Reklama

Trener-słup wraca do Ekstraklasy. Tym razem Cracovia obśmiewa „surowe” przepisy

Szymon Janczyk

Autor:Szymon Janczyk

12 kwietnia 2024, 13:13 • 12 min czytania 40 komentarzy

Pamiętacie jeszcze niechlubną instytucję trenera-słupa? Tych gości z licencją, którzy figurowali w protokołach, dając podkładkę do pracy w klubie ludziom bez uprawnień? Wydawało się, że czasy, w których polska liga imała się takich praktyk, już dawno minęły. Tu do gry wchodzi jednak Cracovia, cała na biało-czerwono. W końcówce sezonu Pasy postawiły na Dawida Kroczka, szkoleniowca bez licencji. Regulamin przewiduje za to dotkliwe kary, więc w Krakowie kombinują, jak mogą i do Ekstraklasy po latach zawita trenerski słup.

Trener-słup wraca do Ekstraklasy. Tym razem Cracovia obśmiewa „surowe” przepisy

Sytuacja jest o tyle kuriozalna, że dziś naprawdę trudno nie mieć trenera, który nie spełnia wymogów do prowadzenia drużyny na danym poziomie rozgrywek. Wszystko ułatwiają dwie rzeczy: po pierwsze PZPN dopuszcza do pracy w Ekstraklasie szkoleniowców, którzy nie mają licencji UEFA Pro, ale zostali zakwalifikowani na kurs i o takową się starają. Przykładów jest sporo, choćby Dawid Szwarga czy Adrian Siemieniec. Druga sytuacja dotyczy asystentów, którzy mogą warunkowo przejąć schedę po głównym trenerze.

Cracovia po zwolnieniu Jacka Zielińskiego postawiła jednak na Dawida Kroczka, czyli trenera rezerw. Nieistniejących jeszcze rezerw — dodajmy. W Krakowie nietrudno usłyszeć, że Kroczek został zatrudniony do prowadzenia drugiego zespołu na długo przed jego ponownym powstaniem z prostego powodu: po zmianie władzy i nastaniu rządów prezesa Mateusza Dróżdża stołek pod Jackiem Zielińskim chybotał się jak chihuahua na spacerze w Nowosybirsku, więc potrzebny był ktoś będący w gotowości, kto w razie czego wskoczy w jego miejsce przed właściwym wyborem nowego trenera po zakończeniu sezonu.

Kroczek szykował się więc do sezonu i powstania rezerw, jednocześnie czekając na to, czy wskoczy w buty strażaka. Wskoczył, gdy Cracovia nie wygrała z ŁKS, ale wtedy też okazało się, że Cracovia ma problem. Brak licencji nowego trenera mógł ją bowiem bardzo drogo kosztować.

Cracovia ma trenera bez licencji. Uniknie dotkliwych kar dzięki słupowi

Do końca rozgrywek nie zostało wiele czasu, bo zaledwie siedem kolejek, więc wydawałoby się, że nie jest to wielki problem. Wystarczy jednak zerknąć na artykuł 21 ustawy 1 uchwały nr I/9 z dnia 30 stycznia 2024 roku Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej, żeby wiedzieć, że siedem meczów Dawida Kroczka na ławce trenerskiej kosztowałoby Cracovię fortunę. Wyjaśnienie znajdziemy np. na stronie kancelarii radcy prawnego „Dauerman.com.pl”:

Reklama

„Klub Ekstraklasy za pierwszy mecz prowadzony przez trenera bez wymaganej licencji jest karany karą pieniężna w wysokości 100 000 złotych. Za drugi mecz taka kara wynosi już 200 000 złotych, a trzeci mecz i kolejne — dwukrotność ostatniej nałożonej na klub kary”.

Szybka kalkulacja:

  • mecz z Jagiellonią Białystok – 100 tys. zł kary
  • Puszczą Niepołomice – 200 tys. zł kary
  • Lechem Poznań – 400 tys. zł kary
  • Górnikiem Zabrze – 800 tys. zł kary
  • Śląskiem Wrocław – 1,6 mln zł kary
  • Rakowem Częstochowa – 3,2 mln zł kary
  • Ruchem Chorzów – 6,4 mln zł kary

Łącznie 12,7 mln zł. Nie ma co ukrywać — gigantyczne pieniądze, przekreślające dalsze funkcjonowanie klubu. Jeśli tak miałoby to wyglądać, to prezes Mateusz Dróżdż wraz z zarządem szóstego kwietnia wydałby wyrok na Cracovię. Oczywiście Dawid Kroczek stara się o przyjęcie na kurs UEFA PRO, a wyniki egzaminów wstępnych powinny zostać ujawnione w ciągu najbliższych kilku tygodni, więc czarny scenariusz mógłby nigdy się nie ziścić — o ile Kroczek na kurs się dostanie.

Tyle że nawet w przypadku dwóch czy trzech meczów Kroczka na ławce mówilibyśmy o karze od 300 do 700 tysięcy złotych tylko dlatego, że Pasy z własnej woli postawiły na trenera bez papierów. Dobrowolne pozbycie się takiej gotówki byłoby absurdem, zwłaszcza że w Cracovii od dawna zaciskają pasa, a sam Dróżdż wielokrotnie podkreślał, że będzie oglądał każdą złotówkę dwa razy, bo w Krakowie wydawano kasę bez ładu i składu.

Ledwie parę dni temu okazało się, że Cracovia wypłaciła agentowi Cezaremu Kucharskiemu ponad dwa miliony złotych zaległej prowizji za transfer Bartosza Kapustki, więc można się domyślić, że kolejne opłaty byłyby dla budżetu klubu tym bardziej bolesne. Od czego jest jednak kombinatorka? Nie od dziś wiadomo, że w polskiej piłce wszelkie przepisy i regulaminy są niewiele wartym świstkiem papieru. Łatwo je naciągnąć, nagiąć i podważyć tak, żeby nie ponieść z tego tytułu żadnych konsekwencji.

Na przykład trenerem-słupem.

Reklama

Dawid Kroczek nie ma licencji na pracę w Ekstraklasie. Na konferencji kłamie o „duecie trenerskim”

Cracovia postanowiła ugasić pożar przekonując Tomasza Jasika, dotychczas asystenta Jacka Zielińskiego, żeby pozostał w klubie i figurował jako pierwszy trener. Jasik jako asystent byłego trenera może legalnie pełnić rolę jego następcy i uchronić Pasy przed karą. Oczywiście oznacza to, że w protokole Dawid Kroczek, który według komunikatu klubu „do końca sezonu poprowadzi pierwszą drużynę” formalnie prowadził jej nie będzie. Sam zainteresowany próbował jeszcze naginać rzeczywistość i na konferencji prasowej wciskał dziennikarzom kit o duecie trenerskim:

– Na tę chwilę jesteśmy razem z Tomkiem Jasikiem zgłoszeni jako duet trenerski, który odpowiada za zespół. Obydwoje uczestniczyliśmy w egzaminach na kurs UEFA PRO, wyniki powinni być ogłoszone w najbliższym czasie. Z racji tego, że Tomek Jasik funkcjonował wcześniej w sztabie Jacka Zielińskiego, nie stanowi to problemu.

Tomasz Jasik – pierwszy trener (porozumiewawcze puszczenie oka) Cracovii

Problem w tym, że formalnie nie istnieje coś takiego jak duet trenerów. Dobitnie świadczy o tym fakt, że nawet gdy Podbeskidzie Bielsko-Biała wpadło na pomysł stworzenia „duetu” i na równych sobie pozycjach zatrudniło Marcina Dymkowskiego oraz Piotra Jawnego, to w protokole w miejscu „pierwszy trener” wpisany był tylko jeden z nich. Kroczek więc skłamał, o żadnym duecie nie ma mowy. Jasik będzie zwyczajnym słupem, a nowy szkoleniowiec Cracovii dobrze o tym wie, bo gdy pracował w Resovii… też korzystał ze słupa.

W Rzeszowie funkcjonowało to w jeszcze bardziej ordynarny sposób. Kroczek wskoczył wtedy w miejsce Radosława Mroczkowskiego, ale jako asystent mógł prowadzić zespół bez licencji tylko do końca rundy. Zimą dorzucono więc do sztabu Sławomira Adamusa, który — co za przypadek! — miał wymagane papiery i załatwił temat kar. 61-latek ze Stalowej Woli nie pojawiał się na konferencjach, wszystko ogarniał Kroczek. Resovia miała płacić Adamusowi ok. 1000 zł za mecz, żeby wykpić się od płacenia kar.

Opisywaliśmy tamten przypadek i kilka podobnych, bo poza Ekstraklasą taka sytuacja niestety nie była jedynie incydentem. Paweł Grycmann ze Szkoły Trenerów twierdził wówczas, że w takich przypadkach nic się nie da zrobić:

– Mecze rangi mistrzowskiej prowadzić musi trener z odpowiednią licencją adekwatną do danego poziomu rozgrywek, co uwzględniane jest w protokołach meczowych, a w tych funkcję I trenera pełnił trener z licencją UEFA PRO. Jeżeli na ławce drużyny znajduje się trener z odpowiednią licencją, nie ma powodów do interwencji. Jeżeli, w rzeczywistości inny trener, np. z licencją UEFA A, pełni funkcję pierwszego trenera, a obok niego znajduje się trener z licencją UEFA PRO, który „asystuje” w całej sytuacji, można powiedzieć, że w tym momencie mamy związane ręce, podobnie jak ma to miejsce w innych federacjach. Formalnie wszystko jest OK, w praktyce za „stery” trzyma ktoś inny. Tutaj – nad czym ubolewamy – nie mamy narzędzi. To klub zatrudnia trenerów, których opłaca. My weryfikujemy zgłoszone wnioski i protokoły meczowe, a wszystkie, zgodnie z podręcznikiem licencyjnym, były w porządku.

Polska alternatywa dla kursu UEFA PRO. Trener-słup wrócił na karuzelę

Konrad Kowalski, dyrektor Departamentu Rozgrywek Krajowych PZPN, tłumaczył natomiast, że protokół meczowy to swego rodzaju lista obecności, a jeśli nie zgadza się on z faktycznym stanem, czujność zachować muszą przedstawiciele federacji obecni na meczu. Wiadomo, do czego to wszystko się sprowadza: dotkliwe kary są w rzeczywistości nierealne do wyegzekwowania, bo kluby śmieją się wszystkim w twarz.

Cracovia: PZPN zapomniał, że trener Kroczek był zgłoszony na UEFA PRO. Poprosili nas o wystawienie Tomasza Jasika

O całą sytuację postanowiliśmy jednak spytać działaczy Cracovii. W końcu to oni odpowiadają za kuriozalną sytuację i trenera-słupa na ławce w najbliższych kilku meczach Ekstraklasy.

– Sprawa wygląda tak, że trener Jasik dostał zgodę na to, żeby być pierwszym trenerem. Trener Kroczek będzie prawdopodobnie przyjęty na kurs UEFA Pro, więc za dwa tygodnie uzyska warunkową zgodę PZPN na prowadzenie zespołu. Użył słowa „duet trenerów”, bo zgoda de facto jest na trenera Jasika, który został w sztabie po trenerze Zielińskim. Formalnie jest zgoda PZPN na takie wyjście. Musimy po prostu przeczekać dwa tygodnie, żeby trener Kroczek był przyjęty na UEFA Pro i wtedy problemu formalnego nie będzie, mamy zapewnienie PZPN, że zgodę uzyskamy. Raczej to nie jest słup, bo trener Jasik był drugim trenerem. Sytuacja jest trochę skomplikowana, ale to nie tak, że trener Jasik będzie na trybunach — mówi nam Mateusz Dróżdż, prezes Pasów.

Cracovia musiała jednak wiedzieć, że stawiając na trenera Dawida Kroczka, wpakuje się w problem związany z jego licencją. Czemu więc zdecydowano się na takie rozwiązanie?

Ze względu na to, że najpierw rozmawialiśmy z PZPN i mieli wyrazić zgodę, ale zapomnieli, że trener Kroczek był zgłoszony na UEFA PRO i poprosili, żeby poczekać dwa czy trzy tygodnie, i wtedy wszystko będzie lege artis. Poprosili nas, żeby wystawić na dwa tygodnie Tomasza Jasika, żeby nie było, że to pozwoliło trenerowi Kroczkowi dostać się na UEFA PRO. Wcześniej mieliśmy zapewnienie, że będzie zgoda na trenera Kroczka — tłumaczy Dróżdż.

Czyli Polski Związek Piłki Nożnej w pewnym sensie sam podsunął Cracovii pomysł z postawieniem na słupa, żeby nikt nie powiedział, że Dawid Kroczek dostał się na kurs UEFA PRO, bo otrzymał pracę w roli strażaka w Ekstraklasie. To o tyle kuriozalne, że Kroczek i tak spełnił kryteria kwalifikacyjne dotyczące pracy w roli pierwszego trenera, gdy przejął schedę w Resovii po Radosławie Mroczkowskim. W każdym razie: sytuacja robi się coraz bardziej absurdalna, bo przecież to federacji powinno najbardziej zależeć na tym, żeby kluby przestrzegały regulaminów, tymczasem sama daje przyzwolenie na ich omijanie.

W PZPN słyszymy, że rozgrywkami zarządza Ekstraklasa, więc to od niej w tej sytuacji zależy, jak potoczy się sprawa Cracovii. Ekstraklasa odpowiada:

W związku ze zmianą trenera w Cracovii, Ekstraklasa SA zwróciła się z pytaniem do klubu, kto jest formalnym następcą Jacka Zielińskiego. Klub w odpowiedzi poinformował, iż PZPN wyraził zgodę, aby do 30 czerwca 2024 funkcję pierwszego trenera pełnił Tomasz Jasik. Formalnie pierwszym szkoleniowcem mógłby zostać trener Dawid Kroczek, ale dopiero po uzyskaniu zgody Zespołu Kształcenia i Licencjowania Trenerów PZPN – mówi Marcin Stefański, dyrektor operacyjny Ekstraklasy.

Paweł Grycmann, dyrektor Szkoły Trenerów PZPN w Białej Podlaskiej nie odpowiedział na nasze pytania w tej sprawie.

Paweł Grycmann miał zrewolucjonizować szkolenie trenerów w Polsce. Za jego rządów w Szkole Trenerów zapanowała anarchia – przymyka się oko na wszystko, nawet na pobicie prezesa klubu

Polska piłka – gdzie przepisy i regulaminy są luźnym zbiorem pustych haseł, z których każdy się śmieje

Trener-słup w Cracovii jest kolejnym przykładem tego, że w polskiej piłce wszelkie zakazy i nakazy to jedynie fikcyjny zestaw zapisów, z których każdy się śmieje. W tym samym czasie mamy przecież sprawę Warty Poznań, która od kilku lat łamie regulamin i gra poza własnym miastem, mimo że w Poznaniu stoi obiekt, który można wynająć, żeby wszystko odbywało się zgodnie z regulaminem (tak zrobił Radomiak, który na czas budowy stadionu przeniósł się na inny obiekt w Radomiu, który dostosowano do wymogów wyższej ligi). Po kilku latach obśmiewania przepisów Warta chce przenieść siedzibę do Grodziska Wielkopolskiego, żeby dalej łamać regulamin bez większych konsekwencji.

Warta Poznań z siedzibą w Grodzisku Wielkopolskim. Kroi się licencyjny fikołek?

Przepisy nie są egzekwowane także w Radomiu, gdzie od paru lat nie pojawiają się kibice gości. Jasne, klub zrobił wiele, żeby się pojawili – sam wykonał prace na dwóch stadionach, ale najpierw na przeszkodzie stanęła policja, potem MOSiR, który nie wykonał swojej części prac, natomiast na końcu jak kibiców gości nie było, tak nie ma. Z kolei tam, gdzie fani drużyn przyjezdnych pojawiać się mogą, nie są wpuszczani, jeśli przypadkiem noszą barwy Wisły Kraków. Biała Gwiazda od dawna nie ma zapewnionego w regulaminie wsparcia na wyjazdach i nikt nic sobie z tym nie robi.

Mnożyć można przykłady klubów, z których notorycznie dochodzą głosy o długach, zaległościach i problemach finansowych. Piłkarze Górnika Zabrze enty raz podnoszą larum, protestują, ale zabrzanie przez proces licencyjny przechodzą suchą stopą. Przypadek budowania klubów na kredyt i życia ponad stan nie jest zresztą jednostkowy, to wręcz nagminna sytuacja. W Anglii od niedawna sypią się za to surowe kary, ujemne punkty. Nad Wisłą można spać spokojnie, złamanie przepisów dotknęło tylko Skrę Częstochowa, która zataiła zaległości przed komisją. Nie dziwi jednak, że punkty odbierane są maluczkiemu klubowi, na który mało kto zwraca uwagę, a gdy przychodzi do rozliczania większych, wszystko się rozmywa.

Ciekawym przypadkiem są też przepisy narzucone przez UEFA, które zostały wpisane do podręcznika licencyjnego Ekstraklasy. Chodzi o ujemny kapitał własny czy wskaźnik kosztów zespołu. W praktyce mowa o tym, żeby wynagrodzenia nie przekraczały konkretnego procentu budżetu klubu, co wiązałoby się z brakiem licencji. To znaczy: powinno się wiązać, bo w regulaminie pojawia się hasło o tym, że naruszenie wskaźników nie będzie skutkowało odmową licencji. Freddy Furst z PZPN wyjaśniał nam, dlaczego rozwiązano to w ten sposób:

Teraz mówimy czysto teoretycznie, bo trzeba by było zmienić podręcznik licencyjny. Obecnie zostało to wprowadzone u nas, żebyśmy mieli kolejne narzędzie, które sprawdza jak bilansują się finanse klubów w Ekstraklasie. Jak klub przez trzy kolejne sezony nie będzie spełniał tych 90, 80 i na końcu 70 procent, to będziemy wprowadzać różne środki kontroli w postaci ograniczenia transferów i wydatków. Taki klub miałby na przykład limit na całość swoich wynagrodzeń, jak również najwyższe możliwe pensje, jakie mógłby proponować zawodnikom. Kluby muszą tak prowadzić swoją politykę finansową, żeby w tej zasadzie „kosztów zespołu” się mieścić. Obecnie jest to dla nas bardziej nowe narzędzie kontroli finansów niż mechanizm, który prowadzi do tego, że jakiś klub nie otrzyma licencji.

Freddy Furst z PZPN o przepisach licencyjnych [WYWIAD]

Początkowo miał to być program pilotażowy w sezonie 2023/2024 i egzekwowany w sezonie 2024/2025. Przejął się tym Janusz Filipiak, który postawił na drastyczne cięcia kosztów w Cracovii. W podręczniku licencyjnym na nadchodzący sezon nadal stoi jednak, że brak licencji nikomu nie grozi. UEFA rozlicza tylko kluby, których payroll wynosi minimum 30 mln euro, ale PZPN może zejść niżej, co skłoniłoby nasze kluby do lepszego zarządzania finansami. Tylko, jak widać, zapowiada się, że nie urośnie to do rangi czegoś więcej niż ciekawostki.

Jak gonić Europę, gdy nie przestrzega się żadnych zasad?

W polskiej piłce niewiele się zmienia względem czasów, w których byliśmy kompletnym zaściankiem Europy. Mamy coraz więcej pieniędzy, ale w momencie, w którym choćby nasi południowi sąsiedzi z Czech wykorzystali reformy UEFA i dorobili się drużyny w Lidze Mistrzów bez konieczności kwalifikacji, my nadal patrzymy na to z zazdrością, tułając się po dalszych miejscach rankingu, licząc punkciki, żeby raz na parę lat kogoś wyprzedzić, łudząc się, że już zaraz pofruniemy, gwarantując sobie świetną przyszłość w międzynarodowych rozgrywkach.

Być może mielibyśmy na to realne szanse, gdybyśmy w końcu zaczęli traktować siebie poważniej. W ostatnim czasie czerwona latarnia kobiecej ligi angielskiej, Bristol City, ogłosiła konkurs na stanowisko szefa działu analiz i rekrutacji, więc już nawet żeńskie drużyny dystansują Ekstraklasę, w której podobne struktury – wspomniani Czesi rekrutują już zagranicznych analityków i data scientist, dawno nam odjechali – niezbyt zresztą rozwinięte, posiadają może dwa kluby.

Myślenie o przyszłości nie za bardzo nas przejmuje, ale już kombinować potrafimy jak mało kto. Trener-słup, fikcyjne zmiany przenoszenie siedziby, omijanie kolejnych punktów regulaminu, wieczne szukanie wsparcia na spłacenie przeinwestowanej i przepłaconej kadry, która nie zrealizowała ambitnego celu w tabeli, co spowodowało dziurę w budżecie – sól życia rodzimych działaczy. Jak długo będziemy przymykać na to oko i dopuszczać do kolejnych takich sytuacji, tak długo na mecze z Liverpoolem i Milanem będziemy jeździli pociągiem do Pragi.

Niestety nie tej warszawskiej.

WIĘCEJ O PATOLOGIACH W POLSKIEJ PIŁCE:

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix, FotoPyK

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

Polecane

EURO GRILL #2 – ŁUKASZ GIKIEWICZ NASZYM GOŚCIEM W STUDIU

Paweł Paczul
0
EURO GRILL #2 – ŁUKASZ GIKIEWICZ NASZYM GOŚCIEM W STUDIU

Ekstraklasa

Polecane

EURO GRILL #2 – ŁUKASZ GIKIEWICZ NASZYM GOŚCIEM W STUDIU

Paweł Paczul
0
EURO GRILL #2 – ŁUKASZ GIKIEWICZ NASZYM GOŚCIEM W STUDIU

Komentarze

40 komentarzy

Loading...