Reklama

Far(m)erów najazd na Berlin

AbsurDB

Autor:AbsurDB

17 stycznia 2024, 08:46 • 7 min czytania 9 komentarzy

10% populacji kraju na tygodniowym wyjeździe 1600 kilometrów od ojczyzny. Jak to możliwe, że kraj wielkości Raciborza nie tylko gra na mistrzostwach Europy w piłkę ręczną, ale i odbiera punkty faworytom, a ich fani zachwycają intensywnością swojego dopingu cały świat?

Far(m)erów najazd na Berlin

Poniedziałek był dniem kulminacyjnym dwóch najazdów na Berlin: farmerów protestujących przeciwko cięciom dopłat do paliw oraz Farerów świętujących pierwszy awans ich reprezentacji na wielki turniej, czyli mistrzostwa Europy w piłce ręcznej.

Ci drudzy pobili historyczne światowe rekordy wyjazdowe w przeliczeniu na liczbę mieszkańców. Do Berlina z Wysp Owczych dotarło ich pięć tysięcy, zatem około 10% z liczącej 55 tysięcy mieszkańców ludności Wysp. Sama berlińska dzielnica Friedrichshain, w której rozgrywali mecze, ma dwa razy więcej mieszkańców, niż liczą całe Wyspy! Przy czym na meczach w Mercedes-Benz Arenie było ich moim zdaniem ponad pięć tysięcy, gdyż do fanów podróżujących samolotami z lotniska Vagar na Wyspach dołączyli liczni kibice mieszkający w Europie, głównie w Danii (gdzie mieszka ich ponad 20 tysięcy) i Niemczech. Proporcjonalnie do liczby mieszkańców to tak, jakby 3 miliony Polaków udało się na wyjazd 1600 km od Polski, ale ponieważ porównania przy takiej różnicy ludności nie mają większego sensu, spójrzmy na podobną skalę. To tak, jakby z Raciborza (liczy o trzystu mieszkańców mniej niż Wyspy Owcze) do Glasgow udało się kilka tysięcy raciborzan i spędziło tam prawie tydzień.

Jak to możliwe w przypadku tak małego kraju, z którego w niektóre dni odlatują 2-3 samoloty, w dodatku niewielkie ze względu na długość pasa startowego?


Podczas meczu Polska-Wyspy Owcze porozmawiałem z kilkoma fanami o fenomenie tego wyjazdu

Reklama

Najpierw kwestie logistyczne: federacja piłki ręcznej Wysp Owczych pomogła zorganizować loty czarterowe do Berlina wraz z narodowym przewoźnikiem. Fani wykupili całe pakiety: lot, autokar, hotel i bilety na mecze. W samym tylko hotelu Park Inn przy Alexanderplatz zamieszkało ich półtora tysiąca. Po kilku dniach w hotelu skończyło się piwo. Mimo że na hali i pod halą wyraźnie dało się dostrzec, że napoje wyskokowe nie są obce kibicom naszych rywali, to ich zachowania były bardzo kulturalne i pozbawione jakichkolwiek negatywnych emocji, nawet po przegranym meczu z Polską.

W oczy rzucał się także fakt, że w stolicy Niemiec zjawił się cały przekrój społeczny. Nie tylko 20-40-letni mężczyźni. Było mnóstwo osób starszych, wiele rodzin z dziećmi (także z małymi dziećmi), a przede wszystkim bardzo dużo kobiet. Milia z Torshavn tłumaczy, że znaczenie miał także fakt, że mecze rozgrywane są w Berlinie. Daje to możliwość zwiedzania atrakcyjnej turystycznie aglomeracji. Gdyby Farerzy trafili do grupy rozgrywanej w Mannheim, prawdopodobnie nie zjawiliby się tam w tak licznej grupie.

Miejscowi niemieccy kibice zdecydowanie trzymali w poniedziałkowym meczu kciuki za naszych rywali. Nie tylko dlatego, że Av Teigum (najlepszy strzelec meczu z Polską) gra w miejscowym klubie Fuechse Berlin. Po prostu Farerzy budzą zdecydowaną sympatię każdego, kto spotka ich w Berlinie. Dzięki swojej otwartości (dość nieoczekiwanej wśród ludów Północy), pasji i miłości do swojej ojczyzny i zespołu narodowego. Zwycięstwa życzyło im także wielu… Polaków, mimo że zapewniało nam ono rozstawienie w eliminacjach mistrzostw świata. Dzięki poniedziałkowej wygranej do awansu wystarczy nam wygranie jednego majowego dwumeczu z rywalami, wśród których są dość nisko notowane drużyny oraz… Wyspy Owcze.

Pytam spotkanego na hali Eyostein, czy kibice spodziewali się, że do ostatniego meczu grupowego ich reprezentacja walczyć będzie o awans. Mówi, że wiedzieli od wielu miesięcy do czego zdolna jest ta drużyna, a w Niemczech po prostu planowali pokazać to całej Europie. Pojawiają się obawy, czy przy tak licznych nieobecnościach włamywacze na Wyspach Owczych nie wykorzystają okazji i nie spróbują dostać się do niektórych z kilku tysięcy domów, które pozostały puste bez opieki. Eyostein twierdzi, że Farerzy to społeczność o silnych więzach międzyludzkich i takie sytuacje nie grożą im na Wyspach. Spytałem także, w jakich kolejnych sportach, poza piłką ręczną, Wyspy Owcze planują w najbliższych latach sprawiać podobne sensacje. Odpowiedzi jednoznacznie wskazują, że piłka nożna to sport, na którym skupia się zainteresowanie publiki. Reprezentacja nie wykorzystała okazji, jaką było bardzo szczęśliwe losowanie eliminacji futbolowego Euro 2024 – ponowne wylosowanie z pierwszego koszyka reprezentacji Polski może się nie powtórzyć. Jednak dziś piłka ręczna wychodzi na czoło sportów budzących największe nadzieje na przyszłe wielkie sukcesy tego kraju. Na niemieckich mistrzostwach mają drugą najmłodszą reprezentację, a największe gwiazdy: Elias Ellefsen a Skipagotu czy Hakun West Av Teigum mają dopiero 21 lat.

Reklama

Milia wcześniejsze mecze mistrzostw, także mecze z udziałem Polaków, oglądała w telewizji, a przyleciała do Berlina dopiero na mecz z Polską. Uważa, że we wcześniejszych meczach wypadliśmy słabo, jednak na mecz z jej drużyną przygotowaliśmy się znacznie lepiej i już w przerwie wiedziała, że trudno będzie Farerom wywalczyć awans. Potrzeba była do tego nie tylko wygrana z Biało-Czerwonymi, ale też wysoka porażka Norwegów ze Słowenią. Może i lepiej, że do tego nie doszło, bo samoloty powrotne zarezerwowane były już na wtorek i środę i do drugiej rundy w Berlinie byłaby w stanie zostać tylko część gości z dalekich wysp.

Tablica przylotów lotniska Vágar

Milia opowiedziała mi także o szkoleniu na Wyspach. Sama grała dość poważnie w piłką ręczną. Na Wyspach jest wiele hal do uprawiania tego sportu, nie tak wielkich jak ta (tu Milia z podziwem wskazuje na kilkunastotysięczną halę Mercedes-Benz Arena), ale warunki są naprawdę dobre. Każdy młody zawodnik wie, że jest częścią małego narodu. W 2002, czyli roku, w którym urodziła się Milia, ale także grający na mistrzostwach: Hakun West Av Teigum, Elias Ellefsen a Skipagøtu, Pauli Mittun i Pauli Jacobsen (trenowali ich ci sami trenerzy, co moją rozmówczynię) na całych Wyspach urodziło się 709 osób. To liczba dzieci w średniej wielkości polskiej szkole. Jednej. Taka polska szkoła ma często problem ze stworzeniem drużyny koszykówki, która byłaby w stanie rywalizować w mistrzostwach powiatu, a co dopiero stworzyć całą drużynę piłki ręcznej. Wysłanie przez taką jedną szkołę w jednym roczniku czterech zawodników na mistrzostwa Europy, na których remisują z Norwegią i nisko przegrywają ze Słowenią i Polską, to raczej sytuacja trudna do wyobrażenia.

