Grupa D - 1. Kolejka

Damian Bobadilla 7"
Folarin Balogun 31"
Folarin Balogun 45"
Giovanni Reyna 90"
Mauricio . 73"

Amerykański huragan na mundialu! Paragwaj nie miał najmniejszych szans

Wojciech Piela

13 czerwca 2026, 05:13 • 5 min czytania 2

Reklama
Amerykański huragan na mundialu! Paragwaj nie miał najmniejszych szans

Może i George Lucas, David Beckham, Tom Cruise czy Brad Pitt pojawili się tego dnia na trybunach stadionu w Los Angeles, ale prawdziwą plejadę gwiazd obserwowaliśmy na murawie. Amerykańska nawałnica zdmuchnęła Paragwajczyków, a Christian Pulisic i Folarin Balogun wyglądali na ich tle niczym legendarny duet Romario-Bebeto. Drużyna Mauricio Pochettino wysłała światu jasny sygnał, że trzeba się z nią liczyć rozgrywając jeden z najlepszych meczów USA w historii mistrzostw świata.

Reklama

Takiego występu reprezentacji USA na mundialu mało kto się spodziewał. Zespół Mauricio Pochettino całkowicie zdominował Paragwaj, prezentując futbol szybki, efektowny i bezlitosny. Jeśli był ktoś, kto wątpił w potencjał Amerykanów, po tym meczu musiał zmienić zdanie.

Paragwaj nie miał najmniejszych szans. Amerykański huragan na mundialu!

Zaczęło się od kopnięcia na aut i podejścia wyżej do pressingu. Jak się okazało, to była dopiero zapowiedź tego, co czeka Paragwajczyków w najbliższych minutach. W pierwszej połowie przez okolice ich bramki przeszedł prawdziwy huragan, na który podopieczni Gustavo Alfaro nijak nie byli w stanie odpowiedzieć. Ich ofensywne zapędy ograniczyły się do niecelnego strzału z 14. minuty Julio Enciso. Po tym goście z Ameryki Południowej nie byli w stanie wyściubić nawet nosa.

Amerykanie szybko wprowadzili w ekstazę 70 000 kibiców nieopodal Los Angeles. Już w 7. minucie próbkę niezwykłych możliwości pokazał Christian Pulisic. Lider ofensywy Amerykanów wszedł odważnie między dwóch rywali i zagrał w polu karnym do nadbiegającego Westona McKenniego. Po podaniu piłkarza Juventusu piłkę do własnej bramki skierował Damian Bobadilla i było 1:0! Trafienie poprzedziła jednak bardzo zgrabna akcja, bo wcześniej jeszcze na własnej połowie dobrym podaniem przyspieszającym popisał się Tim Ream, a cały atak napędził wspomniany McKennie.

To zdecydowanie nie było wszystko, na co stać było tego amerykańskiego popołudnia podopiecznych Mauricio Pochettino. Zanim padła kolejne bramka, świetną okazję zmarnował choćby w 16. minucie Sergino Dest. Asymetryczne ustawienie Amerykanów oraz ich agresywny doskok były nie do powstrzymania dla Paragwajczyków. Rywale nie mieli centrymetra wolnej przestrzeni, co przekładało się na strzały w kierunku bramki Orlando Gilla. Gdy w 28. minucie piłka wpadła do siatki po strzale Folarina Baloguna sędzia uniósł jeszcze chorągiewkę i zasygnalizował spalonego, ale co się odwlecze, to nie uciecze.

Reklama

30. minuta gry to oskrzydlające zagranie Antoneego Robinsona, kolejny popis możliwości Pulisicia i trafienie Baloguna. Koncert Amerykanów trwał w najlepsze, a Paragwajczycy, których miała cechować organizacja i odpowiedzialność w defensywie wyglądali jak bezradne dzieci we mgle. Cały czas gospodarze dążyli do kolejnych trafień, co znalazło swoje odzwierciedlenie tuż przed zejściem do szatni na przerwę. Tak naprawdę trzeciego gola mogli strzelić już wcześniej, ale choćby po rzucie rożnym minimalnie pomylił się Chris Richards. Jego powrót do składu zapewnił też ekipie niezbędny spokój w defensywie.

Tego nie można było natomiast powiedzieć o postawie Omara Alderete, który przy trzecim golu dla USA wraz z Gustavo Gomezem pozostawili rywalom zbyt dużo miejsca. Świetne podanie Malika Tillmana, a wykończenie Baloguna… palce lizać! Piłka umieszczona tuż pod poprzeczką z pewnością będzie ozdobą mistrzostw świata, a snajper Monaco jako pierwszy na tegorocznej imprezie. 71% posiadania piłki, jakie osiągnęli gospodarze w pierwszych 45 minutach to ich najlepszy wynik na mundialach.

Reklama

W przerwie z boiska zszedł pechowiec w ekipie Paragwaju, a więc autor samobója Bobadilla. Pochettino ściągnął natomiast z boiska swojego asa Pulisicia uznając zapewne, że nie ma co nadwyrężać zdrowia swojego asa. Skrzydłowy Milanu w takiej formie jak w tym meczu z pewnością przyda się w kolejnych spotkaniach.

