Zlatan Ibrahimović starzeje się jak mleko na słońcu

Marcin Długosz

23 czerwca 2026, 08:51 • 10 min czytania 3

Reklama
Zlatan Ibrahimović starzeje się jak mleko na słońcu

Piłkarze – czy ogólnie wielcy sportowcy – starzeją się bardzo różnie. Zwłaszcza po karierze, kiedy zainteresowanie medialne maleje w mgnieniu oka. Jednym życie po życiu wychodzi lepiej, innym gorzej. Zlatan Ibrahimović natomiast ewidentnie zapomniał, że już nie może co tydzień załadować gola z przewrotki, a ludziom trzeba imponować inaczej. I – mówiąc łagodnie – znad tego procesu dojrzewania zaczął unosić się niemiły zapach.

Reklama

[hoc]

Z boiska w dyrektory

Spójrzmy najpierw na sam koniec kariery piłkarskiej Ibry. W 2020 po powrocie do Milanu imponował jeszcze formą, strzelając regularnie gole w Serie A i notując asysty. Robił różnicę. Wszystko zmieniło się w listopadzie tamtego roku, kiedy w wyjazdowym meczu z Napoli doznał kontuzji. Po niej nic już nie było takiego samo.

Na chwilę ożywił się jesienią 2021, ale generalnie Ibra-piłkarz gasł w oczach. Mimo poważnej kontuzji kolana nie zdecydował się na operację i dotrwał w szatni Rossonerich do końca sezonu 2021/2022. Mediolańczycy wrócili na włoski szczyt po jedenastu latach przerwy, Zlatan został ojcem sukcesu, a jego przemowa w szatni to pamiętny obrazek po dziś dzień.

Reklama

Czy to był idealny moment na zakończenie kariery? Pewnie tak – mógł powiedzieć „przybyłem, zwyciężyłem” i zawiesić buty na kołku w glorii chwały. Ibra to jednak Ibra i nikt mu nie może mówić, co ma robić. Od razu na początku świętowania tytułu poinformował kolegów z drużyny: „Spokojnie, chłopaki, nie kończę kariery”.

Jak sam potem przyznawał – chciał to zrobić na swoich zasadach, w zdrowiu, a nie w momencie, kiedy to kolano każe mu zjeżdżać do bazy. Przedłużył więc umowę o rok, udał się na stół operacyjny i rozpoczął żmudną rehabilitację. Do gry wrócił w lutym 2023 roku, a chwilę później został najstarszym strzelcem gola w historii Serie A w wieku 41 lat i 166 dni.

Zamiast jednak odpowiednio zarządzać siłami, rzucił się na głęboką wodę. Pojechał na zgrupowanie reprezentacji Szwecji, z którego wrócił z kolejnym urazem. Potem, w kwietniu, już wracał do zdrowia, już się rozgrzewał przy linii bocznej San Siro w meczu z Lecce i…

Bęc. Kolejna kontuzja, tym razem łydki. Końcówka sezonu na straty, aż wreszcie decyzja – to dalej nie ma sensu. Ibrahimović chciał zadecydować sam, nie poprzez kontuzję, a i tak wyszło w ten sposób, dodatkowo jeszcze w gorszym stylu niż gdyby stało się to rok wcześniej.

Reklama

Zlatan Ibrahimović. Szara eminencja Milanu

Po patetycznym pożegnaniu na San Siro legenda futbolu zrobiła sobie kilka miesięcy przerwy, po których wróciła do klubu jako…

No właśnie – jako kto? Senior Advisor – Starszy Doradca. Brzmi jak elegancka nazwa funkcji w korporacji. Poza tym, że nikt do końca nie wie, co się za nią kryje. W pierwszej połowie 2024 roku Zlatan był całkowicie na marginesie, ale publika mu to przebaczała. Chociaż to nie było w stylu Szweda, panowała powszechna opinia, że po prostu uczy się zawodu i już za chwilę, już za momencik będzie czarował w garniturze, tak jak zazwyczaj w krótkich spodenkach.

Rozpoczął się sezon 2024/2025, przed którym Milan zdecydował się rozstać ze Stefano Piolim. Wybór Paulo Fonseki jako następcy Włocha był firmowany twarzą właśnie przez Ibrę. To on chodził na konferencje, ręczył za wybór nowego szkoleniowca i zapowiadał, jakiej to on pięknej i ofensywnej gry w Mediolanie nie stworzy.