W wieku około 10 lat dzieciom zadaje się pytanie: jak widzą swoje cele w danym sporcie? Jeśli stawiają na poważną karierę sportową, mają możliwość treningów z najlepszymi dostępnymi trenerami. Perspektywa gry w reprezentacji, na początku młodzieżowej, jest naprawdę nieodległa i chyba ta realna wizja bycia reprezentantem kraju to coś, co motywuje młodych Farerów do wytężonej pracy i postawienia wszystkiego na sport. W większych krajach, takich jak Polska, droga do młodzieżowej kadry choćby województwa, wydaje się znacznie bardziej wyboista i odległa. Dlatego, mimo że zasoby populacji mamy kilkaset razy większe, różnica w sile reprezentacji wcale nie jest tak wielka, jak można by się tego spodziewać.

Mimo że Wyspiarze mają ograniczone możliwości treningu zorganizowanego dopingu w takiej skali (grają w hali liczącej maksymalnie 1700 miejsc), ich wsparcie dla zespołu narodowego było na absolutnie światowym poziomie. Każdy kibic miał na sobie barwy narodowe, zawieszono mnóstwo flag, a przyśpiewki były niezwykle intensywne. Do śpiewów włączał się absolutnie każdy kibic na sektorze, który wyglądał jak wielka biała ściana.

Farerzy znani są też z ciekawych adaptacji. Na melodię hitu lat dziewięćdziesiątych „No limit” zespołu 2 Unlimited, śpiewają „Oli-Oli, Oli-Oli Mittun! Pauli-Pauli, Pauli-Pauli Mittun” – podobnie jak ponad dziesięć lat temu robili to kibice Manchesteru City w odniesieniu do braci Yaya i Kolo Toure. Pauli i Oli Mittun są braćmi, a osiemnastoletni Oli jest najmłodszym zawodnikiem rozgrywanych w Niemczech mistrzostw.


Wnętrze hali Høllin á Hálsi, zdjęcie autorstwa Antoniego Majewskiego

Trzeba podkreślić wielką jedność, jaką czują z kibicami piłkarze reprezentacji Wysp Owczych. W końcu jeżeli na trybunach jest twój fryzjer, nauczyciel biologii, sąsiadka i trzech kolegów z podstawówki, to czujesz zupełnie inną więź z kibicami, niż gdy grasz przed anonimowym tłumem. Dlatego też przed meczem piłkarze poprosili organizatorów o… cichsze odegranie ich hymnu narodowego, aby lepiej było słychać ich fanów. Także już po porażce z Polską, gdy spiker poprosił jednego z graczy naszego rywala o powiedzenie do mikrofonu kilku słów w rodzimym języku w kierunku trybun, ten odpowiedział, że właśnie śpiewana jest piękna pieśń kibiców i wolałby pozwolić im ją dośpiewać do końca, zamiast ją zagłuszyć. Takie podejście i taka więź zawodników ze wspomagającymi ich kibicami przydałyby się także w naszym kraju – szczególnie w reprezentacji piłki nożnej.

CZYTAJ WIĘCEJ O WYSPACH OWCZYCH:

Fot. archiwum własne

Kocha sport, a w nim uwielbia wyliczenia, statystki, rankingi bieżące i historyczne, którymi się nałogowo zajmuje. Kibic Górnika Wałbrzych.

Rozwiń

Najnowsze

Piłka ręczna

Piłka ręczna

Oficjalnie: Polska współorganizatorem mistrzostw świata 2031 w piłce ręcznej kobiet

redakcja
1
Oficjalnie: Polska współorganizatorem mistrzostw świata 2031 w piłce ręcznej kobiet

Komentarze

9 komentarzy

Loading...