Cholera, Juventusu w takim wydaniu nie oglądaliśmy od dawna. O ile w pierwszej połowie prestiżowego starcia z Napoli zawodnicy Starej Damy byli wojowniczo nastawieni, ale nieskuteczni, tak po przerwie rozszarpali już ekipę z Neapolu na strzępy i to za sprawą dwóch przepięknych trafień. Goście od pewnego momentu rywalizacji mogli się już tylko modlić o końcowy gwizdek arbitra. Zostali po prostu zmasakrowani.
Wynik 2:0 nie świadczy może o deklasacji, lecz po przerwie na boisku istniała tylko jedna drużyna. I był nią właśnie Juventus.
Juventus – Napoli. Poszli na noże
Od samego początku na murawie naprawdę konkretnie iskrzyło. Przede wszystkim za sprawą gospodarzy, którzy zdecydowanie nie przebierali w środkach, walcząc o odzyskanie piłki. Już po dwudziestu minutach dwóch Turyńczyków – Douglas Luiz i Jhon Lucumi – miało na koncie żółte kartki. A to i tak za mało, bo na napomnienie zapracował także Teun Koopmeiners. I to takie napomnienie z adnotacją: „jeszcze jedno brutalne zagranie i wylatujesz z boiska”.
Generalnie można było odnieść wrażenie, że Juve – co tu kryć, grające w ostatnich tygodniach piach – postanowiło już w początkowej fazie uczynić z niedzielnego spotkania klasyczny mecz walki. Neapolitańczycy, też mający swoje problemy, nawet nie protestowali – natychmiast przystali na taki scenariusz.
Dlatego rzadko obserwowaliśmy w tym meczu ataki pozycyjne. Gracze tacy jak Kevin De Bruyne nie mieli wielkiego pola do popisu. Było natomiast sporo przewinień, dośrodkowań ze stałych fragmentów, boiskowych prowokacji i błyskawicznych przejść spod jednego pola karnego pod drugie. Aż dziw brał, że nie zaowocowało to golami, ale trzeba zaznaczyć, że obaj bramkarze – Guglielmo Vicario z Juventusu i Alex Meret z Napoli – przystąpili do tego spotkania w znakomitej dyspozycji. A czasami zwyczajnie dopisywało im szczęście. Mamy tu na myśli głównie golkipera gości, którego raz uratował słupek, a raz brak precyzji Kerima Alajbegovicia.
Co do zasady, całkiem przyjemnie się tę wymianę ciosów oglądało. Oczywiście nawet ktoś niezaznajomiony z obecną sytuacją w tabeli Serie A łatwo by się domyślił, że minęły już te lata, gdy Turyńczycy i Neapolitańczycy rozstrzygali między sobą kwestię scudetto. Jednak nogi na Allianz Stadium nie odstawiał nikt.
Dwa efektowne gole. Juventus znokautował Napoli
Ani Luciano Spalletti, ani Massimiliano Allegri (zawieszony i obserwujący mecz z perspektywy trybun) nie był jednak w pełni usatysfakcjonowany postawą swojego zespołu przed przerwą. Stąd aż trzy szybkie zmiany: jedna w ekipie Bianconerich, dwie po stronie Azzurrich. Po zmianie stron na boisku nie pojawił się już między innymi wspomniany przez nas De Bruyne. Być może sztab Napoli uznał, że szkoda kruchego zdrowia Belga na dalsze uczestnictwo w tej rąbance.
Cokolwiek jednak zaplanował Allegri i jego współpracownicy na drugą połowę – nie wypaliło.
O ile wcześniej mówiliśmy o wyrównanym meczu, wymianie ciosów, tak teraz Juventus zmiażdżył swoich oponentów. Nękał ich wysokim pressingiem, był bezwzględny w fizycznych starciach. Coraz bardziej porozbijane i zdezorganizowane Napoli w ogóle przestało gościć w polu karnym gospodarzy, o kreowaniu sobie okazji strzeleckich nie wspominając. Tymczasem Stara Dama systematycznie dokręcała rywalom śrubę, aż wreszcie dopięła swego. W 70. minucie spotkania Kerim Alajbegović skierował wreszcie futbolówkę do siatki. I kto jak kto, ale młody Bośniak naprawdę na tego gola zasłużył. Wyszarpał go sobie.
Pięknie to zresztą zrobił, sami zobaczcie:
𝐉𝐔𝐕𝐄 𝐍𝐀 𝐏𝐑𝐎𝐖𝐀𝐃𝐙𝐄𝐍𝐈𝐔! 🔥
Kerim Alajbegović popisał się kapitalną indywidualną akcją! Co za gol! WOW! 🤯👏 #włoskarobota https://t.co/rgA4kG2ElW
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) November 1, 2026
Kilka chwil później Napoli było już całkowicie ugotowane, ponieważ drugą żółtą kartkę zarobił Luca Marianucci. Ale gospodarze nie mieli zamiaru ryzykować, że jakaś przypadkowa akcja przyjezdnych odwróci losy spotkania w końcówce. Dalej naciskali, dalej byli w natarciu, a 67-letni Spalletti dokazywał przy linii bocznej jak młodzieniaszek. Każdy moment przestoju w grze Juve doprowadzał byłego szkoleniowca Napoli do szału.
W końcu Jeremie Boga uspokoił swojego trenera i dobił Napoli golem numer dwa. Też fantastycznym:
Jérémie Boga na 2:0! 🔥
Kolejny przepiękny strzał! Ależ nastawione celowniki mają dziś piłkarze Juventusu! 😮🎯 #włoskarobota https://t.co/9FG4xR8KRr
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) November 1, 2026
Co tu dużo gadać, gdyby Juve co tydzień prezentowało w Serie A takie właśnie oblicze, to na pewno nie musiałoby obecnie oglądać w tabeli pleców Frosinone. No ale jeszcze kawał sezonu przed nami. Teraz podopieczni Spallettiego muszą po prostu udowodnić, że mogą częściej funkcjonować na tak wysokich obrotach.
Juventus FC – SSC Napoli 2:0 (0:0)
- 1:0 – K. Alajbegović 70′
- 2:0 – J. Boga 87′
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. NewsPix.pl