Tak samo było z transferami – to Zlatan przedstawiał nowe nabytki klubu, chociaż nie był ani dyrektorem sportowym, ani nie pełnił żadnej określonej funkcji w pionie sportowym.

Reklama

Kiedy Fonseca rozpoczął swoją przygodę w Mediolanie i – delikatnie rzecz ujmując – nie wygląda ona najlepiej, z mediami konfrontował się także Ibra. Po wrześniowym meczu z Liverpoolem w Lidze Mistrzów, wprost o jego funkcję zapytał go Zvonimir Boban, który słynie z tego, że w słowach się nie pieści.

„Ja jestem szefem i dowodzę, wszyscy pracują dla mnie” – odparł Ibrahimović, po którym było widać, że jest bardzo bliski wytrącenia z równowagi.

Rewolucja przeprowadzona przez Szweda i spółkę w Mediolanie kompletnie się nie udała. Zostało to podsumowane na sam koniec 2024 roku, kiedy po domowym remisie 1:1 z Romą zdecydowano się zwolnić Fonsecę.

Reklama

Żeby jednak było śmieszniej, chociaż decyzja została już podjęta, Portugalczyka wysłano jeszcze na pomeczową konferencję prasową. Dziennikarze, który już wyniuchali temat, zaczęli zadawać mu pytania o zwolnienie, a zszokowany trener odpierał, że nikt z klubu o niczym go nie poinformował.

Kilka dni później przy prezentacji następcy Fonseki, Sergio Conceicao, Ibra publicznie przeprosił zwolnionego trenera. Przyznał, że takie ogranie wizerunkowe tej decyzji stanowiło spory nietakt. Przy tym media donosiły, że Szwed regularnie bywał w Milanello i wściekał się na piłkarzy, że nie potrafią odnosić dobrych wyników, ale krzyki na niewiele się zdały.

Pierwszy rok Zlatana w roli szarej eminencji zakończył się spektakularną klęską. Z klubu, który regularnie finiszuje w ścisłej czołówce tabeli Serie A i rywalizuje w Lidze Mistrzów, Milan stał się ósmą siłą we Włoszech i nie załapał się do żadnych europejskich pucharów.

Kumpel z USA i dymy z Allegrim

Ibrahimović ani myślał jednak pożegnać się z klubem, bo to oznaczałoby jego porażkę. A zwłaszcza, że przy tych wszystkich niepowodzeniach ewidentnie owinął sobie wokół palca właściciela Milanu, Gerry’ego Cardinale. Amerykanin mógł się wściekać mniej lub bardziej na trenerów, piłkarzy, członków zarządu, ale jego szacunek do Zlatana pozostawał na najwyższym poziomie.

Reklama

Chociaż wątpliwości i niejasności wokół Szweda – oficjalnie będącego raptem „doradcą” – narastały. Zwłaszcza w kontekście projektu Milan Futuro, czyli trzecioligowych rezerw, na których powołanie klub zdecydował się latem 2024 roku.

Klucze do tego przedsięwzięcia Ibra oddał Jovanovi Kirovskiemu, który przez ostatnie jedenaście lat pełnił funkcję dyrektorską w Los Angeles Galaxy i zapewne sam ściągał Zlatana do amerykańskiego klubu. Kontrowersje wywołało podarowanie funkcji trenera drużyny U23 Daniele Bonerze, a nie Ignazio Abate, który z sukcesami prowadził zespół młodzieżowy Milanu i wydawał się idealnym kandydatem do nowego projektu.

Milan Futuro okazał się spektakularną klęską. Ekipa mająca stanowić bezpośrednie zaplecze pierwszej drużyny zleciała z Serie C do Serie D, a w trakcie sezonu Bonerę zastąpił Massimo Oddo, któremu nie udało się uratować sytuacji. Mimo to ściągnięty przez Zlatana Kirovski dalej tym wszystkim dyrygował.

Reklama

Zlatan Ibrahimović i Jovan Kirovski obserwujący mecz Milan Futuro

Dlaczego? Ano zapewne dlatego, że pogonienie Amerykanina brutalnie odbijającego się od włoskiego futbolu, stanowiłoby obwieszczenie porażki Ibrahimovicia. To w końcu jego ziomek, który został ściągnięty do Mediolanu z USA osobiście przez człowieka wszechwiedzącego.

W pierwszej drużynie wdrożono natomiast sprawdzone rozwiązanie i związano się z Massimiliano Allegrim. Fakt, że i tak w klubie niespecjalnie panowano nad sytuacją i nie potrafiono dogadać się z trenerem na przykład odnośnie strategii na rynku transferowym, to temat na osobną historię. Ibrahimović natomiast pozostał „starszym doradcą”, a jednocześnie usunął się w cień. Przestał przychodzić na konferencje, prezentacje i tym podobne, często odpuszczał także mecze wyjazdowe Milanu.

Sezon Rossonerich długo przebiegał dość spokojnie, by nie powiedzieć – nudno. Bez europejskich pucharów, z luźnym graniem co tydzień i podążaniem na drugim miejscu za plecami Interu. Bez wielkich perspektyw na mistrzostwo, ale i z wygodną przewagą nad piątym miejscem.

Reklama

Wszystko się zmieniło, kiedy nadeszły tragiczne dla Milanu dwa ostatnie miesiące sezonu. Mimo pokonania Interu, ekipa z czerwono-czarnej strony Mediolanu popadła w kryzys. Przegrała z Lazio, a na Wielkanoc poprawiła wtopą z Napoli. Stało się jasne, że mrzonki o pierwszym miejscu trzeba odpuścić, a należy skupić się na obronie pierwszej czwórki.

Włoskie media opisywały, że relacje między Ibrą a Allegrim zaczęły się gwałtownie pogarszać. Zlatan miał nawet dzwonić do zawodników i sugerować im, żeby nie słuchali wszystkich wskazówek taktycznych Maxa, a na boisku zachowywali się inaczej.

Il Corriere della Sera opisywał także, że Zlatan na początku kwietnia odbył z Allegrim tak wielką kłótnię w Milanello, że przestał po niej… przychodzić do klubu. Ponoć pretekstem była niezgoda co do trzeciego bramkarza na nowy sezon, ale tak naprawdę obaj wylali na siebie nienawiść kumulowaną miesiącami.

Już w maju Włosi opisywali, że podczas jednej z kolacji zarządu, Ibrahimovicia i Allegriego musiał rozdzielać dyrektor sportowy Milanu, Igli Tare. Inaczej trener oraz starszy doradca po prostu daliby sobie po ryju, bo tak się nienawidzili.

Reklama

„Ibra to absolutne zło”

„Nie ma szans, żeby zespół był silny w szatni, jeśli silny nie jest klub” – powiedział niedawno Conceicao, analizując swoje burzliwe półrocze w Milanie. I widać to było jak na dłoni w kwietniu oraz maju. Trener skłócony z szarą eminencją, wszyscy przeciwko wszystkim, totalny chaos.

Efekt? Kompromitująca porażka z Cagliari w ostatniej kolejce i osunięcie się na piąte miejsce. Zamiast Ligi Mistrzów – Liga Europy. Zamiast milionów z UEFA – poczucie totalnego wstydu i zażenowania.

Tylko, no właśnie. Dzień po tej klęsce właściciel klubu, Cardinale, zwolnił Allegriego, Tare, dyrektora generalnego Giorgio Furlaniego, a także szefa skautów – Geoffreya Moncadę. A Ibra jak był pociągającym za sznurki bez żadnego jasno określonego stanowiska, tak pozostał nim nadal.

Wściekli kibice z zadowoleniem przyjęli informację o zwolnieniu Furlaniego, o co wnosili od miesięcy, a nawet lat, ale nie mogli uwierzyć, że po kolejnym kompromitującym sezonie swój stołek zachował Zlatan.

Reklama

„Ibra to absolutne zło” – głosił jeden z transparentów wywieszonych w Mediolanie pod koniec maja.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Sportitalia tv (@sportitalia_official)

Ale Szwed miał te wszystkie pojękiwania w dupie. Tak samo jak w dupie miał – oraz chyba ma nadal – projektowanie nowego sezonu i cały Milan. W momencie, w którym klub pozbawiony jest dyrektora generalnego, dyrektora sportowego i szefa skautów, wszechwiedzący Zlatan poleciał na mundial do Stanów Zjednoczonych mądrzyć się w amerykańskiej telewizji.

Reklama

W międzyczasie na stanowisko trenera zatrudniono Rubena Amorima, ale jak na to, że przygotowania do nowego sezonu ruszą za trzy tygodnie, Rossoneri są po prostu w dupie. Ciemnej i głębokiej. A człowiek, który ma ich z niej wyciągnąć, pieprzy kocopoły pod amerykańskiego widza i pajacuje ramię w ramię z Cardinale na gali UFC przy Białym Domu.

Zlatan jedzie na picu

Zresztą, z tymi występami Ibry w FOX to też ciekawa historia. W ostatnich dniach w Szweda bezpardonowo wjechał New York Times i po lekturze tych oskarżeń możemy stwierdzić, że Zlatan ma wywalone nie tylko na Milan, ale i na robotę, za którą dostaje zapewne ciężkie miliony.

Reklama

„Problemem Zlatana jest to, że nie wydaje się, żeby wiedział cokolwiek o licznych zespołach i ich zawodnikach. Kiedy FOX opowiadał historię amerykańskiego trenera Kanady, Jessego Marscha, wyglądało na to, że Zlatan nigdy o nim nie słyszał” – napisała amerykańska prasa.

„Takie było ryzyko, że występy Zlatana w telewizji nie będą na najwyższym poziomie. Gdyby Ibrahimovicia nie było na antenie, programy FOX stałyby na wyższym poziomie” – podsumował New York Times.

Mówiąc innym słowami – Ibrahimović po prostu jedzie na picu. Stwierdził, że po co ma wiedzieć cokolwiek o drużynach na mistrzostwach świata, skoro jest Zlatanem. I o ile takie podejście świetnie sprawdzało się, kiedy sam był piłkarzem – bo w każdej chwili mógł strzelić hat-tricka czy załadować gola z przewrotki, a wtedy wszystko uchodziło płazem – o tyle chyba nie przeklikało mu w głowie, że bawienie tłumów w ten właśnie sposób to przeszłość.

A zwłaszcza jeśli skonfrontuje się go z Thierrym Henrym, którego przygotowanie i błyskotliwe analizy amerykańska prasa podkreśla na każdym kroku. Ktoś powie, że taki urok Ibry – w końcu płacą mu za to, że jest sobą, a cytaty z niego latają wszędzie. Czym innym jest jednak cięta opinia, nawet bezpardonowa, a inna kwestia to totalne wywalenie jaj na obowiązki i brak szacunku do pracodawcy oraz swoich odbiorców.

Reklama

Doniesienia ze Stanów Zjednoczonych kompletnie jednak nie dziwią. Dokładnie tak samo Zlatan zachowuje się w roli szarej eminencji Milanu. Nie przyznaje się do żadnych błędów, idzie w zaparte, a przy tym nie może uskuteczniać charakterystycznej dla siebie pajacerki, bo już nie gra w piłkę. To, co świetnie sprawdzało się w krótkich spodenkach, w garniturze nie ma już racji bytu.

Nie wspominając już nawet o tym, że w wydanej w 2022 roku książce „Adrenalina” Szwed wyśmiewał piłkarzy idących po karierze do mediów i określił ich mianem tych, którzy zwyczajnie szukają atencji.

O postaciach takich jak Ibrahimović zwykło się mówić, że jeśli są po twojej stronie, to je kochasz, a jeśli przeciwko – nienawidzisz. Tak było ze Zlatanem-piłkarzem. Poziom braku profesjonalizmu, chybionych decyzji i arogancji w roli osoby pociągającej za sznurki dawno już jednak przebił skalę i w ciągu trzech lat Ibra w Milanie został zdegradowany w oczach kibiców z idola, którego kochali, do głównego winowajcy, którego nienawidzą.

Reklama

Na zakończenie warto chyba po prostu przytoczyć niedawne słowa Marco Materazziego, który został zapytany o działania Zlatana przez sprytnego dziennikarza mającego świadomość, że obaj panowie bardzo się nie lubią.

„Ja na Zlatana nie powiem złego słowa. Biorąc pod uwagę to, co tworzy w Milanie, jest największym interistą w historii”.

Cóż. To tyle.

Reklama

Fot. Newspix

3 komentarze
Marcin Długosz

Serie A, Serie B, Włosi w europejskich pucharach - kocha wszystko, co spod znaku calcio. Za Milanem przemierzył sporo kilometrów, kocha zapach San Siro i będzie płakał przy wyburzeniu (które jest konieczne). Nie zapomina o starej, dobrej Ekstraklasie. Na weszlo.com i w WeszłoTV opowiada głównie o piłce włoskiej i polskiej.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama