Polscy siatkarze z awansem. Jest półfinał Ligi Narodów!

Sebastian Warzecha

30 lipca 2026, 15:45 • 4 min czytania 1

Reklama
Polscy siatkarze z awansem. Jest półfinał Ligi Narodów!

Polscy siatkarze mieli dziś wygrać. W zasadzie inny scenariusz zdawał się nie wchodzić w grę, bo naszymi rywalami w ćwierćfinale Ligi Narodów byli Ukraińcy. Owszem, kadra naszych sąsiadów – prowadzona przez Raula Lozano – rośnie ostatnio w siłę, jednak nie znajduje się w gronie potęg, do tego jej daleko. A Polska, wiadomo, od lat potęgą jest. I choć po drodze było nieco perturbacji, to Biało-Czerwoni faktycznie awansowali do strefy medalowej. I są o dwa mecze od obrony tytułu.

Reklama

Liga Narodów. Polscy siatkarze lepsi od Ukrainy. Jest półfinał

W fazie zasadniczej Ligi Narodów zajęliśmy drugie miejsce. Po kiepskim pierwszym turnieju – granym rezerwowym składem – nasi reprezentanci się rozkręcili i szli po swoje. Lepsi w tabeli okazali się tylko Japończycy, którzy nie przegrali ani jednego spotkania i po raz kolejny pokazali, że w ostatnim czasie stali się zespołem ze światowej czołówki. Biało-Czerwoni ćwierćfinał rozgrywali jako ostatni – wcześniej awansowali Słoweńcy (lepsi od Turcji), Japończycy (pokonali gospodarzy, Chiny) oraz kadra USA (odprawiła Włochów).

Polacy zadanie mieli – obok Japonii – na papierze najłatwiejsze. Ukraińska siatkówka się co prawda rozwija, ale to wciąż nie ten poziom, który powinien pozwalać rywalizować o medale wielkich imprez, w tym Ligi Narodów. Biało-Czerwonym zresztą tym bardziej zależy tu na złocie, że mogą obronić tytuł sprzed roku, a to jeszcze w historii Ligi Narodów czy wcześniejszej Ligi Światowej nam się nie udało. A jeśli chodzi o te rozgrywki już wyłącznie po zmianie nazwy – nikt nie ma jeszcze trzech tytułów, a o trzeci właśnie w tym roku gramy.

I tylko my. Bo Francuzi do TOP 8 nawet nie weszli, a Rosjanie co prawda powoli wracają do światowych rozgrywek, na razie jednak w nich (na szczęście) jeszcze nie grają. A to te dwie kadry wygrywały też LN dwukrotnie.

Innymi słowy – Polacy grają w Ningbo, gdzie odbywają się finały, o pewną historię. I zaczynali o nią walczyć meczem z Ukrainą.

Reklama

Polscy siatkarze lepsi od Ukrainy. W czterech setach

Wszystko dobrze się dziś zaczęło. Świetnie atakowali u nas czy to Wilfredo Leon, czy Bartłomiej Bołądź i to w dużej mierze za ich sprawą – w połączeniu z dobrą pracą w obronie – wyszliśmy na kilka oczek prowadzenia. Ukraińcy mieli w pierwszym secie długimi fragmentami problem, by dobić się do naszego boiska, bo szalał, podbijając kolejne piłki, Jakub Popiwczak, a i koledzy dobrze go w tym elemencie wspierali. Polacy grali znakomicie… do pewnego momentu. Bo gdy dobili do 20 punktów, nieco się zacięli.

U naszych rywali z kolei rozkręcił się wtedy Oleh Płotnicki, ich najmocniejsze ogniwo, który kilkoma zagrywkami udanie naruszył nasze przyjęcie. Ostatecznie jednak Polacy pozbierali się w kluczowym momencie, a do tego problemy atakujących rozwiązał nasz blok. Wygraliśmy więc pierwszego seta.

Reklama

W drugim Ukraińcy byli jednak wyraźnie nakręceni tym, jak poradzili sobie w końcówce pierwszej partii. Widzieli, że da się naruszyć naszą grę i że Polacy wcale nie są aż tak groźni. To podopieczni Lozano odskoczyli na trzy oczka, choć tylko na moment – u nas bowiem znów zadziałała obrona, a przy siatce nie do zatrzymania był Wilfredo Leon. Problemem była za to nasza zagrywka, spadły w zasadzie wszystkie jej wskaźniki, a skorelowało się to akurat ze wzrostem wartości serwisu u rywali.

A że we współczesnej męskiej siatkówce to element niezwykle ważny, to Ukraina na tym zyskiwała. I ostatecznie, choć do końca gra była naprawdę wyrównana, lepiej poradzili sobie nasi rywale. To oni wygrali tego seta i na przerwę obie ekipy schodziły przy wyniku 1:1.

Na tyle jednak było stać Ukrainę. W trzeciej partii jeszcze walczyli, ale tylko do pewnego momentu. Wreszcie zaczęli opadać z sił, więcej psuli – również z pola serwisowego. U nas świetnie wciąż grał Leon, a momentami dołączali się do niego czy to Tomasz Fornal, czy Artur Szalpuk, czy Kamil Semeniuk, czy Bartłomiej Bołądź. W zasadzie każdy z nich dodał coś od siebie, zdarzało się, że punkty dorzucali też środkowi. Było więc sporo opcji na rozegraniu i to też pomagało, a Polacy dobrze radzili sobie również przy sytuacyjnych, trudniejszych piłkach. Trzeciego seta wygrali odskakując w drugiej połowie partii.

Reklama

W czwartym nie było już historii – triumfowali 25:17 i od początku mieli przewagę. Świetnie atakowali, znakomicie pracował blok i ostatecznie – mimo wpadki w drugim secie – stosunkowo pewnie wygrali całe to spotkanie.

Teraz czeka ich trudniejszy sprawdzian, bo mecz ze Słowenią. Od pewnego czasu Polacy wyzbyli się już tej „klątwy” związanej z tą reprezentacją, ale przekonamy się, czy ta w Chinach nie wróci. Ten mecz w sobotę, rano polskiego czasu.

Polska – Ukraina 3:1 (25:22, 22:25, 25:20, 25:17)

Reklama

Fot. Newspix

1 komentarz
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama