Zeszło z nocki #12. Kolejny rekord Messiego, burza w Filadelfii

Kacper Korpak

23 czerwca 2026, 08:22 • 11 min czytania 1

Reklama
Zeszło z nocki #12. Kolejny rekord Messiego, burza w Filadelfii

Lionel Messi znów przesunął granice niemożliwego i kolejnym rekordem poprowadził Argentynę do awansu. Francuzi bez problemów ograli Irak, choć ich mecz na dłuższą chwilę przerwała gwałtowna burza. Norwegowie zafundowali kibicom pięciobramkowy thriller i pokonali Senegal, a Algierczycy długo męczyli się z Jordanią, by ostatecznie wygrać dzięki swojej skuteczności przy rzutach rożnych.

Reklama

Mistrzostwa świata 2026. Argentyna – Austria 2:0

  • 1:0 – Messi 38′ (as. Medina)
  • 2:0 – Messi 90+5′

Austria miała dobry plan na ten mecz, Ralf Rangkick sporo pozmieniał, przesunął m.in. Konrada Laimera na bok obrony, ale atakującym graczom trudno się było przedrzeć przez argentyńskie szyki. Niewidoczny był Paul Wanner, tak samo Marcel Sabitzer. Tak naprawdę to Emiliano Martinez miał do obrony tylko jeden strzał. Niewiele.

Ale mecz miał swoją historię. Zaczęło się od spudłowanego karnego przez Lionela Messiego i w zasadzie to… niewiele się działo. Sporo było fauli, brzydkiej gry, przerywanej, a bardzo mało sytuacji. Kiedy jednak już się zdarzyły, to takie naprawdę konkretne i dwie z nich wykorzystał Messi. To oznacza, że strzelił wszystkie gole dla Albicelestes na tym mundialu – pięć.

Kozak i badziewiak meczu Argentyna – Austria

Kozak? No głupie pytanie – musi to być Lionel Messi. Po pierwsze walnął dwa gole, a po drugie pokazał kilka przebojowych akcji niczym z dawnych lat, kiedy mijał Austriaków jak tyczki. Przypomnijmy – zaraz skończy 39 lat.

Reklama

Ależ zdjęcie…

Reklama

Łatwo byłoby wskazać jako najgorszego zawodnika tego, który spowodował karnego – Stefana Poscha. On jednak pokazał charakter, że w ogóle był w stanie zagrać w specjalnej masce. A w środku pola był (raczej statystował) sobie taki zawodnik – Xaver Schlager. Dosłownie każdy go objeżdżał, nie wiedział, co jest grane, a i był zamieszany razem z Poschem w rzut karny, bo obaj wzięli Lautaro w kleszcze. Notował też stratę za stratą.

Co się działo w meczu Argentyna – Austria?

Zacznijmy od rzeczy boiskowych. Przede wszystkim pudło Messiego z karnego.

Reklama

I od akcji na 1:0, tej, która zapewniła Messiemu, że został samodzielnym rekordzistą pod względem goli strzelonych na mundialach. Piękne przepuszczenie piłki przez Thiago Almadę. Asysta bez asysty.

Dziennikarz TyC Sports Joaquin Bruno ma zdjęcie życia.

Reklama

Na trybuny wpadła autorka mundialowego hitu, czyli Shakira. Nie, nie jest to AI, realizator wyłapał ją dwukrotnie – raz w okularach i raz bez nich.

Reklama

Wpadła też dwa razy starsza Pauline „Granny” Kana, stuletnia fanka Lionela Messiego, a prywatnie babcia Rossa Smitha, influencera znanego z pranków, który ma ponad 5 mln subskrypcji na YouTube. Pauline dwa lata temu zasłynęła viralowym transparentem: „Messi, czy wyjdziesz za mnie?”.

Reklama

Patrzcie na ekipę, która w ciągu kilku sekund gratuluje Messiemu – Jose Nestor Pekerman, Maxi Rodriguez, Thomas Mueller i Juergen Klopp.

Z takich istotnych kwestii – Argentyna straciła swojego podstawowego stopera Cristiana Romero, który musiał zejść z powodu kontuzji. To może być problem, bo zastąpił go staruszek Otamendi.

Reklama

Może nie w meczu, ale zadziało się też po nim w strefie mieszanej, bo Julian Alvarez odpalił prawdziwą bombę i powiedział, że chce odejść z Atletico Madryt.

Ciekawa statystyka w meczu Argentyna – Austria

Pierwsza statystyka musi być oczywista. Rekord. 18 goli na mundialach (PS „czternastka” Mbappe już nieaktualna)

Reklama

A tu macie fajną symulację – jak zmieniała się czołówka strzelców na mundialach.

Lionel Messi jest trzecim graczem, który strzelił gola w sześciu kolejnych meczach na mundialach. Wcześniej dokonali tego Just Fontaine i Jairzinho. W XXI wieku nie było żadnego takiego piłkarza.

Reklama

Mistrzostwa świata 2026. Francja – Irak 3:0

  • 1:0 – Mbappe 14′ (as. Olise)
  • 2:0 – Mbappe 54′ (as. Dembele)
  • 3:0 – Dembele 67′ (as. Olise)

Choć z powodu burzy przerwa w tym meczu potrwała aż dwie godziny, a całe spotkanie od pierwszego do ostatniego gwizdka niemal cztery, to ani przez chwilę nie było wątpliwości, która drużyna jest lepsza. Francja nie miała najdrobniejszych problemów z Irakiem i na barkach swojego kapitana, Kyliana Mbappe, rozbiła przeciwników 3:0.

Pierwszy gol – piękny strzał z dystansu. Drugi – wykorzystanie prezentu od rywala. Trzeci – skuteczność wobec kolejnej nieporadności przeciwników. Na boisku był jeden zespół wysokiej klasy i jeden totalny świeżak, który musiał zaakceptować różnicę klas.

Reklama

Kozak i badziewiak meczu Francja – Irak

Trudno wyróżnić na pierwszym miejscu kogokolwiek innego, jak tylko kapitana reprezentacji Francji. Kylian Mbappe w swoim 100. występie we francuskiej drużynie narodowej zdobył 59. i 60. bramkę. Ponownie pokazał jak powinien zachować się lider, a jego korespondencyjny wyścig z Lionelem Messim zaczyna nabierać rumieńców.

Na drugim biegunie musi znaleźć się Zaed Tahseen. To, co iracki obrońca odwalił przy bramce na 2:0, to absolutny kryminał. Nawet na zajęciach wychowania fizycznego w podstawówce za coś takiego należałaby się solidna bura, a co dopiero na mundialu. Masakra!

Reklama

Co się działo w meczu Francja – Irak?

Spotkanie zapisało się w historii ze względu pozasportowych. Po raz pierwszy na tegorocznym mundialu we znaki dała się pogoda. Przerwa zamiast piętnastu minut potrwała dwie godziny, a ludzie zgromadzeni na trybunach stadionu w Filadelfii dwukrotnie musieli je opuścić i schronić się przed ulewą i burzą.

Ostatecznie mecz udało się wznowić i dograć go do końca, choć widok opustoszałych sektorów i ciemnych chmur był surrealistyczny. To wszystko doprowadziło także do tego, że w drugiej połowie zrezygnowano z klasycznej przerwy na nawodnienie.

Reklama

Ciekawa statystyka w meczu Francja – Irak

Lionel Messi powiedział „walczymy”, Kylian Mbappe odpowiedział: „jestem”. Na dwa gole Argentyńczyka w meczu z Austrią, Francuz odpowiedział tym samym w spotkaniu z Irakiem. Obaj byli piłkarze Paris Saint-Germain rywalizują nie tylko o koronę króla strzelców obecnego mundialu, ale i miano najskuteczniejszego piłkarza w historii mundialu.

Po drugiej kolejce fazy grupowej Messi ma na koncie 18 trafień w dziejach swoich występów na MŚ i jest na pierwszym miejscu. Mbappe natomiast depcze mu po piętach mając 16 bramek – swoim wynikiem zrównał się już z Miroslavem Klose, który przed startem MŚ 2026 był samodzielnym liderem klasyfikacji.

Reklama

Mistrzostwa świata 2026. Norwegia – Senegal 3:2

  • 1:0 – Marcus Pedersen 43′
  • 2:0 – Erling Haaland 48′ (as. Martin Odegaard)
  • 2:1 – Ismaila Sarr 53′ (as. Sadio Mane)
  • 3:1 – Erling Haaland 58′ (as. Patrick Berg)
  • 3:2 – Ismaila Sarr 90+3′ (as. Nicolas Jackson)

Wynik sugeruje wyrównany mecz, jednak bliżej prawdy leży stwierdzenie, że Norwegia wygrała go dość pewnie. W pierwszej połowie zespół Ståle Solbakkena stworzył sobie kilka dogodnych sytuacji, w których Senegalczyków wyratował Edouard Mendy. Koszmarne błędy w defensywie przy starciu z ofensywą złożoną z takich piłkarzy jak Martin Odegaard i Erling Haaland w końcu musiały się źle skończyć dla ekipy z Afryki.

Senegalczycy w końcówce złapali wiatr w żagle, a Norwegowie zaczęli się nieco gubić w defensywie. To było jednak za późno na odwrócenie wyniku.

Kozak i badziewiak meczu Norwegia – Senegal

Po dublecie zanotowali Erling Haaland i Ismaila Sarr, ale lepsze wrażenie zrobił jednak Norweg. Senegalczyk w pierwszej połowie zdziałał niewiele – miał jedną okazję i fatalnie ją zmarnował. Haaland co prawda też nie wykorzystał świetnej okazji, ale za to powinien mieć asystę przy golu Odegaarda. Na przestrzeni całego meczu był większym zagrożeniem dla przeciwnika.

Przy badziewiaku nie mamy natomiast żadnych wątpliwości. Kalidou Koulibaly zaliczył absolutnie koszmarny występ. Był zamieszany w utratę każdej z trzech bramek, w dwóch przypadkach strata gola była efektem jego zagrania do rywala. Obrońca nawet nie dokończył meczu, trener zdjął go z boiska dwadzieścia minut przed końcem regulaminowego czasu gry.

Reklama

Co się działo w meczu Norwegia – Senegal?

Możemy już powiedzieć, że Norwegowie wrócili na mundial w wielkim stylu. Dwa mecze, dwa zwycięstwa, pewne wyjście z grupy. Podczas świętowania awansu z kibicami nie obyło się bez słynnego już „wiosłowania”.

Selekcjoner Ståle Solbakken po meczu od razu pobiegł na trybuny ucałować i wyściskać żonę. Ładny, wzruszający obrazek.

Reklama

Kalidou Koulibaly zaliczył jeden z najgorszych indywidualnych występów, jakie widzieliśmy na tym mundialu. Za symbol tej kompromitacji można uznać podanie do rywala, które zakończyło się stratą pierwszego gola.

Reklama

Erling Haaland dubletem przeciwko Senegalowi podjął rękawice rzucone przez Leo Messiego i Kyliana Mbappe w walce o koronę króla strzelców. Norweg, podobnie jak Francuz, ma na koncie cztery trafienia, obaj tracą jedno do legendarnego Argentyńczyka.

Reklama

Ciekawa statystyka w meczu Norwegia – Senegal

Erling Haaland tydzień temu zadebiutował na mundialu. Teraz jest już najlepszym strzelcem reprezentacji Norwegii w historii mistrzostw świata (wyprzedził Kjetila Rekdala, który w siedmiu meczach zanotował dwa trafienia).

Norweg jest też szóstym piłkarzem w historii, który zdobył więcej niż jedną bramkę w swoich dwóch pierwszych występach na mundialu. Jednocześnie dopiero drugim w ostatnich pięćdziesięciu latach – poprzednio takiej sztuki dokonał Harry Kane w 2018 roku.

Reklama

Bilans Haaland w kadrze jest chory i nieustannie zadziwia. Norweg ma już 59 bramek w 52 meczach. Potwór.

