„Zagubieni”. W rolach głównych piłkarze Legii [KOZACY I BADZIEWIACY]

Jakub Radomski

28 kwietnia 2026, 19:30 • 5 min czytania 12

Reklama
„Zagubieni”. W rolach głównych piłkarze Legii [KOZACY I BADZIEWIACY]

Miazga. Koncert. Absolutna dominacja. Takimi określeniami można opisać niedzielne spotkanie Lecha z Legią (4:0) i nie będzie w tym żadnej przesady. Jedni wyglądali jak zespół z dobrej europejskiej ligi, a drudzy jak przypadkowa zbieranina piłkarskich rzemieślników, pozbawionych kreacji. To, co stało się w Poznaniu, przekłada się oczywiście mocno na nasze jedenastki kozaków i badziewiaków. W tej pierwszej są też – wreszcie – piłkarze Widzewa. W drugiej dominują legioniści, ale mamy również pomocnika Arki Gdynia, który postanowił udowodnić, że można zaprezentować się jeszcze gorzej niż Paweł Wszołek i spółka. Mamy też dobrą radę dla napastnika Cracovii, który w ostatni weekend był wyjątkowo nieudolny.

Reklama

Pięciu piłkarzy Lecha wśród kozaków i czterech zawodników Legii pośród badziewiaków – już samo to obrazuje skalę tego, co wydarzyło się w niedzielę w Poznaniu. Lech miażdżył Legię aż 4:0 już do przerwy i mamy wrażenie, że gdyby nie zdjął w drugiej połowie nogi z gazu, byłoby jeszcze wyżej. Niby spotkanie ustawiła czerwona kartka, ale – litości – przecież Legia jeszcze przed wyrzuceniem z boiska Rafała Augustyniaka, kiedy tylko Lech przyspieszał, była bezradna.

Przemysław Wiśniewski i Lukas Lerager to dwa najlepsze zimowe transfery Widzewa Łódź

Ten mecz pokazał, że Lech znacząco przewyższa dziś Legię piłkarską jakością. Że, jak powiedział „Kowal” w „Lidze Minus”, zespół Nielsa Frederiksena to na teraz nie jest liga drużyny Marka Papszuna. To jeden szczebel wyżej.

Ali Gholizadeh znalazł się w naszym zestawieniu kozaków już siódmy raz w tym sezonie. Nie ma w Ekstraklasie piłkarza o porównywalnych indywidualnych umiejętnościach. Mikael Ishak może długo czekać na gola: miał cztery ligowe spotkania bez zdobyczy bramkowej, ale w tym najważniejszym dla wielu kibiców meczu trafił dwa razy do siatki. Patrik Walemark też był świetny, ale szczególnie warto wyróżnić Michała Gurgula, który miał w tym sezonie różne występy, zdarzały mu się proste błędy, a w meczu z Legią najpierw zaliczył asystę, a później strzelił gola. To był koncert Kolejorza, w którym nawet Timothy Ouma pokazał swoje najlepsze oblicze.

Uwaga, uwaga – wśród kozaków wreszcie jest dwóch zawodników Widzewa! I są to chyba goście, których należy w tym momencie uznać za dwa najlepsze zimowe transfery, czyli Przemysław Wiśniewski i Lukas Lerager. Czy Widzew w meczu z Motorem był świetny? Nie. Bardzo dobry? To też chyba za mocne określenie. Był po prostu niezły, bardziej zawiedli nijacy goście, którzy nie mogą być jeszcze pewni utrzymania (mają trudny terminarz).

Reklama

Wiśniewski był bezbłędny w obronie, kilkanaście razy skutecznie interweniował i miał udział przy pierwszym golu. Przypominał faceta z kadry Jana Urbana, który w Rotterdamie dzielnie walczył z Holendrami. A Lerager dołożył drugą bramkę i kibice Widzewa mogą bardzo żałować, że niedługo później doznał poważnej kontuzji, która wyklucza go na ponad pół roku. Gdyby Widzew miał w piątek przy Łazienkowskiej do dyspozycji wszystkich najlepszych zawodników, powiedzielibyśmy, że szanse w meczu z Legią są równe. Ale biorąc pod uwagę, jak wielki będzie problem w środku pola (uraz Leragera i pauza za kartki Juljana Shehu), chyba jednak zespół Papszuna jest faworytem. Mimo wpierdzielu w Poznaniu.

Aurelien Nguiamba dokonał dużej sztuki. Przebił piłkarzy Legii Warszawa!

Właśnie, Legia. Widzieliście to łamanie linii spalonego przez Pawła Wszołka? Faul Rafała Augustyniaka, który, abstrahując od tego, czy należała się czerwona kartka, też był wyrazem zagubienia i bezradności? Kompletną bezpłciowość drugiej linii, w której nic nie pokazali Jurgen Elitim i Kacper Urbański? Pytanie, czy ten ostatni w ogóle coś jeszcze w tym sezonie pokaże w Legii.

Można by w tym momencie krytykować Marka Papszuna, ale prawda jest też taka, że prowadzi zespół, w którym brakuje kreatywnych piłkarzy i nie ma raczej pieniędzy na gości naprawdę robiących różnicę. Papszun po prostu dostosowuje styl gry Legii do posiadanego „potencjału”. Nieprzypadkowo ostatni wyraz poprzedniego zdania wzięliśmy w cudzysłów.

Reklama

Dla osób przyzwyczajonych do wielkości Legii to trudne do przełknięcia, ale dziś ta drużyna po prostu nie może się równać z Lechem. Na szczęście w tym sezonie pozostały jej mecze ze słabszymi przeciwnikami. Jeśli Legia – tak się wydaje – wywalczy w czterech pozostałych kolejkach minimum cztery punkty, a powinna spokojnie to zrobić, to utrzyma się w lidze.

Był w tej kolejce zawodnik, który postanowił przebić to, co na boisku wyczyniali legioniści. Obejrzyjcie sobie sytuację, po której Piast Gliwice w meczu z Arką Gdynia dostał w poniedziałek rzut karny. Aurelien Nguiamba popełnił w jednej akcji trzy proste błędy. Zwłaszcza ten ostatni, skutkujący faulem na rywalu, był parodią tego, jak powinien prezentować się profesjonalny piłkarz. W Jagiellonii Francuz był zawodnikiem, który miał udane zagrania, nawet takie zwiastujące „przyjście z lepszego piłkarsko świata”, ale jednocześnie były momenty, w których jakby się zawieszał. Później czytaliśmy o tym, że narobił długów i w Białymstoku zjawiali się podejrzani ludzie. Transfer do Arki miał być trochę formą oczyszczenia. Działacze liczyli, że Nguiamba skupi się na piłce i będzie prezentował pełnię swoich umiejętności. Czy ją pokazuje? Niespecjalnie. Niby rozegrał 26 meczów w obecnym sezonie, niby często wybiegał w pierwszym składzie, ale daje Arce dwa razy mniej niż taki Sebastian Kerk.

Gdy Arka straciła w Gliwicach gola na 1:3, zaczęła wyglądać jak bokser, który rzuca ręcznik. Poddaje się. Nie chce już walczyć. Zabrakło zupełnie ambicji, determinacji, zaangażowania i Piast wchodził w obronę gości jak w masło. Bawił się, mimo że też grał o bardzo dużą stawkę. I w końcu władował jeszcze czwartego gola. Dlatego w jedenastce nie mogło też zabraknąć któregoś z obrońców Arki. Padło na Michała Marcjanika.

Wśród badziewiaków mamy też dwóch piłkarzy Cracovii – powiedzieć, że Sebastian Madejski nie popisał się przy golu dla Pogoni Szczecin, to użyć sporego eufemizmu. A dla Jeana Batouma mamy konkretną radę – chłopie, wejdź w internet. Może dzięki wyszukiwarce znajdziesz jakiś podstawowy kurs, jeśli wpiszesz frazę: „jak trafić w piłkę?”.

Reklama

JAKUB RADOMSKI

WIĘCEJ O PIŁCE NA WESZŁO:

Fot. Newspix.pl

12 komentarzy
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama