Powrót do najgorszych meczów. Iga Świątek poza Roland Garros

Sebastian Warzecha

31 maja 2026, 13:06 • 4 min czytania 42

Reklama
Powrót do najgorszych meczów. Iga Świątek poza Roland Garros

W 2019 roku, w swoim debiucie w Roland Garros, Iga Świątek doszła do IV rundy i w niej odpadła w meczu z Simoną Halep. Potem jej najgorszym wynikiem był ćwierćfinał. Przez kolejnych sześć edycji ani razu nie odpadła przed nim. Aż do dziś. Jej pogromczynią okazała się Marta Kostiuk, ale… wydaje się, że tak naprawdę główną rywalką Igi była dziś ona sama. Nie pierwszy raz w ostatnich latach.

Reklama

Iga Świątek poza Roland Garros. Beznadziejny mecz

Czy jest sens ten mecz dogłębniej analizować? Dla nas – chyba nie bardzo. Nie dlatego, że nie da się wyciągnąć z niego wniosków. Da się. Główny będzie jednak taki, że Iga Świątek może grać lepiej w wielu spotkaniach, ale od dwóch lat gdy przychodzi do meczu o wyższą stawkę, to niemal zawsze coś się u Polki zacina. Popełnia błędy, nie serwuje, jest po prostu, ujmując to jednym słowem – słaba.

Jeśli rywalka do tego będzie co najmniej solidna, to Iga przegra.

A Kostiuk dziś solidna była… choć i tak długo nie grała na swoim najlepszym poziomie. Czy jednak musiała? Wydaje się, że nie. Świątek po całkiem niezłym początku spotkania, potem zaczęła oddawać jej punkty. Po wygraniu pierwszych dwóch gemów serwisowych, straciła kolejnych sześć (!) z rzędu. To nie jest poziom mistrzyni wielkoszlemowej. To jest poziom juniorki, dziewczyny nieopierzonej, która dopiero zaczyna walkę o wielkie tytuły.

Napiszmy to wprost: to był fatalny, beznadziejny mecz Igi Świątek. Jeden z najgorszych w jej karierze.

Reklama

Co gorsza: Iga od momentu, gdy zaczęła grać słabiej, wyglądała, jakby pogodziła się z porażką i chciała po prostu jak najszybciej opuścić ten kort. Ne było widać ognia, tylko zniechęcenie. Owszem, w poszczególnych akcjach zdarzało jej się powalczyć, ale jeśli straciła punkt w stosunkowo łatwy sposób, to w następnej wymianie oddawała Kostiuk kolejny, jakby to była jakaś promocja jeden plus jeden. Rwnocześnie to mechanizm niezwykle trudny do zrozumienia, bo naprawdę – przez większość pierwszego seta to Iga była na korcie lepsza.

Konkretnie: do stanu 4:3. Z przełamaniem. Świątek świetnie rozegrała gema przy serwisie rywalki, po czym oddała swojego. Potem znów przełamała i znów straciła podanie. Trzeci raz dała się przełamać na stratę seta. A w drugiej partii nie wygrała ANI JEDNEGO GEMA SERWISOWEGO. Oczywiście, że nie chce się krytykować Igi Świątek, oczywiście, że chciałoby się uniknąć ostrych słów. Ale w tym momencie chyba trzeba:

Iga Świątek zagrała mecz, który nie dałby jej wygranej z tenisistką z trzeciej setki rankingu. I na pewno nie jest to coś, z czego byłaby zadowolona. Bo może grać na poziomie w pierwszych kilku rundach. Ale jeśli wystarczy jedna solidna rywalka, która rzuci jej wyzwanie, by Iga kompletnie się pogubiła, to coś tam całkowicie nie gra.

Czy to strona mentalna? Czy tenisowa? Czy jedna i druga? Czy wchodzą w grę rzeczy pozasportowe? Nie wiem, wydaje się, że przyczyną może być wszystko. Ale na pewno trzeba to jakoś rozwiązać, bo tak grająca Iga spadnie za moment w rankingu poza TOP 10. Trudno zrozumieć dlaczego nadal nie został zatrudniony ktoś konkretnie od poprawy serwisu. Trudno zrozumieć, o co chodzi z regularnością forehandu Polki, który dziś latał nie tyle po całym korcie, co po całym stadionie, czasem i dobrych kilka metrów za linię. A przede wszystkim: trudno zrozumieć, czemu tak łatwo aktualnie rozbić Igę mentalnie.

Reklama

To wszystko się na siebie nakłada. I to wszystko sprawia, że Świątek przegrywa ważne mecze. W efekcie brakuje jej pewności, a w efekcie tego z kolei – przegrywa kolejne spotkania. Dziś w dodatku porażkę zanotowała w 25. urodziny.

Może to pomoże jej podjąć radykalne kroki. Bo aktualnie Iga od dwóch lat – z krótką przerwą na Wimbledon – leci w dół i udaje, że wszystko się zgadza.

Reklama

A dziś było widać, że nie zgadzało się nic.

Marta Kostiuk z kolei – jeszcze niepokonana w tym sezonie na mączce! – pokazała, że może walczyć o najwyższe cele. Bo wypada ją też docenić, świetnie się broniła, utrudniała życie Idze. I gdy dało to efekt, a Iga zaczęła grać fatalnie – weszła na najwyższy poziom i spokojnie ten mecz domknęła.

Iga Świątek – Marta Kostiuk 5:7, 1:6

Fot. Newspix

Reklama

 

42 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama