Mecz Jordanii z Algierią nie brzmiał jak propozycja dla przeciętnego kibica. To bardziej spotkanie dla tych, którzy potrafią odpalić transmisję egzotycznych drużyn i po pięciu minutach przekonywać znajomych, że „tu naprawdę jest jakość”. Obrazem spotkania i tak zostanie śpiący kibic z Azji, który został ulubieńcem realizatora.
Posiadanie piłki? Przereklamowane
Atakować w tym spotkaniu zaczęła Jordania, która swoim stylem gry bardzo przypomina Wisłę Płock Mariusza Misiury z poprzedniego sezonu. Mało posiadania piłki i szybko posyłane piłki, które tworzą ogromne zagrożenie pod bramką rywali.
Sam początek meczu i groźny rzut wolny wykonywany przez Nizara Al-Rashdana, ale strzał pomocnika nie sprawił problemów Luce Zidane’owi. Dwie minuty później odpowiedziała Algieria. Amine Gouri wbiegł w pole karne i kompletnie niepilnowany oddał strzał, który minął bramkę o centymetry. W 12. minucie Rycerscy wyprowadzili kontrę. Ali Olwan dostał swoją szansę, ale nie zdołał pokonać bramkarza Algierii. Nie była to stuprocentowa okazja, jednak Jordania znów pokazała rywalom, że potrafi ukłuć.
Potem faworyci z Afryki długo rozgrywali piłkę. Rozgrywali i rozgrywali, tyle że niewiele z tego wynikało.
Największa gwiazda na trybunach
Największą gwiazdą tego spotkania nie okazał się żaden piłkarz. Miano MVP tego spotkania zdecydowanie trafia do kibica z Azji, którego fanem został realizator transmisji. Młody Azjata przy pierwszej okazji obudził się dopiero w momencie, gdy najechała na niego kamera. Jednak w drugim podejściu, gdy realizator uznał, że skoro na boisku niewiele się dzieje, to warto sprawdzić, czy chłopak doszedł już do siebie. Taki klasyk potrafi jednak wykończyć nawet najwytrwalszych i na ekranie ujrzeliśmy już w pełni śpiącego kibica.
Ktoś ogląda? Czy wszyscy naśladują tego młodego kibica?#JORALG pic.twitter.com/3yNTbXMGzI
— Kacper Korpak (@Ekstra_Pasjonat) June 23, 2026
W 20. minucie Algieria stworzyła sobie świetną okazję. Kapitalne podanie za linię obrony dostał Riyad Mahrez, który znakomicie opanował piłkę, ale później nie potrafił oddać porządnego strzału.
W 33. minucie gwiazdor Algierii dostał kolejną szansę. Tym razem znalazł się praktycznie sam na sam z bramkarzem, jednak ponownie nie trafił w światło bramki. Gdyby ktoś obejrzał tylko skrót z pierwszej połowy, mógłby nie uwierzyć, że to ten sam Mahrez, który przez lata czarował w Manchesterze City.
Ja do ciebie, ty do rywala!
Minutę po zmarnowanej okazji Mahreza w polu karnym padł Ait Nouri. Obrońca Algierii został kopnięty, a zawodnicy Lisów Pustyni od razu zaczęli domagać się jedenastki. Arbiter nie był jednak zainteresowany takim rozwiązaniem i nakazał grać dalej.
Po pół godzinie gry statystyki była bezlitosne. Jordania wymieniła zaledwie nieco ponad 70 podań. Rycerscy nie zamierzali dominować przy piłce. Ich plan był prosty: przetrwać i wykorzystać swoją szansę. Plan ten został idealnie zrealizowany pod koniec pierwszej odsłony.
W 36. minucie Jordania objęła prowadzenie. Abu Taha dośrodkował w pole karne, Mousa Al-Taamari zaliczył efektowny kiks i właśnie po jego „zagraniu” futbolówka spadła pod nogi Nizara Al-Rashdana. Pomocnik nie zmarnował prezentu i wpakował piłkę do siatki.
Debiutująca Jordania strzela drugiego gola na mistrzostwach świata! 🤩 pic.twitter.com/hYdK7R8fVQ
— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 23, 2026
Tuż przed przerwą Rycerscy mogli podwyższyć prowadzenie. Akcja zapowiadała się obiecująco, ale Abu Taha zamiast trafić w bramkę, oddał strzał we własną rękę. Też trzeba umieć…
Odmienione Lisy Pustyni
Po przerwie Algierczycy wrzucili wyższy bieg. Dłużej utrzymywali się przy piłce, zamknęli Rycerskich na ich połowie i zaczęli regularnie szukać okazji do wyrównania. Jordania próbowała odpowiadać kontrami, ale większość z nich kończyła się jeszcze przed polem karnym rywala.
W 54. minucie mocno z dystansu huknął Ibrahim Maza, jednak Yazeed Abulaila był tam, gdzie być powinien, i pewnie interweniował. Sześć minut później Maza spróbował ponownie. To była już kolejna akcja, która pokazywała, że Algieria coraz mocniej dociska, choć wciąż brakowało jej konkretów pod bramką Rycerskich.
W 62. minucie Jordania niemal uciszyła algierskich kibiców. Noor Al-Rawabdeh zdecydował się na uderzenie z dystansu i był bliski trafienia do siatki. Piłka jednak nie dokręciła się wystarczająco i minęła bramkę. Byłby to gol z gatunku tych, które ogląda się potem po kilka razy.
Fatalna defensywa przy stałych fragmentach gry
Algieria długo nie potrafiła stworzyć sobie naprawdę groźnej sytuacji z akcji, więc ratunku poszukała przy stałym fragmencie gry. I znalazła. W 68. minucie, po rzucie rożnym, najlepiej w zamieszaniu odnalazł się Nabil Benbouali. Napastnik, który pojawił się na boisku po przerwie, wpakował piłkę do siatki i przywrócił swojej drużynie nadzieję.
Lisy Pustyni czuły, że mogą pójść za ciosem, i w 82. minucie dopięły swego. Po kolejnym stałym fragmencie gry w polu karnym zrobiło się ogromne zamieszanie, z którego najlepiej skorzystał Amine Gouiri, pakując piłkę do siatki. Radość Algierczyków na chwilę przerwał Slavko Vincić. Po interwencji VAR gol został jednak uznany.
Algeria come from behind to beat Jordan 2-1 for their first World Cup win since 2014.
It also means Argentina have won Group J 🇩🇿🤝🇦🇷 pic.twitter.com/5hnh7SG5B6
— B/R Football (@brfootball) June 23, 2026
Ciężary faworyta
Do końca spotkania nie wydarzyło się już w zasadzie nic. Algieria po zdobyciu drugiej bramki oddała piłkę Jordanii i skupiła się na pilnowaniu wyniku. Rycerscy dostali więc to, w co niezbyt potrafią grać. Nie stworzyli sobie już żadnej dogodnej okazji, która mogłaby doprowadzić do wyrównania. Mimo porażki Jordania może schodzić z boiska z podniesioną głową. Postawiła się faworytowi i zmusiła Lisy Pustyni do naprawdę ciężkiej roboty. Algierczycy wygrali, ale żeby sięgnąć po zwycięstwo, musieli się dziś solidnie napocić.
Fot. Newspix