Reklama

Jesień jak z horroru. 10 najgorszych momentów Legii Warszawa

redakcja

Autor:redakcja

20 grudnia 2021, 13:07 • 14 min czytania 77 komentarzy

Piłkarze zaatakowani przez kiboli w klubowym autokarze. Kuriozalne wypowiedzi Dariusza Mioduskiego. Pasmo porażek w Ekstraklasie, w tym choćby klęska w starciu z Piastem Gliwice. Katastrofalna kadencja Marka Gołębiewskiego. Kontrataki wyprowadzane na człapanego, rzuty rożne rozgrywane do własnego bramkarza. Nieskuteczność napastników, babole obrońców. No i przedostatnie miejsce w tabeli. Czas podsumować jesienną część sezonu w wykonaniu Legii Warszawa. A była to jesień jak z horroru.

Jesień jak z horroru. 10 najgorszych momentów Legii Warszawa

Łapcie TOP10 najgorszych momentów ekipy „Wojskowych”.

NAJGORSZE MOMENTY LEGII WARSZAWA JESIENIĄ 2021/2022 – RANKING

10. Pudło Emrelego z Lechem Poznań

Mahir Emreli. Tajemnicza jest to postać. W europejskich pucharach rozegrał kilka takich spotkań, że naprawdę można było go posądzać o to, że jest snajperem europejskiego formatu. Natomiast w Ekstraklasie nie ma takiej sytuacji podbramkowej, jakiej reprezentant Azerbejdżanu nie zdołałby koncertowo spieprzyć. Serio, ludzie wyliczający współczynniki spodziewanych goli chyba zaczynają wątpić w sens swojej pracy na widok tego, co napastnik Legii wyprawia na ligowych boiskach. Najlepszym i być może najboleśniejszym przykładem nieskuteczności Emrelego jest jesienne starcie Legii z Lechem Poznań.

Reklama

Taką patelnię miał Azer przy wyniku 0:0.

Naturalnie nie chcemy opowiadać, że gdyby Emreli wtedy trafił, to sezon w wykonaniu Legii potoczyłby się zupełnie inaczej. Bo pewnie by się nie potoczył, biorąc pod uwagę głębokie, strukturalne problemy całego klubu. Ale jest całkiem prawdopodobne, że „Wojskowi” ligowego klasyku by wówczas nie przegrali, a to zawsze jest jakaś deska ratunku, kiedy zespół tonie w kryzysie i potrzebuje haustu powietrza. Dodajmy zresztą fatalne pudła Emrelego w konfrontacjach ze Stalą Mielec, Piastem Gliwice… To są już trzy mecze, których przebieg napastnik Legii mógł w pojedynkę odwrócić. Dużo. Nie da się zatem nie wymieniać Azera w gronie zawodników, którzy najmocniej zapracowali na to, w jak fatalnym położeniu znalazła się drużyna. A mówimy tylko kwestiach boiskowych.

9. Zabójczy kontratak z Cracovią

Brak zaangażowania, kiepskie przygotowanie fizyczne? To są zawsze najprostsze wyjaśnienia fatalnej postawy zespołu. I wcale nie muszą być nieprawdziwe, aczkolwiek Legia Warszawa beznadziejnie prezentowała się również pod względem przygotowania taktycznego.

Dobrym przykładem jest scenka z meczu z Cracovią.

Reklama

Człap, człap, człap. To chyba najgorzej przeprowadzona kontra w historii futbolu. Jeden ciągnie z piłką, reszta stoi. Jak na podwórku po 23:00, kiedy wciąż chce się grać już tylko temu jednemu koledze, który nigdy nie opada z sił. Ale przecież na stadionowym zegarze wciąż widać bezbramkowy remis i dopiero szesnastą minutę. Trudno nie odnieść wrażenia, że piłkarze Legii po prostu nie wiedzieli, co mają robić na boisku.

Zabójcza kontra. Gracze Legii zabili ją w zarodku.

8. Gol Górnika Zabrze na 3:2

Jeden z nielicznych momentów, gdy w Legii dowodzonej przez Marka Gołębiewskiego coś drgnęło.

Pierwsza połowa wyjazdowego starcia z Górnikiem? Skandal, dramat, kompletne bagno. 0:2, a mogło być jeszcze gorzej. Jednak w przerwie meczu szkoleniowiec mistrzów Polski dokonał paru korekt taktycznych, zdjął żenujących Pekharta, Charatina i Ribeiro, no i, jak to się mówi, maszyna ruszyła. Nawet dziesięciu minut nie potrzebowali „Wojskowi”, żeby doprowadzić do wyrównania, a na tym nie poprzestali. Pachniało kolejnymi bramkami. Jednak summa summarum Górnik zdołał nie tylko opanować boiskową sytuację, lecz wbił warszawskiej ekipie gola na 3:2 w szóstej minucie doliczonego czasu.

Brutalne rozstrzygnięcie. Zamiast wiatru w żagle kolejna dziura w i tak idącej pomału na dno łajbie.

7. Odpadnięcie z europejskich pucharów

Rzadka to sytuacja, by zespół gromadzący sześć punktów w dwóch pierwszych meczach fazy grupowej europejskich rozgrywek kończył zmagania na ostatnim miejscu w tabeli. No ale Legii się ta niełatwa sztuka udała. Po dwóch udanych występach przyszła bowiem seria niepowodzeń.

  • 0:3 z Napoli na wyjeździe
  • 1:4 z Napoli u siebie
  • 1:3 z Leicester City na wyjeździe
  • 0:1 ze Spartakiem Moskwa u siebie

Przed ostatnią kolejką „Wojskowi” wciąż mieli realne szanse na wyjście z grupy. Zwycięstwo ze Spartakiem – dodajmy, że również mającym swoje problemy – zapewniłoby mistrzom Polski pucharową wiosnę i kolejny zastrzyk gotówki. Ale na tym etapie sezonu Legia była już do tego stopnia rozklekotana, że nawet naprawdę nędznie się prezentującego Spartaka nie potrafiła poskromić. Tomas Pekhart w ostatnich sekundach spotkania mógł jeszcze napsuć rywalom krwi poprzez trafienie z rzutu karnego, lecz w popisowy sposób spartolił jedenastkę. Co tu dużo mówić, obraz nędzy i rozpaczy.

Choć, skoro już o pucharach mowa, wspomnieć też wypada błysk Josue, który w starciu z Napoli sprokurował dwa karne, w tym jednego… przewrotką.

Serio, w sezonie 2021/22 po legionistach można się spodziewać dosłownie wszystkiego. Nawet najbardziej absurdalne scenariusze wchodzą w grę.

6. Dwa szybkie ciosy od Stali Mielec

W 42. minucie domowego starcia ze Stalą Mielec Legioniści zdołali wyjść na prowadzenie. Jeśli jednak któremuś z sympatyków warszawskiej drużyny wydawało się, że teraz to już będzie z górki, no to gorzko się taki optymista rozczarował. Legia na przerwę zeszła bowiem z wynikiem 1:2.

Spotkanie skończyło się porażką 1:3. Pełna katastrofa.

5. Marek Gołębiewski obsadzony w roli trenera pierwszej drużyny

Nie jest tak, że Marek Gołębiewski zawalił Legii sezon. Potrafimy wskazać co najmniej kilka osób w warszawskim klubie, które narozrabiały o wiele bardziej od niego. No ale mimo wszystko trudno jest sobie wyobrazić zmianę na stanowisku szkoleniowca, która przynosi jeszcze gorszy skutek. „Wojskowi” znajdowali się w kryzysie zanim Gołębiewski przejął stery w pierwszym zespole. Za jego kadencji drużyna nie tylko nie podźwignęła się z kolan, ale zupełnie padła na twarz.

Nie dźwignął tego były trener Skry Częstochowa. Nie sprawdził się jako strażak.

  • (Puchar Polski) 1:0 ze Świtem Szczecin
  • 0:2 z Pogonią Szczecin
  • (Liga Europy) 1:4 z Napoli
  • 1:3 ze Stalą Mielec
  • 2:3 z Górnikiem Zabrze
  • (Liga Europy) 1:3 z Leicester City
  • 1:0 z Jagiellonią Białystok
  • (Puchar Polski) 2:1 z Motorem Lublin
  • 0:1 z Cracovią
  • (Liga Europy) 0:1 ze Spartakiem Moskwa
  • 0:1 z Wisłą Płock

Utrzymanie się w grze o Puchar Polski – to jedyny sukces Gołębiewskiego. Poza tym 41-latek poległ na wszystkich frontach. Jasne, został rzucony na głęboką wodę. Jasne, nie pomagał mu właściciel klubu poprzez swoje publiczne wystąpienia. Ale mimo wszystko należało wymagać od szkoleniowca mistrzów Polski czegoś więcej. Czegokolwiek, jakiegoś pozytywnego impulsu, pomysłu na zespół. Tymczasem Gołębiewski do drużyny nie wniósł niczego. Chyba że do jego dziedzictwa zakwalifikujemy sławetne rzuty rożne w starciu z Wisłą Płock, po których Legia wycofywała piłkę do bramkarza albo traciła gola.

KIM JEST MAREK GOŁĘBIEWSKI? WYWIAD Z TRENEREM LEGII WARSZAWA

4. Lanie od Piasta Gliwice

55. i ostatni mecz Czesława Michniewicza w roli szkoleniowca Legii Warszawa. Na ławce rezerwowych warszawskiej drużyny tylko pięciu zawodników. Szkoleniowiec postanowił bowiem – jak się potem okazało, z powodów dyscyplinarnych – z premedytacją pominąć część piłkarzy przy ustalaniu kadry meczowej. Widać było ewidentnie, że Legia sypie się już w zasadzie na wszystkich płaszczyznach. Piast Gliwice skutecznie to obnażył na boisku.

Gliwiczanie generalnie mają za sobą słabiutką rundę, są jednym z największych rozczarowań jesiennej części sezonu w Ekstraklasie. Jednak na tle rozbitej Legii zaprezentowali się tak, jak gdyby ponownie walczyli o mistrzowski tytuł. Dość zresztą powiedzieć, że hat-trickiem w konfrontacji z „Wojskowymi” popisał się Alberto Toril, który później już ani razu nie wpisał się na listę strzelców w lidze, a w sumie zdobył jak dotąd tylko pięć goli dla Piasta. – Chciałbym z tego miejsca przeprosić wszystkich sympatyków naszego klubu, którzy byli dzisiaj na miejscu i tych, którzy oglądali nas w telewizji, za to co się tutaj wydarzyło. Nie mam nic więcej do powiedzenia i prosiłbym o niezadawanie pytań i uszanowanie tego – skwitował Michniewicz na pomeczowej konferencji prasowej.

SUKCESY I PORAŻKI MICHNIEWICZA W LEGII

3. Dariusz Mioduski usiłuje zatrudnić Marka Papszuna

Zabiegi Dariusza Mioduskiego o jak najszybsze wyciągnięcie Marka PapszunaRakowa Częstochowa początkowo sprawiały wrażenie dość dziwnych. Potem zrobiły się kuriozalne i w sumie całkiem zabawne. Aż wreszcie – stały się żenujące. Właściciel Legii, kierowany chyba zupełną desperacją, rozkręcił prawdziwą telenowelę ze szkoleniowcem Rakowa w roli głównej. Stawiając w niezręcznej sytuacji właściwie wszystkich wokół.

Choćby własnych pracowników, w tym trenera Gołębiewskiego.– Marek Gołębiewski nie jest trenerem tymczasowym. Podpisaliśmy kontrakt do czerwca 2022 roku czyli do końca sezonu. Zrobię wszystko, aby pomóc trenerowi tak, by pracował z pierwszym zespołem jak najdłużej – mówił jeszcze w październiku dyrektor Radosław Kucharski. Tymczasem miesiąc później prezes Mioduski (na godzinę przed startem pucharowego meczu z Leicester!) na łamach oficjalnego portalu Legii przekreślił wcześniejsze deklaracje. – Mogę potwierdzić, że chcemy się porozumieć z Markiem Papszunem i jego sztabem. Jeśli nie będzie możliwe zatrudnienie go zimą, to jesteśmy gotowi poczekać do końca sezonu. (…) Wierzę, że dołączenie trenera Papszuna, będzie dla Legii pozytywną zmianą, a on sam będzie potrafił w pełni wykorzystać potencjał naszego klubu, który ma dziś warunki do rozwoju na poziomie czołowych europejskich marek.

Odpalenie takiej bomby raczej nie umiliło Gołębiewskiemu ostatniej pogadanki przed starciem z „Lisami”.

LEGIA ZDOBĘDZIE PUCHAR POLSKI 2021/22? KURS: 2,10 W FUKSIARZU!

Oburzenia na łamach portalu Meczyki.pl nie ukrywał również wspomniany Michał Świerczewski. – Prezes Legii bardzo często publicznie podkreśla, jak ważny jest szacunek pomiędzy klubami Ekstraklasy, aby budować wspólnie silną ligę. Natomiast te słowa odbieram jako kompletne zaprzeczenie tej postawy. W szczególności do mniejszego klubu. To pośrednio wkroczenie w nasze interesy. Ta jasna deklaracja, że Legia chce naszego trenera, przecież musi wpływać na nastroje w Rakowie. Zakładam, że jest to również próba wywarcia presji na mnie, być może na trenerze Papszunie. Nie wiem, jaki dokładnie cel miał ten wywiad, bo nie rozmawiałem o nim z prezesem Mioduskim, ale na pewno uderza on w nasz klub i w naszą szatnię.

Możemy przyjąć, że prezes Mioduski zafiksował się perspektywą współpracy z Papszunem i uznał, że odczucia takich ludzi jak Gołębiewski czy Świerczewski guzik go obchodzą. Problem w tym, że jego desperacka kampania nie przyniosła żadnego pozytywnego efektu. Raków nie wypuścił trenera do Legii, która koniec końców z podkulonym ogonem powróciła do Aleksandara Vukovicia. Co gorsza, właściciel „Wojskowych” udowodnił, że jego spojrzenie na futbol pozostaje bardzo wąskie. Bo chyba nikt poza Mioduskim nie sądzi, że Papszuna – przy całym respekcie dla jego warsztatu – można traktować jako lek na całe zło.

MIODUSKI WYCHODZI DO KIBICÓW, LOGIKA WYCHODZI NA SPACER

2. Klęska z Radomiakiem i przerwa zimowa w strefie spadkowej

0:3 u siebie z beniaminkiem. 0:3 w pełni zasłużone, bezdyskusyjne. Wreszcie – 0:3 oznaczające zimę w strefie spadkowej, na przedostatnim miejscu w tabeli. Doskonała puenta dla katastrofalnej rundy jesiennej w wykonaniu Legii Warszawa.

Radomiak Radom przyjechał na Łazienkowską w świetnej dyspozycji, jako ekipa z ligowej czołówki i po prostu potwierdził na boisku, że jest w tej chwili o dwie-trzy klasy lepszym zespołem od walczącej o utrzymanie Legii. Do momentu utraty pierwszego gola mistrzowie Polski jeszcze jako-tako się trzymali, ale jak już zaliczyli pierwsze deski, to wola walki kompletnie ich opuściła. Czekali tylko na najniższy wymiar kary i z wypisaną na twarzach rezygnacją przyjmowali kolejne ciosy od nakręcającego się Radomiaka. – Drużyna jest w takiej sytuacji mentalnej i ma takie problemy kadrowe, że w każdym meczu potrzebuje pozytywnego impulsu. Ja wiem, że niezależnie od tego, jak się wynik otwiera, to trzeba dalej funkcjonować. Ale na dziś zespół źle reaguje na pierwsze niepowodzenie w meczu, jakim jest utrata bramki. Potem przeciwnik jest w stanie to wykorzystać – przyznał Aleksandar Vuković w Lidze+Extra.

Po meczu kibice Legii skandowali nazwisko szkoleniowca przyjezdnych, Dariusza Banasika, i generalnie celebrowali triumf ekipy z Radomia. To chyba najlepsze podsumowanie sytuacji, w jakiej znalazła się ekipa „Wojskowych” w grudniu 2021 roku. Choć poirytowany Artur Boruc rzucający piłką w dupę Mateusza Wieteski po utracie pierwszego gola również można idealnie posłużyć jako podsumowanie. Wiele to mówi o morale warszawskiego zespołu.

JAK BUDOWANY JEST RADOMIAK?

1. Piłkarze pobici przez kibiców

Innego wyboru na pierwszą pozycję w tym zestawieniu być nie mogło.

Skandaliczny incydent, do którego po prostu nie miało prawa dojść, a jednak się wydarzył. Grupa kibiców-bandytów wparowała do autokaru Legii Warszawa, gdy zespół wracał do stolicy po porażce 0:1 z Wisłą Płock, i zabrała się tam za wymierzanie fałszywie pojętej sprawiedliwości. Oberwali przede wszystkim Mahir Emreli i Luquinhas (mimo że do tego ostatniego akurat trudno mieć pretensje o postawę na boisku). – Poważniejszych obrażeń doznał Luquinhas. Otrzymał cios łokciem w twarz, poleciał na szybę i doznał obrażeń głowy, prawdopodobnie ma rozcięty łuk brwiowy – informował Onet.

Długo trzeba było czekać na jakąkolwiek reakcję władz Legii, ale w końcu stołeczny klub wydał wyczekiwane oświadczenie. – Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami i podjętymi środkami ostrożności, autokar z piłkarzami wracał do ośrodka treningowego w eskorcie policji. Mimo tych zabezpieczeń doszło do chwilowego zatrzymania pojazdu, a następnie wejścia kilku osób do autokaru i przejawów agresji wobec piłkarzy. W wyniku interwencji policji grupa została niezwłocznie rozgoniona – poinformowała Legia na łamach swojej ostatniej strony. Czyli, krótko mówiąc, klub najwyraźniej przewidywał niebezpieczeństwo, a jednak do autokaru ktoś się jakimś cudem wdarł i piłkarze dostali w łeb. No cóż. Grunt, że podjęto środki ostrożności. A że nie zadziałały? Na szczęście napastnicy zostali „niezwłocznie rozgonieni”, nie odwieziono ich autokarem pod dom!

TRADYCJA NA LEGII – NIE IDZIE? TO W DZIÓB

Pozostałe koszmarne momenty Legii Warszawa w rundzie jesiennej

Jeszcze wam mało? No to chętnie podzielimy się również wydarzeniami, które braliśmy pod uwagę przy tworzeniu naszego TOP10, ale ostatecznie się nie załapały. W sumie to teraz się zastanawiamy, czy nie należało tego rankingu po prostu rozszerzyć. Legia dostarczyła mnóstwo contentu.

  • stałe fragmenty w meczu z Wisłą Płock

O tym napomknęliśmy przy okazji omawiania piorunujących dokonań Marka Gołębiewskiego na ławce trenerskiej Legii. Samo zestawienie wyjściowej jedenastki na mecz z „Nafciarzami” było – ujmijmy to – kontrowersyjne, ale sposób rozegrania rzutów różnych przebił wszystko.

  • mowa ciała piłkarzy Legii w trakcie meczowych rozmówek

Bartosz Slisz wyglądający, jak gdyby miał się za chwilę rozpłakać. Ewentualnie zemdleć. Przygarbiony Artur Jędrzejczyk, który stara się nie patrzeć w kierunku kamery. Nie chcemy tutaj z piłkarzy Legii kpić. To był naprawdę przykry widok. Obraz ludzi kompletnie zmiażdżonych emocjonalnie.

Mentalna demolka.

W sumie to wiele (większość?) transferów przeprowadzonych przez Legię Warszawa w letnim oknie transferowym należy uznać za niewypały, ale Ihor Charatin zdecydowanie wyróżnia się w tym towarzystwie. Tym bardziej że trzeba było za niego zapłacić sporą sumę odstępnego i podpisał umowę do 2024 roku.

– Pozyskaliśmy zawodnika o profilu, którego brakowało nam do tej pory w kadrze. Jestem przekonany, że wniesie dużo jakości do zespołu, dzieląc się swoim dotychczasowym doświadczeniem i będzie wzmocnieniem naszej drużyny. Reprezentant Ukrainy gra na pozycji defensywnego pomocnika, posiada bardzo dobre warunki fizyczne, świetnie gra w powietrzu i jest niebezpieczny przy stałych fragmentach gry – zachwycał się Radosław Kucharski. Na razie jednak Charatin jest niebezpieczny tylko dla greenkeeperów, bo żaden inny piłkarz w lidze aż tak nie wydeptuje murawy w kole środkowym.

IHOR CHARATIN I JEGO ZWIĄZEK Z PELERYNĄ NIEWIDKĄ

  • Dariusz Mioduski na #LegiaTalk

Wydawać by się mogło, że to PR-owy samograj. Dariusz Mioduski wyszedł do kibiców, spotkał się z nimi w twitterowym pokoju „Legia Talk”. W takich sytuacjach sam fakt publicznego wystąpienia jest przyjmowany jako akt odwagi i siłą rzeczy korzystnie wpływa na wizerunek. A jednak właściciel „Wojskowych” przedstawił tak zdumiewające przemyślenia, że udało mu się mimo wszystko opuścić pokój na tarczy. – Rozumiem, że mamy trudną sytuację w tabeli, jeśli chodzi o ligę. Ale proszę o trochę obiektywizmu. Czy pikujemy? Właśnie zdobyliśmy mistrzostwo i gramy w pucharach, nawet z niemałymi sukcesami. Mamy problem, jeśli chodzi o ligę. Jestem pierwszym, który ten problem widzi. Nie można go lekceważyć i próbuję działać. Mam diagnozę, co się stało i kto jest odpowiedzialny za to. Mogę powiedzieć, że w 90% odpowiedzialny za to jest sztab, który był w Legii – diagnozował Mioduski.

I dodał: – Bardzo się cieszę, że trener Papszun ma silny charakter. Nie lubię takich, którzy kiwają głowami i mówią, jak jest pięknie. To, że ktoś ma wizję i przekonanie do niej – odpowiada mi to i tego szukam. Jest jeden warunek: to musi być zgodne z tym, co ja chcę.

DARIUSZ MIODUSKI NA LEGIA TALK

  • kłótnia Slisza z Jędrzejczykiem

A skoro już o tym duecie była mowa – między Sliszem i Jędrzejczykiem doszło też do kłótni… w trakcie meczu z Górnikiem Zabrze.

  • sprzedaż Josipa Juranovicia

Czy Josip Juranović był w sezonie 2020/21 najmocniejszym punktem mistrzowskiej Legii? Na pewno jednym z najmocniejszych. Czy było jasne, że zawodnik do tego stopnia wyróżniający się na tle ekstraklasowej konkurencji i mogący liczyć na powołania i występy w reprezentacji Chorwacji wkrótce wypromuje się do mocniejszej ligi niż polska? Tak, to było oczywiste. Ale sprzedanie prawego defensora do Celticu Glasgow za trzy miliony euro (czyli żadne wielkie kokosy) tuż przed rewanżowym starciem ostatniej rundy eliminacji do Ligi Europy zakrawa o sabotaż. Zwłaszcza że Juranović… nie miał wtedy w składzie dostępnego zmiennika. – Legia Warszawa zaprezentowała się właśnie jako klub śmieszny. Minimalistyczny. Bez ambicji. Klub, który chętnie awansuje do pucharów, ale jak najmniejszym kosztem. Klub, który nie chce zwiększyć swoich szans na awans, woli liczyć na to, że jakoś się uda – pisaliśmy na Weszło.

Koniec końców „jakoś się udało”. Legia w rewanżu pokonała 2:1 Slavię Praga i wdarła się do fazy grupowej Ligi Europy, przełamując wieloletnią pucharową niemoc. Ale dokonała tego raczej wbrew transferowym posunięciom działaczy niż dzięki nim.

NA JURANOVICIU LEGIA ZAROBI, ALE NASTĘPCY NIE WIDAĆ

***

Można by było tę wyliczankę jeszcze rozszerzyć. O dwie czerwone kartki legionistów w pierwszym przegranym meczu z Radomiakiem, o porażkę z Wisłą Kraków, o fatalne pomyłki obrońców i bramkarzy. Ale chyba już wystarczy. Jedno jest pewne – z takiego dołka naprawdę trudno będzie się z godnością podnieść.

CZYTAJ TAKŻE:

fot. FotoPyk

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

77 komentarzy

Loading...