Reklama

Wisła Kraków w końcu wystrzeliła. Szkoda, że sobie w kolano

Szymon Janczyk

Autor:Szymon Janczyk

24 lutego 2024, 19:42 • 6 min czytania 16 komentarzy

Wisła Kraków już niejednokrotnie naciągała granice absurdu do granic wytrzymałości, ale nie składa broni w tym niezwykłym wyścigu. Bije własne rekordy i czasy jak Max Verstappen w Formule 1. Tym razem, dzień po tym, jak GKS Tychy zdzielił ją w cymbał, postanowiła udowodnić, że wszystko mogło potoczyć się inaczej. Jak? Serwując nam wybitne dzieło kinematografii – kompilację wrzutek zablokowanych przez obrońców, strzałów na wiwat i skutecznych interwencji rywali.

Wisła Kraków w końcu wystrzeliła. Szkoda, że sobie w kolano

Możecie być lekko skołowani, ale nie ma co się dziwić. Ciężko do końca połapać się w tym, co właściwie zaprezentowała Wisła Kraków. Ni to skrót meczu, ni to zlepek najlepszych zagrań. Filmik bardziej przypomina to, co wypluwa nam YouTube po wklepaniu haseł „funny football moments”. Do ideału brakuje tylko podkładu z „Benny Hilla”.

Dość łatwo jest za to rozszyfrować, jaki był zamysł takiej publikacji — pokazać, jak to Wisła zdominowała przeciwnika, któremu, no cóż, po prostu się pofarciło, bo gospodarze byli krok od sukcesu. Udowodnić, że dach wcale nie przecieka, a poza tym w ogóle nie padało. Całkiem prosto też zorientować się, kto stoi za tym genialnym pomysłem i że przypadkiem jest to ta sama osoba, która jakiś czas temu wprowadziła do uniwersum polskiego futbolu Kasię z Marsa.

W byciu zwolennikiem podejścia Jarosława Królewskiego do futbolu nie ma niczego złego. Nie rozwodząc się nad szczegółami – gość chce dobrze, zwraca uwagę na to, w jakim kierunku zmierza świat. Rosnące na całym globie działy analizy danych, wzrost znaczenia platform typu „StatsBomb” i tak dalej: to nie przypadek, że futbol skręca w tę stronę, że korzysta z nowych technologii.

Kluczem w tym wszystkim jest jednak to, żeby znać umiar. I tu dochodzimy do problemu Wisły Kraków, która zaserwowała nam kolejny dowód na to, że wizja świata może być jedna. Koniecznie zgodna z narracją „Białej Gwiazdy”, ale już niekoniecznie pokrywająca się z faktami.

Reklama

Wisła Kraków z kompilacją roku. Kopie w obrońców i narzeka na skuteczność

Wisła Kraków zafundowała nam siedmiominutowy (i to w przyspieszeniu!) film. Kompilację swoich zagrań z przegranego meczu z GKS Tychy. Odwołała się przy tym do skuteczności, sugerując, że to właśnie pech, parady bramkarza rywali i niedokładność pod bramką przeciwników, sprawiły, że w ważnym spotkaniu komplet punktów zgarnęli tyszanie.

Spodziewacie się więc, że to kino pełne kuriozalnych pudeł, obijania słupków i poprzeczek, marnowania jednej sytuacji za drugą?

Otóż nie. Przez większość wątpliwego show oglądamy, jak to Norbert Wojtuszek, to Marko Dijaković, to Jakub Budnicki, bez większego trudu zatrzymują akcje „Białej Gwiazdy”. Zresztą, zamiast tylko opowiadać, dostarczymy wam po prostu dowód rzeczowy:

Gra „Białej Gwiazdy” na starcie drugiej części rozgrywek, delikatnie mówiąc, nie przypadła do gustu jej kibicom. Ci czasami mają zbyt wygórowane oczekiwania, nie ma sensu udawać, że nie. Tym razem jednak nic takiego nie ma miejsca, a krytyka jest zupełnie zrozumiała. Pomijając już to, że Wisła Kraków walczy o życie, bo kolejny brak awansu do Ekstraklasy w obecnej sytuacji finansowej to krok w stronę przepaści — przez całą zimę fanów pompowano zajebistością ostatnich działań ekipy ze stolicy województwa małopolskiego.

Reklama

Tak, Albert Rude to bardzo ciekawy trener; tak, w Małopolsce robią ciekawe rzeczy, wplatając naukę i liczby do futbolu, śladem większych od siebie. W pewnym momencie liczba peanów zaczęła być jednak niepokojąca, a odpływ w kierunku „pomagania” Barcelonie w poszukiwaniu trenera, był już zdecydowanym „overmarketingiem”. Sprzedać coś trzeba umieć, przesyt i przehajpowanie tematu mogą raczej zaszkodzić niż pomóc. Zwłaszcza gdy, przypomnijmy, krakowska publika potrafi być wymagająca.

Albert Rude: Nie mogłem odmówić Wiśle Kraków. Mam tu wszystko, czego szukałem [WYWIAD]

No więc po dłuższym okresie mniejszych i większych przesłanek kibice Wisły zobaczyli na murawie zespół, który ma dokładnie te same problemy, co jesienią. W pierwszym meczu Biała Gwiazda pokonała Stal Rzeszów rzutem na taśmę. W drugim GKS Tychy — drugi najmłodszy zespół w lidze, któremu do terminarza dorzucono jeszcze wyjazd do Łęcznej trzy dni przed spotkaniem w Krakowie — taktycznie roztrzaskał Wisłę nie tym, że zaparkował autobus, tylko tym, że lepiej grał w piłkę.

Albert Rude mógł dziękować niebiosom, że grający dla Stali Krzysztof Danielewicz trafił z rzutu karnego w słupek, bo można byłoby stawiać dolary przeciwko orzechom, że gdyby kopnął ciut lepiej, to Wisła świeciłaby w tabeli wiosny okrąglutkim zerem w rubryce „punkty”.

Wisła Kraków z wiosennym falstartem. GKS Tychy z lepszymi okazjami

W takich okolicznościach zakrzywianie rzeczywistości jest wręcz niewskazane. Wisła Kraków postanowiła jednak wpaść na Twittera ze swoim filmem jak słoń w skład porcelany. Nie po raz pierwszy ktoś w Małopolsce przecenia swoją umiejętność oceny sytuacji i podlewa ognisko benzyną, myśląc, że dzierży w dłoni gaśnicę. Zamysł pokazania dominacji nad przeciwnikiem średnio trzyma się kupy, gdy to, co w raporcie statystycznym jest „liczbą wejść w tercję ataku”, czy „progresywnym rajdem z piłką”, na wideo kończy się dośrodkowaniem w pierwszego obrońcę, odebraną przez rywala piłką czy po prostu klepaniem po obwodzie zakończonym ziewnięciem bramkarza po udanej interwencji.

Wydawało się, że ktokolwiek oglądał ten mecz, nie mógł wykombinować, że to, co widzi, to ogromny pech Wisły i szczęśliwe zwycięstwo ekipy Dariusza Banasika. Ktoś w Krakowie krzyczy jednak: potrzymaj mi laptopa piwo!

Zdjęcie z Beckhamem i algorytm. Jak Wisła Kraków znalazła Alberta Rude?

Oczywiście znów łatwo strzelić, skąd w ogóle wziął się pomysł na to, żeby pokazać światu, że jest w błędzie, bo Wisła tak naprawdę Z D O M I N O W A Ł A mecz. Według „WyScout” Wisła Kraków w obydwu meczach rundy wiosennej wygenerowała wyższy współczynnik przewidywanych bramek od rywala. I fajnie, zerkanie na xG rzuca lepsze światło na grę i wyniki zespołu (choć przede wszystkim w dłuższej perspektywie), natomiast nie bez powodu w poważnej piłce liczby idą w parze z tym, co widać na ekranie.

Tymczasem w meczu Wisły Kraków na ekranie widzieliśmy jedną dobrą okazję Białej Gwiazdy w 1. połowie (Miki Villar walnął w bramkarza), masę uderzeń odbitych przez obrońców i Macieja Kikolskiego, który na poważnie zajęty był przez jakieś maksymalnie dziesięć końcowych minut spotkania, kiedy GKS już całkiem opadł z sił. Do tego momentu więcej argumentów do sklejenia kompilacji „nieskuteczność” mieli raczej tyszanie.

Norbert Wojtuszek źle kopnął z pięciu metrów, trafiając w Alvaro Ratona. Dominik Połap, z sobie znanych powodów, postanowił w kontrze trzech na dwóch nie podawać nikomu. Szczerze mówiąc tylko w pierwszej połowie, tylko w tych dwóch sytuacjach, GKS mógłby pokazać więcej konkretów niż Wisła na siedmiominutowej taśmie z przyspieszeniem.

A przecież po przerwie był jeszcze samotny rajd Wojtuszka przez pół boiska, po którym podał piłkę bramkarzowi. Zresztą, zobaczcie sami:

Czy Wisła Kraków w siedmiominutowym skrócie ubolewającym nad nieskutecznością, ma choćby jedną taką sytuację?

Researcherzy chyba przypadkowo jej nie znaleźli, nie wycięli. Ech, ta skuteczność…

WIĘCEJ O 1. LIDZE:

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

1 liga

Ekstraklasa

Wiceprezes ŁKS zapowiada rewolucję kadrową: Będziemy musieli zastąpić 13 zawodników

Szymon Piórek
1
Wiceprezes ŁKS zapowiada rewolucję kadrową: Będziemy musieli zastąpić 13 zawodników

Komentarze

16 komentarzy

Loading...