Mistrzostwa świata 2026. Jordania – Algieria 1:2

  • 1:0 Nizar Al Rashdan 36′ (as. Mousa Tamari)
  • 1:1 Nadir Benbouali 69′ (as. Riyad Mahrez)
  • 1:2 Amine Gouiri

Jordania znów pokazała, że na tym mundialu nie zamierza być tylko sympatycznym tłem dla faworytów. Po błędzie Algierczyków i błyskawicznym kontrataku Nizar Al-Rashdan wyprowadził Azjatów na prowadzenie. Algieria długo waliła głową w mur, miała ogromną przewagę w posiadaniu piłki, ale brakowało jej konkretów.

Po przerwie trener Vladimir Petković dokonał zmian, które odmieniły spotkanie. W 69. minucie Benbouali wykorzystał dośrodkowanie Mahreza z rzutu rożnego, a trzynaście minut później Gouiri dobił rywala po kolejnym stałym fragmencie. Algieria wygrała 2:1, zachowała szanse na awans do fazy pucharowej i jednocześnie zakończyła mundialową przygodę Jordanii.

Kozak i badziewiak meczu Jordania – Algieria

Kozak może nieoczywisty – Ramy Bensebaini. Był skałą w defensywie Algierii i jednym z głównych powodów, dla których Jordania po zdobyciu bramki praktycznie nie stwarzała już zagrożenia. Obrońca Borussii Dortmund wygrał aż 12 z 17 pojedynków i ani razu nie dał się minąć dryblingiem. Do tego dobrze wprowadzał piłkę i pomagał utrzymywać Algierczyków wysoko na połowie rywala. Nie miał udziału przy golach, ale gdy faworyt długo męczył się z niżej notowanym przeciwnikiem, właśnie Bensebaini dawał drużynie stabilność i pewność, że z tyłu nic złego się nie wydarzy.

Badziewiakiem spotkania zdecydowanie zostaje obrona Jordanii przy stałych fragmentach gry. Rycerscy przez ponad godzinę bronili się niemal bezbłędnie i byli o krok od historycznego zwycięstwa na mundialu. Wszystko rozsypało się jednak przy rzutach rożnych. Najpierw Benbouali uciekł kryciu i głową doprowadził do remisu, a chwilę później po kolejnym zamieszaniu w polu karnym Amine Gouiri wpakował piłkę do siatki. Dwa stałe fragmenty przekreśliły marzenia debiutantów o punktach.

Co się działo w meczu Jordania – Algieria?

Zdecydowanie bohaterem spotkania był azjatycki kibic, którego realizator bardzo sobie upodobał. Młody Azjata przy pierwszej okazji obudził się dopiero w momencie, gdy najechała na niego kamera. Drugie podejście to już jednak obrazek człowieka, który odleciał do krainy snów.  Taki klasyk potrafi wykończyć nawet najwytrwalszych fanów futbolu!

Ciekawa statystyka w meczu Jordania – Algieria

72 – tyle podań wykonała Jordania przez pierwsze 30 minut spotkania.

To pokazuje, jak wyglądał ten mecz. Jordańczycy praktycznie oddali piłkę Algierczykom i skupili się wyłącznie na przesuwaniu w defensywie oraz szukaniu pojedynczych kontrataków. Mimo tak niewielkiej liczby podań zdołali jednak objąć prowadzenie i przez długi czas byli bardzo blisko sprawienia kolejnej mundialowej sensacji.

Fot. Newspix

1 komentarz
Kacper Korpak

Pasjonat polskiej ligi. Wierzy jedynie w Boga i w prawa Ekstraklasy. Nie pogardzi dobrym jedzeniem i polskim żużlem. W przeszłości zamiast grać z kolegami w Minecrafta, oglądał jak Emilijus Zubas w pojedynkę próbował utrzymać GKS Bełchatów w Ekstraklasie. Twierdzi, że dzieci chętniej czytałyby książki, gdyby lekturą w szkole był Hrabia Monte Christo. W życiu chce jedynie pracować przy Ekstraklasie, spełniać marzenia i założyć szczęśliwą rodzinę.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama