swojej lidze, Edin Džeko, który dowodzi, że czwórka z przodu to jeszcze nie wyrok. Czasem trzeba odpuścić, zwolnić, ale nadal można robić swoje. To też imponuje młodszym kolegom po fachu, to może napędzać wspomnianych na początku Alajbegovicia czy Bajraktarevicia. Wchodzą do szatni i widzą, że facet co spokojnie mógłby być ich ojcem nadal to ma.
Podziwu dla dawnego kolegi nie kryje też z tego powodu Grafite, który stworzył z Džeko niezapomniany duet napastników w Wolfsburgu. Brazylijczyk sięgnął z Bośniakiem i resztą kolegów po tytuł mistrza Niemiec w 2009 roku, ale już w 2011 grał na absolutnych peryferiach futbolu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Miał wtedy 32 lata. Z piłką skończył definitywnie jako 38-latek, ale wtedy daleki był od poważnej piłki. Kopał trochę w brazylijskiej drugiej lidze, nic specjalnego.
– Nie sądziłem, że będzie jeszcze grał tak dobrze, gdy opuścił Romę, w tak zaawansowanym wieku. To naprawdę dalekie od łatwego, ale potem, na przykład w Interze, poradził sobie nawet bardzo dobrze – komentował już w trakcie tego mundialu Grafite, którego w ojczyźnie wszyscy kojarzą od razu z Bośniakiem. A między mistrzostwami świata i grą w Mediolanie były przecież jeszcze hurtowo strzelane gole w tureckim Fenerbahce.
![]()
W Wolfsburgu Džeko napisał piękną historię
Nic dziwnego, że to nadal lider. Albo Lider, przez wielkie L. – Mamy kilku zawodników, którzy mogą coś zmienić, ale Edin pozostaje naszym niekwestionowanym kluczowym zawodnikiem – przekonywał tuż przed barażowym meczem z Włochami inny znany Bośniak, Miralem Pjanić, którego cytuje goal.com.
– Edin jest człowiekiem, który przełamuje impas w najtrudniejszych momentach. Wie, jak utrzymać piłkę i może zdobyć te kluczowe bramki, które są warte trzy punkty. Potrafi rozstrzygać mecze w pojedynkę. Jego piłkarska inteligencja jest niesłabnąca pomimo jego zaawansowanego wieku – chwali rodaka były piłkarz Barcelony, Juventusu czy Lyonu.
List Džeko. „Niemożliwe nie istnieje”
Takiego idola pokazujesz dzieciakom na ekranie telewizora i wiesz, że on naprawdę może być wzorem do naśladowania. Wie też o tym sam Džeko, który u progu mundialu na łamach The Players’ Tribune opublikował specjalny list adresowany do wszystkich dzieciaków w Bośni i Hercegowinie.
– Mam dla was tylko jedną wiadomość. Niemożliwe nie istniej – zaczął z grubej rury kapitan reprezentacji. – Mamy szczęście, że jesteśmy Bośniakami. Nie mówię tego tylko jako człowiek, który mógł spełnić swoje marzenie, ale jako chłopiec, który przeżył wojnę i który bardzo łatwo mógł mieć inny los – kontynuował.
A dalej opowiedział całą swoją historię, kładąc szczególny nacisk na trudności, z jakimi przyszło mu się mierzyć. Wojnę, biedę, zwątpienie. Opowiedział też o ciężkiej pracy i wierze w to, że zawsze może przyjść coś jeszcze lepszego.
– Jesteś Bośniakiem. Świat jest u twoich stóp – podsumował Džeko. Spełniony czterdziestolatek, który wyznaczył drogę.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix