Tomczyk o odejściu z Rakowa: Lekka trauma

Antoni Figlewicz

Opracowanie:Antoni Figlewicz

03 czerwca 2026, 08:48 • 2 min czytania 8

Reklama
Tomczyk o odejściu z Rakowa: Lekka trauma

Kadencja Łukasza Tomczyka była pod Jasną Górą niezwykle krótka. Były trener Polonii Bytom miał za zadanie zastąpić odchodzącego do Legii Warszawa Marka Papszuna, jednak władze klubu uznały, że chyba nie jest tym jedynym. Mimo zapewnień o jego silnej pozycji, szkoleniowiec stracił pracę w Rakowie po przegranym finale Pucharu Polski.

Reklama

Nie spodziewałem się. Każdy ma emocje. To był dla mnie duży gong. W 24 godziny przegrać pierwszy finał w życiu i zostać zwolnionym. Lekka trauma – mówi Tomczyk w rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą. 37-latek w roli pierwszego trenera poprowadził Raków w 17 spotkaniach, a tym ostatnim, jak sam zauważył, był mecz o pierwsze w jego trenerskiej karierze trofeum. Teraz podobny sukces nieco się oddalił – dopiero co Tomczyk został zaprezentowany jako trener Odry Opole.

Łukasz Tomczyk i Raków. „Musisz się maksymalnie nagimnastykować”

Trener w tej samej rozmowie przyznaje zresztą, że w jego opinii Raków nie jest najłatwiejszym miejscem do zrobienia pierwszego kroku w Ekstraklasie. – Moim zdaniem długość pracy trenera, pewien sufit w Rakowie i maksymalne wyżyłowanie tego klubu powoduje, że ty przychodząc tam jako trener, musisz się maksymalnie nagimnastykować, by coś dać klubowi i drużynie. A oczekiwania są bardzo duże – twierdzi Tomczyk.

Reklama

Zwraca też zresztą uwagę na model, który w Rakowie przez lata funkcjonował i do którego wszyscy są tam przyzwyczajeni. Punktem odniesienia u Medalików zawsze jest oczywiście Marek Papszun. – Utrzymać rygor pracy trenera Papszuna i zadbać o rodzinę? Moim zdaniem nie ma szans – przekonuje świeżo upieczony trener Odry Opole.

Teraz Łukasz Tomczyk przygotowuje się wraz z nowym zespołem do kolejnego sezonu, tyle że już w Betclic 1. Lidze. Dla 37-latka praca w Rakowie na jakiś czas pozostanie ekstraklasowym epizodem, ale niewykluczone, że niedługo znów zobaczymy go na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce. Z racji wieku ma jeszcze trochę czasu, by spróbować ponownie.

Fot. Newspix

Reklama
8 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Betclic 1. Liga

Reklama