Karol Zalewski po cichu – bez fanfar i ogłaszania tego faktu w mediach – skończył kilka miesięcy temu karierę. Polski lekkoatleta to mistrz olimpijski z igrzysk w Tokio i halowy mistrz (oraz rekordzista) świata w sztafecie 4×400 metrów. Przez lata był podporą, a nawet liderem naszej męskiej sztafety właśnie. Karierę skończył stosunkowo szybko – ma 32 lata.
Karol Zalewski skończył karierę. Zdobył złoto w Tokio
Zalewski w czasie swojej kariery miał pecha do drobnych, utrudniających życie urazów, zwłaszcza w ostatnich latach. Często go trapiły, nie był w stanie biegać na maksimum swoich możliwości. I wreszcie to jeden z nich sprawił, że zdecydował się zakończyć przygodę z bieganiem, przynajmniej tę zawodową. O podejmowaniu tej decyzji mówił w rozmowie z WP Sportowe Fakty:
– Podjąłem decyzję o zakończeniu kariery, ale nie ogłaszałem tego, bo nie widziałem takiej potrzeby – mówił. I wyjaśnił, czemu nigdzie tego zakończenia nie ogłaszał: – Wiem, że jest jakaś dziwna moda na żegnanie sportowców kwiatami i uściskami po ostatnim biegu. Mnie to jednak nie bawi i nie interesuje. Nie chciałem takiego pożegnania. Może jestem inny, ale skoro nigdzie nie ogłaszałem, że zaczynam karierę, to nie trzeba mnie też specjalnie żegnać. Zostaję zresztą przy sporcie i nie mam potrzeby oficjalnie się żegnać.
Stwierdził też, że decyzja ugruntowała się w jego głowie po ubiegłorocznych mistrzostwach Polski, gdy nie wystartował, bo miał problem ze ścięgnem Achillesa. Po prostu postanowił wtedy, że to koniec. W dodatku męczyły go wyjazdy na zgrupowania i zawody. Jak mówił – chce stabilnego życia, założyć rodzinę. – To była bardzo łatwa decyzja. Wiele razy słuchałem wypowiedzi sportowców o tym, jak rzekomo trudno jest skończyć karierę. Uważam, że to kłamstwa i tylko takie gadanie pod publiczkę – powiedział.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Co do zdrowia – stwierdził, że ostatecznie skończył karierę w jego pełni, a dzięki temu jest w stanie nadal trenować, ale już amatorsko, a przez to – bawić się sportem. Zresztą pozostał w nim i zawodowo, bo pracuje jako trener personalny, prowadzi też grupy biegowe. Ma również fundację, która zajmuje się promowaniem sportu wśród dzieci.
Nie dołoży więc kolejnych sukcesów do swojego bogatego jak na polskie warunki CV. Indywidualnie co prawda nie zdobył medali – nigdy nie przebił też granicy 45 sekund w biegu indywidualnym (choć miał na to potencjał) – ale w sztafecie był wicemistrzem halowych mistrzostw Europy (2015), a także złotym medalistą halowych mistrzostw świata w Birmingham, osiem lat temu. Tamte HMŚ przeszły zresztą do historii polskiej lekkiej atletyki, bo Polacy w składzie Zalewski, Rafał Omelko, Łukasz Krawczuk i Jakub Krzewina nie tylko zdobyli złoto, ale też ustanowili (dziś już poprawiony) rekord świata.
Profesjonalną karierę sportową zakończył Karol Zalewski – mistrz olimpijski z Tokio w sztafecie mieszanej 4 x 400 metrów, halowy mistrz i rekordzista świata w sztafecie 4 x 400 metrów mężczyzn (2018), dwukrotny wicemistrz Europy U23 na 200 metrów, 20-krotny złoty medalista…
— Athletics News (@Nedops) May 8, 2026
Niestety, kolejne lata były dla męskiej sztafety mniej łaskawe, stąd Zalewski wraz z kolegami nie dołożyli już kolejnych medali do swojego dorobku. Karolowi i Kajetanowi Duszyńskiemu (a także Dariuszowi Kowalukowi, który biegał w eliminacjach) udało się jednak zdobyć najcenniejszy medal na igrzyskach w Tokio, gdzie debiutowała sztafeta mieszana 4×400, a wspomniani Polacy wraz z Justyną Święty-Ersetic i Natalią Bukowiecką (oraz Igą Baumgart-Witan i Małgorzatą Hołub-Kowalik w eliminacjach) wywalczyli historyczne złoto.
Fot. Newspix
Czytaj więcej o lekkoatletyce na Weszło:
- Złamano dwie godziny w maratonie!
- Polska zorganizuje wielką imprezę! Pierwszy raz w historii
- Mocne słowa o polskim talencie. „Nie lubię kariery przez pośladki”