Najmłodszy w historii. Antonelli mistrzem świata. Zasłużenie

Sebastian Warzecha

01 listopada 2026, 23:27 • 8 min czytania 1

Reklama
Najmłodszy w historii. Antonelli mistrzem świata. Zasłużenie

Andrea Kimi Antonelli zrobił to, do czego był stworzony. Włoski kierowca został mistrzem świata Formuły 1, w dodatku – najmłodszym w historii. Trafił w moment, w znakomity sezon Mercedesa – tak. Natomiast udowodnił swoje, bo przecież sezon zaczynał jeszcze jako nastolatek, a w bolidzie zachowywał się, jakby miał dekadę doświadczenia. To mistrzostwo zdecydowanie zasłużone. Antonelli jest wielki, a przede wszystkim – jest mistrzem.

Reklama

Andrea Kimi Antonelli mistrzem świata. Wielki sukces Włocha

W Formule 1 często tak jest, że idzie się w ślady ojca. Marco Antonelli co prawda nigdy się do F1 nie dostał, ale jeździł w wielu seriach, a potem – w Bolonii – prowadził własny warsztat, jest też właścicielem teamu, którego kierowcy występują w wielu seriach, w tym we włoskiej Formule 4. Andrea po prostu od kiedy był małym bobasem przebywał wśród tego samochodowego zgiełku.

Trudno o lepsze warunki, by wychować przyszłego mistrza świata.

Wiadomo jednak – warunki to jedno, a talent to zupełnie inna rzecz. Natomiast i tego drugiego nigdy młodego Antonellemu odmówić nie można było. Znakomicie radził sobie w kartingu, dwukrotnie wygrał seniorskie mistrzostwa Europy – miał wtedy odpowiednio 14 i 15 lat. Oczywistym było, że musi iść dalej. W 2022 roku królował więc w F4, a nawet zaliczał wygrane w wyższych seriach wyścigowych.

Reklama

Należał już wtedy do akademii Mercedesa, widzieli tam w nim potencjał. Choć, wiadomo, często jest tak, że taka akademia zgarnia wielu kierowców, a część z nich tylko dlatego, że mają dzianych rodziców lub ci po prostu mają znajomości. W przypadku syna byłego kierowcy, który siedzi w tym świecie, też mogło tak być.

Antonelli jednak na każdym kroku udowadniał, że jest inaczej. W 2024 roku trafił do Formuły 2, wygrał dwa wyścigi w sezonie, w generalce skończył 6.

Gdy jednak okazało się, że z Mercedesem rozstaje się Lewis Hamilton, Toto Wolff postanowił sięgnąć po swojego młodziana. Zresztą rok 2025 ogółem był sezonem debiutantów – aż sześciu zawodników rozpoczynało wtedy swój pierwszy rok w F1. Natomiast na Antonellego patrzyło najwięcej par oczu. Zastępował w końcu jednego z dwóch najbardziej utytułowanych kierowców w dziejach tego sportu, a pod wieloma względami – tego, co ustanowił wszelakie rekordy.

Reklama

Wolff uznał jednak, że skoro ma w zespole już całkiem doświadczonego George’a Russella, to może postawić na młodego Włocha. Dodawał też, że nie chciał „stracić kolejnego Verstappena” – lata temu odpuścił bowiem walkę o Maxa, nie chcąc dać 16-latkowi prowadzić bolidu F1.

Antonellemu, co prawda 17-letniemu, pozwolił w sesjach treningowych. A osiemnastolatka wsadził na fotel kierowcy na stałe.

Siła młodości

– Marzysz o tym, od kiedy byłeś małym dzieciakiem. To wielkie osiągnięcie dla każdego zaangażowanego, również naszych rodzin. Teraz zaczyna się trudna część. Dostaliśmy się tu, na najwyższy poziom, ale teraz będzie ciężko – mówił Kimi na spotkaniu dla debiutantów, przed sezonem 2025.

I faktycznie, było ciężko. Zaczął od rozwalenia bolidu na treningach przed sezonem, na Monzy. Potem jednak zaczął jeździć lepiej i lepiej, i lepiej.

Reklama

Już na start sezonu był 4. w Australii, potem dwukrotnie szósty. Po sześciu Grand Prix zaczęła się jednak bardzo trudna seria – na siedem kolejnych startów tylko raz zdobył punkty. Zawodził bolid, on sam popełniał błędy, czasem nie pomagali rywale. Generalnie – nie wychodziło. No, z jednym wyjątkiem. Bo akurat w środku tej złej passy… po raz pierwszy stanął na podium!

