Dwa najważniejsze mecze. Tak określali to spotkanie reprezentanci Polski. Dwumecz z Austrią miał bowiem rozstrzygnąć kwestię awansu na mistrzostwa świata. Gdyby Polacy się tam nie dostali, byłby to wynik dla naszego – i tak pokiereszowanego – szczypiorniaka katastrofalny. Pierwsze starcie daje jednak nadzieję, że wejść na turniej się uda. Biało-Czerwoni minimalnie, ale jednak byli lepsi od Austrii.
Piłka ręczna. Polacy o jeden kroczek bliżej MŚ
– Czujemy odpowiedzialność i zrobimy wszystko, żeby wygrać. Myślę, że drużyny Polski i Austrii różnią się dość mocno. Rywale mogą być lepiej zgrani, bo częściej grali w podobnym składzie w ostatnim czasie. Można mówić, że to Austria jest faworytem, ale to nie zmienia faktu, że musimy dać z siebie wszystko i wtedy wszystko jest możliwe. Nasze ostatnie wyniki na mistrzostwach były gorsze niż ich, ale teraz musimy spróbować ich pokonać i awansować – mówił przed dzisiejszym meczem na stronie Związku Piłki Ręcznej w Polsce trener Polaków, Jota Gonzalez.
W marcu Polacy – w drodze na MŚ – pokonali Łotyszy. Teraz stanęli przed Biało-Czerwonymi właśnie Austriacy. Dwumecz ułożony był, jakby nie patrzeć, korzystnie dla nas – najpierw mecz na wyjeździe, a w niedzielę u siebie, w Olsztynie. To atut, choć trzeba było zagrać dobry pierwszy mecz, by w ogóle takim był. Inne atuty? Do kadry po ponad dwóch latach wracał Szymon Sićko, na ogół – gdy grał – jej podpora. Powołani zostali też inni liderzy: Arkadiusz Moryto, Kamil Syprzak, Tomasz Gębala czy Michał Olejniczak.
Generalnie – do austriackiego Grazu pojechali Polacy w najlepszym możliwym zestawieniu. I chcieli wygrać.
Tak jak wygrywali i pięć poprzednich konfrontacji z Austriakami, choć od poprzedniej minął już dobrze ponad rok. Generalnie nasz bilans z tym akurat rywalem był niezwykle korzystny – na 25 spotkań wygrywaliśmy aż 18 razy (Austriacy sześciokrotnie, do tego jeden remis). O stawkę jednak nie graliśmy od mistrzostw Europy z 2022 roku, kiedy Polacy wygrali 36:31. Innymi słowy: nie było co wyciągać z tych ostatnich rezultatów zbyt dalece idących wniosków.
Tym bardziej, że to Austriacy lepiej w ostatnich latach – choć nie to, że dobrze – radzili sobie na dużych imprezach. A teraz obie te ekipy – i nasi reprezentanci, i Austriacy – walczyli o to, by na taką w ogóle pojechać. A na co trzeba było uważać? O tym też mówił trener Polaków w wypowiedzi dla oficjalnego portalu związku:
– Austria to dobry zespół, który radzi sobie w kontratakach. Jeśli będziemy tracić piłkę w ataku, będziemy mieć duże problemy. Musimy szybko wracać do obrony i starać się wykonywać zmiany tak szybko, jak tylko się da. Oprócz tego, Austria ma skutecznych zawodników i radzi sobie w grze jeden na jeden. Kluczowa będzie nasza obrona i powstrzymanie akcji jeden na jednego, których będą próbować Austriacy, a także maksymalne ograniczenie błędów i strat w ataku. Wymarzony wynik? Zwycięstwo. Taki rezultat pokazałby nam, że możemy pokonać takiego rywala i osiągnąć awans. To będzie bardzo ważne dla naszych morali.
Wyszło, że morale będą w porządku.
Ważna wygrana polskich szczypiornistów
Być może był to najlepszy mecz Polaków od dawna. W ostatnim okresie miewali bowiem problemy nawet ze słabszymi od Austriaków rywalami, często musieli gonić wynik, bo początki im po prostu nie wychodziły. Dziś za to weszli w mecz znakomicie. Szczególnie dobrze – Szymon Sićko i Piotr Jędraszczyk, którzy doskonale radzili sobie z defensywą rywali. Polacy wkrótce prowadzili już 8:4. Wtedy jednak czas wziął trener Austriaków, Iker Romero (zresztą były podopieczny Joty Gonzaleza), a po nim gospodarze jednak doszli do głosu.
Szymon Sićko 💪 Pierwsza bramka po powrocie do kadry 🇵🇱⤵️
📺 Super Polsat | Polsat Sport 3 | Polsat Box Go #handballpolska | @handballpolska pic.twitter.com/u7AJbfqTZS
— Polsat Sport (@polsatsport) May 13, 2026
W 20. minucie udało im się doprowadzić do remisu. Tyle tylko, że Polacy się tym nie podłamali, a wręcz przeciwnie – postanowili odpowiedzieć.
Końcówka pierwszej połowy była więc lepsza w ich wykonaniu i znów wyszli na prowadzenie. Warto w tym okresie pochwalić Marcela Jastrzębskiego, warto też pewność Mikołaja Czaplińskiego przy wykonywaniu rzutów karnych. Do przerwy było 15:13. I to był naprawdę dobry rezultat, po naprawdę dobrej połowie.
W drugiej części meczu gra się wyrównała.
Przede wszystkim dlatego, że obie ekipy kiepsko rzucały. Austriacy jednak – minimalnie lepiej, więc w końcu doprowadzili do remisu, 16:16. Biało-Czerwonych ciągnął Czapliński, który jako jedyny skuteczność zachował. W końcu obudzili się tez jego koledzy… ale powiedzmy, że jeszcze byli nieco zaspani, bo dalej nie rzucali wyjątkowo dobrze. Jasne, odskoczyli co prawda na cztery bramki (23:19), ale potem znowu nieco formy z przodu zgubili, z czego skorzystali Austriacy. No, pomógł też fakt, że Biało-Czerwoni połapali głupie kary dwuminutowe i grali w osłabieniu.
W każdym razie: zrobił się remis, 23:23. Ale to Polacy mieli inicjatywę i w końcówce udało im się ją wykorzystać. Najpierw za sprawą dwóch wspaniałych bramek Szymona Sićki z dystansu, a potem trafienia Macieja Gębali w końcówce. W rezultacie to Biało-Czerwoni są na minimalnie lepszej pozycji przed niedzielnym rewanżem. Minimalnie, bo wygrali jedną bramką, 26:25.
Pierwsza część planu wykonana! Wygrywamy z Austrią! W niedzielę w Olsztynie kontynuujemy dobrą passę! 💪 Będziecie z nami❓@TeamORLEN @SPORT_GOV_PL #TworzymyPolskiSport pic.twitter.com/QgGObtRWXj
— Handball Polska (@handballpolska) May 13, 2026
W niedzielę przekonamy się, czy tę przewagę utrzymają, powiększą czy też stracą.
Austria – Polska 25:26 (13:15)
Fot. Newspix
Czytaj również na Weszło:
- Tałant Dujszebajew odszedł z Industrii Kielce!
- Trener wicemistrzów Polski ma poprowadzić giganta!
- Otwarta droga dla klubów z Azji i Afryki do Ligi Mistrzów