Trzy lata temu – w wielkim stylu – Polacy ograli Słowenię z Luką Donciciem w składzie i sensacyjnie weszli do najlepszej czwórki mistrzostw Europy. Teraz znów są o ledwie jeden mecz od takiego sukcesu. Po raz kolejny jednak zdecydowanie nie są faworytami. Po drugiej stronie parkietu staną bowiem Turcy, rozgrywający znakomity turniej i z liderem, który już jest ochrzczony mianem „Baby Jokicia”. Czy Biało-Czerwoni mimo wszystko mogą poradzić sobie i z tym rywalem?
EuroBasket 2025. Polska z Turcją o półfinał. Czy Biało-Czerwoni mogą to wygrać?
Rywale mają mocniejszy skład. Rywale są bardziej kompletną ekipą. Rywali prowadzi znakomity, genialny wręcz trener. Polacy? Oni nie mają w składzie żadnego gracza NBA, a Euroligę w naszej kadrze reprezentuje tylko Jordan Loyd, naturalizowany kilka tygodni przed turniejem. Dysproporcja jest znacząca, wszyscy doskonale o tym wiedzą. Ale Biało-Czerwoni nie planują się tym przejmować.
– Lubimy taką sytuację, gdy jesteśmy underdogiem i możemy z tej pozycji coś ugrać – mówił PAP nasz trener, Igor Milicić. Z kolei kapitan kadry Mateusz Ponitka dodawał, że to na rywalach ciąży „ciężar dowodu”, że to oni muszą pokazać swoje. Dla naszej kadry – mimo wyniku sprzed trzech lat – już ćwierćfinał jest bowiem sukcesem. Chcemy więcej, jasne. Ale przed turniejem nikt by nie postawił, że zagramy w półfinale. Dlatego jeśli teraz odpadniemy, to i tak będziemy mogli naszym koszykarzom pogratulować.
A Turcy? Oni, szczególnie wobec wpadek innych faworytów, są aktualnie jednymi z głównych kandydatów do złota. Jak więc patrzyć na spotkanie, które już dziś o 16?
Historia po naszej stronie. No, tak jakby
Turcy do niedawna w turniejach reprezentacyjnych radzili sobie słabo, dużo gorzej nawet od Polaków. Nasi zawodnicy w 2019 roku byli w ćwierćfinale mistrzostw świata, na EuroBaskecie 2022 – jako się rzekło – zagrali o medale. Teraz znów są w 1/4 finału turnieju. Z kolei turecka kadra na ćwierćfinał dużej imprezy reprezentacyjnej czekała od 2014 roku. I to mimo tego, że dysponuje mocną ligą, jedną z najlepszych w Europie.
Trzy lata temu Turcy odpadli 1/8 finału i zajęli 10. miejsce. Choć fakt, że mieli sporo pecha – mimo zajęcia drugiego miejsca w grupie (dalej wychodziły cztery ekipy) trafili na Francuzów, późniejszych finalistów. Przegrali po dogrywce. Polaków Francja też potem ograła, na etapie półfinału. Ale my w meczu z Trójkolorowymi nie mieliśmy już nic do powiedzenia.
Z Turcją za to ostatni raz w meczu o stawkę graliśmy w 2011 roku. Dawno, sporo wody upłynęło od tamtego czasu i w Wiśle, i Kizilirmaku. Wygraliśmy wtedy 84:83 i była to spora niespodzianka. Rywale mieli świetny skład, z Hedo Turkoglu czy Ersanem Ilyasovą, a rok wcześniej zostali wicemistrzem świata (grając turniej u siebie). 21 punktów rzucił wtedy Turkom Dardan Berisha, a decydujące trafienie zanotował Adam Hrycaniuk.
Inna sprawa, że niewiele nam ta wygrana dała. Nie wyszliśmy wówczas nawet z grupy.
Ogółem meczów z Turcją o stawkę zagraliśmy 9. I aż 7 z nich kończyło się polskim zwycięstwem. Sporo z nich to jednak prehistoria, w XXI wieku bilans wynosi 1-1. A dziś Turcy to już inna, mocniejsza ekipa, niż w czasie tamtych meczów. Choć więc historycznie patrząc możemy się naszym „head to head” chwalić, to nie będzie ono miało właściwie żadnego znaczenia.
A co okaże się ważne?
„Baby Jokić” liderem
– Będzie nam bardzo trudno. Turcja wydaje się być drużyną bez słabości, które można by wykorzystać – mówił nam Krzysztof Sendecki, dziennikarz i komentator koszykarski. – To drużyna naszpikowana gwiazdami Euroligi i NBA, na czele z Alperenem Sengunem, który jest genialnym zawodnikiem. To center w stylu Nikoli Jokicia. Sengun nawet w NBA gra na poziomie double-double – notuje średnio około 20 punktów i 10 zbiórek. Na EuroBaskecie też gra w okolicach tej średniej. Powstrzymanie go to zadanie wręcz niemożliwe do wykonania. A Turcy do tego na każdej pozycji mają superzawodników. Mam nadzieję, że nie będzie to wyglądało tak, jak mecze półfinałowe i o 3. miejsce z poprzedniego EuroBasketu, gdzie z Francją i Niemcami nie mieliśmy szans. Liczę, że powalczymy, że Igor Milicić coś wymyśli.
Turcy faktycznie wyglądają jak drużyna z innej koszykarskiej bajki. Na EuroBaskecie grają fenomenalną koszykówkę. Wygrali wszystkie mecze (między innymi z Serbią i Łotwą) i nawet jeśli w 1/8 finału, ze Szwedami, zaprezentowali się nieco gorzej, to ostatecznie i tak zwyciężyli. Do wygranej ciągnął ich – a jakże! – Sengun, który rzucił 24 punkty, dołożył do tego 16 zbiórek i 6 asyst. Więc tak, faktycznie center w stylu Jokicia, zresztą do koszykarza Houston Rockets przylgnął już przydomek „Baby Jokić”.
Do tego dochodzą tacy gracze jak Adem Bona (też z NBA, Philadelphia 76ers), a także gracze z przeszłością w tej lidze: Shane Larkin, Furkan Korkmaz czy Cedi Osman. Wielu Turków gra dziś też na poziomie Euroligi. Polacy zresztą znają niektórych: Mateusz Ponitka na co dzień występuje w jednym klubie z Kenanem Sipahim. Trenera naszych rywali zna za to Aleksander Balcerowski, bo poznali się w Panathinaikosie Ateny.
Ten szkoleniowiec to Ergin Ataman. Genialny taktyk, jeden z lepszych w Europie, ale przy tym choleryk, bardzo wybuchowy i nieznoszący jakichkolwiek błędów u swoich zawodników. Osiąga jednak znakomite rezultaty – w ostatnich pięciu edycjach to jego kluby (Anadolu Efes i Panathinaikos) aż trzykrotnie wygrywały Euroligę. Innymi słowy: Turcy mają na ławce gościa z najwyższej możliwej półki.
I to widać.
Bo owszem, drużyna oparta jest na Sengunie, ale gra zespołową koszykówkę. Turcy świetnie rozgrywają piłkę, potrafią znakomicie wypracowywać sobie pozycje do rzutów, a także dobrze realizują założenia taktyczne w defensywie. Ataman zresztą w pewnym sensie próbował wejść do głów Polakom, tureckim mediom mówił, że ci „nie są trudnym zespołem do analizy”.
– Ponitka ma kilka sytuacji, w których może dostać się pod kosz i grać jako podający. Musimy na to zwracać uwagę. Zdobywają punkty i stwarzają podania. Szukają zbiórek. Ich obrona jest bardzo agresywna. Nasz atak będzie wymagał równie dobrego prowadzenia piłki i dobrego dzielenia się przestrzenią. Musimy grać dobrze w obronie od samego początku i zwiększać skuteczność szybkimi atakami – mówił (cytat za Sportowymi Faktami).

Alperen Sengun to lider Turków. Czy Polakom uda się go zatrzymać?
Czy ma rację, czy też może Polacy zdołają go czymś zaskoczyć?
Polacy nic nie muszą
Przed EuroBasketem rozmawiałem z trenerem Polaków, Igorem Miliciciem. I biorąc pod uwagę, że ostatnie dwa lata nie były wynikowo w wykonaniu Biało-Czerwonych najlepsze, zapytałem o to, czy obawia się, że ten turniej może być jego walką o posadę. Trener wolał jednak pozostać optymistą i pytanie w pewnym sensie sam zmienił.
– W ogóle nie myślę w tych kategoriach – mówił. – Ja jestem „przewodniczącym” konceptu tej kadry. Mam swoją wizję, którą wraz ze sztabem szkoleniowym i dyrektorem kadry stworzyliśmy. Co nie jest w moich rękach – o tym nie chcę myśleć. Skupiam się na tym, na co mam wpływ. Kwestia posady więc mnie nie interesuje, bo nie ode mnie zależy. Tak naprawdę nawet nie myślę, że może się coś takiego zdarzyć. Bo pracujemy przecież po to, by dane rzeczy wykonywać najlepiej, jak się da. Po prostu więc się nad tym nie zastanawiam, nie dopuszczam tego do głowy. Jeśli się wydarzy to, o co pan pyta, zobaczymy, co będzie dalej. Ale ja myślę, że się nie wydarzy. Raczej wolę myśleć o tym, co zrobimy, jeśli zdobędziemy medal. (śmiech)
CZYTAJ TEŻ: IGOR MILICIĆ: POLSKA LIGA NIE JEST SŁABA. ALE MAM DUŻE OBIEKCJE DO SZKOLENIA
Dziś już wiemy, że o posadę nie musi się obawiać. Wygrana ze Słowenią na start fazy grupowej. Spokojny awans, z drugiego miejsca, do 1/8 finału. Pokonanie Bośni i Hercegowiny, a co za tym idzie – wejście do ćwierćfinału turnieju. To wszystko sprawia, że Milicić w pewnym sensie nawet przekroczył oczekiwania. A teraz? Teraz już ani on, ani jego zawodnicy niczego nie muszą.