To było w Kanadzie, zajął tam trzecie miejsce (a kilka dni później… pisał szkolne egzaminy). I ogółem to zaczął w tamtym sezonie kolekcjonować rekordy. Z 2025 roku ma takie:

  • najmłodszy kierowca, który przewodził okrążeniu (18 lat i 225 dni, GP Japonii),
  • najmłodszy kierowca, który ustanowił najszybszy czas okrążenia (GP Japonii),
  • najmłodszy kierowca ruszający do sprintu z pole position (18 lat i 250 dni, GP Miami),
  • najmłodszy kierowca z podium w sprincie (19 lat i 75 dni, Grand Prix Sao Paulo),
  • najwięcej punktów wywalczonych w pierwszym sezonie (150).

Reklama

I wiecie, najważniejsza jest ta ostatnia statystyka – pokazuje bowiem, że jako debiutant Kimi radził sobie znakomicie. Jasne, punktowanie jest inne niż przed laty, oczek zdobywa się więcej. Oczywiście, trafił do mocnej ekipy, nie takiej gotowej rywalizować o mistrzostwo, ale solidnej, dającej szanse na podia – zresztą ostatecznie zaliczył takie trzy.

Do George’a Russella zabrakło mu co prawda sporo – Brytyjczyk miał 319 punktów, był czwarty w generalce – jednak nikt nie miał do Kimiego większych pretensji, ogółem ten sezon oceniano nieźle, ba, był blisko Lewisa Hamiltona w Ferrari (156 punktów, ale zero podiów!). Czyli było potwierdzenie, że to wielki, naprawdę wielki potencjał.

Drugi sezon miał być lepszy. I był.

Mercedes jest wielki, a Kimi największy

Sezon 2026 przyniósł w Formule 1 podwójną dominację – Mercedesa i Antonellego. Brytyjska ekipa przyszykowała bolid wyrastający ponad resztę stawki, zresztą widać to było już przed sezonem. Jednak wszyscy byli zgodni, że oznacza to w zasadzie jedno – szansę na mistrzostwo świata dla George’a Russella, po którym oczekiwano tego od dłuższego czasu. On zresztą wygrał na inaugurację, w Australii.

Reklama

A potem zaczęły się dziać cuda.

Grand Prix Chin? Wygrał Antonelli. Grand Prix Japonii? Antonelli. Grand Prix USA, Kanady i Monako? Antonelli, Antonelli i Antonelli. Pięć triumfów z rzędu, wielka seria Kimiego, która wyprowadziła go na pierwsze miejsce i to z wielką przewagą nad resztą stawki, bo George Russell zaliczył po drodze kilka wpadek. Tyle że tuż po tym sam Kimi miał dwa Grand Prix z problemami – przedzielone podium w Austrii, ale jednak – gdy nie zdobył punktów.

No i tak, jest sobie nastolatek (20. urodziny miał w sierpniu), który przewodzi klasyfikacji generalnej, ale nagle zalicza gorszy moment. To co, załamka? Presja dociera? Problemy? Pękanie pod naporem rywali?

Nie no, gdzie tam.

Reklama

Ten, jakby nie było, trudny test Kimi zdał na piątkę z plusem. Po Grand Prix Wielkiej Brytanii (15. miejsce), w kolejnych pięciu stawał na podium, z czego w trzech wygrywał. Jasne, miał najlepszy bolid. Tyle że takim samym dysponował George Russell, a jemu to akurat jazda wychodziła różnie. I w zasadzie już kilka rund temu było przez to wiadomo, że mimo prób Russella, walki Lewisa Hamiltona i małego odrodzenia Red Bulla z Maxem Verstappenem, mistrz może być tylko jeden.

Spowolnił nieco ten proces jego koronacji w Baku, gdy Kimi zajął 5. miejsce, potem 2. i 3. w Malezji (GP Bahrajnu, przeniesione tam) i Singapurze też nie pomogły, bo dwa razy wygrał Max Verstappen, ale triumf w USA swoje już zrobił. I wyszło tak, że Andrea Kimi Antonelli przed GP Meksyku w zasadzie mógł już przymierzać królewskie szaty i wybierać poduszeczki na tron.

Trudno jednak by było inaczej, skoro wygrał 9 z 18 dotychczasowych rund Grand Prix, a w pozostałych dziewięciu aż sześć razy stał na podium. Ledwie dwa razy nie dojechał w punktach, raz był piąty, ale zawsze (!) zapisywano mu rezultat (raz nie ukończył wyścigu, ale przejechał ponad 90% dystansu, więc zamiast „DNF” ma w statystykach miejsce). A więc nie tylko przebojowość, nie tylko wygrane, ale też wielka regularność. To u częściowo nasto-, a częściowo dwudziestolatka rzecz szczególnie robiąca wrażenie.

Bo kto jak kto, ale on nadal miał prawo popełnić błędy, zaprzepaścić jakiś występ. A nie tylko tego w zasadzie nie robił na co dzień, co jeszcze potrafił dbać o samochód.

Reklama

Wielki talent, wielkie wyczucie, no i wielki mistrz.

Mistrzostwo zasłużone. Antonelli był fantastyczny

Na Grand Prix Meksyku Kimi przyjechał z jednym celem: dojechać, co najmniej na 8. miejscu. Biorąc pod uwagę jego dotychczasowe rezultaty – wydawało się oczywiste, że tak się też stanie. A zresztą mistrzem mógł zostać nawet gdyby nie zdołał zająć tak wysokiego miejsca. W każdym razie: tak naprawdę Antonelli jechał swoje Grand Prix – tym razem, po raz pierwszy, nie po wygraną (choć nikt nie powiedział, że nie może jej zaliczyć), a po to, by zgarnąć znacznie cenniejszy tytuł.

Po drodze do tego ustanowił zresztą kolejne rekordy. Wyliczanka idzie tak:

  • najmłodszy zdobywca pole position (19 lat i 202 dni, GP Chin),
  • najmłodszy zwycięzca startujący z pole position (GP Chin),
  • najmłodszy kierowca z hat-trickiem, czyli wygrane kwalifikacje, najszybsze okrążenie w wyścigu i triumf w GP (GP Chin),
  • najmłodszy lider klasyfikacji generalnej (19 lat i 216 dni, GP Japonii),
  • najmłodszy kierowca, który wygrał dwa (i trzy, cztery oraz pięć, ale to później) Grand Prix z rzędu (GP Japonii),
  • najmłodszy kierowca z najszybszym okrążeniem w sprincie (19 lat i 271 dni, Grand Prix Kanady),
  • najmłodszy kierowca z Wielkim Szlemem – pole position, wygrana w wyścigu, najszybsze okrążenie i prowadzenie od startu do mety (19 lat i 286 dni, GP Monako),
  • najwięcej wygranych wyścigów w kolejności od pierwszego triumfu w karierze (5),
  • najmłodszy zwycięzca sprintu (19 lat i 313 dni, GP Wielkiej Brytanii).

No i najmłodszy mistrz, to dziś, już nie jako nastolatek, ale wciąż to rekord pobity o ponad trzy lata, do tej pory należał bowiem do Sebastiana Vettela – ten miał w momencie wywalczenia tytułu 23 lata i 133 dni. Włoch (20 lat i 68 dni) więc ten rekord nie tylko poprawił, ale wręcz zmiażdżył i w zasadzie trudno sobie wyobrazić, by ktoś miał go pobić. Bo Antonelli to sytuacja wyjątkowa. Wielki talent, co dostał świetny wóz i okazał się lepszy od bardziej doświadczonego kolegi już w drugim sezonie (czyli tytuł zdobył – od debiutu – tak szybko jak zrobił to… Lewis Hamilton!).

Reklama

Wiele się tu musiało zgrać. I się zgrało.

Ostatecznie jednak to zasługa Antonellego. Po dzisiejszym restarcie – gdy jeszcze raz ruszano z pól startowych – zaatakował Charlesa Leclerca i go wyprzedził. Nie musiał, ale nie bał się, pojechał po swoje i wjechał na trzecie miejsce. Robił Antonelli swoje, robił w świetnym stylu. Znów dojechał ostatecznie na podium, co prawda za Maxem Verstappenem i Lewisem Hamiltonem, ale to on był na koniec najszczęśliwszym gościem na torze.

Reklama

I jest to radość w pełni usprawiedliwiona. To był sezon Andrei Kimiego Antonellego. Sezon, który przecież jeszcze się nie kończy, mało tego – zostały cztery rundy.

A jak Włoch tak jeździł pod presją, to ciekawe jak pojedzie bez niej, z tytułem w garści?

SEBASTIAN WARZECHA

Reklama

Fot. Newspix

1 komentarz
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Pracował w Legii, trenuje Ronaldo. „Celem jest powrót do Ekstraklasy”

Mikołaj Duda
1
Pracował w Legii, trenuje Ronaldo. „Celem jest powrót do Ekstraklasy”

Formuła 1

Reklama