Ależ to był przedziwny mecz. Niby Norwegowie przez zdecydowaną większość czasu sprawiali wrażenie drużyny lepszej, a zakończyli mecz tylko z jednym golem przewagi i odpierając napór rywala. Senegal z kolei w pierwszej połowie wyglądał na drużynę bezradną, a w drugiej dwukrotnie zdołał się odgryźć i w końcówce mógł poczuć nadzieję na remis. Trudno jednak marzyć o pozytywnym rezultacie, gdy mając naprzeciwko jednego z najlepszych napastników świata, odstawia się kabaret w obronie.
To, że Senegal przegrał ten mecz błędami w obronie nie ulega wątpliwości, natomiast trzeba też podkreślić, że z kreowaniem sytuacji długimi fragmentami też nie było najlepiej. W pierwszej połowie zespół trenera Thiawa potrafił przedostać się na połowę rywala, nawet zmusić go do bronienia się całym zespołem, ale pomysłu na finalizację akcji nie miał żadnego. Dopóki więc Norwegowie byli uważni w tyłach, oglądaliśmy strzały z nieprzygotowanych pozycji, zagrania do nikogo i nieporadne próby indywidualnych zrywów. Ewidentnie brakowało w afrykańskiej drużynie kogoś, komu można oddać piłkę w okolicach szesnastki, by wymyślił coś nieszablonowego. Tym kimś długo nie był ani Mane, ani Sarr, ani Camara, ani Jackson.
Norwegia z kolei była niezwykle konkretna. To, że w pierwszej części meczu Senegal stracił tylko jedną bramkę to zasługa wyłącznie Mendy’ego i nieskuteczności przeciwnika. Golkiper najpierw uratował zespół instynktowną obroną przy strzale głową Ajera – w porę zdążył złączyć nogi, by odbić uderzoną z bliskiej odległości futbolówkę – a potem fantastycznie zatrzymał Odegaarda w sytuacji sam na sam. Pomocnik Arsenalu wcześniej miał jeszcze jedną dogodną okazję, gdy po ładnej zespołowej akcji posłał piłkę nad bramką.
Ale Mendy nie dołączył do Vozinhii, Beiranvanda czy Rooma i nie okazał się wybawcą swojego zespołu. Trzeba przy tym powiedzieć, że zadanie mocno utrudnił mu Kaliodu Koulibaly. Doświadczony kapitan Senegalczyków odstawił w obronie totalny kryminał. Gubił pozycję, podejmował złe decyzje, był zamieszany w każdą ze straconych bramek. Przy pierwszej zagrał wprost pod nogi Pedersena – wprowadzonego na początku spotkania za kontuzjowanego Ryersona – a ten pokonał Mendy’ego, który w tej sytuacji akurat zaliczył nie najlepszą interwencję.
Wejście smoka 🔥
Marcus Holmgren Pedersen tuż po wejściu na boisko strzelił gola.
Druga połowa meczu Norwegia 🆚 Senegal w TVP1, TVP Sport i na https://t.co/HQ5NUaVVDF 📲 pic.twitter.com/i7LZe5X4Eu
— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 23, 2026
Thiaw najwyraźniej wyczuł, że z Koulibalym na boisku mecz może skończyć się wynikiem w kompromitującym wymiarze i ściągnął gracza Al-Hilal z boiska na dwadzieścia minut przed zakończeniem meczu. Spotkania nie dokończył też Mendy, tyle że w jego przypadku chodziło o uraz. Trzeba jednak powiedzieć, im dalej w mecz, tym mniej był pewny – choćby pod koniec pierwszej połowy zamotał się pod bramką i stracił piłkę na rzecz Haalanda, który trafił tylko w słupek.
JAK ON TEGO NIE TRAFIŁ⁉️ pic.twitter.com/p51BBlY7x1
— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 23, 2026
No nie dało się z tak dysponowaną defensywą powalczyć o dobry wynik. Nie z drużyną, która w składzie ma wspomnianego Haalanda. Niewykorzystaną sytuację z pierwszej połowy napastnik Manchesteru City powetował sobie w drugiej i trafił do siatki dwukrotnie. Najpierw ze spokojem wykończył szybki atak napędzony przez Odegaarda (goniący za Haalandem Koulibaly ograniczył się do rozpaczliwej próby zablokowania podania wślizgiem), później wykorzystał dogranie Berga w polu karnym po wielopoziomowej katastrofie Senegalczyków w defensywie (jej finałem było kolejne zagranie piłki pod nogi rywalowi przez Koulibaly’ego).
𝐄𝐫𝐥𝐢𝐧𝐠 𝐇𝐚𝐚𝐥𝐚𝐧𝐝 na mistrzostwach świata czuje się jak ryba w wodzie 🤩
Norweg już po raz drugi trafił do siatki w meczu z Senegalem! pic.twitter.com/jtU0H4FN4P
— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 23, 2026
Trzeba natomiast docenić Senegalczyków, że mimo wszystko się nie podłamali i do końca walczyli o odrobienie strat. Dwukrotnie – przy stanie 2:0 i 3:1 – łapali kontakt z rywalem i obie te bramki zasługują na uznanie. Przy pierwszym golu Sarra zespół z Afryki ładnie przedarł się przez ciasno ustawioną defensywę Norwegów, a efektownym podaniem stawiającym kolegę w sytuacji sam na sam popisał się Mane. Przy drugim gracz Crystal Palace wykorzystał miejsce, które zostawili mu w polu karnym norwescy defensorzy i nie pomylił się po dobrym dograniu od Jacksona.
I tak z meczu, który wydawał się być pod całkowitą kontrolą Norwegów zrobiło się w końcówce spotkanie, w którym Skandynawowie musieli ofiarnie bronić jednobramkowego prowadzenia. Niespodzianki jednak nie było. Zespół Solbakkena już w drugim meczu wykonał zadanie i, jakby nie było, w przekonującym stylu przyklepał awans do fazy pucharowej mistrzostw świata.
Senegalczykom z kolei pozostaje walka z Irakiem o trzecie miejsce w grupie. Taki urok mundialu w obecnej formule, że obie drużyny powinny już grać tylko o honor, a wciąż mogą zagrać o wszystko.
Ocena atrakcyjności meczu: 4/6
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix