Mbappe pogrążył Sociedad. Udany powrót Mourinho na Bernabeu

Jan Broda

Autor:Jan Broda

26 sierpnia 2026, 23:17 • 4 min czytania 0

Reklama
Mbappe pogrążył Sociedad. Udany powrót Mourinho na Bernabeu

4834. Dokładnie tyle dni Jose Mourinho czekał na powrót na Santiago Bernabeu w roli trenera Realu Madryt. Portugalczyk nie mógł wymarzyć sobie lepszego comeback’u na stare śmieci. Show skradł jednak Kylian Mbappe. Francuz popisał się hat-trickiem i po raz kolejny pogrążył Real Sociedad. Błyszczały też inne gwiazdy Królewskich. 

Reklama

The Special One najwyraźniej wyszedł z założenia, że zwycięskiego składu się nie zmienia. Po wygranej rzutem na taśmę z Espanyolem (2:1) na inaugurację sezonu Mourinho posłał do boju identyczną jedenastkę. Dumfries i Carreras na bokach, duet Bernardo-Valverde w środku pola, Bellingham do spółki z Gulerem z przodu, a do tego Mbappe z Viniciusem w ataku.

Zastanawiano się w Madrycie, czy takie natężenie gwiazd i ich ego w jednym miejscu jest w ogóle możliwe bez szkody dla dobra drużyny. Mou na kłopot bogactwa, zwłaszcza w ofensywie, nie zamierza jednak narzekać. – Plusy tej sytuacji zdecydowanie przesłaniają minusy. Zresztą ja też jestem tu od tego, by w tym wszystkim pomóc – przekonywał Portugalczyk przed spotkaniem.

Jeśli ktoś na Bernabeu miał więc obawy o współpracę między największymi indywidualnościami, to właśnie zostały one rozwiane. Real zagrał świetnie, od początku nadając tempo i rytm gry. Real, ale ten z San Sebastian, zamknął się z kolei za podwójną gardą na własnej połowie i wyczekiwał kontrataków. Pierwsze ostrzeżenie gospodarze wysłali już w 7. minucie, kiedy to Mbappe po podaniu Viniciusa stanął oko w oko z Remiro. Bramkarz wyszedł z tego pojedynku z zwycięsko.

To był zwiastun tego, co miało nas czekać w kolejnych minutach. Królewscy bezskutecznie próbowali skruszyć mur przez blisko trzy kwadranse, ale długie wymiany podań po obwodzie i przedzieranie się przez zagęszczony środek boiska nie przynosiły oczekiwanych skutków. Zawodnicy Mourinho nie tracili jednak cierpliwości, czekając konsekwentnie na błąd po stronie rywali.

Reklama

Ten wydarzył się wreszcie w 40. minucie. Fede Valverde przejął piłkę na połowie przeciwnika i natychmiast obsłużył prostopadłym podaniem Mbappe. Ten, gdy tylko dostał piłkę, od razu wiedział, co chce z nią zrobić i zapakował ją pod ladę bezradnego tym razem Remiro.

Wielki Mbappe, wielki Real. Sociedad jak aktorzy ze scenariusza

Na przerwę Real nie schodził jednak w najlepszych humorach, bowiem chwilę po golu Mbappe RSSS nieoczekiwanie doprowadził do wyrównania. Carreras nie przypilnował lewej strony, co otworzyło przestrzeń dla wbiegającego w pole karne Sucicia, który pewnie wykończył akcję.

Reklama

Ten bądź co bądź dość przypadkowe i z przebiegu gry raczej miało zasłużone trafienie podziałało na gospodarzy niczym czerwona płachta na zranionego byka. Uaktywnił się przede wszystkim Mbappe, który chyba przypomniał sobie, że Real Sociedad to jego ulubiony rywal w LaLiga. Francuz do bramki z pierwszej połowy dołożył dwie kolejne. 27-latek w ledwie czterech dotychczasowych meczach ligowych przeciwko drużynie z San Sebastian zdobył – bagatela – aż siedem goli.

Trzeba przyznać, że nie byłoby tego hat-tricka, gdyby nie Jude Bellingham. Anglik był dosłownie wszędzie – uderzał, podawał, kreował, odbierał. To właśnie on poklepał z Mbappe przy jego drugim golu oraz wypracował trafienie na 3:1 Viniciusowi. Uczciwiej byłoby powiedzieć, że to Bellingham zdobył gola Brazylijczykiem. Tylko popatrzecie, jaką tytaniczną robotę wykonał:

Reklama

Przy czwartym golu z kolei to Vinicius asystował Mbappe. Niewiele brakowało, a mielibyśmy na tablicy wyników piątkę z przodu, lecz sędzia nie uznał trafienia Brahima z powodu spalonego. Pół żartem, pół serio – może to i nawet lepiej, bo Real i tak się nachapał, a Real Sociedad i tak został po raz kolejny pogrążony. Aż trudno uwierzyć, że odkąd podopieczni Matarazzo triumfowali w kwietniu w Pucharze Króla, nie wygrali żadnego meczu w lidze (5 porażek, 4 remisy).

Reklama

Real Madryt – Real Sociedad 4:1 (1:1)

  • 40′ Mbappe – 1:0
  • 44′ Sucic – 1:1
  • 60′ Mbappe – 2:1
  • 68′ Vinicius – 3:1
  • 80′ Mbappe – 4:1

Fot. Newspix

0 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

La Liga

Reklama
La Liga

Bright Ede będzie miał „napakowanego” kolegę. Treningi mogą być ciekawe

Maciej Bartkowiak
2
Bright Ede będzie miał „napakowanego” kolegę. Treningi mogą być ciekawe
La Liga

Chelsea rusza po Alvareza. W ofercie… Nicolas Jackson

Kacper Korpak
1
Chelsea rusza po Alvareza. W ofercie… Nicolas Jackson