Unai Simon sam przeciw Barcelonie. Duma Katalonii pokonała Athletic

Sebastian Warzecha

27 sierpnia 2026, 23:22 • 5 min czytania 2

Reklama
Unai Simon sam przeciw Barcelonie. Duma Katalonii pokonała Athletic

Robił, co tylko mógł Unai Simon, by Athletic nie przegrał z Barceloną na Spotify Camp Nou. Nie na wiele się to jednak zdało, bo Barcelonie pomagali jego koledzy z linii defensywy. Athletic przegrywa więc drugi mecz w tym sezonie i drugi raz duży w tym udział mają jego obrońcy. A Barcelona na starcie sezonu ma bilans idealny – sześć punktów, siedem bramek z przodu, a z tyłu okrągłe zero.

Reklama

Barcelona wygrywa z Athletikiem. Rywale pomagali Dumie Katalonii

Wzmocniła się Barcelona latem – do klubu trafili Anthony Gordon, Rodri czy Karim Adeyemi. Na stałe sprowadzony został też Joao Cancelo, do tego problemów zdrowotnych aktualnie nie mają – co w poprzednim sezonie wcale nie było normą – Pedri, Lamine Yamal czy Raphinha. Wciąż pozostają pozycje, które zapewne można by lepiej obsadzić (szczególnie linia defensywy), jednak ma Hansi Flick do dyspozycji naprawdę solidną kadrę. Pokazali to piłkarze Dumy Katalonii na otwarcie sezonu, gdy 5:0 ograli Elche.

Wtedy szaleli właściwie wszyscy z linii ofensywy, w tym ci nowi – Adeyemi zdobył bramkę, Gordon po wejściu z ławki zaliczył dwie asysty.

Teraz poprzeczka w teorii szła w górę. Ale tylko w teorii, bo Athletic fatalnie rozpoczął nowy sezon, przegrywając na własnym stadionie 1:3 z Sevillą, zaliczając przy tym kompromitujące błędy w defensywie. Znów się takie przydarzały. Zresztą gra Basków ogółem nie zaskakiwała, nie mieli podopieczni Edina Terzicia pomysłu na to, jak sobie z gospodarzami tego starcia poradzić, zaliczali co najwyżej pojedyncze wypady na stronę Dumy Katalonii.

Reklama

I niemal nic z nich nie wynikało.

Raphinha otworzył. Znakomita wizja Pedriego

Miewał Pedri w ostatnich miesiącach wzloty i upadki. Na mundialu w pewnym momencie stracił miejsce w pierwszym składzie kadry Hiszpanii i ostatecznie z ławki rozgrywał decydujące mecze. Wcześniej w Barcelonie zdawał się momentami przeciążony natłokiem meczów, co zresztą nie było nowością. Jednak kiedy jest wypoczęty i w formie, to jest też piłkarzem wybitnym. Dyrygował środkiem pola Barcelony tak, że można było się zacząć zastanawiać, po co Blaugranie Rodri (który zresztą zaczął mecz na ławce).

I to Pedri właśnie otworzył Barcelonie drogę do bramki.

Najpierw zresztą sam do siatki trafił, ale gol został odwołany przez wcześniejszego spalonego Lamine’a Yamala. Skrzydłowy Barcelony rozgrywał dziwny mecz – na początku raczej psuł sytuacje, ale im dalej w spotkanie, tym więcej mu wychodziło. Skończył ostatecznie bez liczb, ale miał sporo dryblingów, napędzał akcje, raz trafił w poprzeczkę. Był też bliski otwarcia wyniku, gdy najpierw w słupek trafił Raphinha, a potem rywale w ostatniej chwili zablokowali strzał Yamala.

Reklama

Już wtedy dwoił się i troił Unai Simon, bo Barcelona oddawała naprawdę sporo strzałów. A im dalej w mecz, tym miał więcej roboty. Uległ jednak stosunkowo szybko, bo w 37. minucie. Pedri kapitalnie podał wtedy prostopadle do Raphinhi, ten urwał się obrońcom (którzy zastygli jak posągi) i ominął Simona. Bramkarz Athleticu minimalnie trącił jeszcze piłkę, ale nie na tyle mocno, by przeszkodzić Brazylijczykowi zdobyć bramkę. Wynik został więc otwarty, a plan gości się posypał.

Nie mieli już jak grać na remis, musieli spróbować coś zrobić i z przodu.

Reklama

Unai Simon i nikt więcej. Athletic był po prostu kiepski

Niby próbowali. Tyle że wiele kontrataków zatrzymywało się już na 30-40 metrów od bramki Barcelony po kolejnym niecelnym podaniu czy złym dryblingu. Jeśli już goście przedzierali się dalej, to przez indywidualne błędy zawodników Barcy – głównie Gerarda Martina. Po jednej z takich obcierek żółtą kartkę z konieczności zainkasował nieźle się prezentujący Xavi Espart. Poza tym jednak Joan Garcia raczej wiele do roboty nie miał.

W przeciwieństwie do Simona. Ten jeszcze przed przerwą kapitalnie zatrzymał Yamala w sytuacji sam na sam. A po zmianie stron to już w ogóle szalał. Kilka najlepszych interwencji w pewnym sensie wykasowano mu przez odgwizdane potem spalone (niesamowicie zatrzymał na przykład Karima Adeyemiego), ale i bez nich galeria obron Simona z tego meczu jest naprawdę imponująca.

Zatrzymywał Gordona, Yamala, Raphinhę, Fermina. Właściwie wszystkich rywali. Trzymał Athletic w grze niemal do samego końca – zresztą mało brakowało, a Baskowie ostatecznie by wyrównali, bo strzałem z dystansu popisał się Sancet, ale trafił w słupek (kontrowersją byłby potencjalny faul na Ericu Garcii, przez który gol mógłby zostać odwołany). Piłka nie wpadła jednak do siatki, a Barcelona ostatecznie trafiła drugi raz do siatki. Konkretnie zrobił to Fermin Lopez.

Wbił piłkę z kilku metrów do pustej bramki. Podał mu idealnie… Aymeric Laporte, środkowy obrońca gości.

Reklama

Trudno zrozumieć, co autor tego zagrania miał na myśli, nie wie pewnie nawet on sam. W każdym razie – dał Ferminowi nie stu-, a dwustuprocentową sytuację, Lopezowi pozostało tylko dotknąć piłki. Tyle wystarczyło, żeby dobić rywali. I Fermin to zrobił, a Barca mogła spokojnie dociągnąć mecz do końca. W międzyczasie – co warto podkreślić – na boisku pojawił się Rodri, zaliczając debiut w nowej ekipie, bo obok goli to był chyba dla kibiców moment tego meczu.

Barcelona może jednak dziękować Laporte’owi, bo w zeszłym sezonie zdarzały się spotkania, w których piłkarze z Katalonii nie wykorzystywali wielu sytuacji, a potem rywale potrafili ich zaskoczyć. Trochę stresu było, a gol na 2:0 bardzo w tym pomógł.

Reklama

Bo ekipa Hansiego Flicka po międzysezonowej przerwie gra tak jak przed nią – świetnie, szybko, składnie, nowi gracze z miejsca się wpasowali. Tylko tej skuteczności faktycznie brakuje. Jeśli uda się to zmienić – Barcelona może być nie do zatrzymania.

FC Barcelona – Athletic Club 2:0 (1:0)

  • 37′ Raphinha – 1:0
  • 82′ Fermin – 2:0

Fot. Newspix

2 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

La Liga

Reklama
La Liga

Kolejny komunikat Atletico Madryt. Chodzi o Juliana Alvareza

Braian Wilma
2
Kolejny komunikat Atletico Madryt. Chodzi o Juliana Alvareza
La Liga

Mbappe pogrążył Sociedad. Udany powrót Mourinho na Bernabeu

Jan Broda
1
Mbappe pogrążył Sociedad. Udany powrót Mourinho na Bernabeu
La Liga

Bright Ede będzie miał „napakowanego” kolegę. Treningi mogą być ciekawe

Maciej Bartkowiak
2
Bright Ede będzie miał „napakowanego” kolegę. Treningi mogą być ciekawe