Ale wszystko mogą.
Choć łatwo nie będzie, nie tylko ze względu na klasę rywali. Naszym problemem jest stosunkowo wąska ławka, odstająca nieco od pierwszego garnituru. Mateusz Ponitka, Michał Sokołowski i Jordan Loyd – trójka naszych liderów – jest w TOP 5 graczy pod względem liczby rozegranych minut. Do tego przed ćwierćfinałem mieliśmy dzień odpoczynku mniej od reprezentantów Turcji. To musi kiedyś w końcu wyjść i nikt nie powinien być zaskoczony, jeśli stanie się to w tym meczu – siódmym na EuroBaskecie.
Polacy z Bośnią mieli problemy, ale mecz ostatecznie wygrali. Czy uda się i z Turcją?
Problemem są też nasi centrzy. Aleksander Balcerowski gra stosunkowo słaby turniej, a w starciu z Sengunem na najwyższym poziomie muszą zagrać i on, i zmieniający go na boisku Dominik Olejniczak. W gruncie rzeczy jednak podejście do tego meczu może być takie, że jeśli uda się wygrać, będzie wspaniale. A porażka? Byle nie była zbyt dotkliwa, a wtedy też będzie dobrze. Bo drugi z rzędu ćwierćfinał EuroBasketu, jak mówił Sendecki, to i tak wielka rzecz.
– Czegokolwiek nie zrobi ta kadra, to jest trochę zaskoczenie, patrząc na stan polskiej koszykówki. Ten jest dość mizerny, mamy ligę z problemami, mamy coraz mniej dobrych koszykarzy w naszej lidze. Mamy ogromne problemy ze szkoleniem. Niedawno w rozmowie z Łukaszem Ceglińskim Rafał Juć [skaut Denver Nuggets – przyp. red.] mówił o tym, że zamiast piramidy szkoleniowej mamy w Polsce takiego grzyba, gdzie kadra jest kapeluszem, a pod spodem są bardzo kruche podstawy. Stąd wydaje mi się, że każdy sukces tej kadry jest zaskoczeniem – stwierdził.
– Natomiast wyjście z grupy było celem do zrealizowania – kontynuował. – A dopiero wszystko co dalej, to „nic nie musimy, wszystko możemy”.Gdy trafiliśmy na Bośnię i Hercegowinę w 1/8 finału, to też wiadomym było, że to drużyna w naszym zasięgu. To kadra Milicicia świetnie robi. Jest to kolektyw, zgrana drużyna, dobrze czująca się ze sobą i potrafiąca wykorzystywać błędy rywali. Z drużynami w naszym zasięgu skorzysta z wszelkich błędów, niedociągnięć u rywali. I to wielki plus. Półfinału raczej się nie spodziewam, ale dobrego występu – wbrew temu jak wygląda polska koszykówka – już tak.
Nawet Michał Sokołowski przed startem turnieju mówił w rozmowie z Weszło wprost, że nie mamy takich graczy jak wiele innych ekip, a nadrabiać musimy walecznością. I to Polacy na tym turnieju zrobili, dzięki temu są w ćwierćfinale. A z nami na dłużej zostaną słowa Milicicia, który przed Turcją powiedział, że czuje ogromną dumę, a jego zawodnicy zasługują na docenienie. Zostaną, bo jest w nich prawda. Podobnie jak w tym, co powiedział Sendecki.
Stan naszej koszykówki jest, jaki jest. Ale reprezentacja po raz drugi z rzędu wyrosła na EuroBaskecie ponad te problemy.
SEBASTIAN WARZECHA
Fot. Newspix
Czytaj więcej o EuroBaskecie na Weszło:
- „Najlepszy mecz w historii”. Jak Polacy pokonali Słowenię w ćwierćfinale EuroBasketu
- Dawne sukcesy, dzisiejsze nadzieje. Historia występów Polaków na EuroBaskecie
- Kiedyś mistrz NBA i finalista Euroligi. Dziś – lider kadry Polski. Sylwetka Jordana Loyda