W szeregi Amerykanów na początku drugiej połowy wkradło się jednak lekkie rozprężenie, bo do strzału w ekipie rywali doszedł Diego Gomez. Żółtą kartką w 52. minucie został również ukarany kapitan gospodarzy Tim Ream, ale po analizie VAR okazało się, że Miguel Almiron „popisał się” obrzydliwą symulką, tak więc napomnienie przypadło byłemu zawodnikowi Newcastle.

Reklama

Gospodarze nie mieli specjalnej potrzeby podkręcania tempa, ale nadal ich bramkarz Matt Freese pozostawał bezrobotny. Paragwajczycy nie byli w stanie oddać choćby jednego celnego strzału i jakkolwiek podłączyć się do tej rywalizacji. To zmieniło się dopiero w 73. minucie, kiedy rezerwowy Mauricio wykorzystał moment nieuwagi podopiecznych Pochettino. W tłoku w środku pola dobrze odnalazł się asystujący Julio Enciso, który pięknie wyłożył piłkę. Amerykanie mogli bardzo szybko odpowiedzieć, ale lew pociągnięty za wąsy jednak nie ukąsił, gdyż w dobrej sytuacji Tillman uderzył wprost w ręce Gilla.

Nieco ożywienia w postawę USA wprowadzili również rezerowi Timothy Weah oraz Ricardo Pepi. Nic dziwnego, bo po takim występie ich drużyny, każdy teraz będzie chciał z dobrej strony pokazać się trenerowi, aby wskoczyć do rozpędzonego amerykańskiego pociągu. Obaj mieli dobre sytuacje, a tą lepszą chyba Pepi, który w 88. minucie po podaniu McKenniego uderzył będąc przed bramką ponad nią.

Reklama

Po przerwie Paragwaj pokazał przebłyski tego, czym imponował w eliminacjach pokonując choćby Argentynę i Brazylię. Ich powrót na mundial po 16 latach przerwy w niczym nie nawiązywał jednak do dzielnej ekipy Gerardo Martino, która dotarła wówczas do ćwierćfinału. Tak grając podopieczni Gustavo Alfaro będą mieli poważne kłopoty z wyjściem z grupy, a Amerykanie? Jak najlepsi mistrzowie ceremonii na świecie zadbali o to, aby odpowiednio spuentować swój spektakl.

Kolejny rezerwowy Gio Reyna przepięknym strzałem zewnętrzną częścią stopy skorzystał z tego, że Paragwaj postanowił już rzucić ręcznik. Znakomite uderzenie gracza Borussii Monchengladbach było pięknym odzwierciedleniem dominacji ekipy Pochettino nad rywalem. Chwilę później sędzia Danny Makkelie słusznie uznał, że nic lepszego w tym meczu już się nie wydarzy i zakończył spotkanie.

Ci, którzy przyszli na stadion wspierać gospodarzy, pewnie zakochali się w soccerze. Ci przed telewizorami, nawet z perspektywy wielu tysięcy kilometrów również. Spektakularny występ USA i pewne zwycięstwo zdecydowanie mogą rozpalić wyobraźnię przed resztą turnieju. Jeśli ten mecz miał być wizytówką amerykańskiego futbolu, trudno wyobrazić sobie lepszą reklamę. Drużyna Mauricio Pochettino nie tylko zdobyła trzy punkty, ale przede wszystkim pokazała, że potrafi grać odważnie, nowocześnie i widowiskowo. Po takim występie gospodarze mundialu zyskali coś więcej niż zwycięstwo – zyskali status jednego z zespołów, na które reszta świata będzie patrzeć z dużo większym respektem.

5
Freese
6
Robinson
5
Ream
6
Richards
6
Freeman
1
6
Adams
yellow-card
7
Tillman
1
7
McKennie
7
Pulisic
1
8 +
Balogun
2
6
Dest
Danny Makkelie 4

Zmiany:

icon-swap
Sebastian Berhalter
5
Christian Pulisic
icon-swap
Timothy Weah
Sergino Dest
icon-swap
Giovanni Reyna
6
Malik Tillman
1

Legenda

yellow-card
Żółta kartka
red-card
Czerwona kartka
yellow-card red-card
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
5.0
Ocena meczowa
+
Plus meczu
-
Minus meczu
swap
Zawodnik zmieniony
Reklama

fot. Newspix

2 komentarze
Wojciech Piela

Uwielbia sport, czasem nawet próbuje go uprawiać. W przeszłości współtworzył legendarne radio Weszło FM, by potem oddawać się pasji do Premier League na antenie Viaplay. Formaty wideo to jego żywioł, podobnie jak komentowanie meczów, ale korzystanie z języka pisanego również jest mu niestraszne. Wytężone zmysły, wzmożona czujność i mocne zdrowie – te atrybuty przydają mu się zarówno w pracy, jak i życiu codziennym. Żyje nadzieją na lepsze jutro słuchając z zamiłowaniem utworów Andrzeja Zauchy czy Krzysztofa Krawczyka – bo przecież bez przeszłości nie ma przyszłości.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama