Czy przegapiliśmy koniec wojny na Ukrainie?

Jakub Białek

09 lipca 2026, 11:04 • 4 min czytania 35

Reklama
Czy przegapiliśmy koniec wojny na Ukrainie?

Wtorek. MKOl odwiesza Rosyjski Komitet Olimpijski, otwierając drogę do startu Rosjan na najbliższych Igrzyskach Olimpijskich w Los Angeles. Środa. FIVB przywraca Rosję do światowej siatkówki. Końcówka czerwca. FIFA zezwala Rosji na start w piłkarskich mistrzostwach świata U-15. Czy zakończyła się wojna na Ukrainie, a my to przegapiliśmy?

Reklama

Co takiego się wydarzyło, że światowy sport nagle zaczął odwieszać Rosję? Nastał pokój? Chociaż tymczasowe zawieszenie broni? Czy może padła przynajmniej deklaracja ze strony Kremla o chęci zakończenia najazdu na Ukrainę? Albo, no nie wiem, choćby jakaś nieśmiała sugestia Moskwy, że są jakieś widoki na zakończenie krwawych działań?

Przejrzyjmy newsy wojenne…

  • Środa: Rosja przeprowadza serię ataków na Ukrainie. Przez sześć godzin trwa nalot dronów na stolicę. Jeden z nich kończy na szesnastym piętrze bloku mieszkalnego. Rakiety i drony atakują również Charków. W obwodzie odeskim pod ostrzałem są obiekt cywilny i stacja benzynowa. Łącznie ginie jedenaście osób, a kilkadziesiąt trafia do szpitali, w tym dzieci.
  • Wtorek: Rosja przeprowadza w nocy zmasowany atak rakietowy na Kijów, wywołując pożary w kilku dzielnicach i raniąc co najmniej dwie osoby. Alarmy lotnicze objęły również wiele innych regionów Ukrainy, a ostrzały dotknęły m.in. Charków i Odessę.
  • Poniedziałek: w nocy Rosja przeprowadza jeden z największych w ostatnim czasie nalotów na Ukrainę, wykorzystując pociski balistyczne, rakiety manewrujące i drony. Najbardziej cierpi Kijów – ginie co najmniej dziesięć osób, ponad sześćdziesiąt jest rannych. Wiele budynków mieszkalnych ulega zniszczeniu, a pod gruzami znajdują się ludzie.

I tak dalej, i tak dalej…

KRWAWA WOJNA NA UKRAINIE TRWA NADAL. W dalszym ciągu giną w niej zwykli ludzie tylko dlatego, że szaleniec o dyktatorskich zapędach postanowił dać się ponieść chorym imperialnym ambicjom. Być może najazd na Ukrainę już spowszedniał światu do tego stopnia, że szokuje go mniej niż TikToki o kolejnych internetowych dramach. To możliwe, skoro nawet dla nas to nie jest już gorący temat, mimo że rzeczy dzieją się za naszą wschodnią granicą.

Reklama

Fakty są jednak takie, że ta wojna NADAL TRWA.

Sankcje zostały nałożone z prostego powodu. Nie chcemy w sporcie kraju, który w bezsensowny sposób, wyłącznie z powodu dążenia do rozszerzania mocarstwa, atakuje terytorium innego państwa. Polskie powiedzenie mówi, że jeśli nie wiesz, jak się zachować, to zachowaj się przyzwoicie. Przyzwoitym dziś jest odmawianie gry z agresorem.

To też przesłanie dla całego świata – jeśli zamierzacie bawić się w średniowiecze, nie ma dla was miejsca w sporcie.

To gest wsparcia dla zaatakowanego państwa – spokojnie, przynajmniej na arenie sportowej nie będziecie musieli z nimi walczyć.

Reklama

W normalnym świecie powinno być tak – Rosja kończy atakować Ukrainę, zniszczony kraj dogaduje satysfakcjonujące zadośćuczynienie, które jest przekazane i dopiero wtedy zaczynamy myśleć o tym, czy Kreml może w ogóle jeszcze wrócić do sportu. Tymczasem działacze sportowi zachowują się tak, jakby znudzili się już tą wojną i nie zamierzali czekać na końcowe rozstrzygnięcia.

Gdzieniegdzie można przeczytać taką narrację, że sankcje nie odniosły sukcesu, bo nie wpłynęły na zakończenie walk na wschodzie. Forsuje ją nawet Gianni Infantino, który twierdzi w rozmowie ze Sky, że „ten zakaz nie przyniósł żadnych rezultatów, jedynie wywołał więcej frustracji i nienawiści”. To samo Sky donosi także, że po decyzji MKOl-u FIFA zamierza zebrać się i przedyskutować pomysł przywrócenia Rosjan do światowego sportu.

Nie bez znaczenia w tym zakresie mogą być budżety. Federacja piłkarska planuje je w cyklu czteroletnim, a obecny kończy się wraz mundialowym rokiem, który jest niezwykle dochodową puentą. Już za chwilę znów trzeba będzie martwić się o pieniądze, a chociażby Gazprom zostawiał według informacji ESPN około sto milionów dolarów rocznie w FIFA i UEFA.

Z perspektywy polskiej, najbardziej bolesny jest powrót rosyjskiej reprezentacji do siatkówki. Niby na razie bez hymnu i bez flagi, ale co to za zespół narodowy, skoro ukrywa, kogo reprezentuje? Oczywistym jest, że zaraz będzie i hymn, i flaga. A jest to bolesny powrót z tego powodu, że przecież w 2027 roku organizujemy mistrzostwa świata, do których zespoły kwalifikują się przez ranking FIVB. Rosja wraca na trzecie miejsce, a więc jest to praktycznie pewne, że dostanie promocję do polskiego turnieju…

Reklama

I co teraz mamy zrobić jako organizator? Nie wpuścić tego kraju? Zbojkotować decyzję FIVB, ryzykując odebranie imprezy? Zrobić tak, jak Stany Zjednoczone z Iranem podczas mundialu?

Nie jest to łatwe położenie dla siatkarskich działaczy. My jednak zachęcamy do tego, by – jako już się rzekło w tym artykule – zachować się przyzwoicie, bo decyzje MKOl-u, FIVB i FIFA to zwykłe obrzydlistwo.

35 komentarzy
Jakub Białek

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Igrzyska Olimpijskie

Reklama